24 czerwca 2019

Od Harbingera ७

Wszystko zaczęło się w dniu, w którym Kesame postanowiła przygarnąć obcego szczeniaka. Na początku nie sprawiał kłopotów, dopiero później zaczął działać mi na nerwy i mimo że był dobry, nie potrafiłem znieść jego towarzystwa. Patrząc na to z dystansu, muszę przyznać, że byłem o niego cholernie zazdrosny, bo zabrał mi Kes. Stał się jej oczkiem w głowie, a ona poświęcała mu każdą wolną chwilę, aż do momentu zniknięcia. To dopiero był cios poniżej pasa. Nagle na tron zasiada wilk, który dopiero co skończył nauki i wszyscy bezwzględnie muszą się mu podporządkować.
– Tato? Możesz w końcu przestać zabijać tę ścianę spojrzeniem i powiedzieć mi, po co to spotkanie?
Oh Inveth. Jedyne światełko w mroku, które było czarniejsze od najczarniejszego i przez to błyszczało. Oderwałem swój wzrok od skał i odwróciłem się w stronę In.
– Czy już nawet mi nie wolno spotkać się ze swoim jedynym, ulubionym dzieckiem? – zapytałem sarkastycznie, marszcząc przy tym nos.
– Jedynym ulubionym, czy jedynym żywym? – uśmiechnęła się tak bardzo sztucznie, że aż prawdziwie.
– Co, jeśli obie odpowiedzi są poprawne?
– Będę mile zaskoczona, ale nie wierzę w te słowa.
– Tak, ja też. – Pierwszy raz skłamałem z myślą, że nie powinienem tego robić, a słowa ledwo co przeszły przez moje gardło. Nasza relacja od zawsze była trudna albo jej nie było. Tylko przy Inveth nie wiedziałem co mówić i co robić. Bałem się, że kolejny raz ją skrzywdzę. Właściwie już to zrobiłem.
– Więc – trąciła mnie w ramię – po co tutaj jestem?
– Prawdopodobnie zabrzmię jak szaleniec...
– Już nim jesteś – przerwała mi.
– Kłóciłbym się, ale wracając do tematu... Chcę obalić króla. – Zacząłem ją bacznie obserwować, liczyłem na jakąś reakcję, chociażby mrugnięcie okiem, ale nie doczekałem się. Odpowiedziała mi tylko głucha cisza. – Nic nie powiesz?
Wstała, rozejrzała się na boki, powęszyła, a następnie podeszła do mnie niepewnym krokiem i usiadła obok.
– Jaki jest plan – szepnęła.
– Myślę, że... – usłyszałem kroki i śmiech, a zza zakrętu wyłoniła się zielona, jak wiosenna trawa wadera o nieziemsko ciemnych oczach. – Powinniśmy pójść w jakieś ustronne miejsce.

Innie?

Od Laufeya i mentor z księżyca cz. 2

Cierpliwie czekałem na odpowiedź Topaza. Śnieżny kot nie śpieszył się z nią. Zamknął oczy i nasłuchiwał. Po kilku minutach odpowiedział, a wkoło pojawiły się obrazy z mojej przeszłości. Iluzja.
- Twoja rodzina kradła cenne surowce innym watahom i stadom. Zabierali zioła, drewno, zwierzynę i minerały. Sto lat przed karą... - na iluzji pojawiła się stara wadera o zielonych oczach i siwym futrze. W jej ogon powplatane były kryształowe jagody i księżycowe lilie. - ... Pewna wilcza szamanka przeklęła Twoją watahę. Powiedziała, że ostanie się jedno szczenię z rodu i to ono może odzyskać honor watahy i zdjąć z nich klątwę.
- Tym szczenięciem jestem ja, prawda Topazie?- spytałem.
- Tak. To ty - iluzja się rozmyła, a my patrzeliśmy sobie w oczy. Chwilę myślałem. Jeszcze nigdy nie dostałem takiej ilości informacji. Kradzieże, klątwa, kara i ja. *Co ja mam niby zrobić?* pomyślałem. Postanowiłem przerwać ciszę.
- Topaz, ale co mam zrobić, by złamać klątwę? - spytałem.
- Musisz zdobyć jajo lodowego węża, 100 lodowych jagód, 3 liście ostrokrzewu jaskiniowego, kość ognistego renifera oraz kryształową łzę.
Wszystko to zaniesiesz tam, gdzie jest Twoja rodzina i sporządzisz wywar. Nalewasz 5 litrów wody, wbijasz jajo, dodajesz zgniecione jagody i później starte liście. Wszystko musisz mieszać kością. O północy, w pełnię, dodajesz łzę. Znowu mieszasz. Gdy wywar przybierze fioletowy kolor, musisz wypić miarkę cieczy i stać w centrum osady.
- Zapamiętam, ale co się później ze mną stanie?- Topaz wyraźnie posmutniał.
- Nie wiem Laufeyu, nie wiem...

23 czerwca 2019

HG cd. Adelina

– Cóż nie wyglądam najlepiej – parsknąłem. – Jeśli chcesz, to sobie tutaj posiedź, a ja jeszcze trochę popoluję.
Nie czekając na odpowiedź, ruszyłem w stronę gęstwin, nie dosłyszałem, aby wadera szła za mną, więc z uśmiechem na pysku wskoczyłem w przydrożne krzaki w poszukiwaniu tłustej zdobyczy. Oczywiście przejadanie się nie jest dobre dla organizmu, ale nie jadłem sporo czasu, więc nie powinno mi zaszkodzić. Po przebiegnięciu stu metrów dostrzegłem młodą sarnę. Nie było to tłuste zwierzę, lecz nie mogłem narzekać. Słońce przyjemnie ogrzewało moją skórę, a szum drzew zagłuszał burczenie w żołądku, które mogło zwrócić uwagę potencjalnej zdobyczy. Tak dawno nie polowałem. Już teraz skradając się w trawie, czułem ból zastanych mięśni i dziwny niepokój w środku. Stres, strach przed porażką. Wzdrygnąłem się na samą myśl. Powolnym krokiem zacząłem się zbliżać do ofiary. Nagle poczułem ukłucie w sercu, a zaraz po tym przybycie adrenaliny. Wystarczył jeden skok, nawet nie zdążyła zareagować.

***

– Jak myślisz, dlaczego Airov zwołał zebranie całej watahy? – Zapytała lekko poddenerwowana Adelina, zerkając przy tym na mnie z ukosa. Jakbym coś ukrywał.
– Nie wiem, właściwie w ogóle nie chce mi się tam iść.
– To nie idź.
– Jasne, bo to takie proste – uśmiechnąłem się sztucznie. – Ostatnio mu podpadłem, więc nie mam zamiaru się narażać na gniew naszego władcy. Na razie.
– Hmm... Chyba coś mnie ominęło. Zawsze myślałam, że lubisz Airova, w końcu to syn Kesame, a ona była...
– Nie jest jej synem – przerwałem jej. – Nie prawdziwym, fakt, jako szczenię nie sprawiał kłopotów, wydawał się nieszkodliwy, ale teraz zdecydowanie działa mi na nerwy.
– Dlaczego? – Oparła się o niewielką brzozę i spojrzała na mnie z zaciekawieniem.
– Tak jakoś, po prostu się nie lubimy.
– Myślę, że nie chodzi tylko o to – mruknęła, odrywając ode mnie wzrok, tym samym skupiając go na niewielki, niebieskim motylu. Również zacząłem go obserwować.
– Ten paskudny owad przypomina mi ciebie.
– Bo...
– Trzepoczesz rzęsami z taką samą częstotliwością jak on skrzydełkami.
Sam nie wiem czemu, ale w tamtej chwili mój głos zamienił się w szept. Decyzja o złapaniu tego małego stworzonka została podjęta nagle, a chwilę po tym, delikatny owad już siedział w szklanym pojemniczku z przepuszczającą powietrze pokrywą. Moc tworzenia rzeczy z niczego potrafi być przydatna. 
– I co teraz z nim zrobisz?
Dobre pytanie.
– Zastanawiam się. Mógłbym go trzymać w tym słoiku, dopóki nie zdechnie, ale ma przepuszczalną pokrywę, ewentualnie umrze z głodu. Na pewno go nie wypuszczę – uśmiechnąłem się, spoglądając na jego kolorowe skrzydła.
– Mam rozumieć, że to początek twojej kolekcji?
– Tak. Idziemy na to zebranie?
Adel pokiwała ochoczo głową.

Adelino? Dlaczego Alfa zwołał zebranie?

Nowy podpunkt w formularzu.

Cześć! Dziś krótko o nowym punkcie w formularzu, a mianowicie o Relacjach.
Jak wiadomo na początku nikt nikogo nie zna, ale później nasze wilki znajdują sobie przyjaźnie, miłości i wrogów. To jest miejsce, w którym można wszystko opisać. Przykładowa rozpiska:


Podpunkt będzie aktualizowany, proszę pilnować, co, kto, kiedy. Na razie proszę o podesłanie do mnie wypełnionej rubryki.
Kontakt: Fever [DG] HarbingerGhost [HW] oldsalive@gmail.com lub przez discorda.

Liczę, że ta mała zmiana Wam się spodoba. Do napisania!

HG

Od Vesperum Cd. Faith

Vesperum uparcie brnął przez łąkę porośniętą wysoką trawą, upstrzoną wielobarwnymi kwiatami. Nie oglądał się za siebie, chociaż jego dom już parę dni temu zniknął z pola jego widzenia, pochłonięty przez linię horyzontu i masy oddzielającego ich powietrza. Ile dni już wędrował? Od jak dawna nie rozmawiał z innymi wilkami?
- Ponad tydzień. - Powiedział sam do siebie, chociaż obolałe łapy krzyczały, że przynajmniej od miesiąca przemierzają niezamieszkałe tereny, a tęsknota utwierdzała go w przekonaniu, że znienawidzona samotność ciągnie się od wieków. Jednak rany na jego plecach, dające o sobie znać przy każdym kroku i silniejszym ruchu brutalnie przypominały mu o prawdzie: było znacznie za wcześnie na wyleczenie ciała, a tym bardziej ducha. Na co dzień zapewne odsunąłby własne problemy gdzieś w daleki kąt, zamykając je głęboko w sercu i oddając się zajęciu najlepiej zajmującej jego myśli, pomaganiu innym. Teraz jednak umysł Caelo nieustannie zarzucał go setkami ponurych, jednak realnych wizji.
„Wilk, który żył w powietrzu, w grupie nie poradzi sobie sam na ziemi. Jak przetrwam? Co, jeśli nie znajdę nowej watahy i zawsze będę już plątać się, nie mając do kogo otworzyć pyska? W końcu wygnanie nie robi ze mnie najlepszego materiału na nowego rekruta”.
Ves zatrzymał się nagle, nastawiając uszu i rozglądając się dookoła, ożywiony.
Szum strumienia wyrwał go z trwającego znacznie zbyt długo letargu i „egoistycznego” jego zdaniem myślenia o sobie. Przyśpieszając kroku, zbliżył się do rzeczki i stając na brzegu, uważnie wpatrywał się w szemrającą wodę, szukając jakichkolwiek oznak głębokiej toni. Upewniwszy się, że w rzece nie ma niczego, co mogłoby podsycać jego lęki, delikatnie zanurzył się najpierw do połowy kończyn, a potem aż po pysk. Zimnawa woda przyjemnie ochłodziła jego zmęczone ciało, oczyściła ranę, odlepiając z niej poklejone futro i pomogła w rozluźnieniu mięśni oraz otwarciu umysłu. Stał tak jeszcze chwilę, pozwalając, by dość delikatny prąd obmywał zakurzoną sierść. Schylił głowę, znikając całkowicie w toni, by po kilku sekundach pospiesznie wyskoczyć na kamienisty brzeg. Otrzepał się z wody, jak na prawdziwego psowatego przystało, przywołując dodatkowo wiatr, który dopełnił dzieła.
No właśnie. Magia. Dlaczego nie wpadł na to wcześniej? Caelo nie zamierzał spędzić reszty, życia stąpając twardo po ziemi.
Dreprał chwilę w miejscu, rozgrzewając kończyny. Pierwsza próba: stworzył silny strumień powietrza i wskoczył na niego z nadzieją na polecenie razem z nim. Zamiast tego wywinął koziołka, lądując czterema literami na wystającym głazie. Skrzywił się, wstając pospiesznie i odbiegając kilka kroków, próbując rozchodzić obolałe siedzenie.
- Drugie podejście - stworzył silny i płaski strumień, upychając w nim jak najwięcej powietrza.
Postawił na nim łapę, która natychmiast została wystrzelona do przodu. Pchnięty do działania małym sukcesem, biegł przed siebie, tworząc pod kończynami kolejne prądy. Dopiero po kilkuset metrach koślawego sprintu tuż nad ziemią, zaczął czuć się pewniej w nowym sposobie podróżowania. Niewiele myśląc, zaczął wybijać się wyżej i wyżej, aż w końcu znalazł się tuż pod warstwą najniższych chmur. Z ogromnym uśmiechem na pysku gnał przed siebie, delektując się uczuciem wolności i wiatrem smagającym jego sierść. Z zaciekawieniem wpatrywał się w mijane w dole polany oraz lasy, nowe i niezbadane dla basiora.
Wtedy jego wzrok przykuł wyróżniający się żółtawą barwą obszar. Zmrużył lekko oczy i przez własną nieuwagę zapomniał o stworzeniu kolejnej, ulotnej „platformy". Jak długi poleciał w dół, niekontrolowanie wirując w powietrzu. Gdy w końcu odzyskał jakąkolwiek równowagę, znajdował się tuż nad ziemią. Instynktownie stworzył pod sobą wir, który w części wyhamował jego impet. Mimo użycia magii uderzył w grunt, wzbijając tumany kurzu i otwierając ranę na plecach. Z cichym warknięciem wstał, rozglądając się dookoła. Tajemnicze miejsce okazało się niegdyś pięknym, jednak teraz zaniedbanym ogrodem, pełnym zeschniętych i zaniedbanych roślin. Z jego stanu wywnioskował jednak, że został opuszczony dość niedawno. Ves nie brał nawet pod uwagę opcji, iż istota zajmująca się florą nadal przebywa w tym miejscu. Bo dlaczego wtedy miałaby tak zaniedbać to miejsce?
Tym większe było jego zdziwienie, gdy usłyszał szelest, a kątem oka dostrzegł ruch.
- Halo? Przepraszam, jeśli przeszkadzam... - Zaczął spokojnym, przyjaznym głosem, odwracając łeb w kierunku, w którym prawdopodobnie znajdował się właściciel ogrodu. Jego spojrzenie padło na białowłosą, wyraźnie zasmuconą i przybitą waderę. - Witaj, jestem Vesperum Caelo. - Powiedział ciepło, z lekką nutą troski. - Czy mogę jakoś pomóc?

Faith?

22 czerwca 2019

Powitajmy Sonatę!

Lynndoodles
O wiele łatwiej jest wyleczyć zranione ciało niż cierpiąca duszę.

Imię: Sonata
Pseudonim: Lubi, gdy inni używają jej pełnego imienia, jednak jest otwarta na propozycje.
Wiek: 6 lat
Płeć: Wadera
Charakter: Sonata jest łagodną wilczycą o przyjacielskim usposobieniu. Nie jest zbyt wygadana jednak jeśli tylko zechcesz to chętnie z tobą pogada i dotrzyma towarzystwa. Wilczyca jest spokojna i ma w sobie naprawdę spore zasoby cierpliwości. Często dwa razy pomyśli zanim coś powie jednak jej także zdarza się coś powiedzieć w przypływie emocji. Samica zwykle chodzi obdarzając wszystkich napotkanych ciepłym uśmiechem, nieczęsto można zobaczyć ją smutną gdyż woli nie pokazywać tego światu. Lubi się czasem powygłupiać i pożartować, także z samej siebie o ile żarty te nie dotyczą jej wzrostu. Choć samica niechętnie to przyznaje jest trochę przewrażliwiona na tym punkcie i nie lubi gdy ktoś przypomina jej o tym jak niska jest. Sonata nie lubi konfliktów więc zwykle unika takich sytuacji jeśli jednak już się w takowej znajdzie, woli je rozwiązywać przy pomocy słów niż siły. W sytuacjach zagrożenia potrafi się opanować i zachować trzeźwość myślenia. Nie jest zbyt dobra w przyjmowaniu komplementów i w zasadzie łatwo ją zawstydzić. Bywa też czasem trochę zapominalska i niezdarna, a kiedy nie ma nic szczególnego do zrobienia potrafi być nieobecna i pogrążona we własnych myślach.
Wygląd: Patrząc na wilczycę zwykle pierwszym, na co zwracają uwagę inni, jest jej nieprzeciętnie niski wzrost. Jest ona bowiem mniej więcej o głowę niższa od średniej wielkości przedstawiciela swojego gatunku. W dodatku Sonata jest także dość szczuplutka i nie może się pochwalić zbyt imponującą tkanką mięśniową. Całe ciało wilczycy pokryte jest śnieżnobiałą, gęstą sierścią. Ogon wilczycy jest standardowej długości jednak długa i miękka sierść, która go porasta, sprawia, że wydaje się on wizualnie tak samo długi, jak samo jej ciało. Drobna budowa Sonaty sprawia, że jej uszy także wydają się większe, niż są w rzeczywistości. Na plecach wilczyca nosi parę półprzezroczystych, błękitnych skrzydeł. Po grzbiecie wadery przebiega jasnoniebieska wstęga, kończąca się długą kokardą u nasady ogona. Mniejsze wstążki, w tym samym kolorze ma zawiązane także na przednich łapach. Oczy Sonaty mają barwę turkusu.
Głos: Ciepły i przyjemny dla ucha głos. Czasem sprawiający wrażenie dość monotonnego jednak głównie wtedy gdy z jakiegoś powodu samica nie chce ujawniać swoich emocji. Pomimo iż jej głos jest dość wysoki, nie sprawia wrażenie piskliwego ale dobrze pasującego do jej niewielkiej postury.
Stanowisko: Uzdrowiciel
Umiejętności: Intelekt: 10 | Siła: 3 | Zwinność: 8 | Szybkość: 8 | Magia: 6 | Wzrok: 5 | Węch: 5 | Słuch: 5
Rasa: Anioł
Żywioły: Wiatr, Magia
Moce:
• Wadera posiadła umiejętność tworzenia tarczy przy pomocy wiatru.
• Sonata zdolna jest do leczenia ran innych przy pomocy samego dotyku.
• Zdarza się, że samica jest w stanie zobaczyć dusze zmarłych.
Rodzina:
Matka - Zawsze troszcząca się o swoje dzieci wilczyca imieniem Akane,
Ojciec - Flynt, wymagający lecz często uśmiechnięty basior,
Starsza siostra - Wolny duch mający na imię Nimfa.
Partner: Chciała by poznać kogoś komu gotowa będzie oddać serce.
Potomstwo: -
Historia: Pierwsze 3 lata życia wilczycy nie należały do zbyt interesujących. Cały ten czas spędziła bowiem z rodziną i przyjaciółmi należącymi do watahy. Czas jednak mijał i Sonata zapragnęła zobaczyć trochę świata. Choć czuła żal towarzyszący opuszczaniu rodzinnego gniazda nie potrafiła oprzeć się chęci ujrzenia większego świata, rzeczy, których nie jest w stanie zobaczyć, pozostając na terenach rodzinnej watahy. Porozmawiała więc z rodzicami, a Ci postanowili jej nie zatrzymywać. Tak oto w niedługim czasie Sonata opuściła dom i wyruszyła w świat. Podczas swojej wędrówki spotkała różne wilki i zobaczyła wiele miejsc. Kilka razy dołączała także do kilku watah, jednak w żadnej z nich nie zagrzała na długo miejsca. Jej wędrówka trwałą więc kilka lat do momentu, w którym nie napotkała Watahy Smoczego Ostrza. Nie była pewna do końca dlaczego, ale chciała w niej pozostać, na zdecydowanie dłużej niż w którejkolwiek z dotychczasowo napotkanych watah. No więc została.
Przedmioty: -
Jaskinia: Umiejscowiona na obrzeżach centrum nieduża jaskinia na którą składają się 3 komnaty. Dwie z nich zdecydowanie mniejsze zagospodarowane zostały jako sypialnie, Sonaty oraz gościnną, z czego ta druga z racji rzadkiego użytkowanie pełni raczej funkcję magazynku. Ostatnia komnata, blisko dwa razy większa od pozostałych pełni funkcję salonu, wypełnionego przeróżnymi drobiazgami oraz sporą ilością świeczek. Do jaskini prowadzi charakterystyczne wejście znajdujące się w starym drzewie.
Ciekawostki:
• Sonata uwielbia świeczki, szczególną słabość ma zaś do tych zapachowych.
Właściciel: anako (howrse/doggi)

Powracają!


Laetitia Cyrielle | 4 lata | Psycholog | lena.szafranska1@gmail.com | KP

Black (commish) by OliveSheep

Cathien | 8 lat | Szpieg | lena.szafranska1@gmail.com | KP

Od Paina cd. Mikadzuki

Ileż to się stało w naszej kochanej watasze... Niemal nie sposób to opisać. Pech, że akurat cholernie pisać mi się nie chciało. Pogoda nie zachęcała, wręcz przeciwnie - ciężkie chmury od kilku dni nieprzerwanie kłębiły się na niebie, a członkowie stada słońce widzieli jaki świnia niebo. Ale praca to też swego rodzaju obowiązek, który - co by nie było - wykonywać trzeba. "Ja nic nie muszę, ja co najwyżej mogę" - przemknęło mi przez myśl i momentalnie się uśmiechnąłem. Stworzenia w przypływie nienazwanych emocji wymyślają różne głupoty, z bezsensownymi "złotymi" myślami włącznie. Oddaliłem myśli o głupocie na bok i skierowałem się do biblioteki. Tam pochowane są moje cenne, bo jakżeby inaczej, kroniki. Niejednokrotnie pochylałem się nad sprawą przeniesienia swoich skarbów do konkretnego, niedostępnego dla innych miejsca, jednak konieczność dbania o tą placówkę na własną rękę odpychała mnie od podjęcia decyzji. Dbanie o cokolwiek na dłuższą metę to prawdziwe męczarnie, których nie zamierzam przechodzić i bajki o poświęceniu nie zmienią mojego zdania.Ale, wracając, byłem w drodze do biblioteki gdy już w oddali spostrzegłem niecodzienny widok. Z daleka obraz był rozmazany i w pierwszej chwili pomyślałem, że mam do czynienia z zaczarowanym jeleniem. Widziałem tylko białe rogi z niebieskimi akcentami i czarną sylwetkę. Odrzuciłem jednak przypuszczenia o konfrontacji z potencjalnym posiłkiem, gdy ten nie ustraszenie szedł w moją stronę. Ujrzałem w nim wilka. Dziwnego bo dziwnego, ale wilka i mogę przysiąc, że wcześniej tu takiego nie widziałem. Dziwnie byłoby przejść obok siebie bez słowa, nie? Wypadałoby walnąć jakieś zdanie, za które pewnie będę się wstydził do końca życia. Do dzieła, Pain. Pokaż kto tu rządzi.
- Witam... Wyglądasz mi na nowicjusza. - zacząłem z grubej rury.
- Nie pomyliłeś się. - zapewniła bardziej z konieczności. Wyglądała na troszkę zdezorientowaną.
- Tu stacjonuje jakaś wataha, prawda? - zapytała ciekawsko rozglądając się po lesie. No to teraz zabawimy się w przewodnika, tak?
- Tak, tak, jest. Miłe z nas osoby, zapewniam. - oznajmiłem z nutką ironii w głosie, którą samica chyba wyczuła.
- Tak w ogóle - Pain jestem. Zaraz tu wrócę, jakbyś potrzebowała jakiejś wskazówki, ale jak na razie muszę skoczyć po coś do biblioteki. - rzuciłem na odchodne i usłyszałem, jak nienzajoma szybko przedstawia się jako
Dākudia. Później całą drogę byłem dumny z tego, jak miłym potrafię być osobnikiem. Wymiatam, i tyle w temacie. W bibliotece byłem już po chwili - od razu doszedł do mnie zapach wszystkich starych i nowych ksiąg. Ten właśnie zapach nieodłącznie kojarzy mi się z obowiązkiem. Potruchtałem w stronę grubej kroniki, której połowa kartek wciąż nie była zapisana. Nagłówek: Odejście Bety. Obowiązkowo data i długi wywód o tym, że odeszła niezwykle ważna cząstka naszej wspólnoty. Na koniec pożegnalna sentencja. I wtedy przypomniałem sobie o nowo poznanej waderze. Nie musiałbym znów jej spotykać, ale powiedziałem, że wrócę. Nie żebym był honorowy, ale tym razem dotrzymam słowa. I tak by mi się nudziło.
Zgodnie z tym, co przeczuwałem, Dākudia jakby zagubiona siedziała już w centrum.
- Ejże! - kreatywne powitanie, jak na mnie, czyż nie? - To ja... Pain. Miałem wrócić, więc oto jestem.
- Taak. - potwierdziła i spojrzała na mnie wyczekującym wzrokiem. Nienawidzę takich spojrzeń. W ogóle.
- Coś... pokazać ci, oprowadzić? Albo... sam nie wiem. - zaproponowałem i popatrzyłem jej w oczy, jednak gdy nasze spojrzenia zetknęły się, natychmiast odwróciłem wzrok. Takich chwil też nienawidzę.
- Właściwie to myślę, że sobie poradzę. Przynajmniej mam taką nadzieję... Ale czy nie muszę się jakoś zameldować, czy coś?
- Ee tam. - lekceważąco machnąłem łapą - to tylko formalność. I tak cię przyjmą, a poza tym nie mam ochoty widzieć się z tym czarnuchem.
- Kim?
- No, z Airovem. Nie mam nic do niego, bo to całkiem spoko koleś, ale wiesz, cała ta oficjalność i w ogóle... nie mam na to ochoty.
Popatrzyła się na mnie jak na idiotę. Wydaję mi się, że po prostu była nieco zaskoczona sposobem, w jaki się wyrażam.
- Ale wiesz, że mogę iść tam sama?
Ach.
- No tak, tak, oczywiście. A wiesz gdzie to jest?
- Nie zupełnie... daleko?
- No... niezbyt. Pytanie, czy alfa akurat będzie u siebie.
Mruknęła coś na znak, że rozumie.
- Możemy iść do lasu Feniksa. Tylko, że tam akurat prędko nie dojdziemy, ale obiecuję że lepszego jedzenia nie znajdziesz.
- A ten Airov też może tam być?
- Kto wie, on może być wszędzie. Do lasu idzie się po posiłek.

Mikadzuki?

Od Ethereala cd. Fasoli

Nienawidził tego uczucia, kiedy w pysku zaczynało brakować mu słów. Chociaż rozmowa dotyczyła właśnie jego, nie potrafił czuć się jak ryba w wodzie, nie umiał ładnie i płynnie poruszać się w sferze tego tematu. W porównaniu do Fasoli lub innych osobników nie mógł podziwiać swoich oczu podczas zwykłej pogawędki. Potrzebował odbicia, aby móc się im przyjrzeć, dlatego nie potrafił określić, co tak dokładnie charakteryzuje jego ślepia, aby móc wyszczególnić to piękniejsze. Rzadko zachwyca się pięknem, tym bardziej swoim pięknem. Zwykle słuchał opinii innych, dzięki którym miał delikatny zarys tego, co i jak, ale... Miał teraz znaleźć kompromis. Kompromis dla sporu, który dotyczył wybór tego śliczniejszego. Pokręcił nerwowo łbem, próbując odnaleźć cokolwiek, co mogłoby postawić na równi żywy szkarłat z mdłą nijakością. Urok mają zupełnie inny poprzez różny kolor, blask... Ale chwila, mają tego samego właściciela, więc będą ukazywać te same uczucia i emocje, niezależnie od tego w jak bardzo widoczny sposób. Uśmiechnął się pod nosem, czując podziw dla samego siebie, którego doznał, odkrywając po raz kolejny swój geniusz.
– Możesz sobie dumać i dumać, zastanawiając się, które faktycznie jest ładniejsze, ale koniec końców, oba są takie same. Dla jednego to lśniąca czerwień będzie czymś majestatycznym, dla drugiego wyblakły amazonit, więc wybór tego jedynego zależy od indywidualnych preferencji, jednak gdy tak już dłużej pomyślisz... Dlaczego by ich nie porównać na tej samej płaszczyźnie, gdzie mogą wykazać się tą samą właściwością? Twoje oczy są jednakowo śliczne, do momentu, w którym stwierdzisz, że lewe lub prawe jest ładniejsze, bo... jest lewe lub prawe. U mnie możesz je postawić na równi, kiedy uznasz, że jednakowo widać w nich odczuwane przeze mnie emocje. Cóż, nie mieliśmy tyle razem do czynienia, żebyś mogła to ot tak stwierdzić, ale jestem przekonany, że zrozumiesz. Wyglądasz na bystrą wilczycę, hah.
Zamerdał swoim ogonem, oczekując jakiejkolwiek reakcji ze strony Fasoli. Prawdopodobnie jeszcze się zastanawiała nad sensem słów Ethereala, a może już próbowała zniszczyć jego mniej bądź bardziej celny światopogląd w kwestii jednakowości cyntiuszowych ślepi. Chcąc upewnić ją w swoim przekonaniu, Cynek postanowił jeszcze co nieco dopowiedzieć:
– Iskierka szaleństwa tli się jednakowo w obu oczach, podobnie jest z iskierką radości. Nutka niepokoju bądź smutku objawia się identycznie w lewym i w prawym. Jestem tego pewny, ponieważ... tak.
– Rozumiem – odparła, jednak Etesiowi wydało się to mało wiarygodne.
– Jeśli tak uważasz, niech będzie. – Przybliżył się do niej. – W takim razie, opowiedz mi, dlaczego uważasz je za piękne na swój sposób. Co ty w nich widzisz?

Fasola?

21 czerwca 2019

Powitajmy Vesperum Caelo!

właściciel

Żyj tak, by na co dzień nikt cię nie zauważał, a po śmierci każdy pamiętał twoje imię.


Imię: Vesperum Caelo
Pseudonim: Ves, Cae, Per
Wiek: 4 lata
Płeć: Basior
Charakter: Vesperum to wesoły basior, kochający wolność i przygody. Niełatwo jest mu pozostać w jednym miejscu przez rozpierającą go energię. Nie przywiązuje się do rzeczy, uważając je jedynie za zbędny ciężar, który musiałby z sobą wszędzie dźwigać. Już wystarczająco ciążyła mu jego historia i brak skrzydeł. Często buja w obłokach, odlatując myślami w miejsca, w których już był lub które chciałby odwiedzić. W stosunku do innych Cae to naprawdę przyjazny wilk, gotowy wysłuchać każdego, doradzić, jeśli zajdzie taka potrzeba, pocieszyć czy po prostu być obok. Każdego przywita ciepłym uśmiechem, problemy innych traktuje o wiele poważniej niż własne, które bagatelizuje swoimi słowami oraz czynami. Jest niezwykle troskliwy, każdego, nawet najbardziej nieprzyjaznego wilka gotowy jest otoczyć skrzydłem opieki. Kilkoma słowy- jest po prostu altruistą. Właśnie dzięki czy też przez ową postawę poznawanie nowych wilków sprawia mu przyjemność. Jednak te znajomości kończyły się zwykle jedynie na wymianie imion i pomaganiu w razie potrzeby. Przyzwyczaił się do bycia swoistą ucieczką od codzienności, o której pamięta się jedynie w ciężkich czasach. Basiorem, z którym można porozmawiać raz na jakiś czas, poprosić o przysługę i po prostu o nim zapomnieć. To po części była wina Pera. Pozwalał, by inni otwierali się przed nim, jednocześnie wiecznie kryjąc własne problemy i emocje, pokazując jedynie tą jasną, uśmiechniętą stronę. Nie znosi mówić o sobie, o własnej przeszłości i przeżyciach, uważając je za coś nieistotnego, nudnego i mało interesującego. Samoocena i pewność siebie Caelo już dawno sięgnęła dna i zaczęła kopać sobie bardzo, bardzo głęboki grób. Jego największym problemem jest jednak samotność. Może pracować wśród wilków, przebywać z nimi, rozmawiać, jednak koniec końców nawet w tłumie innych istot pokonuje własne życie w pojedynkę. Inni nie przywiązują się do niego, ponieważ nieznaną prawdziwego Vesperum. On nie mówi o sobie, bo nie jest wart większej uwagi innych. Błędne koło przekonań i iluzji, które sam stworzył, zamyka mu drogę na głębsze relacje. Jednak gdy natrafi na kogoś, kto go prawdziwie doceni, to odda za owo stworzenie nawet własne życie. Przy bliższym poznaniu okazuje się o wiele bardziej emocjonalny niż na co dzień, gdy dusi wszystkie odczucia w zarodku. Ves łatwo zapomina innym błędy i wybacza potknięcia. W końcu każdy jest jedynie wilkiem, każdy może mieć gorszy dzień. Dlatego, gdy nawet ktoś zrani go do głębi, z krwawiącym sercem wróci z uśmiechem, pytając, jak minął mu dzień i czy może w czymś pomóc.
Cae jest również rzetelny i odpowiedzialny. Podejmując się jakiegoś zadania, wkłada w nie całą swoją energię, czas, chcąc wykonać je jak najlepiej. Nie ważne, czy to organizacja imprezy, czy zwykła pomoc przy sprzątaniu. Inteligencja i spryt jedynie pomagają mu w realizacji własnych planów. Co do jego podejścia do życia, to stara się być realistycznym optymistą. Jego zdaniem szklanka jest zawsze pełna. A to, że jej połowa to woda a resztę zajmuje powietrze to jedynie szczegół.
Wygląd: Vesperum to średniego wzrostu basior o trochę dłuższej niż standardowo sierści. Nie wyróżnia się wśród innych sylwetką, kształtem pyska czy muskulaturą. Szczerze to z nią u niego nie jest najlepiej. Jednak w tłumie widać go z daleka przez niezwykłe umaszczenie. To dzięki niemu jego imię brzmi „Wieczorne niebo". Futro basiora upstrzone cętkami utrzymane jest w tonacji fioletu, granatu oraz ciepłej żółci. Jego ego oczy, punkty nad nimi, ogromny okrąg oraz łatki na plecach Cae lśnią delikatnym blaskiem. Futro wkoło owych miejsc nabiera barw niczym nieboskłon upstrzony dziesiątkami zachodzących słońc. Na jego łopatkach znajdują się dwie, podłużne blizny lekko zakryte futrem- ślady po odciętych skrzydłach.
Głos: Głęboki, melodyjny i nad wyraz przyjemny dla ucha. Powściągliwy, choć pełen emocji, lekko wibrujący i rozbrzmiewający w głowie. Jeśli znacie głos Toma Hiddlestona to wiecie, o czym mówię.
Stanowisko: Barman
Umiejętności: Intelekt: 9 | Siła: 3 | Zwinność: 7 | Szybkość: 6 | Magia: 10| Wzrok: 5 | Węch: 5 | Słuch: 5
Rasa: Wilk Powietrza
Żywioły: Powietrze, Światło
Moce:
- Władza nad powietrzem: może dowolnie nim sterować, manipulować, tworzyć wiry czy też powietrze platformy. Dzięki owej mocy może przesuwać przedmioty, jak i biegać w przestworzach.
- Władza nad światłem: potrafi zbierać w sobie energię świetlną i wykorzystywać ją później. Czerpanym światłem może dowolnie manipulować, tworzyć z niego świecące kule, przedmioty, istoty itd.
- Odczytywanie emocji innych, nawet tych skrywanych.
Rodzina: 
Matka - Ventum (brak informacji o jej obecnym stanie)
Ojciec - Kaze (brak informacji o jego obecnym stanie)
Partner: Nie posiada, jednak ma nadzieję na spotkanie drugiej połówki.
Potomstwo: Brak
Historia: Vesperum pochodzi z watahy zamieszkującej wysokie góry, w której władzę sprawowały wilki powietrza. Działała tam jedna, najważniejsza zasada: kto włada przestworzami, ten rządzi wilkami. Wszystkie uskrzydlone wadery oraz basiory uważały się za lepszych od stąpających po ziemi magów lodu, mroku czy ognia. Ventum miała dosyć towarzystwa snobistycznych egoistów. W ramach własnego protestu podążyła za głosem serca, wiążąc się z Kaze panującym nad światłem. Z owego romansu na świat przyszedł Per, brudnokrwisty wyrzutek, odtrącany przez rówieśników. Na złość wszystkim „szlachetnie” urodzonym, był jednym z najlepszych lotników, a jego moce rosły w siłę z dnia na dzień, wprost proporcjonalnie do rozwijającej się empatii. Po czterech latach jego życia w końcu nadarzył się powód, by rządzący watahą mogli się go pozbyć. Caelo stanął w obronie starej wadery, zadręczanej przez złośliwe podrostki. Jednogłośnie zgodzono się na jedną z najgorszych kar dla Powietrznych: odebranie tak cennego skarbu, jakim są skrzydła i wygnanie. Bez możliwości pożegnania się z najbliższymi, opuścił rodzinne strony.
Jego tułaczka nie trwała długo, nim trafił ma tereny WSO, gdzie znalazł nowy dom.
Jaskinia: Cały żart z jaskinią Caelo polega na jej braku. Nie przywiązuje się do przedmiotów, więc nie potrzebuje miejsca do ich składowania. Sypia na łąkach, drzewach, w opuszczonych chatach czy też przypadkowych, jeszcze niezamieszkałych grotach. Zimy oraz ulewy przeczekuje w „Smoczej Norze”.
Ciekawostki:
₪Nie lubi: Walki, niesprawiedliwości, cierpienia innych, małych pomieszczeń, rozmowy o sobie.
₪Boi się: skrępowania (nie mówię tu o uczuciach), ograniczenia ruchów, głębin.
₪Lubi: Wylegiwanie się w słońcu, słuchanie innych, swoją pracę, rośliny oraz zwierzęta, zachody, biały, żółty oraz czerwony kolor.
Właściciel: bunaaabu@gmail.com

Fasola cd. Ethereal

Spojrzałam na wilka lekko zdziwiona. Miałam ochotę uciec, ale to było kompletnie nie w moim stylu. Poza tym byłam swatką i duszą towarzystwa, a on może szukał pomocy. Jakiejkolwiek.
– Odprowadzę cię. Gdzie Idziesz?
– Do siebie. – No. W końcu odzyskałam mowę i kontakt z mózgiem. Dziwi mnie czasem moje zachowanie, a raczej jego brak. Odkąd pamiętam, gdy skupiałam na czymś całą swoją uwagę, to zapominałam o świecie i nic się wtedy nie liczyło. Miało to swoje plusy i minusy, ale teraz, gdy jestem dorosła, coraz częściej zaczyna mi to przeszkadzać. Powinnam być poważna, a takie wybryki w ogóle nie pomagają.
– Hej, uważaj. – Głos basiora kolejny raz wyrwał mnie z rozmyślań. Na szczęście oprzytomniałam w porę i ominęłam przeszkodę, która czekała na taką ofiarę, jak ja.
– Wybacz, jestem dziś lekko roztargniona.
– Lekko to mało powiedziane – parsknął. Nie było to złośliwe, nie było też grzeczne. Od taka przyjacielska uwaga.
– Co do napisania własnej książki, ciekawa propozycja, ale chyba nie odważę się na to, jeszcze nie teraz. Czuję się za młoda, aby dzielić się ze światem swoją wiedzą, a raczej jej brakiem – uśmiechnęłam się.
– Myślę, że czasem warto spojrzeć na świat obcymi, młodymi oczami.
– Może...
Urwałam, nie wiedząc, co dalej. Szliśmy przed siebie zatopieni we własnych myślach. Nic nie mogłam poradzić na to, że cały mój organizm skupiał się na skanowaniu Ethereala. Był uroczym, białym, puszystym misiem i gdyby nie sterczące, wilcze uszy i czarne blizny, serio mógłby robić za przybraną mamę dla niedźwiedzi. I te oczy. Z jednej strony groźne, z dzikim błyskiem, ale kiedy patrzyłam w nie dłużej, dostrzegałam wewnętrzny spokój.
– Mam coś na pysku? – zapytał zdezorientowany.
– Nie, ja po prostu... Oglądałam twoje oczy – odpowiedziałam lekko speszona. Boże, dlaczego w głowie ten tekst brzmiał nawet znośnie, a na żywo ocieka kiczem? Coś mi podpowiadało, że poziom kompromitacji w dzisiejszym dniu przekroczył normę.
– Wiesz, lubię, kiedy inni się mną zachwycają, ale nie chcę ponosić odpowiedzialności za ich zdrowie, a ty jesteś dziś wyjątkowo nieuważna. Może zrobimy przerwę?
– Jasne – mruknęłam posępnie. Ethe chyba to zauważył, bo przez jego radosny pysk przewinął się cień zmartwienia.
– Noo, to które oko mam według ciebie ładniejsze? – wyprostował się i popatrzył na mnie dumnie.
Czerwony był dla mnie poniekąd kolorem zwycięstwa, radości, życia, ale to zieleń, czy też błękit działał na mnie uspokajająco. W oczach Ethereala za jednym razem można było zobaczyć tyle emocji, że nie sposób opisać, które z nich było piękniejsze.
– To kwestia sporna, oba są piękne na swój sposób.
– Spory można rozwiązywać poprzez komprimis.
– Myślę, że w tym wypadku nie będzie kompromisu, chyba, że masz jakiś pomysł?

Ethe? Cóż mogę powiedzieć, pierwsze wcielenie w Fasolę od trzech miesięcy. Nie jest idealnie, ale ideały nie istnieją.

20 czerwca 2019

Wracamy!

Oficjalnie i z radością oświadczam, że nasza mała wataha powraca do życia!

 Jednak nie wszystko będzie takie, jak wcześniej, ale liczę, że to Was nie zrazi. Zmiany są potrzebne.
Jedną z ważniejszych informacji jest odejście dwóch administratorek bloga - Nathing oraz Toxx.
Nasza droga Alfa Airov również zmniejszy swój zakres obowiązków, ale to nie znaczy, że jej nie będzie. I cóż jeszcze... Reszta planów do pewnego czasu zostaje utajniona. Pozostaje nam jedynie podziękować Wam za to, że wciąż z nami jesteście i życzyć miłych wakacji oraz dobrej zabawy!

Administracja

17 czerwca 2019

Odchodzę

The Mystic Wolf
Nathing | 22 lata | Samica Beta ✦ wojownik | Sea | KP

Ninetales by Jackalloops
Jackalloops
Taiyō Dihibatan | 17 lat | Opiekun | Sea | KP





Ja już dawno przestałam być częścią WSO, a kiedy WSO przestało być częścią mnie, nadszedł moment, by odejść.
Pewnie znajdą się osoby, które zechcą się spierać, że jestem - czy też byłam - częścią WSO, ale ja czułam, że nie jestem jedną z Was. Wiele razy wahałam się, chciałam opuszczać watahę raz po raz. Jednak dopiero ten zastój uświadomił mi, że faktycznie jestem w stanie to zrobić. Nie wiem, kiedy WSO wyszło z mojego serca, może kiedy zaczęłam wchodzić tu z musu, może gdy przestałam czytać najnowsze opowiadania, przestało mnie obchodzić kto doszedł. W każdym razie pora na mnie. Teraz rozumiem, że - chociaż Ariene i Nocta za te słowa mnie zabiją - Wataha Smoczego Ostrza to tylko strona, jak wszystkie inne.
Nie byłam dobrą administratorką, a w roli Bety szło mi jeszcze gorzej. Kiedy od nowa czytam moje opowiadania, śmieszy mnie, że kiedyś uznawałam je za ładne. Innymi słowy nie pozostawiam po sobie nic finezyjnego. To chyba jedyna rzecz, która mnie smuci. Wolałabym zostawić po sobie dobry ślad.
Pisałam ten list wciąż na nowo. A teraz, kiedy rzeczywiście odchodzę, okazuje się, że nie mam tak wiele do napisania.
Odchodzę na zawsze i nieodwołalnie.
Niezależnie czy kazałabym Wam mnie pamiętać czy zapomnieć, pamięć ludzka trwa tyle samo. Po prostu nie opłakujcie mnie i wybierzcie sobie nową Betę.
Życzę Wam powodzenia z nowym początkiem. Jeśli dojdą dawni członkowie, to będzie to większy sukces, niż teraz Wam się wydaje. I bardzo będzie mnie to cieszyć.


Nathing, była Beta Watahy Smoczego Ostrza

10 czerwca 2019

Odchodzą

Powód: decyzja właściciela

dNiseb
Nicodem | 3 lata | Uzdrowiciel | Pan Frodo | KP

Safiru
Ren | 7 lat | Myśliwy | Pan Frodo | KP

dNiseb
Lumen | 8 lat | Ogrodnik | Pan Frodo | KP

Roki | 5 lat | Alchemik ✦ Zoolog | Pan Frodo | KP

Odchodzi

Powód: Wyprawa na misję dyplomatyczną w sprawach sojuszu z innymi watahami (decyzja właściciela).

wolf-minori
Symonides | 17 lat | Dyplomata | Ktosicek | KP

Większość obrazków i zdjęć umieszczonych na blogu nie jest naszego autorstwa.

Proszę o nie kopiowanie treści z bloga w celach własnych bez wiedzy administratorki.

Szablon wykonała Fragonia dla bloga
Sisters of The Template