Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Victoria Nox Aeris. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Victoria Nox Aeris. Pokaż wszystkie posty

25 czerwca 2019

Od Victorii

Victoria oprowadzała właśnie kolejną wycieczkę po terenach watahy. Pokazywała za pomocą nietypowych iluzji przebieg historii danego miejsca. Wiele wilków zachwycało się tymi obrazami. Zadawało pytania, a szczenięta bawiły się w „Co by było, gdyby…”
- Proszę Pani! Co by było, gdyby piorun uderzył w tamtą kolumnę? - spytało jedno szczenię.  Skrzydlata wadera się uśmiechnęła. Zamknęła oczy i nałożyła iluzję na starą portową budowlę, w której się znajdowali.
- Pewnie wyglądałoby to tak… - Słup pośrodku niewielkiej budowli został trafiony przez piorun. Skruszył się i złamał, po czym sufit budynku się zawalił. Niektóre szczeniaki piszczały z przerażenia, inne się śmiały z reakcji rówieśników, a starsze wilki próbowały je uspokoić. Tylko jeden z zwiedzających wilków nie był zbytnio zainteresowany wycieczką. Szedł na samym końcu, jakby od niechcenia. Miał na sobie czarną, długą pelerynę. Jedyne co można było dostrzec, to błyszczące oczy. Nie wyrażały one żadnych emocji. Owy wilk poruszał się niemal bezszelestnie…
- Dobrze moi drodzy. To koniec wycieczki. Proszę sprawdzić, czy wszyscy są.  Zack patrz pod łapy!- złapała rudego szczeniaka i odciągnęła go od krawędzi. Niemal wszyscy udali się w swoje strony. W ruinach portu pozostała tylko Victoria i tajemniczy ktoś. Nieznajomy udał się w kierunku starych, dziurawych schodów. Zgarnął kurz oraz gruzy i przetrzepał stary, czerwony dywan.
- Stój! Co robisz? - spytała przewodniczka. - Uważaj, bo coś zleci Ci na głowę, albo zawalisz podłogę.
Jej uwagi nie zostały jednak wysłuchane. Uparty nieznajomy złapał za dywan i jednym gwałtownym ruchem odrzucił go na bok. Powstała w ten sposób chmura pyłu zasłoniła widoczność skrzydlatej waderze.  Gdy pył opadł Victoria spostrzegła otwarty właz w podłodze i znikający  koniec czarnej peleryny. Nie myśląc długo ruszyła za nieznajomym. Kto wie? Może spotka ich Ciekawa przygoda?

Ktosiu? 
Czego szukasz?Nie oczekuję nic specjalnego. Mogą być krótkie odpisy, albo dłuższe wyposażone w kolorystyczne opisy. Jeśli Masz ochotę zaproś jeszcze kogoś do tej przygody.

30 marca 2019

Od Victorii CD Taiyo


Im głębiej szłyśmy, tym lepiej się czułam. Niestety skrzydło nadal mnie bolało, ale teraz mnie to nie obchodziło. Czułam dziwną, przyciągającą aurę biegnącą od niebieskiego światła. Moja towarzyszka szła przodem, zerkając na mnie co jakiś czas. W pewnym momencie korytarz się poszerzył i mogłam iść obok wadery. Rozglądałam się uważnie, nagle poczułam piekący chłód w płucach. Odkaszlnęłam kilka razy i spojrzałam przed siebie. Tai po chwili spojrzała w tym samym kierunku. Naszym oczom ukazał się dostojny, niebieski jeleń. Jego poroże były lodowe, sierść zwierzęcia była błyszcząca i pokryta szronem. Oczy natomiast były czarne i rozżarzone niczym węgle. Patrzył na nas z wyższością, po czym zwrócił swój władczy wzrok na mnie. Nie wiem czemu, ale poczułam impuls, który kazał mi się pokłonić. Próbowałam się temu sprzeciwić. Zmrużyłam oczy i naprężyłam mięśnie, ale byłam za słaba. Zostałam zmuszona do oddania pokłonu zwierzęciu, które równie dobrze mogłoby być naszym obiadem. Poczułam na sobie wzrok Taiyo i usłyszałam jej warczenie. Nagle to wredne uczucie ustąpiło i mogłam zobaczyć dokładnie co się dzieje. Jeleń patrzył na rdzawą waderę z tym samym władczym spojrzeniem co na mnie. Co mnie zdziwiło Tai to nie ruszało. Wadera warczała dalej rozglądając się badawczo, aż w końcu jej wzrok zatrzymał się w jakimś punkcie. Zerknęłam w tamtym kierunku. Za jeleniem znajdował się tunel. Taiyo ruszyła łukiem w tamtym kierunku postanowiłam iść za nią. Wadera przestała warczeć dopiero, gdy znalazłyśmy się w tunelu. Szłyśmy nim już od jakiś pięciu minut. Wtedy zaczęła się nasza rozmowa
- To było dziwne - powiedziałam
- Masz rację. Dlaczego dla czego ten jeleń to zrobił? Skąd ma taką moc?
- Sama nie wiem dlaczego tak się stało. Ale wiem jedno, jego działanie ustąpiło, gdy przeniósł swoją uwagę na Ciebie. Dziękuję Ci Taiyo.
- Nie ma za co. Ciekawe czemu nie miał kontroli nade mną? - Doszłyśmy do miejsca rozwidlenia tunelu. Po chwili kontynuowałyśmy rozmowę idąc w prawo.
- Może to kwesta koloru sierści, albo rasy? Jesteś w ciepłych barwach, a ja mam chłodne umaszczenie. - Stwierdziłam
- Ma to sens. Podejrzewam, że nie jesteśmy tu z… - Więcej nie słyszałam jej głosu. Zatrzymałam się.

*oczami osoby trzeciej*

Oczy szarej wilczycy zmieniły kolor na szarawo niebieski i zaszły mgłą. Jej uszy były postawione wysoko do góry i uważnie nasłuchiwały. Victoria nastroszyła sierść, a niebieskie plamki zaczęły świecić złowrogim blaskiem. Kremowo–rdzawa wadera się zaskoczyła. Podeszła bliżej swojej towarzyszki i pomachała jej łapa przed oczami. Victoria nie reagowała.
- Vi? Victoria, co się stało? - Spytała przestraszona. Lekko traciła ją waderę nosem. Skrzydlata wilczyca warknęła. Taiyo odskoczyła w bok nie spuszczając z niej wzroku. Victoria cofnęła się i ruszyła w kierunku rozwidlenia. Zatrzymała się u boku lodowego jelenia, który patrzył z zadowoleniem na to, co udało mu się zrobić. Zupełnie zignorował towarzyszkę swojej ofiary, na którą i tak nie miał wpływu i ruszył w lewo. Ziemia pod jego kopytami zamarzała…

Taiyo?

Pomożesz Victorii, czy wrócisz do prawego tunelu?
(Wybacz, musiałam zrobić z mojej wadery ofiarę losu.)

12 marca 2019

Od Victorii CD Taiyō

Wtulałam się w waderę i płakałam. Wylewałam moje emocje. Mój żal, smutek, tęsknotę i gniew na samą siebie. Po jakiś dziesięciu minutach zaczęłam się uspokajać. Z oczu przestały lecieć mi łzy, oddech stała się łagodniejszy i unormowany. Powoli odsunęłam się od wilczycy.
- Dziękuję - wyszeptałam, a Taiyo lekko się uśmiechnęła.
- Dokąd idziemy? - spytała.
- Tam, gdzie nas łapy poniosą...

*dwa dni później*

Taiyo i ja polowałyśmy na jelenia błękitnego. Jest nieco mniejszy od normalnego, ale jego krew ma regenerujące właściwości. Ja robiłam za goniącego, a Taiyo za atakującego. Po kilku minutach pościgu zwierzę się zmęczyło, a wadera zwinnie podgryzła mu gardło. Posiliłyśmy się i chwilę odpoczęłyśmy.
- Idziemy dalej na południe, czy gdzieś skręcamy? - spytałam.
- Słyszałam, że na zachodzie jest dżungla. Potrzebuję stamtąd pewną rzecz - odpowiedziała. Pokiwałam głową na tak i wstałam. Skupiłam się na położeniu słońca i ruszyłam w odpowiednim kierunku. Zauważyłam, że ziemia robi się coraz bardziej zmarznięta, a powietrze coraz mocniej kuje w płuca. Nagle straciłam grunt pod łapami. Zaczęłam krzyczeć. Wpadłam na ścianę i uderzyłam się mocno w prawe skrzydło. Moje ciało bezwładnie odbiło się od tejże ściany, bym po chwili dostała czymś w głowę. Gdy w końcu spadłam na sam dół, pojawiły mi się mroczki przed oczami. Usłyszałam jeszcze:
- Vi gdzie... AAAAA! - i odpłynęłam.

Taiyō?
Gdzie wylądowałyśmy? Masz jakiś ciekawy pomysł? Dużo weny życzę! ;)

25 lutego 2019

Od Victorii Quest #18 (zawód)

Obudziłam się i jak zwykle udałam nad rzekę, aby zjeść ryby na śniadanie. Miałam szczęście, ponieważ jesienią łososie płyną w górę rzeki, więc nie miałam daleko od domu… Po śniadaniu nieco odpoczęłam i ruszyłam do pracy. Była piękna pogoda, więc ja, przewodnik miałam oprowadzić grupkę nowych wilków. Dzisiejsza nie była wielka. Liczyła ona bowiem zaledwie piątkę wilków, w tym dwójkę szczeniąt, na oko miały nie więcej niż rok.

*Time skip - na wycieczce*

– Proszę o trzymanie się w grupie. Wchodzimy do centrum i nie chcę nikogo zgubić – powiedziałam i przeszłam po niewielkim, drewnianym mostku.
– Mamusiu, patrz jakie kolorowe domki – odezwała się najmłodsza zwiedzająca. Jej mama spojrzała we wskazanym kierunku i uśmiechnęła się do maluchów. Ja natomiast przytoczyłam kilka ciekawostek na temat tych kolorowych budowli
– Jeśli zwrócicie uwagę na kolory dostrzeżecie, że są one głównie czerwone, żółte, zielone i niebieskie. Lud mieszkający tutaj niegdyś uważał te barwy za przynoszące szczęście. Czerwony symbolizował zgodę w rodzinie, żółty dobrobyt, zielony obfite plony, a niebieski odpędzał złe duchy.
– Jest gdzieś tutaj sklep? – spytała rudawo-ognista wadera o zielonych, kocich oczach i blizną na prawym oku.
– Tak, mamy sklep – odpowiedziałam
– A gdzie jest? – spytała ta sama wadera. Chwile myślałam, zanim odpowiedziałam.
– Niedługo koło niego przejdziemy…

*Time skip - za sklepem*

– Jest tutaj biblioteka? – zadała kolejne pytane rudawa wadera. Nie przedstawiła się, więc nazwijmy ja „Wiewióra”.
– Tak – odpowiedziałam. Szczerze przez ostatnie kilka minut tylko ona zadaje pytania.
Opowiadałam jeszcze kilka informacji na temat tutejszych budowli i terenów. Wymieniłam, że posiadamy sale treningowe, bar i kuźnię. Chodziliśmy ścieżką prowadzącą po kolei po naszych terenach. Gdy byliśmy na końcu oznajmiłam, że jeśli ktoś ma jeszcze pytania może zostać, a reszta może iść wybrać miejsce na dom. Nieco zdziwił mnie fakt, że została  tylko ta „Wiewióra”. Zadawała pytania z prędkością światła. „Jaki jest Alfa? Gdzie można go znaleźć? Jaka jest Beta? Ilu macie medyków?  Ile posiadacie magów? Potężni są? Ile jest wojowników? Macie szpiegów? Ilu? Jak wyglądają? Ile jest szczeniąt? Ile wader? Ile basiorów? Ile średnio wilków mieszka na kilometr kwadratowy?” Po prostu mnie zatkało. Nie odpowiedziałam na żadne pytanie oprócz pierwszego. „Alfa jest dobry.” Nic więcej nie mówiłam. Po prostu pomyślałam *To szpieg. Na pewno.*
– Po co ci te wszystkie informacje? Nie uważasz, że niektórymi nie powinny interesować się zwykłe wilki? – spytałam najmilej i zarazem najnormalniej w świecie. Udawałam, że nie wiem kim jest. Ale wadera widocznie wiedziała, że już wiem. Szybko się odwróciła i pobiegła w kierunku centrum.
– I tak Cię złapiemy, jeśli nie ja to straż, albo patrol! – zawołałam i wzbiłam się w powietrze. Pod kontem wzlatywałam coraz wyżej i wyżej. Wytężyłam wzrok i znalazłam rudawą sylwetkę wadery. Postanowiłam pikować. Po chwili byłam tuż za waderą. Nagle wskoczyła na drzewo odbiła się i odskoczyła z powrotem na ścieżkę. Nie zdążyłam zahamować. Po prostu wpadłam na drzewo z ogromną siłą. Uderzyłam się w głowę. Zrobiło mi się słabo. Poczułam ciecz na czole i zobaczyłam tylko zielone, wrogie spojrzenie. Straciłam przytomność.

***

Obudziłam się tam gdzie straciłam przytomność. Pod łapami zwój pergaminu z czerwoną pieczęcią. Widniał na niej kryształ i trzy litery „WPP”
– Otworzyć? – spytałam sama siebie.
– Co otworzyć? – spytał sam Ariov. Widocznie był na patrolu. Basior podszedł do mnie spojrzał na zwój. – Wygląda na oficjalną wiadomość. Skąd to masz?
– Odkryłam, że w grupie wilków, którą oprowadzałam jest szpieg. To ognisto-rudawa wadera o zielonych oczach. Ma bliznę na prawym oku. Jej oczy przypominały spojrzenie kota.
– Ona dała Ci ten zwój?
– Jestem prawie pewna, że tak. W trakcie pościgu wleciałam w drzewo i straciłam przytomność. Ostatnie co widziałam przed odpłynięciem, to jej oczy. – Alfa pokiwał głową na znak, ze rozumie i za pomocą telekinezy otworzył papirus. Oboje zauważyliśmy jedynie dwa wyrazy napisanie czymś czerwonym. Przeklęte Piętna. Ariov wziął zwój i schował ją gdzieś, tam, u siebie. Mnie natomiast przypadła obietnica milczenia. Szpieg uciekł i nigdy więcej go nie spotkałam. W głębi serca mam jednak nadzieję na mały rewanż, ponieważ moja głowa nadal trochę boli.

2 lutego 2019

Od Victorii cd. Laurentis


Spojrzałam w kierunku, w którym patrzyła Laurentis. *W końcu coś, o czym z chęcią posłucha* Pomyślałam, bo doskonale wiedziałam, że mnie nie słuchała. Dla mnie to codzienność...
Nie spodziewałam się jednak żadnego pytania z jej strony.
- To co? Opowiesz mi coś o tym, czy nie? - Spytała bez większych emocji. Mogłam nawet wyczuć nutkę irytacji. W końcu Odpowiedziałam lekko tajemniczym i spokojnym tonem głosu, który jest u mnie rzadkością:
- Wkoło tego miejsca krąży wiele legend... - powoli ruszyłam wybrzeżem w kierunku owego miejsca. Wilgotny piasek zapadał się lekko pod moimi łapami i zostawiał równomierne ślady. Była godzina po wyżu słońca. Zauważyłam, że wadera widocznie myślała, czy za mną podążać...
- Wiemy, że ten gród zbudowali ludzie i pisali kroniki, które można tam jeszcze znaleźć. Swoje osiągnięcia uwieczniali na malowidłach i rzeźbach. - Widocznie przekonałam ją tymi informacjami, ponieważ szła już obok mnie
- Jak ich nazywano?- spytała
- Nie znamy dokładnej nazwy. Jest kilka teorii na ten temat. Najbardziej wiarygodne mówią, że zwą się Czerwonymi bądź Szkarłatnymi Płaszczami. Nazwa wzięła się od ich strojów. W ruinach można znaleźć  też tony czarnych pereł. Prawdopodobnie po to przybyli na te tereny. Szacowany wiek to około 300-400 lat temu. Toczyli oni wojnę z mieszkającymi tu niegdyś wilkami. Mieli też Bożka o idiotycznym imieniu "PUCEK". Był przedstawiany jako umięśniony, czarny i duży basior. Miał ogon rekina, skrzela i krwisto czerwone oczy. Jego zęby i pazury były równie ostre co kły owej morskiej bestii... To niesamowite, nie sądzisz?
Wadera nie odpowiadała. W jej fioletowych oczach, które z pozoru mogły by zabijać widziałam iskierki jakiejś emocji. Tylko jakiej? Tego już nie wiedziałam. Powoli zbliżaliśmy się do celu. Nawet ja się nie odzywałam. Całkiem przyjemna ta cisza...

*NA MIEJSCU*

Gdy dotarłyśmy na miejsce stałyśmy przez 15 minut przed murami. Zachodzące słońce odbijało się od marmuru, który nawet po tylu latach nadal prezentował się dumnie.
- Trzeba będzie gdzieś przenocować... - Powiedziałam i wzleciałam w powietrze aby się rozejrzeć nad bezpiecznym miejscem do spania. Znajdowało się tu samotne, stare drzewo. Jego rozłożyste konary i korzenie dawały idealne schronienie. Laurentis widocznie również pomyślała o tym co ja. Usłyszałam burczenie w brzuchu wadery, a po chwili w moim. - Jadasz owoce morza?
Nie usłyszałam odpowiedzi. Odeszłam kawałek. W pewnym momencie zauważyłam zająca, a raczej usłyszałam jego pisk, gdyż po chwili Laurentis zajadała się kolacją. Postanowiłam złapać sobie jakąś rybkę. Zjadłam i udałam się na spoczynek. Wleciałam na grubą gałąź i położyłam się...
- Rano pójdziemy do biblioteki i katakumb. Pokażę Ci ołtarz tego całego "Pucka" i jeszcze jedno niesamowite miejsce. Lepiej się wyśpij, bo jutro dużo chodzimy. -Powiedziałam i jak na zawołanie zasnęłam.

*RANO*

Rano obudziłam się tuż przed wschodem słońca. Rozciągnęłam się szybko i Ostrożnie obudziłam waderę.
- Dlaczego mnie budzisz? - spytała bez emocji, ale wiedziałam, że się zdenerwowała, bo kto by nie był?
- Wstawaj bo się spóźnimy. Natura nie będzie na nas czekać. - Ruszyłam powoli w kierunku małego klifu tuż obok murów. Miejsce było nie do końca bezpieczne, ale idealne aby spektakl był powalający. Po chwili Doszła Laurentis. Usiadłam i wpatrywałam się w horyzont przed nami. Kątem oka zauważyłam, że wadera zrobiła tak samo. Po kilku sekundach zaczęło się...
Słońce powoli wstawało, a wraz z nim zaczął się przypływ. Można było usłyszeć mewy i szum morskich fal. Wszystko powoli budziło się do życia. Coś wspaniałego...
Pół godziny później zjadłyśmy śniadanie i ruszyłyśmy w tylko mi znanym kierunku.      Fioletowo-oka ostrożnie szła za mną. Po starych granitowych schodach zeszłyśmy w piwnice. Na ziemi korytarza było rozbite szkło, stare deski, szkarłatny materiał i gdzieniegdzie złote monety. W rogach pojawiły się niesamowite pajęczyny. Gdy skręciłyśmy w prawo znalazłyśmy się w przedsionku prowadzącym do biblioteki. Na ścianach wisiały obrazy, a przez szczeliny w suficie wpadało słońce. Zatrzymałam się przed jednym z nich. Przedstawiał on małą dziewczynkę w towarzystwie Pucka. Laurentis podeszła do mnie i również się w to wpatrywała. Miałam wrażenie, że widziałam te oczy. W świecie ludzi pewna kobieta miała identyczne. Czy to może być przypadek? Czy to coś więcej?
Towarzyszka wpatrywała się we mnie swoim przeszywającym wzrokiem. Zupełnie jakby chciała czytać moje myśli,ale przecież nikt nie umie czytać w myślach! Prawda? Spytałam samej siebie (w myślach)...
 Powoli ruszyłam w kierunku drzwi, które z małym trudem otworzyłam. Weszłam do środka i przeleciałam się po bibliotece, której kopuła była w połowie zawalona. Miała okrągły kształt. Oświetlało ją światło słoneczne, i w sumie gdyby nie fakt, iż Laurentis nie ma skrzydeł wleciały byśmy przez otwory w resztkach sufitu.
- Dobra. Gdy się napatrzysz to powiedz i idziemy do katakumb. Jest to dość spory obszar i muszę Ci pokazać dwa miejsca oddalone od siebie pięcioma godzinami drogi więc było by super, gdybyśmy spędziły Tu max dwie godziny - powiedziałam. Potem podleciałam do ogromnego stołu, na którym były mapy tego grodu. Musiała sobie przypomnieć, które korytarze były zawalone, lub zalane wodą, aby nas nie zabić. To znaczy ja bym przeżyła w wodzie ale nie wiem jak Laurentis...

Laurentis?
Jak myślisz, znajdziesz tu coś ciekawego?

22 stycznia 2019

Od Victorii Nox Aeris cd. Taiyō


Wadera wyszła. W sumie szkoda, że nie mogła zostać. Mam nadzieję, że niedługo się spotkamy. Położyłam spać maluchy i udałam się spakować parę rzeczy. *Może Weugo zaopiekuje się nimi przez te 3 dni?* pomyślałam i położyłam się spać obok moich maleństw. Gdy się obudziłam, kolejnego dnia Zico pokazał mi list od siostry. Potem z łzami oczach wybiegł z jaskini. Z szoku nie wiedziałam co robić.
Gdy w końcu się otrząsnęłam, ruszyłam poszukiwać syna, bo wiedziałam, że córka jakoś sobie poradzi. Latałam praktycznie wszędzie. Wołałam i wołałam, aż została mi tylko Delta i Port. Zdecydowałam, że polecę do portu. W tamtą stronę wieje wiatr i będzie szybciej. Gdy w końcu doleciałam, okazało się, że jestem za późno. Mój syn...
On został utopcem!
Jak mogłam na to pozwolić?! Co ze mnie za Matka?!
Stałam na brzegu i wpatrywałam się w wodę. Siedziałam tam, aż zaczął się zmierzch. Potem się ogarnęłam i poszłam zdrzemnąć. Po 2 godzinach była noc. Noc z pełnią księżyca. Zabrałam torbę i wyszłam z jaskini. Szłam hen przed siebie. Tam, gdzie mnie łapy poniosą. Doskonale wiedziałam, że tylko w trakcie podróży jestem w stanie zapomnieć o bólach.
Była piękna noc. Trafiła się akurat prawie bezchmurna. Wkoło latały świetliki, a gdzieniegdzie rosły fluorescencyjne grzyby. Było wręcz cudownie. Sprawiłam, że moje znaki zaczęły świecić i wpasowałam się do cudownego otoczenia. Nie wiem nawet, kiedy znalazłam się daleko za granicami watahy. Nagle usłyszałam szelest.
- Victoria? Miałaś zostać ze szczeniętami - Taiyo wyszła zza krzaków. Znowu poczułam łzy na moich policzkach. Dlaczego jestem taka słaba?! Wadera widocznie się zmieszała. Ja spróbowałam się nieco ogarnąć i starłam łzy. Spróbowałam się uśmiechnąć, ale nie wyszło do końca. Stałyśmy tam i nie wiedziałyśmy co zrobić. Delikatny, ciepły wiatr muskał nasze futra. Gdyby nie ta niezręczna sytuacja byłoby wręcz cudownie.

Taiyo?

Może tak wspólna podróż w nieznane? (Postanowiłam nieco urealnić czas trwania akcji, bo oboje wiemy, że moich maluchów już nie ma w WSO).

28 grudnia 2018

Od Victorii Nox Aeris CD Laurentis

Dzieci mnie opuściły, ale to nie powód by się załamywać, w końcu mam czas na długie podróże. Zabrałam swój plecak, spakowałam trochę ziół i owoców. Zabrałam jeszcze bandaże, kocyk, latarkę i moja księgę. Tak gotowa ruszyłam przez bagna w kierunku wybrzeża. Leciałam nad bagnami, dopóki nie usłyszałam przyjemnego i ciepłego głosu. Dźwięki układały się w kojącą i relaksującą muzykę. Obniżyłam nieco lot i wylądowałam na ogromnym drzewie. Ostrożnie, aby nie wystraszyć śpiewaka obserwowałam i nasłuchiwałam. To ta nowa wadera… Laurentis, pomyślałam, Ładnie śpiewa. Uśmiechnęłam się sama do siebie i poleciałam dalej, ponieważ zobaczyłam czarne chmury. Gdy zaczęło padać tak, że nie szło już latać; wylądowałam na ścieżce i szukałam jakiegoś schronienia.  Udałam się w kierunku drzewa, pod którym siedziała owa wilczyca, którą dziś słyszałam. Przypadek, nie sądzę! Sokoro już los nas przybliża to może warto pogadać? pomyślałam, wpatrując się w waderę zza krzaków. W końcu wyszłam i powoli podeszłam. Usiadłam kawałek dalej (ale nadal pod drzewem) i zaczęłam rozmowę, wpatrując się przed siebie…
– Hej! Ty jesteś Laurentis? – bardziej stwierdziłam niż spytałam i spojrzałam na waderę, która się nieco zdziwiła.
– Tak, a ty to kto? – spytała fioletowo-oka.
– Jestem Victoria Nox Aeris, ale możesz mówić mi Vicky – uśmiechnęłam się przyjaźnie. – Tutejszy odkrywca i przewodnik. Mogę spytać o kilka rzeczy? – Wadera pokiwała twierdząco głową. – Podoba Ci się u nas? Nie musisz odpowiadać. Kilka dni, to pewnie za mało, by stwierdzić…
– Tutaj jest inaczej. Piękne lasy, ciepłe dni… nie to co na północy.
– Jesteś z krainy Wiecznego Lodu? Podobno tam jest pięknie. Lodowe skały, gdzieniegdzie mniejszy lasek, lodowe pustynie i niesamowite jaskinie. To z tamtych stron pochodzą nefryty.
– Co? Jakie nefryty? – spytała wadera, w tym momencie jej mina była watra miliony. Zachowując odrobinę powagi odpowiedziałam.
– To takie kamienie o leczniczych właściwościach. Są podobne do bursztynów, tylko mają minimalnie więcej sposobów użycia i są droższe. Wystarczają za to na dłużej.
Widziałam, ze wadera próbowała zrozumieć to, co do niej powiedziałam, ale nie wyglądało to za dobrze, więc spytałam ją o to, gdzie idzie. Okazuje się, ze nie tylko ja zmierzam nad wybrzeże.
– Może pójdziemy razem? – spytałam z nadzieją. Czekałam chwilę na odpowiedź. W międzyczasie się rozchmurzyło i przestało padać.
– Myślę, że…

Laurentis?    
To jak? Zaczynamy przygodę? Mam nadzieję, że się zgodzisz i napiszemy kilka opowiadań. Pozdro!  :3

18 listopada 2018

Od Victorii Nox Aeris cd. Taiyō

Piękna wadera o kremowo- rudawym futerku i kilku ogonach mile zaskoczyła mnie swoją wizytą.
– Może zostanie pani z nami na obiedzie? – spytał Zico.
– Zagra pani z nami w Lajdy, albo w Klasy? – spytała Saba.
Wadera chwikę myśła, po czym śmiechnęła się i powiedziała:
– Jeśli wasza mama się zgodzi, to mogę z wami na chwilę zostać... – powiedziała, a ja pokiwałam głową na znak, że się zgadzam.
Dzieci zaczęły grać z Taiyō w berka, a ja udałam się nad rzekę, aby złapać kilka ryb oraz na łąkę, by upolować zajączki.
Gdy wróciłam, dzieci słuchały opowieści o Smoczym Ostrzu.
– ...i teraz Smocze Ostrze jest z nami do dziś. Koniec – zakończyła wadera.
– Dlaczego smoki dały im to ostrze? – spytała Saba.
– Właśnie... Dlaczego? – zapytał Zico.
– Tego dowiecie się już niedługo, ale najpierw zjecie obiad – wtrąciłam się, zanim wadera zaczęła kontynuować.
– Smacznego – powiedzieliśmy jednocześnie i zaczęliśmy zjadać ze smakiem króliki, i ryby.
W sumie dobrze, że się spotkałyśmy, gdyż miałam się jutro wybierać na poszukiwania opiekunki dla moich dzieci. Nie mogłam iść przecież z nimi na wyprawę do podziemi, bo jeszcze im się mogło coś stać...
– Taiyō? Mam prośbę... – odezwałam się po dłuższej chwili. – Mogłabyś zaopiekować się moimi maluszkami od rozpoczęcia się pełni (uznajmy, że pełnia jest za dwa dni) przez maksymalnie tydzień? Wiem, że to długo, ale będę starała się szybko wrócić z wyprawy służbowej.
Wadera długo milczała. Wyglądała, jakby nad czymś bardzo mocno rozmyślała. 
Po jakicś trzydziestu minutach jej pomarańczowe oczy zmieniły barwę na czerwoną i intensywnie zabłyszczały.
– Myślę, że...

Taiyō?

3 listopada 2018

Od Victorii Nox Aeris cd. Lupina

Dziś noc ucieczki. wszystko zaplanowałam, a akcję zaczynam za około dziesięć minut...
Dobra. Z bólem pozbyłam się obroży i otworzyłam moją klatkę. Uwolniłam inne wilki i wytłumaczyłam im plan. Wszystko szło zgodnie z planem. Jeszcze tylko szczeniaki, Lupin i rozbicie szyby. Mamy około trzydzieści minut, więc rozkazałam innym rozbić szybę i uciekać, a ja i dwie inne wadery ruszyłyśmy po nasze szczeniaki. Przy okazji natknęłam się na Lupina, z bandażami na głowie i oku.
Otworzyłam jego klatkę, po czym powiedziałam:
– Rób co chcesz, ale daj innym uciec...
Basior nie odpowiedział, tylko spojrzał na mnie jak na warjatkę. Zabrałam moje dzieci i wylatywałam właśnie przez okno, gdy rozległ się alarm...
Zobaczyłam tylko czarny cień i zniknęłam w dolinie wraz z moimi dziećmi. Wleciałam do jednej z szczelin i odstawiłam tam maluchy. Słyszałam wycie innych wilków, oznaczające udaną akcję i podziękowanie. Zdziwiłam się, że poszło tak szybko i że udało nam się uciec.
– Czekajcie tu na mnie, a jeśli usłyszycie szmery, ukrycie się głębiej w szczelinie. Nie wolno wam zachowywać się głośno. Rozumiecie?
– Tak, mamo – odpowiedziały jednocześnie szczeniaki.
– Idę poszukać czegoś na posłanie. – Wyszłam z kryjówki i zaczęłam przeszukiwać teren.
Niedaleko znajdował się ludzki spichlerz. Postanowiłam do niego zajrzeć...
Poczułam to dziwne uczucie, które od dawna mi nie towarzyszyło. Moje oczy zaczęły świecić niebieskim światłem, a ja weszłam do spichlerza. Chciałam zabrać nieco siana, ale coś wołało mnie na strych i nie mogłam wygrać z głosem własnej mocy.
Dotarłam do jakiegoś pudła. Otworzyłam je i zobaczyłam w nim dwie, małe torby, takie co są dla koni, tylko te dostosowane były do wilków. Wzięłam je i otworzyłam, i zaczęłam przeglądać ich zawartość. Obie torby zawierały małe wersje ksiąg o magicznych artefaktach, eliksirach i klątwach. Co ciekawe, obie były swoim uzupełnieniem, co znaczy, że jakaś księga została podzielona na dwa tomy...
Znalazłam też dwie obroże. Czarną i białą, na których były Jing i Jang.
Moje oczy przestały świecić, a ja odzyskałam nad sobą kontrolę...
Postanowiłam zabrać przedmioty ze sobą i dać je moim dzieciom. Zgarnęłam jeszcze trochę siana i ruszyłam do szczeniaków.
Dałam im torby z ich zawartościami i powiedziałam, że od teraz mają ich pilnować. Saba dostała czarną obrożę z przywieszką Jing, a Zico białą z Jang. Pomogłam im je zapiąć i przyszykowałam posłania z siana. Potem wszyscy zasnęliśmy.

Lupin?
Jeśli chcesz, to napisz, co się z Tobą stało. Ze strony Victorii to tyle. Pozdro :3

28 października 2018

Od Victorii Nox Aeris

– Mamo? – Usłyszałam cichy głosik mojego synka. – Co się dzieje? Dlaczego inne wilki jęczą i krzyczą? Boję się... – Zico przytulił się do mnie i parzył mi w oczy, czekając na odpowiedź. Co mam mu powiedzieć? Inni się boją i bolą ich badania prowadzone przez ludzi? Jest malutki.. ma tylko kilka dni.
Wzięłam głęboki oddech i odpowiedziałam:
 – Widzisz Zico... Jesteśmy teraz w bardzo niekomfortowej sytuacji. Inne wilki boją się ludzi, ponieważ prowadzą na nich bolesne badania... a ty i twoja siostrzyczka jeszcze przez kilka tygodni nie macie się czego bać. Jesteście za mali – zakończyłam odpowiedź zgodnie z prawdą i ucałowałam  mojego synka. Popatrzyłam na Sabę i przeniosłam malca bliżej niej. Zaraz przyjdą po mnie i na dziś będzie to koniec naszego spotkania...
Po pięciu minutach przyszła po mnie Doktor Eleonora. Poparzyła na mnie ze współczuciem i zapięła mi smycz oraz kaganiec.
Szłyśmy przez długi i przeszklony korytarz. Po mojej prawej stronie były okna z widokiem na góry, a po lewej różne drzwi. Zza drzwi o numerze trzysta czterdzieści dwa czuć było dobrze mi znany zapach Lupina i jego krwi. Po kilku sekundach pokazał się nawet jego cień pod szczeliną, pod drzwiami. Mogłam wyczuć jego gniew, zdezorientowanie oraz żądzę zemsty...
Jeszcze przez jakieś dwadzieścia minut Ell prowadziła mnie przez oszklony korytarz. potem skręciliśmy w prawo i weszliśmy do piątych drzwi po lewej. Korytarz dzielił się na dwie części, przegrodzone kratami. Na kratach widniały tabliczki z kolejnymi literami, od prawej: A, C, E, G, I, K, M, zaś od lewej: B, D, F, H, J, L, N. W sumie czternaście części z wilkami przeznaczonymi do badań. Moja i Lupina jest ostatnia, N...
Ell wprowadziła mnie do mojej klatki i odpięła smycz. Przypięła jakieś urządzenie do kagańca i wyszła za drzwiczki zabezpieczone dość prostym zamkiem (trzeba jednocześnie nacisnąć z góry i z dołu, potem popchnąć). Potem wcisnęła jakiś przycisk na pilocie, wskutek czego spadł mi kaganiec.
Postanowiłam pomyśleć nad planem ucieczki. Jeśli w nocy nocy uda mi się pozbyć łańcuchów, to o około dwudziestej trzeciej będzie można zacząć otwierać klatkę. Później iść prosto, skręcić w prawo, wyjść za drzwi, skręcić w prawo, iść prosto, skręcić w lewo i zwinąć jakiś metalowy  wózek. Wybić szybę i zeskoczyć  do czterometrowegu śniegu, uciec z gór do doliny, schować się na kolejną noc i uciekać dalej do swoich watach. Najpierw jednak udam się do sal ze szczeniakami i uwolnię je. Wprawdzie są tam jeszcze cztery inne maluchy, ale nie zostawię ich na śmierć. Potem spokojnie będę mogła uciekać z innymi. 
Po obmyśleniu powyższego planu, poszłam spać.

Zico?

23 października 2018

Victoria Nox Aeris urodziła!

Gratulujemy!

Wykonane przez właściciela.
Zico | Kilka godzin | Szczenię | wilkzamarski@gmail.com | KP

Wykonane przez właściciela.
Saba | Kilka godzin | Szczenię | wilkzamarski@gmail.com | KP

19 października 2018

Od Victorii Nox Aeris cd. Lupina

Jakiś czas temu spożyłam kwiat rodziny i okazało się, że termin wypada w tę niedzielę, a dziś, tak się składa, wielki basior na mnie wskakuje i mnie praktycznie miażdży. Super...
*
Lupin szykował się, by zadać mi ostateczny cios, ale nie wiadomo skąd, pojawiło się czerwone światło i basior ze mnie spadł. Z jego szyi zaczęła lecieć krew, a ja zaczęłam wrzeszczeć ze strachu. Ledwo się podniosłam, a znowu leżałam na ziemi ze związanymi łapami. Po krótkiej chwili przyszli do nas ludzie — dwaj mężczyźni opatrywali Lupina i mu coś założyli na pysk, natomiast do mnie podeszła jakaś kobieta, i sprawdzała coś na jakimś urządzeniu, po czym powiedziała;
– Eksperyment osiemset pięćdziesiąty ósmy, jaka szkoda, że znowu się spotykamy. Miałam cichą nadzieję, że uciekłaś z innymi i się już nie zobaczymy... – Po dłuższym zastanowieniu, rozpoznałam ten głos — to była doktor Eleonora. Uśmierzała nam ból (tzn. mnie i innym wilkom). Wstrzyknęła mi coś w łapę, wskutek czego odpłynęłam, tracąc przytomność...
*
Obudziłam się w średniej wielkości pomieszczeniu. Kilka metrów dalej leżał Lupin. On, jak i ja, byliśmy przyczepieni łańcuchami do ścian. Po jakichś pięciu minutach przyszedł profesorek i dał nam miski z wodą oraz po dwa steki, potem wyszedł. 
– To twoja wina! – oskarżył  mnie nagle basior.
– Co? Czemu? – spytałam, nie rozumiejąc o co mu chodzi.
– Słyszałem jak mówili o tobie! Mówili, że im pomogłaś w badaniach i bardzo ułatwiłaś im pracę! Zdrajczyni! Zdrajca wilczej krwi!
– Co?! Chyba nie myślisz na serio? – Pomyślałam o wszystkich badaniach, jakie robili na mnie i innych. – Nie mieliśmy wyjścia! Wielu zginęło…

Lupinie?

11 października 2018

Od Victorii Nox Aeris cd. Lupin

Dreptałam tam i z powrotem jakieś pięć metrów od basiora, którego imię próbuję sobie przypomnieć. To chyba Lupin… Tak jestem ego pewna! Lupin - basior mrożący krew w żyłach pomyślałam i usłyszałam…
- Ostrzegałem. Moja cierpliwość się skończyła. – Basior skoczył na mnie ze złością w oczach. W tym momencie zorientowałam się, że wcześniej ostrzegał mnie, bym mu nie przeszkadzała.
Upadłam na plecy z basiorem na brzuchu, który próbował mnie ugryźć. Niestety… nie zdążył! Odepchnęłam go tylnymi łapami i szybko się podniosłam. Lupin zaczął szybki atak (nieudany, było widać, że się nie zastanawiał nad ruchami), ja unikałam sprawnie jego ciosów. Gdy szykował się do kolejnego skoku, wybiłam się i wskoczyłam na niego. Znowu się odbiłam (teraz od jego grzbietu) i wylądowałam centralnie na brzegu jeziora. Postanowiłam do niego wskoczyć.
*chlup!* *Plask!*
I byłam 20 merów od brzegu… Na Lupina długo nie czekałam, gdyż już po kilku sekundach był jakieś 5 metrów ode mnie. Szybko zanurkowałam i zmierzałam do źródła. Wytwarza ono prąd, który nieco utrudnia pływanie (chyba że się jest doświadczonym, jak ja). Kilka merów dalej tworzył się wir, którego źródłem były specyficzne i dość spore skały. Wpłynęłam do wiru i pływałam z nim kilka okrążeń, gdy zauważyłam zmęczonego Lupina, szybko z niego (z wiru) wyskoczyłam i odpłynęłam kilka metrów dalej. Tam dalej pływałam w kółko, aby zmylić basiora.
Okazało się, że basior wybrał drogę na skróty i wpadł do wiru, zamiast go ominąć. Parzyłam na jego nieudolne próby wydostania się z wodnej pułapki (zamiast płynąć z prądem, siłował się z nim). Po jakiś 10 minutach. Basior się zmęczył i został wciągnięty pod wodę…
Postanowiłam mu pomóc, gdy się zbliżyłam, zobaczyłam szkarłatną chmurkę krwi.
- Oho… Chyba wpadł na skałę… - Powiedziałam sama do siebie. Zanurkowałam w miejscu słabszego wiru i szukałam basiora. Gdy go znalazłam, okazało się, że był wyrzucony kilka merów dalej, z rozciętym bokiem. Z jego pyska wylatywały rzadkie bąbelki powierza. Szybko nabrałam powierza i ponownie zanurkowałam, tym razem łapiąc nieprzytomnego basiora za futro na karku. Wypłynęłam z nim na powierzchnię i z wielkim trudem dopłynęłam do brzegu (Co się dziwić? Lupin jest ode mnie większy i troszkę waży do tego od jakiś 15/20 minut pływamy w jeziorze.). Jakoś go wyciągnęłam z wody, naciskałam mu na klakę piersiową i patrzyłam na niego. Po kilku sekundach Lupin wypluł wodę, coś pojęczał i znowu stracił przytomność. Szybko poleciałam po mój plecak i Wyciągnęłam z niego bandaże. Owinęłam brzuch basiora, tym samym opatrując ranę z boku. Wyłowiłam sobie rybę, zjadłam i leżałam obok basiora. Nie spałam, czuwałam…
Dwie doby później (trochę ponad 48 godzin) Lupin otworzył oczy i coś pojęczał. Przez ten czas podsunęłam mu pod nos młodą sarenkę, którą kilka minut wcześniej upolowałam kilka merów dalej.
- Zjedz. Musisz nabrać siły. Wataha jest ok. 2 dni drogi z tond. Tobie może to zająć prawie 3 dni – Powiedziałam z troską.
- Co? Ile spałem? Co u robisz i czemu mi pomagasz? - Zapytał lekko zdenerwowanym i osłabionym głosem.
- Spałeś 2 dni i 2 noce. Ja nie spałam w ogóle, więc bądź cicho i mi teraz nie przeszkadzaj. – Powiedziałam już nieco gniewniejszym tonem i położyłam się cztery metry dalej. Zasnęłam…
Gdy się obudziłam, było już późne popołudnie. Rozejrzałam się wokoło. Basiora nie było, jedzenie chyba zjadł, bo zniknęło (łącznie z kośćmi), a ja powiedziałam cicho do siebie…
- Czego się spodziewałam? Dziękuję? Chyba do reszty zgłupiałam? Bałam się go, tylko zapytać kim jest, może zacząć znajomość, ale pokazał pazurki i to dosłownie. Potem wiadomo, co się stało…
Znowu się położyłam w wygodnej pozycji i zamknęłam oczy. Po kilku minutach usłyszałam zbliżające się kroki, ciężkie oddechy i ciche pomrukiwania kogoś…

Lupin?
Wybacz, troszkę się rozpisałam (o moim śnie XD) mam nadzieję, że nie przesadziłam z tym wirem i że Lupin faktycznie radzi sobie gorzej z wodą. Pozdrawiam i czekam na cd.

30 września 2018

Najaktywniejszy wilk miesiąca

Najaktywniejszym wilkiem tego miesiąca zostaje Victoria Nox Aeirs z liczbą 7 opowiadań. Na jej konto wpływa 700 Lupus.



26 września 2018

Od Victoria Nox Aeris CD Lupin

Gdy po mojej pierwszej zawodowej wyprawie wróciłam do watahy, zdałam sobie sprawę, że oprócz Alf, brata i Ayoko, nie znam tu nikogo… To znaczy, wiem kto należy do WSO, ale z nikim innym nie
rozmawiałam.
I oczywiście, jak to mam w zwyczaju udałam się nad pobliskie jezioro, aby pomyśleć i coś zjeść. Po posiłku zasnęłam…
Gdy się obudziłam, był właśnie zachód słońca, a ja zauważyłam, że Po drugiej stronie jeziora ktoś jest. „To chyba ten nowy członek watahy.” Pomyślałam… „Jak on się nazywał? Lapis? Eee Lupis? Też nie… mniejsza z tym. Zapytam go.”

Z taką myślą przybliżałam się do znajomego. Gdy już byłam na około 20m przed nim, zaczęłam się troszkę bać…
Przede mną stał około 5 letni basior, o czarnej sierści i sprytnych błyszczących oczach. Był ogromny (przynajmniej dla mnie), a na jego ciele znajdowały się blizny. Świadczyły o jego odwadze (albo
głupocie, choć myślę, że to pierwsze) i o jego sile. „Pewnie ma ciekawą historię” pomyślałam, ale to nie zmienia faktu, że lekko się go bałam. W końcu jest Starszy i wygląda na doświadczonego w boju. Mimo wszystko odważyłam się zagadać…
- Cześć! My się jeszcze nie znamy… Jestem Victroia. Tutejszy przewodnik i odkrywca. Kim jesteś? - Czekałam cierpliwie na odpowiedź ze strony basiora…

Lupin?

Od Victoria Nox Aeris – Nowe Kryształy

Mam 2 lata, a co za tym idzie, przyjęłam nowe stanowiska. Od niedawna jestem odkrywcą i przewodnikiem. Dziś zaczynam pracę, a pierwszym celem i wyzwaniem będzie jaskinia, którą razem z Grzmotem znalazłam w puszczy.
- Idziemy? – zapytał basior
- Idziemy! - odpowiedziałam i podałam mu latarkę na sznurku, którą powiesiła sobie na szyi. Ja natomiast zapaliłam moje niebieskie wzorki i weszliśmy do jaskini. Pierwsze 10 minut szliśmy wzdłuż zwykłego skalnego korytarza. Potem doszliśmy do miejsca, w którym zobaczyliśmy nowe świecące kryształy. Próbowałam zabrać kilka ze sobą ale byłam za słaba. Po kilku minutowych
próbach, które nic nie dały Grzmot uznała, że nie może patrzeć na moją bezsilność i za pomocą swojej mocy ognia, stopił skałę i podał mi kryształy. „Też chciałabym mieć moce, było by łatwiej, ale jakoś o przeżyję. Mam nadzieję, że odzyskamy Smocze Ostrze.” Pomyślałam i poszliśmy dalej.
Po jakiejś godzinie doszliśmy do Wielkiej szczeliny, a raczej komnaty, po której środku stał ogromny kryształowy filar, który miał około 20 m wysokości. Był przepiękny. Kryształowe wilki byłyby zazdrosne o taką ilość świecidełek. Podleciałam trochę w górę i zbierałam kryształy. Dziwne było to, że zbieranie ich było równie trudne, co zrywanie jabłek. Gdy miałam już jakieś 40 kryształów, postanowiłam się zbierać. Razem z Grzmotem wyszliśmy z jaskini i Rozdzieliliśmy się. Pytałam się go czy chce kryształy, ale on uznał, że weźmie tylko jeden…
Po jakiś 3 dniach znalazłam obozowisko naszej watahy. Wróciłam do „domu”.

18 września 2018

Od Victoria Nox Aeris – Pułapka część II

Obudził mnie Grzmot, ale nie mój towarzysz tylko ten dźwięk. W sumie dobrze, bo zaczęło lać. Skąd to wiem? Otóż przez jakieś szczelinki woda zaczęła się dość porządnie wlewać do środka. Obudziłam szybko mojego towarzysza i zaczęliśmy obmyślać jak się nie utopić, bo woda była już do kostek.
- Mam! – zawołał Grzmot – W miejscu szczelin należy rozdrapać dziurę. Gdy przebijemy się przez magiczną warstwę wypalę większą i uciekniemy.
- Ale jak rozdrapiemy w miejscach szczelin to nas szybciej zaleje.
- Dlatego ty drapiesz tam wyżej, a ja tu na dole. Ten kto szybciej się przebije informuje drugiego.
Po tych słowach wzięliśmy się do roboty ja drapałam przy „wejściu”, a Grzmot przy najniższej szczelince. Okazało się, że moja uwaga była słuszna, gdy tylko rozdrapałam magiczną część woda zaczęła się lać 3 razy szybciej. Sprawiło to, że Basior sam do mnie podpłynął i zaczął wypalać dziurę.
- Ale woda i ogień to trochę słabe połączenie! – Przypomniałam mu o jego daremnym wysiłku. Po tym komentarzu Basior pomógł mi drapać. Gdy woda  zaczęła przeszkadzać mi w drapaniu, postanowiłam podlecieć wyżej by księga z plecaka się nie zmoczyła. Na szczęście Grzmot po kilku nurach poradził sobie z zadaniem i poziom wody przestał się podnosić. Do tego dziura była na tyle duża aby szybko przez nią przejść i nie zmoczyć księgi. Potem dodatkowo rozdrapałam trochę nad tą dziurą i z suchą księgą wydostałam się z pułapki. Po kilku minutach dołączył do mnie basior. Nagrodziłam go ludzkim posiłkiem (sama zjadłam jedna porcję) i udaliśmy się w dalszą drogę razem. Ciekawe czy wataha i brat się o mnie martwią?

16 września 2018

Od Victoria Nox Aeris – Pułapka część I

Szłam tak przed siebie, dopóki nie zgłodniałam i nie zapadł zmrok. Zatrzymałam się nad rzeką i zjadłam ryby. Potem znalazłam norkę między korzeniami 2 drzew i postanowiłam się zdrzemnąć. Rano złapałam śniadanie i szłam sobie dalej wzdłuż rzeki. Szłam i szłam, aż zmęczyły mi się łapy i postanowiłam polecieć. Leciałam tak do południa. Potem zatrzymałam się na jednym z drzew i złapałam kilka ptaków. Po skończonym posiłku oparłam się o korę drzewa i to był wielki błąd. Wpadłam do jakiegoś tunelu i jechałam nim dobre 5 minut. Gdy w końcu dotarłam na miejsce (czytaj wpadłam na ścianę) rozejrzałam się dookoła i zorientowałam się, że jest tu jeszcze jeden wilk. Był nim biały basior o srebrnych oczach. Widać było że jest zmęczony i głodny. Był ranny w przednią łapę. Podeszłam do niego i zaczęłam spokojną rozmowę.
- Hej. Długo tu jesteś?
- Drugi dzień… wczoraj padał deszcz, więc nie było tak źle… Kim jesteś?
- Jestem Victoria i nie zrobię ci krzywdy. Chcę Ci pomóc. – Mówiąc to wyciągnęłam z plecaka bandaż i opatrzyłam łapę towarzysza. Ten cicho syknął.
- Jestem Grzmot. Dziękuję za pomoc… - potem zaburczało mu w brzuchu.
Podałam mu jedno z czterech ludzkich jedzeń. Grzmot obwąchał to niepewnie.
- Nie bój się, to jest smaczne. –Po tych słowach zaczął jeść, a ja podleciałam do sufitu i wypatrywałam jakiegoś wyjścia. Niestety bezskutecznie. Powróciłam do Grzmota, a ten zaczął mi tłumaczyć, że jest wilkiem ognia, i że drzewo jest odporne na jego moce, i że jest przekonany, że na inne moce również. Ja mu na to, że moja wataha straciła moce i że ich i tak bym nie mogła ich użyć. Potem opowiadali my sobie o naszym życiu i jak się tu znaleźliśmy. Po zakończonej rozmowie udaliśmy się spać.

Od Victoria Nox Aeris - Wilczyca, śmierć, człowiek, śmierć

Obudziłam się i udałam w głąb puszczy, gdzie znalazłam zabłąkanego zająca. Złapałam go i zjadłam, po czym ruszyłam dalej przed siebie. Szłam i szłam, aż usłyszałam skomlenie. Tak zapobiegawczo rozejrzałam się dookoła. Znalazłam wąską ścieżkę, to z tamtej strony dobiega dźwięk. Powoli i ostrożnie zakradałam się w tamtą stronę. Dotarłam na skraj małej polanki z wysoką trawą. Położyłam się i szukałam źródła dźwięku. Była nim jakaś młoda wadera około 3/4 lat. Leżała przy jakiś kudłatych kuleczkach, które pewnie były jej szczeniętami. Sama wadera była widocznie osłabiona i ranna. Usłyszałam strzał a wadera u padła. Po chwili podszedł tam jakiś młody chłopak. Na oko miał 16 lat. Bezlitośnie kopnął ciało wadery i zerwał jej z szyi jakiś kamień, którego wcześniej nie zauważyłam. Wtedy coś kazało mi na niego wskoczyć i wgryźć mu się w szyję… Zrobiłam to… po niecałej minucie człowiek leżał martwy na ziemi…
- Z..z..zabiłam człowieka? – wyszeptałam i chwilę stałam w miejscu gapiąc się na trupa. Gdy oswoiłam się z myślą, iż to ja zabiłam, kogoś kto zabił, było mi lepiej. Zabrałam plecak który chłopak miał przy sobie i kamień, który odebrał waderze. Usiadłam kilkanaście metrów dalej i przejrzałam zawartość plecaka. Znalazłam tam stara księgę pisaną w starodawnym smoczym języku, butelkę z wodą, jakiś kocyk, kilka bandaży, latarkę, i to coś co jadłam u ludzi. Z ciekawości otworzyłam księgę. Brat uczył mnie smoczego więc nie miałam problemu z odszyfrowaniem. Znalazłam tam rozpiskę wielu kamieni, minerałów i roślin, a w tym ów kamień wadery. Okazało się, że nic poza tym, że świeci jak latarka i tym, ze jest rzadki nic więcej nie było. Postanowiłam Oddać waderze kamień w ramach szacunku i ją pochować. Wykopałam dół, włożyłam do niego wilczycę i szczenięta, zasypałam. Postawiłam kilka kamieni dookoła pagórka który powstał i położyłam kilka kwiatów. Złapałam zająca i zjadłam obiad. Potem ruszyłam w dalszą drogę…

15 września 2018

Większość obrazków i zdjęć umieszczonych na blogu nie jest naszego autorstwa.

Proszę o nie kopiowanie treści z bloga w celach własnych bez wiedzy administratorki.

Szablon wykonała Fragonia dla bloga
Sisters of The Template