Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mikadzuki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mikadzuki. Pokaż wszystkie posty

28 czerwca 2019

Od Mikadzuki Cd. Pain

Dziękowała światu za coś, czego inni zapewne szczerze mieli dosyć- za jakże cudowną pogodę pod psem. Jeszcze trochę gorąca i gotowania się pod grubym futrem i jak nic wybrałaby się na małe wakacje do jakiejś przyjemnej krainy mroku. W końcu i tak nic nie trzymało jej na tym o wiele bardziej nieprzyjaznym łez padole. Niestety, należała do tego świata i chociaż co prawda nigdy tego nie sprawdzała, wątpiła, że tak drastycznie zmienienie otoczenia nie odciśnie na niej jakiegoś niewielkiego piętna... Na przykład zamienienia się w kupkę popiołu i kilku piórek.

Spokojnie, odstawmy na chwilę te nadzwyczaj optymistyczne jak na Mikadzuki rozmyślania. Wadera przeciągnęła się niczym kocur, ziewnęła przeciągle i ruszyła w dalszą podróż donikąd, a przynajmniej tak się jej wydawało. Tak, wydawało. Cel podróży Dākudii pojawił się sam, wraz z dostrzeżeniem w oddali czworonożnej istoty pokrytej ciemnym, prawie czarnym futrem. A przynajmniej miała wrażenie, że nim jest. Zaciekawiona ruszyła w tamtym kierunku, rozważając w głowie czym albo kim może być nieznajomy. Może jednym z cieni, który przedostał się przez szczelinę między wymiarami? Oh, mogłaby się w końcu trochę rozerwać, wysyłając marudera do siebie. Kto wie, może zdecydowałaby się na towarzyszenie mu przez pewien czas, a dopiero potem się go pozbyła. Nim doszła do konkluzji, że jest to po prostu basior, jej mózg przeszedł przez zmutowane zwierzęta, istoty z innych wymiarów aż po dziwnie powyginane, zeschnięte drzewa. Zwolniła lekko kroku, zastanawiając się nad odwróceniem się na łapie i poświęceniem resztek energii na zawrócenie. Jednak wtedy wilk także ruszył w jej stronę, więc zrezygnowała z jakichkolwiek kombinacji.
Krótka wymiana zdań, chwila czekania na powrót nowo poznanego i kolejny dialog. Proszę, jak mało potrzeba, by należeć do watahy... No dobrze, by dowiedzieć się, co trzeba zrobić. Nie spodziewała się, by jej „członkostwo” trwało dłużej niż kilka miesięcy, góra rok, ale wizja osiedlenia się w tamtym momencie wyglądała na całkiem przyjemną odskocznię od niekończącej się tułaczki i wiecznej ucieczki.
- Więc prowadź, Painie.- Powiedziała, skinąwszy nieznacznie głową. - Nawet jeśli go tam nie będzie, to z chęcią coś przekąszę. - Podarowała sobie zadawania pytań w stylu „Czy na pewno masz czas?” W końcu sam stwierdził, że podejmie się tego wyzwania, a nie chciała zasiewać w jego sercu żadnego ziarna niepewności. Co do jedzenia... Zaczęła zastanawiać się, czy owa propozycja nie padła przez jej szczupłą, wychudzoną sylwetkę. Może i futro dodawało jej parę centymetrów w obwodzie, jednak z nim nadal była sucha jak szkapa.
- Zwierzyny ci tam nie zabraknie. Zresztą, sama zobaczysz, gdy dotrzemy. - Kiwnęła jedynie łbem, ruszając za wilkiem i wpatrując się przed siebie. Zdążyła zauważyć, iż jej tymczasowy towarzysz w podróży nie przepada za kontaktem wzrokowym. Nie dziwiła mu się: zwykłe skrzyżowanie spojrzeń i już stawało się niezręcznie. A jeśli w grę wchodził ktoś obcy, to wychodziła z tego mieszanka wybuchowa. Mówi się, że oczy są zwierciadłem duszy. Mało kto raczej chciałby, by ledwo poznany wilk cały czas kierował swoje ślepia w jego, próbując spenetrować wnętrze rozmówcy.
Niestety, stworek na plecach Mikadzuki nie wykazał się takim taktem, uparcie wlepiając spojrzenie w Paina, widząc w nim potencjalne zagrożenie dla swojej „Pan”.

- Więc... Co to właściwie za wataha? - Zagadnęła spokojnie, beznamiętnym głosem.
- Smoczego Ostrza, oczywiście. - Odparł z nutą zdziwienia w głosie. Mikadzuki nie była zaskoczona jego reakcją. Skoro starasz się gdzieś dołączyć, to chyba powinieneś mieć jakiekolwiek podstawowe informacje o miejscu i grupie.
- Ciekawa nazwa... Chociaż nie zauważyłam żadnych skrzydlatych, gadopodobnych bestii. Ale skoro jesteście tutaj mili... - Powiedziała, nadając głosowi jak najbardziej poważny ton. Spojrzenie skierowała na niebo, jak gdyby rzeczywiście spodziewała się ujrzeć jedną z owych bestii. Nie wiedziała dlaczego, jednak miała wrażenie, że większość watah przyjmowała nazwy od początków jej historii lub terenów, na których się osiedliły. -Wiesz może skąd akurat taki wybór? I czy dobrze słyszałam, że macie tutaj bibliotekę

Pain? Wybacz, zajęło mi to troszkę dłużej niż planowałam.

24 marca 2019

Od Mikadzuki

Nie wiedziała, ile dni już była w drodze i jak daleko zawędrowała od ostatniej, bezpiecznej kryjówki. Chciała jedynie znaleźć się jak najdalej od tamtego, pechowego miejsca. Była zmęczona ciągłą tułaczką, brakiem stałości i kącika tylko dla niej na tym okropnym świecie. Jednak kto chciałby mieć kogoś takiego jak ona w swojej watasze? Dziwnego i niebezpiecznego? Raczej nikt, patrząc na jej wcześniejsze przygody.
Zatrzymała się na chwilę, spojrzała na swój ogon i pokaźną kolekcję liści, które wplątały się w futro Mikadzuki. Tak kończy się chodzenie po lesie i ciągnięciem sierści po ziemi. Użyła swojej mocy, a z rzucanego przez nią cienia wyłoniła się niewielka, czarna istota stojąca na dwóch nogach. Głowa stworka miała kształt odwróconego trójkąta z półokrągłym wcięciem u samej góry. Gdy Dākudia ruszyła dalej, mały "towarzysz" wadery szedł obok niej, dziarsko dotrzymując jej kroku i wyjmując z jej ogona pozostałości leśnej ściółki.
-Będę musiała jeszcze dzisiaj znaleźć jakąś kryjówkę na kilka dni, by odpocząć i odzyskać siły.- Mruknęła sama do siebie pod nosem, jak to miała w zwyczaju. Zbyt wiele czasu spędziła samotnie i tylko w ten sposób mogła odezwać się do kogokolwiek. Co z tego, że tym kimś była właśnie ona?
W końcu wyłoniła się spomiędzy drzew i zatrzymała się wśród traw, rozglądając się dookoła i podziwiając krajobraz. Z jednej strony tęskniła za kontaktami z innymi wilkami, jednak była przekonana, że ona sama wniesie jedynie do nich smutek i rozczarowanie.
- Zostają mi jedynie oni.- Zerknęła kątem oka na bezrobotny cień. Kiwnęła lekko głową, wskazując na swój grzbiet. Istotka ochoczo zajęła miejsce tuż za jej szyją, łapkami chwytając poroża wadery. Ta ruszyła spokojnie dalej przed siebie, rozkoszując się nielicznymi, bezproblemowymi chwilami, nie będąc świadomą, iż już od dawna znajduje się na terenach obcej watahy.

Lumen?

Powitajmy Mikadzuki!

właściciel

Jestem jak omen, przynoszący nieszczęście i tragedię. Czarne koty to przeżytek. Prawdziwe źródło pecha stoi przed Wami.

Imię: Mikadzuki
Pseudonim: Dākudia
Wiek: 2 lata
Płeć: Wadera
Charakter: Dākudia jest wycofaną waderą, trzymającą się gdzieś z boku, unikającą walki. I wcale nie chodzi o bojaźliwość, introwertyzm czy też cichość. Doświadczenia życiowe nauczyły ją wiele, jednak wyciągnęła z nich głównie jedną lekcję: Unikaj innych, by ci mieli szczęśliwsze życie.
Dāku była pewna prawdziwości powyższej sentencji. Prawie nigdy nie zaczynała rozmów jako pierwsza, gdyż w tyle jej głowy niezmiennie tkwiło pytanie: "Co jeśli tym razem nie zapanujesz nad sobą?" Świat był dla niej okrutnym i niesprawiedliwym miejscem. By przetrwać, pozbyła się umiejętności wylewności i okazywania uczuć. Niejednokrotnie dusi w sobie smutek czy radość, ciągle podświadomie będąc gotową na obronę, atak, nie chcąc okazywać swojej słabości wynikającej z emocjonalności. Uważa też, że na tym świecie nikt nie robi niczego za darmo, wszędzie widzi konformistów i oportunistów. Dākudia wydaje się też być ponurą i nieprzyjazną wilczycą, ale to jedynie pozory, które stwarza i których używa jak zbroi, przez którą nic ani nikt nie przejdzie. Jednak działa to też w drugą stronę- prawdziwa Mikadzuki siedzi głęboko, cicho jak gdyby nigdy nie istniała. W rzeczywistości jest o wiele bardziej uczuciowa i otwarta na innych. Jednak jej serce było zranione zbyt wiele razy, na miejscu każdego skaleczenia tworzyła się zgrubiała blizna, aż twarda osłona pokryła je całe. Jest wiecznie niepewna i pomimo własnej inteligencji, a może właśnie przez nią brakuje jej wiary w siebie i innych. Zasada "umiesz liczyć- licz na siebie" nie działa u niej w stu procentach. Jej bronią na co dzień, pasującą idealnie do zbroi "kamiennego serca" jest ostry języczek pełen ripost. Można pokusić się też o stwierdzenie, że jest zdziczała. Większość czasu spędziła sama, bez większego kontaktu z innymi wilkami. Jednak jeśli do takiego już doszło, zazwyczaj wiązało się to z walką o własne życie. Nikogo nie zdziwi więc, że jej największym problemem są relacje z innymi. Nie radzi sobie z nimi. Jednak jeśli komuś uda się dotrzeć do prawdziwej Mikadzuki, to zyska prawdziwą i niezwykle oddaną przyjaciółkę.
Wygląd: Dākudia to wysoka i bardzo szczupła wadera o miękkim, długim futrze. Jej wąski korpus osadzony jest na długich, patykowatych łapach zaopatrzonych w ostre pazury. Z głowy o białej barwie, odcinającej się od reszty czarnego tułowia, przypominającą wyglądem gołą czaszkę wyrasta ciemne poroże. Na łbie Mikadzuki znajduje się także trójkąt o barwie węgla. Pysk wyposażony ma w długie i ostre, przypominające igiełki kły. Długi ogon zakończony mlecznym pędzelkiem wlecze się za nią krok w krok po ziemi, więc często w pokrywającej go sierści znajdują się liście, trawa i niewielkie gałązki. Błękitne pióra i dwie bransolety na tylnej, lewej łapie są nieodłączną częścią jej aparycji.
Głos: Jej głos jest dość melodyjny i przyjazny dla ucha, wręcz uspokajający.
Stanowisko: Czarny mag
Umiejętności: Intelekt: 8 | Siła: 4 | Zwinność: 4 | Szybkość: 5 | Magia: 16 | Wzrok: 5 | Węch: 4 | Słuch: 4
Rasa: Wilk Śmierci
Żywioły: Śmierć, Mrok
Moce:

°MROK°
¬ Mikadzuki może swobodnie poruszać się w ciemnościach, wtapiać się w cień, stając się z nim jednością
¬ Potrafi nadawać cieniom materialnych kształtów, poruszać nimi siłą umysłu, tworzyć z nich przedmioty, bronie, jak i żywe istoty. Tych jednak zazwyczaj używa jako pomocników.
¬ Przez cienie może podróżować do innych wymiarów, są dla niej swoistymi portalami.
¬ Poprzez mrok może stymulować własną szybkość i siłę fizyczną, tworzyć przedłużenia szponów, łap, a nawet skrzydła.

°ŚMIERư
¤ Dākudia przywołuje z zaświatów dusze poległych wojowników i rozkazuje im, wykorzystując ich do walki, obrony. Ponadto dzięki tej zdolności może rozmawiać ze zmarłymi.
¤ Potrafi mieszać innym w zmysłach, zabijając w nich pozytywne emocje, motywację i chęci do dalszego działania, odbierając sens istnienia.
¤ Jej największą i najmroczniejszą mocą jednak jest zabijanie innych samą myślą, co wynika z jej rasy. Do tego jednak potrzebuje prawdziwych, chaotycznych, negatywnych emocji i dużej ilości energii.
¤ Może wywoływać u innych ból i halucynacje tak, by wydawało im się, iż rzeczywiście umierają.

°NIEZWIĄZANE Z ŻYWIOŁAMI°
៛ Dākudia przynosi pecha, dosłownie. Jest niczym zbite lustro, czarny kot, rozsypana sól i witanie przez próg w jednym. Jeśli coś może pójść nie tak to właśnie dzięki niej i jej niezwykłej zdolności tak się stanie. Nie panuje nad nią całkowicie, czasem używa jej nieświadomie.
៛ Posługuje się magią krwi, dzięki której może sterować płynem w żyłach i tętnicach ofiary, unieruchamiając ją, spowalniając, zmuszając do poruszenia czy nawet doprowadzając do omdlenia.
Rodzina: Aktualnie brak.
~Rodzice~
Ojciec - Kage, nie żyje
Matka - Eza, brak inforlamcji
Partner: Brak, kto by ją tam chciał.
Potomstwo: Brak
Historia: Mikadzuki urodziła się późną jesienią, więc najwcześniejsze miesiące jej życia przypadły na srogą i nieprzyjazną zimę. Jednak ten okres wspomina jako najpiękniejszy. Wataha, rodzina, rodzice. Nie była samotna, a pomimo dość specyficznego wyglądu nikt jej nie odrzucił, nie uważał jej za dziwadło. Jednak wszystko zaczynało się zmieniać, gdy jej moce powoli się uaktywniały. Miała jedynie rok, gdy przez zwykłą złość spowodowaną nieudanym polowaniem z ojcem przypadkowo odebrała mu życie. Patrzyła, jak umiera z jej powodu. Przerażona sama sobą, konsekwencjami i reakcją matki, niewiele myśląc, pobiegła przed siebie, opuszczając tereny watahy. Jednoroczne szczenię błąkające się samotnie po świecie. Sama musiała nauczyć się polować, niejednokrotnie cierpiąc głodem i pragnieniem. Jedynie dzięki grubemu futrze przetrwała zimy, jednak w lecie było ono dla niej prawdziwym przekleństwem. Nie mając do kogo otworzyć pyska, zaczęła używać magii, tworzyć sobie towarzyszy z mroku, którzy nie zginą przez jej nieuwagę.
Gdy wszystko powoli zaczęło się układać a Dākudia przyzwyczaiła się do swojego losu pechowca i tułacza miała już dwa lata. Niestety, świat i jej moce ponownie z niej zakpiły. Nieuważnie wkroczyła na ziemie agresywnych wilków. Te widząc wysokiego, czarno-białego stwora z porożem postanowiły urządzić sobie polowanie na "mrocznego jelenia". Wadera uciekała ile sił w łapach, a żadne jej prośby nie trafiały do wściekłej grupy basiorów. Gdy Ci świetnie bawili się w szale mordu, ona walczyła o życie. Niestety, już zmęczona, ledwo przebierająca łapami Mikadzuki wplątała się swoim długim futrem i ogonem w chruśniak. Wycieńczona nie była w stanie się uwolnić. Wtedy zrozpaczona i wcale tego nie chcąc, użyła swojej makabrycznej mocy, pozbywając się całej trójki z tego świata. Straciła przytomność, sama nie wiedziała na jak długo. Powoli wydostała się z zarośli i lekko kulejąc, poraniona cierniami ponownie wyruszyła w dalszą drogę, nie oglądając się za siebie. Wtedy trafiła na tereny Watahy Smoczego Ostrza.
Jaskinia: Jaskinia Dākudii jest ciemną, nieoświetloną skalną grotą. Tylko kilka promieni słońca wpada do niej przez wejście. Nie jest zbyt obszerna, jednak wygodna. Ziemia wyłożona jest mchem, piórami oraz futrem. Z jednej z bocznych ścian wypływa niewielki strumyczek krystalicznie czystej i lodowatej wody, wpadający do zagłębienia w podłożu, prowadzącego prawdopodobnie do innego, podziemnego źródła. Dzięki niemu temperatura w kryjówce Wadery zawsze jest niska. Gdzieś w najsuchszym rogu jaskini zawsze zalega stos książek.
Ciekawostki: 
₪Jej pseudonim w luźnym tłumaczeniu oznacza "mroczny jeleń".
₪Imię oznacza "Sierp księżyca".
₪Zazwyczaj nigdy nie przedstawia się prawdziwym imieniem.
₪Nie opanowała swoich mocy. Często nie jest w stanie ich użyć lub po prostu robi to nieświadomie. Pełną kontrolę ma jedynie nad cieniami.
₪Gdy jest sama często podśpiewuje pod nosem.
₪Uwielbia pióra i błyskotki.
₪Jest bibliofilem.
₪Nie znosi gorąca.
₪Często mówi sama do siebie.
₪Uważa, że życie nawet najgorszego z wilków jest więcej warte niż jej własne.
Właściciel: bunaaabu@gmail.com

Większość obrazków i zdjęć umieszczonych na blogu nie jest naszego autorstwa.

Proszę o nie kopiowanie treści z bloga w celach własnych bez wiedzy administratorki.

Szablon wykonała Fragonia dla bloga
Sisters of The Template