Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Adelinetta Kheretin Venenum. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Adelinetta Kheretin Venenum. Pokaż wszystkie posty

1 sierpnia 2019

Od Adeliny "Ostatnie tchnienie"

Nie wiem ile leżałam. zgubiłam poczucie czasu. Ból nie ustępował i tylko wzmacniał się z każdą minutą. Dosłownie czułam każdą kość (nawet te, o których istnieniu nie miałam pojęcia) i każdą najmniejszą komórkę mojego ciała. Nie miałam siły już otworzyć oczu. Coraz trudniej i łapczywiej nabierałam powietrze. Czułam, jak moje serce zwalniało. Biło głośno, ale coraz wolniej i rzadziej. Nie mając wielkiego wyboru zaczęłam wspominać moje życie...
Moja pierwsza wataha. Mój niedoszły narzeczony, na którego zachcianki zmarnowałam większość mojego życia. Cudowne, lecz krótkie chwile z moim bratem Dante. Nowa wataha. WSO - miejsce, w którym zaczęłam żyć. i Basior, którego toksycznych, zielonych oczu nigdy nie zapomnę. Harbinger Ghost- wilk, którego spotkałam jako pierwszego, który nie miał ochoty mnie od razu zabić. To basior, który sprawił, że moje życie znowu stało się wartościowe, szkoda, że nie będę miała już okazji, by mu o tym powiedzieć. Za nim będę tęsknić najbardziej.

******

Nagle ból ustał. Zobaczyłam światło, które po chwili przestało razić mnie w oczy i ukazało miejsce, w którym leżałam. podszedł do mnie basior. Miał tylko jedną ranę. Była to wypalona dziura, która powstała od ataku kulą ognia.
-Wstań siostro. Już po wszystkim. Znowu jesteśmy razem.
- A więc już umarłam?- spytałam. Ciemnoszary basior pokiwał twierdząco głową.- Miło ICę widzieć Dante.
Z trudem wstałam. Zupełnie, jakbym miała na sobie jakiś ogromny ciężar. Po chwili czułam się lekko i zrozumiałam co mi ciążyło. Moja dusza opuściła ciało, które leżało wycieńczone na ziemi. Obok niego leżała martwa sarna. Wilk, który podaży za jej zapachem na pewno natrafi na moje ciało. Mam tylko nadzieję, że HG nie będzie musiał tego oglądać. Powoli ruszyłam za bratem.
- Żegnaj wataho Smoczego Ostrza.

30 lipca 2019

Od Adeliny " Trucizna- trudna sprawa"

Od kilku dni czuję ból. Nie jest on jakiś wielki i nie trwa cały czas, ale nie mogę go lekceważyć. Udałam się więc do medyka. Sonata dokładnie mnie zbadała, pobrała moją krew i wiele więcej. Na koniec kazała mi poczekać na wyniki. Po półgodzinnym czekaniu skrzydlata wadera wróciła ze smutnym wzrokiem.
- Pani organizm wytwarza truciznę, która usiłuje Panią zabić od środka. Nie zostało zbyt wiele czasu. Może kilka dni, albo tydzień.
- Nie ma żadnej odtrutki? Nie ma nic spowalniającego skutki trucizny?- Spytałam ze spokojem, ale w środku czułam strach. Wadera ze smutkiem pokręciła głową.
- Przykro mi Adelino. Nie odkryliśmy jeszcze odtrutki na Twoją truciznę.- Pożegnałyśmy się i udałam się do lasu. Postanowiłam zapolować na jakąś sarenkę. Na moje szczęście wpadłam na jej trop. Gdy w końcu znalazłam zwierzę, zaczaiłam się w zaroślach. Wysunęłam moje pazury i czekałam na odpowiedni moment. Głupie stworzenie podeszło pod same zarośla aby zjeść rosnącą przy nich koniczynę. Moja ofiara wpatrywała się w moje oczy. ja tylko na nią skoczyłam i wbiłam pazury w jej ciało. Zwierzę zaczęło szaleć. Nigdy mnie to nie wzruszało, zawsze dawałam radę się utrzymać na grzbiecie silniejszych zwierząt, a co dopiero na takiej sarnie, ale... Dziś było inaczej.  Poczułam ogromny ból i spadłam ze zwierzęcia. Ciężko dysząc leżałam na ziemi. kilka minut później sarna również padła, tylko martwa.
- Moja trucizna jest silniejsza. Wcześniej tylko osłabiała, ale teraz? Teraz zabija, ale nie tylko moje ofiary. Mnie też..

28 czerwca 2019

Adelina cd. HG

Razem z HG doszliśmy do biblioteki, gdyż właśnie tam miało odbyć się zebranie. Weszliśmy do środka. Oboje byliśmy niewyobrażalnie poważni. Dumnym krokiem szliśmy do wielkiego, okrągłego stołu. Peleryna dodawała mi dostojności, natomiast błyszczące oczy Harbingera nadały mu groźny i poważny wygląd. Usiedliśmy na ostatnich wolnych miejscach. Nie wiem, czy to dobrze, ale siedzieliśmy obok siebie. Alfy jeszcze nie było…

***Po pięciu minutach ogromnej nudy***

Gdy Alfa raczył się w końcu pojawić, zaczął poważnym, groźny i zarazem opanowanym głosem mówić.
- Zapewne zastanawiacie się, dlaczego zwołałem obowiązkowe zebranie dla wszystkich wilków. Doszły mnie słuchy, że mamy w stadzie spiskowców. Ogłaszam, że od dzisiaj panować będzie godzina policyjna. Strażnicy odpowiedzialni za nią mają prawo aresztować każdego, kogo spotkają poza jego jaskinią. –Nie bardzo znałam Alfę, ale wiem, że coś mi w nim nie pasowało. Nie było mnie tu za czasów Kesame, ale jestem pewna, że wtedy było inaczej, lepiej. Postanowiłam zrobić ryzykowny ruch i zadać pytanie. Nie wiem, kto spiskuje, ale kto wie. Może bym im pomogła? Wstałam, Alfa udzielił mi głosu, a ja zadałam pytanie:
- Alfo, zadam teraz pytanie retoryczne. Co by było, gdyby któryś z wilków pomagał spiskowcom? Groziłyby za to jakaś konkretna kara?- Moje słowa były wypowiadane z pewnością siebie i z jednoczesną obojętnością. Mój wyraz pyska również był obojętny i pewny siebie.
- Taki wilk byłby uważany za zdrajcę. Zostałby wygnany z watahy bądź zabity.- W jego oczach można było wyczytać podejrzliwość i gniew, które starał się ukryć za maską powagi. – jeszcze jakieś pytanie?
- Tak mam jeszcze jedno- odpowiedziałam- Czy gdyby, ktoś znał tożsamość spiskowców i ich nie wydał, to również będzie uznany za zdrajcę?
- Tak. Widzę, że tylko Pani jest taka zainteresowana sprawą, czy wie może Pani coś więcej na ten temat? – Spytał. Wtedy wszystkie oczy były zwrócone na mnie, nawet te znudzone, które wcześniej udawały, że słuchają. Przyznam, że nieco się zestresowałam, ale nie miałam nic do ukrycia i sama zrobiłam ten krok, więc dlaczego? Sama nie wiedziałam.
- Nie. – Powiedziałam stanowczo i pewnie, po czym usiadłam na swoje miejsce.
- Koś jeszcze ma jakieś pytania? Nie? To wróćmy do tematu godzin policyjnych. Będą one zaczynały się godzinę przed zachodem słońca i trwać będą do jego zakończenia. Czy wszystko jasne? - wszyscy pokiwali głowami na tak.- W takim razie można się rozejść.
Poczekaliśmy aż Alfa wyjdzie, po czym każdy udał się w swoją stronę. Oczywiście ja szłam z HG, przecież razem przyszliśmy. Szliśmy w niezręcznej ciszy. Na moje szczęście została przerwana po pięciu minutach.
- Dlaczego zadałaś tamte pytania? Podejrzewasz kogoś? – Spytał szeptem, zatrzymując się w za krzakami. Również poszłam w tamtym kierunku i mu odszeptałam.
- Może. Dlaczego Ci tak na tym zależy? Pomógłbyś im? - spytałam, wpatrując się w jego olśniewające oczy.

HG?
Jak zareagujesz? Co mi powiesz?

21 marca 2019

Od Adeliny cd. HG


Wychudzony basior spoglądał na mnie wyczekująco. Uśmiechał się. Przez chwilę szliśmy w ciszy. Otworzyć się przed prawie obcym wilkiem? Nie jestem przecież słaba! Po podziwiam zmarzniętą drogę.
W pewnym momencie zaczęła się prawdziwa ślizgawka. Wysunęłam pazury i ostrożnymi ślizgami zmierzałam dalej. Nagle mnie olśniło. Zatrzymałam się udając, że interesuje mnie jakieś zmarzłe zielsko. HG po prostu człapał dalej (bo chodzeniem tego nazwać nie można), a ja jakby nigdy nic popchnęłam go tak, że wleciał na drzewo. Zaśmiałam się, ale szybko przestałam. Zielone ślepia patrzyły na mnie z złością i czymś jeszcze.
-Tak chcesz się bawić? Wojna rozpoczęta! - HG szybko się ogarnął i zaczął "kontratakować". Co chwilę leżałam na ziemi, ale nie zostawałam mu dłużna. Tak zeszła nam droga do Lasu Phoenix'a. Gdy dotarliśmy na miejsce ogarnęliśmy się i ruszyliśmy na polowanie. Usłyszałam szelest. Ostrożnie ruszyłam w tamtym kierunku. Harbinger Był z mojej prawej strony. Zatrzymałam się za kłodą. Ostrożnie wyjrzałam zza mojego "schronienia" i zobaczyłam zielonego, skrzydlatego jelonka. Był młodziutki, nie miał jeszcze poroża. To idealna ofiara. Razem z HG otoczyliśmy stworzonko. Nasz posiłek nie wiedział co zrobić. Nie wzbił się w powietrze. Stał sparaliżowany strachem. Gdy byłam wystarczająco blisko rzuciłam się do karku zwierzęcia. Porządnie się wgryzłam. Poczułam metaliczny posmak krwi naszej ofiary. Puściłam go. Odsunęłam się i siedziałam obok. Do martwego zwierzęcia zbliżył się HG i zaczął swój posiłek. Gdy skończył, zaczęłam ja. W ten sposób zostały prawie same kości. Kość udową (największą) zabrałam ze sobą. Zrobię z niej figurek tego dziwnego stworzenia.
-Co teraz? - spytałam. Mój patrol zaczyna się równo z zachodem słońca. Miałam jeszcze trochę czasu. Z wyczekiwaniem patrzyłam na basiora.

HG?
Może być? Link do obrazka zwierzaka, abyś wiedziała mniej więcej jak wygląda klik

15 lutego 2019

Od Adeliny

Ciemność, nicość i pustka. Tak, to minie ogarnia, od nie wiadomo ilu godzin. W pewnym momencie przed oczami pojawiła mi się "aleja" z kolorowymi, ale zamazanymi wspomnieniami. Szłam wzdłuż niej i słuchałam:
- Ty masz być Luną? Lepsza będzie już ...
- Morderca! Na pewno Ty otrułaś mego męża!
- Nikt Cię nie kocha... I tak zginęłabyś wkrótce po...
- Pani Trucizna... Od zawsze wiedziałem, że twe serce jest zatrute, ale że aż tak?
Doskonale znałam te wszystkie głosy to, że nie widziałam sylwetki tych wilków, nie robiło mi różnicy. Za każdym razem, gdy słyszałam, któreś z tych zwrotów bolało mniej...
- Musiałaś mnie zostawić?
Ten głos znałam najlepiej...
- Gdybyś nie ruszył po tą nędzną odtrutkę, Alfa nie odważyłby się mnie tknąć, a co dopiero zabić!
Przede mną pojawił się średniej wielkości basior. Wyglądał dokładnie tak, jak go zapamiętałam, gdy się ostatni raz widzieliśmy. Było to rok temu. Jego niegdyś błyszcząca, ciemno-szara sierść była zabrudzona krwią. Na lewym oku rozciągała się blizna po trzech, a nie po czterech pazurach, wykonana przez siostrę Alfy. W jego prawym boku był dziura z wypaloną obwódką od kuli ognia, wykonana przez Szamana. Na łapach i plecach miał mnóstwo głębokich cięć. Długi i zabrudzony krwią łańcuch trzymał się stalowej obroży i "bransoletek". Taki widok po roku pustki doprowadził mnie do łez...
- To przez Ciebie! Gdybyś mnie nie zostawiła, moglibyśmy uciec we dwójkę! Ty przypieczętowałaś moją śmierć! To wszystko Twoja wina!
Dante znikł, a ja powtarzałam to, jak mantrę...
- Moja wina. To wszystko moja wina. To tylko i wyłącznie moja wina...
Dla kogoś, kto mnie w tym momencie widział, musiało to wyglądać co najmniej dziwne. Młoda wadera mówiąca do piasku "Moja wina" to nie codzienny widok. Czarny basior, który to widział, na pewno myślał podobnie, ale co ja tam wiem? Przecież jestem tą nieszczęsną waderą...
Otworzyłam moje zielone oczy. W tym momencie na pewno wyblakły i zaszły mgłą. Otrzepałam się z piasku i zauważyłam dużego, umięśnionego, czarnego basiora. Emanował zielonkawą poświatą i wpatrywał się we mnie. Powoli podchodził w moim kierunku.
- Kim jest taka urocza i zabłąkana wadera? Co robisz na terenach Watahy Smoczego Ostrza? Nigdy Cię nie widziałem, a kogoś takiego nie w sposób nie zauważyć.
Nie powiem, że rozmowa w ten sposób mi się nie podobała, ale na pierwszym spotkaniu spodziewałam się czegoś innego...
- Nazywam się mi Adelinetta Kheretin Veneum. Poszukuję nowej watahy. A Ty? Kim jesteś?
- Harbinger Ghost. Jeśli chcesz dołączyć, choć za mną...
Nie wiem dlaczego, ale nie czułam oporu i po prostu za nim poszłam. Miałam przy nim dziwne wrażenie bezpieczeństwa, co nie powinno się zdarzać po wymienieniu kilku słów. Harbinger przedstawił mnie Alfie jego watahy. Chwilę porozmawialiśmy i ustaliliśmy kilka rzeczy. Zostałam Patrolem i współpracuję z samym Alfą. Ariov opowiedział mi o panujących tutaj zasadach i pożegnał. Znowu zostałam sama z czarnym basiorem.
- Może się przejdziemy? - spytał, na co się zgodziłam.
Szliśmy różnymi ścieżkami. Basior cicho podśpiewywał, gdy przez dłuższą chwilę nie rozmawialiśmy. Jedną piosenką trafił w mój czuły punkt. Wsłuchałam się kolejno w słowa, aż włączyłam się i cicho śpiewałam o niejakim Kochanku z odległej przeszłości...
- Gdybym miał gitarę, to bym na niej grał. Opowiedziałbym o swej miłości, którą przeżyłem sam. Opowiedziałbym o swej miłości, którą przeżyłem sam...
Basior miał wchodzić w drugą zwrotkę, ale byłam szybsza...
- A wszystko przez czarne oczy. Gdybym ja je miał...
I dalej śpiewaliśmy w duecie. Tak przyjemnie było nam razem, ale wszystko, co dobre kiedyś się kończy. Zbliżał się wieczór, a ja szukałam miejsca do spania. W moje oko wpadła stara chatka w centrum. Była lekko zawalona, ale nadawała się do spania. Pożegnałam się z basiorem i udałam się na spoczynek. Znalazłam stary fotel, w bardzo dobrym stanie. Położyłam się na nim i zasnęłam.
Obudził mnie głos, któremu ubiegłego dnia towarzyszyłam.
- Pora wstawać. Nie marnuj takiego dnia. Trzeba zrobić remont i czeka Cię patrol.
- Od dzisiaj jesteś przypominajką? - Spytałam, próbując nieco dogryźć. - Z tego, co wiem, Ty również masz pełno roboty Harbingerze. - spojrzałam figlarnie na towarzysza. Nie wiem, co pomyślał, ale w jego oczach było widać zaintrygowanie moją osobą.


HG? Masz jakieś pomysły?

Powitajmy Adelinettę Kheretin Venenum!

autor postaci

Dostajesz jedną szansę. Od Ciebie zależy jak ją wykorzystasz.


Imię: Mówcie na mnie Adelina lub Kheret. Jeśli chcesz znać całość mego imienia, to jestem  mi Adelinetta Kheretin Venenum.
Pseudonim:Madam Poison, Przeklęta, Morderca, Kat oraz Śmierć, tak często to słyszałam…
Wiek: 6 lat
Płeć: Wadera
Charakter: Z pozoru cicha wadera. Jej zazwyczaj spokojny i dumny chód powoduje, że wiele basiorów spogląda na nią z zainteresowaniem. Często gra na uczuciach innych, w końcu uczyła się od mistrza tych gierek. Gdy będzie jeden, na jeden z basiorem, potrafi zakręcić mu w głowie w taki sposób, że zrobi dla niej wszystko.
Wygląd: Ma ciemno szare, grube futro, na głowie i szyi wydłuża się tworząc coś na wzór włosów i grzywki, uczesanej w prawo. Jest średniej wielkości. Ma długie, chude, ale za to umięśnione łapy i szczupłą sylwetkę, co umożliwia jej akrobacje w czasie skoków. Jej ogon jest równy długości jej tułowia. Jest puszysty i nieraz służy jako poduszka. Ma na sobie zieloną, długą pelerynę ze złotym łańcuszkiem. Ma wiele zastosowań: chroni przed deszczem, zimnem, przypomina o bracie i dodaje jej dostojności. Wręcz hipnotyzujące oczy mają kolor szmaragdów. Zmieniają one tonację zależnie od emocji. Gdy się złości świecą złowieszczym blaskiem, w trakcie smutku są niezwykle jasne, ale szarawe, dają wrażenie ślepoty. Są ciemne, gdy czuje radość. Z reguły można ją spotkać z władczym spojrzeniem i psotnymi iskierkami w oczach. Jest postawa jest dumna i dostojna, ale bez przesady. Pazury i kły są ostre niczym diamenty i białe jak perły.
Głos: Z reguły spokojny,  pewny siebie i radosny, ale nie dajcie się zwieść pozorom! Czasami jej głos jest nawet władczy, ale tylko gdy w danym Momocie zajmuje stanowisko lidera. W towarzystwie wilków z wyższą rangą stara się nie odzywać, chyba, że sytuacja tego wymaga. Jej głos poradzi być słodki i hipnotyzujący. Gdy znajdzie odpowiednią ofiarę szepcze uwodzicielsko. Czasami sama zatraca się w swojej grze i z przyjemnością czerpie z niej korzyści. Po tym wszystkim, co przeszła należy jej się. Czyż nie?
Stanowisko: Patrol
Umiejętności: Intelekt: 5| Siła: 5| Zwinność: 10| Szybkość: 5| Magia: 5| Wzrok: 8| Węch: 5| Słuch: 7
Rasa: Wilk Trucizn
Żywioły: Trucizna, Umysł, Iluzja
Moce: 

  • W pazurach i ślinie zawarta jest trucizna powodująca utratę sił i omamy.
  • Tworzy iluzje bólu i niewidzialności, ale jest to niezwykle trudne.
  • Telekineza niedawno odkryta i niezwykle słaba, aczkolwiek można rozwinąć ją i być może będzie w stanie podnieść nawet ogromne drzewo.
  • Zagląda do snów innych wilków. Jeśli kto jest w śpiączce jest w stanie go obudzić poprzez wejście do jego snu i rozmowę.
  • Oddycha pod wodą, ale szybko się męczy i po wyjściu na powierzchnię ma ataki duszności przez około dwa dni.
  • Potrafi zablokować umysł.

Rodzina: Pamięta tylko, że miała brata bliźniaka o imieniu Dante. Rodziców zamordowano tuż po ich narodzinach.
Partner: Podoba jej się pewien czarny basior…
Potomstwo: Nie wie, czy chce mieć. Na razie chce czerpać z życia całymi łapami.
Historia: 
Każdy ma kogoś, dla kogo jest wstanie zrobić wszystko...
Dla mnie tym kimś był mój brat bliźniak… Wracałam ze specjalnej wyprawy. Alfa (mój przyszły mąż) myślał, że zajmie mi to dzień dłużej, ale ja uporałam się z problem szybko i zmotywowana myślą o spotkaniu z bratem, wracałam do domu. Nasza wataha nie była wielka. Liczyła bowiem 20 wilków, nie licząc mnie. Gdy byłam obok chatki spotkań, usłyszałam odgłosy walki i jęki. Weszłam do środka w momencie, gdy rozległ się błysk, i wszystko ucichło. Na samym środku, leżał poturbowany, zakuty w kajdany mój brat. Zabili go. Zapłakana podbiegłam do niego. Chciałam, by się obudził. Trąciłam go nosem, ale nic się nie działo. Alfa patrzył na mnie z wyższością, ale nie taką, jaka przystoi władcy. To raczej obrzydzenie, pogarda.
- Mi Adelinetta. Miałaś wrócić jutro. Przyniosłaś tę odtrutkę?- odparł — Nawet, jeśli to Ci jej nie dam! Jak mogłeś go zabić?! I ja miałabym być Luną?! Twoją Luną?! Nigdy! – wydarłam się na niego. Alfa tylko się zaśmiał i dał rozkaz zabicia mnie. Myślałam, że nie mam szans na 19 wilków. Na moje szczęści się myliłam… Gdy miała mnie czekać śmierć, ja tylko wtuliłam się w martwe ciało mojego brata. Potem zamknęłam oczy i wszystkie emocje ze mnie zeszły. Rozniosły się zieloną chmurą w powietrzu, trując wszystkie wilki oprócz mnie. Ostatnie zdania, jakie wypowiadał Alfa, dobiegły do moich uszu, gdy zmierzałam w jego kierunku. Moje szmaragdowe oczy świeciły w zielonej mgle śmierci. Ze złością wpatrywały się w ostatniego, jeszcze żywego wilka na mojej drodze. Alfa się uśmiechnął, leżał tuż pod moimi łapami i wpatrywał się w moje oczy.
– Masz rację – uśmiechnął się- nie byłabyś dobrą Luną. Nie żyłabyś długo. Nikt cię tu nie kochał oprócz tego głupca, który chciał Cię ostrzec. Zginęłabyś, tuż po wydaniu na świat potomka, który nie byłby związany z trucizną, a z lekiem. Dla mnie zawsze byłaś piękna, ale twe serce było zatrute… -kaszlnął i splunął krwią- żegnaj Madam Poison. – po tym zamknął oczy i zasnął snem wiecznym. Rozglądałam się po budynku. Zabójcza mgła już się rozpływała. Rzuciłam ostatni raz władczym wzrokiem na martwego Alfę i powiedziałam do niego…
- Ja nie mam zatrutego serca. To ja jestem trucizną i to moja trucizna zabiła ciebie i twoją zepsutą watahę. – po czym zwróciłam się do martwego brata — Żegnaj Dante… - ostatni raz wypowiedziałam imię mojego brata i wyszłam. Znalazłam jakąś tratwę i wypłynęłam nią w morze. Płynęłam rok, gdy w końcu, daleko na horyzoncie zauważyłam archipelag małych wysepek. Kilka dni później był sztorm. Wpadłam pod wodę i straciłam przytomność. Obudziłam się na piaszczystej plaży w jakimś porcie. Nade mną stał duży, czarny basior.

Przedmioty: Złota figurka węża z oczami wysadzanymi szmaragdami, zielona peleryna ze złotym łańcuszkiem, czarna torba na przedmioty.
Jaskinia: Zamieszkałam w centrum, w jednym z opuszczonych domków. Składał się z głównego średniej wielkości pomieszczenia, na parterze i piwniczki. Z piwnicy można było dojść tajnym przejściem do Lasu mieszanego, niedaleko bagien. W pomieszczeniu głównym jest mały kominek, a obok niego zapas drewna. Pośrodku znajduje się niewielki stolik. W jednym z kątów stoi stary fotel, na którym śpię. Tuż nad kominem są schody prowadzące do piwnicy. Gdy się zejdzie w dół, to rzuca się w oczy mały kącik alchemiczny i mała półka na książki i eliksiry. Obok Półki wisi mały obraz przedstawiający Wilczycę podobną wyglądu do mnie. Leży ona w czerwonych jedwabiach i złocie. Obok obrazu jest niewielki świecznik, który nigdy nie gaśnie, a prostopadle do niego drewniane drzwi będące „bramą” do tajnego przejścia. Wzdłuż pozostałych ścian umieszczonych jest pięć skrzyń.
Ciekawostki: Nie znosi zimy, ale lubi lód. Nie wierzy w bogów watahy.
Wierzy, że po śmierci wilka, jego dusza zamienia się w gwiazdę i ogląda żyjących na ziemi.
Ulubione kolory to: złoty, czarny, zielony, czerwony i niebieski
Wkrada się do snów innych wilków i je straszy, za spokój żąda złota albo magiczne rośliny.
Właściciel: wikizamarski@gmail.com  DC: Yuko#4684 DG: wikizamarski

Większość obrazków i zdjęć umieszczonych na blogu nie jest naszego autorstwa.

Proszę o nie kopiowanie treści z bloga w celach własnych bez wiedzy administratorki.

Szablon wykonała Fragonia dla bloga
Sisters of The Template