Podróżowałem kilka tygodni. Tydzień temu zdobyłem jajo lodowego węża, a miesiąc wcześniej kość ognistego renifera. Zebrałem wszystkie potrzebne składniki. Byłem z siebie dumny. Udałem się na miejsce katastrofy. Gdy tylko znalazłem się na dawnym terytorium watahy mój kryształ zaczął świecić, a jego obecność sprawiała mi ból. Jakoś doczłapałem się do centrum. zacząłem warzyć eliksir. Wszystko działo się tak jak kazał zrobić Topaz. Gdy nadeszła pora, a było to o północy, w pełnię księżyca, dodałem ostatni składnik do wywaru. Ciecz przybrała fioletowy kolor. Znalazłem miarkę i nabrałem płynu do naczynia. Udałem się do serca watahy. Było ono dokładnie wyliczone, a zaznaczone zostało mozaiką z kamieni szlachetnych. Były to Rubiny, szmaragdy, diamenty, perły, bursztyny i wiele, wiele więcej.Ale musiałem się skupić na zadaniu. Stanąłem na środku mozaiki i zacząłem pić wywar. miał gorzki i nie przyjemny smak, do tego śmierdział, ale czego nie robi się dla ukochanej rodziny? Gdy skończyłem kryształowe posągi zaczęły się topić, a z nich zaczęły wyłaniać się żywe wilki. byłem szczęśliwy. Moja wataha zaczęła wracać do życia, ale coś mi nie pasowało. Dziwnie się poczułem. Rozbolała mnie głowa i trudniej mi się oddychało. Przestałem czuć kończyny, ale nie mogłem się tym przejmować. Podbiegli do mnie rodzice.
- Laufey! Kochanie co się z Tobą dzieje? Ledwo Cię odzyskaliśmy, a Ty rozsypujesz się nam na oczach!- powiedział ojciec
- Co?- Spojrzałem na swoje łapy. faktycznie rozsypywałem się. Nie czułem jednak nic oprócz najzwyklejszego bólu głowy. to chyba znaczy, że umieram... Dziwna ta śmierć. Niby boli, ale ie jest to jakieś nie wiadomo jakie.
- Nie odchodź od nas synku...- mama zaczęła płakać. Podeszła i mnie przytuliła. po chwili ojciec też się przyłączył. Kilka sekund później moje ciało rozsypało się całkiem, a ja zatraciłem się w pustce. Była to pustka przyjemna. jasna, ale nie za bardzo. Panował w niej błogi spokój. Odszedłem, ale czułem się spełniony.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Laufey. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Laufey. Pokaż wszystkie posty
1 sierpnia 2019
30 lipca 2019
Laufey i mentor z księżyca cz. 4
Zmieniłem się w wilka. Moim oczom ukazał się kryształowy duch. Wszystko było by dobrze, gdyby nie fakt, że było to dziecko. Płakało.
Podszedłem do duszka i zacząłem spokojną rozmowę. W łapie miałem przygotowane dwie fiolki na łzy. Złapałem kilka łez i postanowiłem pocieszyć duszka.
- Dlaczego płaczesz malutki?- Spytałem, a ten najwidoczniej dopiero teraz zdał sobie sprawę z mojego towarzystwa.
- Umarłem.- odpowiedział płacząc
- Dlaczego? byłeś chory?
- Nie. Szukałem z mamusią szukać jagód, ale spadliśmy z klifu. Ja umarłem, a moja mamusia przeżyła...
- Może jej poszukamy? Nie mogłeś umrzeć dawno, inaczej bym Cię nie zobaczył. Ona też powinna móc Cię zobaczyć.- duszek przestał płakać. Razem udaliśmy się do domu duszka, tylko ja pod postacią orła. Po wschodzie słońca byliśmy przed domem duszka. W oknie mogliśmy dostrzec smutną kobietę w ręce trzymała kartkę z jakimś rysunkiem. Nie zauważyła nas jeszcze.
Wylądowałem na parapecie i stuknąłem w szybę. Kobieta podskoczyła ale podeszła do okna. Otworzyła je. Widocznie podziwiała moje nietypowe, jak na ludzi umaszczenie. wydałem z siebie orli pisk i się przesunąłem. Kobieta widocznie zbladła.
- S...Synku...- Wyszeptała. Duszek i kobieta się przytulili. - Nie mogłem dłużej patrzeć na tę scenę. Odleciałem. Miałem to,czego szukałem. Z kryształowymi łzami duszka leciałem w kierunku Największego wulkanu o jakim słyszałem. Szukałem Ognistego renifera.
Podszedłem do duszka i zacząłem spokojną rozmowę. W łapie miałem przygotowane dwie fiolki na łzy. Złapałem kilka łez i postanowiłem pocieszyć duszka.
- Dlaczego płaczesz malutki?- Spytałem, a ten najwidoczniej dopiero teraz zdał sobie sprawę z mojego towarzystwa.
- Umarłem.- odpowiedział płacząc
- Dlaczego? byłeś chory?
- Nie. Szukałem z mamusią szukać jagód, ale spadliśmy z klifu. Ja umarłem, a moja mamusia przeżyła...
- Może jej poszukamy? Nie mogłeś umrzeć dawno, inaczej bym Cię nie zobaczył. Ona też powinna móc Cię zobaczyć.- duszek przestał płakać. Razem udaliśmy się do domu duszka, tylko ja pod postacią orła. Po wschodzie słońca byliśmy przed domem duszka. W oknie mogliśmy dostrzec smutną kobietę w ręce trzymała kartkę z jakimś rysunkiem. Nie zauważyła nas jeszcze.
Wylądowałem na parapecie i stuknąłem w szybę. Kobieta podskoczyła ale podeszła do okna. Otworzyła je. Widocznie podziwiała moje nietypowe, jak na ludzi umaszczenie. wydałem z siebie orli pisk i się przesunąłem. Kobieta widocznie zbladła.
- S...Synku...- Wyszeptała. Duszek i kobieta się przytulili. - Nie mogłem dłużej patrzeć na tę scenę. Odleciałem. Miałem to,czego szukałem. Z kryształowymi łzami duszka leciałem w kierunku Największego wulkanu o jakim słyszałem. Szukałem Ognistego renifera.
21 lipca 2019
Laufey i mentor z księżyca cz. 3
Topaz zniknął w błękitnej mgiełce, a ja udałem się do moich szklarni. Opowiedziałem o wszystkim moim sowim przyjaciołom. Obiecali, że zajmą się szklarniami do mojego powrotu. Fiona pomogła mi zbierać 100 lodowych jagód, a Lucky poleciał po 3 liście ostrokrzewu jaskiniowego. Gdy wrócili zamroziłem wszystko w kilku kostkach lodu i schowałem w krysztale. Zabrałem też średni kociołek i kilka potrzebnych narzędzi do zrobienia wywaru. Pożegnałem się ze wszystkimi i poszedłem do krowo –kwiatu. Podlałem go, zmierzyłem i nakarmiłem. Pogłaskałem go po nosie i się pożegnałem. Udałem się na południe. Gdy byłem już za granicami WSO wyszeptałem zaklęcie i zmieniłem się w geparda. Miałem te same barwy i kryształ w łapie. Zmieniła się tylko wydolność mojego organizmu. Na tym mi zależało. W szybkim tempie mogłem dostać się na Bagna Samobójców, a zaraz za nimi znajdowała się łąka Złamanych Serc. Na tej łące zdobędę kryształową łzę. Łzę ducha Kryształowej Lwicy.
Biegłem całą noc z krótkimi przerwami na napicie się i odsapnięcie. O świcie byłem w połowie bagien. Wskoczyłem na drzewo i znalazłem sobie solidną gałąź. Wypowiedziawszy zaklęcie zmieniłem się w nietoperza. Zawisłem głową w dół i zasnąłem. Obudziłem się w nocy i usłyszałem dziwne szmery. Wzbiłem się w powietrze wy powiedziałem zaklęcie po raz trzeci i zmieniłem się sowę. Leciałem na łąkę. Usłyszałem płacz i zobaczyłem delikatne światło. Poleciałem w tamtym kierunku.
Biegłem całą noc z krótkimi przerwami na napicie się i odsapnięcie. O świcie byłem w połowie bagien. Wskoczyłem na drzewo i znalazłem sobie solidną gałąź. Wypowiedziawszy zaklęcie zmieniłem się w nietoperza. Zawisłem głową w dół i zasnąłem. Obudziłem się w nocy i usłyszałem dziwne szmery. Wzbiłem się w powietrze wy powiedziałem zaklęcie po raz trzeci i zmieniłem się sowę. Leciałem na łąkę. Usłyszałem płacz i zobaczyłem delikatne światło. Poleciałem w tamtym kierunku.
24 czerwca 2019
Od Laufeya i mentor z księżyca cz. 2
Cierpliwie czekałem na odpowiedź Topaza. Śnieżny kot nie śpieszył się z nią. Zamknął oczy i nasłuchiwał. Po kilku minutach odpowiedział, a wkoło pojawiły się obrazy z mojej przeszłości. Iluzja.
- Twoja rodzina kradła cenne surowce innym watahom i stadom. Zabierali zioła, drewno, zwierzynę i minerały. Sto lat przed karą... - na iluzji pojawiła się stara wadera o zielonych oczach i siwym futrze. W jej ogon powplatane były kryształowe jagody i księżycowe lilie. - ... Pewna wilcza szamanka przeklęła Twoją watahę. Powiedziała, że ostanie się jedno szczenię z rodu i to ono może odzyskać honor watahy i zdjąć z nich klątwę.
- Tym szczenięciem jestem ja, prawda Topazie?- spytałem.
- Tak. To ty - iluzja się rozmyła, a my patrzeliśmy sobie w oczy. Chwilę myślałem. Jeszcze nigdy nie dostałem takiej ilości informacji. Kradzieże, klątwa, kara i ja. *Co ja mam niby zrobić?* pomyślałem. Postanowiłem przerwać ciszę.
- Topaz, ale co mam zrobić, by złamać klątwę? - spytałem.
- Musisz zdobyć jajo lodowego węża, 100 lodowych jagód, 3 liście ostrokrzewu jaskiniowego, kość ognistego renifera oraz kryształową łzę.
Wszystko to zaniesiesz tam, gdzie jest Twoja rodzina i sporządzisz wywar. Nalewasz 5 litrów wody, wbijasz jajo, dodajesz zgniecione jagody i później starte liście. Wszystko musisz mieszać kością. O północy, w pełnię, dodajesz łzę. Znowu mieszasz. Gdy wywar przybierze fioletowy kolor, musisz wypić miarkę cieczy i stać w centrum osady.
- Zapamiętam, ale co się później ze mną stanie?- Topaz wyraźnie posmutniał.
- Nie wiem Laufeyu, nie wiem...
- Twoja rodzina kradła cenne surowce innym watahom i stadom. Zabierali zioła, drewno, zwierzynę i minerały. Sto lat przed karą... - na iluzji pojawiła się stara wadera o zielonych oczach i siwym futrze. W jej ogon powplatane były kryształowe jagody i księżycowe lilie. - ... Pewna wilcza szamanka przeklęła Twoją watahę. Powiedziała, że ostanie się jedno szczenię z rodu i to ono może odzyskać honor watahy i zdjąć z nich klątwę.
- Tym szczenięciem jestem ja, prawda Topazie?- spytałem.
- Tak. To ty - iluzja się rozmyła, a my patrzeliśmy sobie w oczy. Chwilę myślałem. Jeszcze nigdy nie dostałem takiej ilości informacji. Kradzieże, klątwa, kara i ja. *Co ja mam niby zrobić?* pomyślałem. Postanowiłem przerwać ciszę.
- Topaz, ale co mam zrobić, by złamać klątwę? - spytałem.
- Musisz zdobyć jajo lodowego węża, 100 lodowych jagód, 3 liście ostrokrzewu jaskiniowego, kość ognistego renifera oraz kryształową łzę.
Wszystko to zaniesiesz tam, gdzie jest Twoja rodzina i sporządzisz wywar. Nalewasz 5 litrów wody, wbijasz jajo, dodajesz zgniecione jagody i później starte liście. Wszystko musisz mieszać kością. O północy, w pełnię, dodajesz łzę. Znowu mieszasz. Gdy wywar przybierze fioletowy kolor, musisz wypić miarkę cieczy i stać w centrum osady.
- Zapamiętam, ale co się później ze mną stanie?- Topaz wyraźnie posmutniał.
- Nie wiem Laufeyu, nie wiem...
2 marca 2019
Od Laufeya Cd. Yummy
Unosiłem się w próżni. Wkoło mnie zaczęły pojawiać się błękitne gwiazdeczki i iskierki. Zauważyłem, że jedna z gwiazdek nieco się przybliżyła i zatrzymała tuż przede mną. Nagle rozbłysło się światło. Zmrużyłem oczy, aby po chwili je otworzyć. Zobaczyłem Młodego lamparta śnieżnego. Jego cętki były w jasnoniebieskim kolorze, a oczy były niczym może: jasne, niebieskie i głębokie. Mogę przysięgnąć na moje szklarnie, że lampart chciał mi coś powiedzieć, ale nie zdążył. Usłyszałem głos wadery…
- Obudź się… Musisz się już obudzić… Nie możesz spać tak długo…
Powoli otworzyłem oczy, po czym od razu je zamknąłem. Światło słoneczne bezczelnie wtargnęło do moich źrenic oślepiając mnie. Spróbowałem ponownie otworzyć oczy. Tym razem jednak nie zamknąłem ich z powrotem. Ledwo spojrzałem na błękitną waderę, a już poczułem ból w całym ciele. Cicho syknąłem i powoli przypominałem sobie co się stało. Byłem z w górach, z e mną był Yummy. Poczułem ból w łapie, zrobiło mi się słabo i chyba spadłem. Yummy musiał mnie tu przynieść.
- Uf… - westchnęła wadera. – Próbowałam obudzić Cię od godziny. Jak się czujesz?
- Nie najgorzej… Ile tu jestem?
- Już czwarty dzień. Pewnie jesteś głodny. Chcesz jagody, czy królika? – w tym momencie zaburczało mi w brzuchu. Spojrzałem przepraszająco na waderę. – Mogę prosić królika? – Wadera na chwilę wyszła, po chwili wróciła z pulchniutkim śniadankiem. Uśmiechnąłem się i zacząłem jeść. Po posiłku wilczyca dała mi jakiś eliksir i powiedziała, że mam go pić gdy będę mieć zawroty głowy. Podziękowałem i powoli odszedłem ze stanowiska medycznego. *Gdzie jest Yummy?* pomyślałem *Muszę się mu jakoś odwdzięczyć za to, że mnie nie zostawił.* Lekko chwiejnym krokiem szedłem do domu. Ku mojemu zdziwieniu na plaży siedział Yummy. Powoli podszedłem i usiadłem obok niego.
- Dziękuję – powiedziałem
- Nie ma za co. – basior wpatrywał się w wodę… - Co Ci się stało?
- Sam chciałbym wiedzieć. – Yummy tylko pokręcił głową, spojrzał w moje oczy, po czym wzrok przeniósł na moją łapę z kryształem.
- Co to… - pokazał klejnot - robi w Twojej łapie?
- Nie przyjemna historia...
- Powiedz. Już się nie wykręcisz. Słyszałem co mówiłeś przy wodospadzie. –Spojrzał na mnie poważnie.
- Chaos, szok, wybuch, ból, kryształowe posągi i to. – Powiedziałem i wskazałem na kryształ. Po co więcej wiedzieć? Dlaczego mam wspominać o szczenięcej miłości i o załamaniu psychicznym jakiego wówczas doznałem? Dalej siedzieliśmy w ciszy. Wpatrywaliśmy się w morze i wsłuchiwaliśmy się w szum fal…
Yumma?
Mam nadzieję, że to na razie Cię zadowoli. Jeśli masz jakiś ciekawy pomysł albo pytanko pisz na DC. Zawsze odpiszę ;)
|| następna część ||
|| następna część ||
25 lutego 2019
Laufey i mentor z księżyca cz.1
Jak ja kocham rutynę. Wstaję przed zachodem słońca, a popołudniami śpię. Zaglądam do moich magicznych szklarni i wyjątkowego Krowo-kwiatu. Karmię roślinę i ją mierzę. Już wkrótce zima. Fiona będzie mogła wyjść poza szklarnię. Razem poszukamy śnieżyczek, tak jak rok temu. Te urocze, żółte kwiaty z wyglądu przypominają lilie. Ich pręciki mają niebieski kolor. To również jedne z dziesięciu odmian roślin, które rosną w krainie wiecznego lodu. Ten dzień miał być taki jak zwykle, ale coś poszło nie tak. Kryształ w mojej łapie zmienił barwę z fioletu na błękit.
– Dziwne… – powiedziałem sam do siebie. Wykonałem wszystkie codzienne obowiązki i udałem się na plażę. Piasek o tej porze roku był ubity i zimny. Może również było chłodne. Kątem oka zauważyłem błękitne światło. Po krótkiej chwili pojawiły się błękitne iskierki. Odwróciłem głowę, w tamtym kierunku. Moim oczom ukazał się młody lampart śnieżny. Na szyi miał srebrny wisior, w którego centrum znajdował się błękitny kamień. Oczy przybysza miały barwę najczystszego z szafirów, a samo spojrzenie było łagodne i głębokie. Jego sierść nie była taka zwykła. Zamiast zwykłych szarych cętek były jasnoniebieskie, delikatne. Na ramionach dzikiego kota spoczywała dłuższa, akwamarynowa peleryna. Zdobiona była srebrnymi nićmi.
– Kim jesteś? – spytałem. Lampart na mnie nie spojrzał, wpatrywał się w ogromną tarczę księżyca. Po chwili odpowiedział spokojnym głosem, który lekko zlewał się z szumem fal.
– Nazywam się Topaz, a Ty jesteś Laufey. Drugi z potomków Ezechiela i Wendy. Wyjątkowo obdarowany. Zyskałeś szansę na odbudowanie dobrego imienia twej rodziny…
– O czym Ty mówisz? – Znałem tylko jego imię, a on wiedział o mnie więcej niż ja sam.
– Byłeś jeszcze dzieckiem. Nie wiedziałeś co to dobro ani co zło. – Topaz spojrzał na mnie współczującym wzrokiem. – Nic nie dzieje się bez przyczyny. Twoja poprzednia wataha została ukarana…
– Ukarana? Ale za co? – Nie wiedziałem, co o tym myśleć. Cierpliwie czekałem na odpowiedź…
– Dziwne… – powiedziałem sam do siebie. Wykonałem wszystkie codzienne obowiązki i udałem się na plażę. Piasek o tej porze roku był ubity i zimny. Może również było chłodne. Kątem oka zauważyłem błękitne światło. Po krótkiej chwili pojawiły się błękitne iskierki. Odwróciłem głowę, w tamtym kierunku. Moim oczom ukazał się młody lampart śnieżny. Na szyi miał srebrny wisior, w którego centrum znajdował się błękitny kamień. Oczy przybysza miały barwę najczystszego z szafirów, a samo spojrzenie było łagodne i głębokie. Jego sierść nie była taka zwykła. Zamiast zwykłych szarych cętek były jasnoniebieskie, delikatne. Na ramionach dzikiego kota spoczywała dłuższa, akwamarynowa peleryna. Zdobiona była srebrnymi nićmi.
– Kim jesteś? – spytałem. Lampart na mnie nie spojrzał, wpatrywał się w ogromną tarczę księżyca. Po chwili odpowiedział spokojnym głosem, który lekko zlewał się z szumem fal.
– Nazywam się Topaz, a Ty jesteś Laufey. Drugi z potomków Ezechiela i Wendy. Wyjątkowo obdarowany. Zyskałeś szansę na odbudowanie dobrego imienia twej rodziny…
– O czym Ty mówisz? – Znałem tylko jego imię, a on wiedział o mnie więcej niż ja sam.
– Byłeś jeszcze dzieckiem. Nie wiedziałeś co to dobro ani co zło. – Topaz spojrzał na mnie współczującym wzrokiem. – Nic nie dzieje się bez przyczyny. Twoja poprzednia wataha została ukarana…
– Ukarana? Ale za co? – Nie wiedziałem, co o tym myśleć. Cierpliwie czekałem na odpowiedź…
4 lutego 2019
Od Laufeya cd. Yummy
Powoli szliśmy w kierunku gór. Aethus cynapium to jedna z mniej pospolitych roślin, ale te tereny obfitują w te kwiaty. Szedłem w umiarkowanym tempie. Yumma szedł kilka kroków za mną. Powinniśmy dojść na miejsce przed północą...
Księżyc leniwie wyłaniał się zza lekkich obłoczków. Na bagnach pojawiały się małe samozapłony metanu. To niezwykłe, ale niebezpieczne zjawisko. Błękitne płomienie umilały mi drogę i nieco rozjaśniały okolicę. Co jakiś czas można było usłyszeć pohukiwanie sów. Po około dwóch godzinach dotarliśmy do podnóży gór. Zmierzaliśmy do niewielkiego wodospadu.
W grocie za nim znajdowały się poszukiwane rośliny.
Gdy dotarliśmy, Yummy zrywał kilka uroczych roślin, a ja poczułem ból w łapie z kryształem. Wyszedłem z groty i usiadłem kilka cm przed wodospadem. Moczyłem łapę w chłodnej wodzie. Mimo wszystko ból nie ustawał, a wręcz przeciwnie! Narastał. Zacząłem nieco panikować. Nigdy wcześnie mi się to nie zdarzało.
– Głupi pasożyt! Gdyby nie ty i twoi koledzy z kosmosu nie siedziałbym tu w jakiejś watasze! Miałbym rodzinę i Lilę! – Wystękałem przez zaciśnięte zęby. Miałem cichą nadzieję, że Yummy tego nie słyszał, ale po chwili platynowo-zielone oczy wpatrywały się we mnie z czymś w stylu zdziwienia.
– Jaki pasożyt? – spytał, po czym zerknął na moją łapę. – Masz kryształ w łapie? – bardziej stwierdził, niż spytał. Ból stał się nie do zniesienia. Nie chciałem, by na mnie patrzył w tym stanie.
– Idź już. Masz kwiatów na trzy napary – powiedziałem, zaciskając zęby i z trudem wstając. Basior przez chwilę stał w miejscu. Potem tak jakby zaczął się kręcić w kółko albo mi się tak wydawało. Szedłem w kierunku zejścia z góry. Jedyna droga w dół prowadziła wzdłuż stromego zbocza. W pewnym momencie zobaczyłem mroczki przed oczami, a potem zaczęło mi się kręcić w głowie. Nagle zabrakło mi gruntu pod łapami. Usłyszałem tylko krzyk "LAUREN!" i nastała ciemność.
Yumma?
Laufey żyje i będzie żył jeszcze długo ;)
2 lutego 2019
Od Laufeya Quest #8 (zawód)
Obudziłem się jak zwykle przed zachodem słońca, podlałem rośliny w szklarniach i porozmawiałem chwilę z moimi sowimi przyjaciółmi. Lucky rozpoczął etap hibernacji i zasnął w swoim mini wulkanie. Postanowiłem udać się poszukać Laz-deus*, w jednej z tutejszych jaskiń. Laz-deus to magiczna roślina o właściwościach leczniczych i wzmacniających wydajność organizmu. Jest mi potrzebna do zrobienia kilku eliksirów, a na tych terenach ma idealne warunki wzrostu…
Zabrałem kilka fiolek z wodą i schowałem je do kryształu. Wyszedłem z mojej groty i ze spokojem ruszyłem w kierunku Lasu Phoenix’a. po drodze mijałem wiele pięknych roślin, o nietypowych zdolnościach. Niestety oprócz wyglądu nic nie dawały, a każda z nich zaczyna i kończy swój żywot równo z nocą. Ta noc była spokojniejsza niż poprzednie. Na niebie nie było żadnej chmurki, wiatr był ledwo wyczuwalny, a księżyc był w nowiu. Drzew powoli przybywało, gdzieniegdzie słychać było pohukiwania sów lub piski phoenix’ów. Jedno z tych cudownych, ognistych istot latało nad moją głową do póki nie dotarłem do ognistych źródeł. Wszedłem w tunel i powoli schodziłem coraz niżej. Musze się przyznać, że byłem już tej jaskini. Doskonale wiedziałem, ze to czego szukałem powinno znajdować się w największej części jaskini. Gdy dotarłem na miejsce okazało się, że ktoś mnie ubiegł. Ku mojemu zdziwieniu na ziemi znalazłem odciski stóp człowieka.
- Niemożliwe. Przecież ludzie nie wiedzą nic o roślinach magicznych. Nie wierzą nawet w istnienie magii. - Powiedziałem sam do siebie. Nagle moim oczom ukazało się niesamowite nasionko. Było wielkości mojej łapy. Z pozoru wyglądało jak ogromna truskawka, ale było białe w czarne łaty. Na samym czubku znajdowała się para małych rogów.
Długo nie myślałem. Zabrałem nieznajome mi nasionko i ruszyłem do domu. Muszę zorganizować mu kilka rzeczy. Nie wiem, czy przeżyje w moich szklarniach. Gdy tylko dotarłem do mojej groty szukałem jakiejś doniczki. Starannie przygotowałem glebę i zasadziłem nasionko. Podlałem delikatnie wodą i przygotowałem dwa specjalne wkraplacze. Jeden zawierał wodę, a drugi specjalną mieszankę odżywczą z minerałami i witaminami. Postawiłem doniczkę obok wejścia do groty i przygotowałem notes. Zapisałem osiągnięcia i udałem się na kolację. Następnie wróciłem i poszedłem spać.
Obudziłem się tym razem wcześniej. Dużo wcześniej, bo była ledwie szesnasta. Dla mnie to troszkę po północy. Spojrzałem na roślinkę, w doniczce. Puściła pierwsze pędy. Szybko ją zmierzyłem i opisałem obserwację w notesie. Zrobiłem jej szkic i dodałem odżywkę oraz wodę. Potem znowu spróbowałem spać. Tym razem jednak obudziłem się o odpowiedniej porze. Podlałem roślinność w szklarniach i znowu zauważyłem postęp u owej roślinki w doniczce. Pojawił się dziwny pąk, a może kwiat(?) Przypominał nieco muchołówkę, tylko miał bardziej kształt krowiej głowy. Obecnie był niewielki i chyba spał. Miał jakieś piętnaście cm wzrostu. Tym razem odżywka została nie ruszona. *Dziwne* pomyślałem i poszedłem do biblioteki poszukać czegoś o tej roślinie. Nic nie znalazłem. Ta informacja po części mnie zadowalała, bo mogłem odkryć nowy gatunek, a z drugiej strony zasmucała. Prawdo podobnie człowiek odkrył tą roślinę. Siedziałem i nic nie robiłem. W końcu przysnąłem na plaży. Obudziłem się tuż po wschodzie słońca. Opłukałem się w morzu, zjadłem rybę i wróciłem do groty. Gdy wchodziłem zastałem szokujący widok.
- TY JESZ MYSZ! - zawołałem, a roślinka jakby na mnie spojrzała i połknęła zdobycz. Pod jej brodą pojawiły się małe dymiona.
- Ty zjadłaś mysz - powiedziałem nieco ciszej i zapisałem to w notesie, który przeniosłem na drugi koniec groty, aby przypadkiem nie został zjedzony. Roślinka miała już około pół metra i trzeba by ją przenieść w inne, nieco wyższe miejsce. Ostrożnie do niej podszedłem i owinąłem doniczkę w jakąś chustę. Stworzyłem lodową skrzynkę i wsadziłem do niej pakunek.
- Trzeba Cie jakoś nazwać… Krówka? – spytałem rośliny, która chyba patrzyła na mnie z politowaniem. Nie miała oczu, ale dziwnie przechyliła głowę.
- To jak inaczej? - spytałem i powoli zjechałem ze skrzynką na plażę.
- Muuuuuu! - odezwała się roślina
- Wybacz ale nie znam krowiego… może Krowo-kwiat? Wiesz krowa i kwiat - tym razem roślina nie zareagowała w ogóle.
- Czyli Krowo-kwiat – podsumowałem i rozglądałem się za odpowiednio wysoką grotą. Krowo-kwiat był ode mnie szybszy i zwrócił swoją głowę w kierunku niewielkiego otworu w połowie drogi do mojej groty.
- Mu – trącił mnie lekko i pokazał swoje znalezisko. Zabrałem skrzynkę i ruszyłem powrotem na górę. Tym razem jednak zatrzymałem się przed wskazanym punktem. Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu grota była wysoka na około dwa metry, a p w pewnym miejscu dodatkową się obniżała o półtorej miejsca. Ostrożnie wprowadziłem Krowo-kwiat. Zostawiłem go na chwilę i pobiegłem po Ziemię. Dużo ziemi. Przyniosłem ponad dwadzieścia kilogramów tego surowca. Starannie przygotowałem glebę. Usypałem ją w najgłębszym miejscu jaskini i stworzyłem tam lodową bryłę aby w trakcie topnienia nawadniała teren. Przysypałem lód i usypałem jeszcze trochę ziemi. Ostrożnie pozbyłem się doniczki z Krowo-kwiatu i położyłem roślinę pod najwyższym punktem jaskini. Przysypałem starannie aby się nie wywróciła i lekko przyklepałem glebę. Poszedłem do mojej groty i poszukałem narożników z drewna. Kładzie się je przy krawędziach usypanego terenu i wbija w skałę, aby ziemia nie roznosiła się po całym pomieszczeniu. Poszedłem jeszcze złowić ryby do wiadra i zaniosłem je do kwiatu. Może je zje?. Nadszedł zachód słońca, a ja udałem się na spoczynek. To dziwne, ale chyba przywiązałem się do tej rośliny i specjalnie zmieniam tryb życia na pół nocny, pół dzienny…
Z bólem stwierdziłem, że muszę opowiedzieć o Krowo-kwiecie Alfie i Becie. Zrobiłem kopię notatek i powoli zmierzałem do Centrum. Zobaczyłem Nathing i Ariova. Nieśmiało podszedłem do rozmawiających wilków.
- Przepraszam, że przeszkadzam. Mam niesamowite odkrycie, a konkretnie roślinę. – podałem im notatki i czekałem, wpatrując się w ziemię. Nie ośmieliłem się podnieść wzroku.
- To faktycznie niesamowite odkrycie. Dobrze, że nam o tym mówisz. – Odpowiedział Ariov
- Jako, że jesteś ogrodnikiem zostawiamy Krowo-kwiat pod twoją opieką. Przekaż te informacje bibliotekarzowi i donoś nam o postępach tej rośliny. – powiedziała Nathing
Grzecznie się pożegnałem i udałem do biblioteki. Przekazałem notatki i udałem się do domu. Do mojego Krowo-kwiatu i szklarni.
*Laz-deus – Łza bogów
Zabrałem kilka fiolek z wodą i schowałem je do kryształu. Wyszedłem z mojej groty i ze spokojem ruszyłem w kierunku Lasu Phoenix’a. po drodze mijałem wiele pięknych roślin, o nietypowych zdolnościach. Niestety oprócz wyglądu nic nie dawały, a każda z nich zaczyna i kończy swój żywot równo z nocą. Ta noc była spokojniejsza niż poprzednie. Na niebie nie było żadnej chmurki, wiatr był ledwo wyczuwalny, a księżyc był w nowiu. Drzew powoli przybywało, gdzieniegdzie słychać było pohukiwania sów lub piski phoenix’ów. Jedno z tych cudownych, ognistych istot latało nad moją głową do póki nie dotarłem do ognistych źródeł. Wszedłem w tunel i powoli schodziłem coraz niżej. Musze się przyznać, że byłem już tej jaskini. Doskonale wiedziałem, ze to czego szukałem powinno znajdować się w największej części jaskini. Gdy dotarłem na miejsce okazało się, że ktoś mnie ubiegł. Ku mojemu zdziwieniu na ziemi znalazłem odciski stóp człowieka.
- Niemożliwe. Przecież ludzie nie wiedzą nic o roślinach magicznych. Nie wierzą nawet w istnienie magii. - Powiedziałem sam do siebie. Nagle moim oczom ukazało się niesamowite nasionko. Było wielkości mojej łapy. Z pozoru wyglądało jak ogromna truskawka, ale było białe w czarne łaty. Na samym czubku znajdowała się para małych rogów.
Długo nie myślałem. Zabrałem nieznajome mi nasionko i ruszyłem do domu. Muszę zorganizować mu kilka rzeczy. Nie wiem, czy przeżyje w moich szklarniach. Gdy tylko dotarłem do mojej groty szukałem jakiejś doniczki. Starannie przygotowałem glebę i zasadziłem nasionko. Podlałem delikatnie wodą i przygotowałem dwa specjalne wkraplacze. Jeden zawierał wodę, a drugi specjalną mieszankę odżywczą z minerałami i witaminami. Postawiłem doniczkę obok wejścia do groty i przygotowałem notes. Zapisałem osiągnięcia i udałem się na kolację. Następnie wróciłem i poszedłem spać.
*KOLEJNEGO DNIA*
- TY JESZ MYSZ! - zawołałem, a roślinka jakby na mnie spojrzała i połknęła zdobycz. Pod jej brodą pojawiły się małe dymiona.
- Ty zjadłaś mysz - powiedziałem nieco ciszej i zapisałem to w notesie, który przeniosłem na drugi koniec groty, aby przypadkiem nie został zjedzony. Roślinka miała już około pół metra i trzeba by ją przenieść w inne, nieco wyższe miejsce. Ostrożnie do niej podszedłem i owinąłem doniczkę w jakąś chustę. Stworzyłem lodową skrzynkę i wsadziłem do niej pakunek.
- Trzeba Cie jakoś nazwać… Krówka? – spytałem rośliny, która chyba patrzyła na mnie z politowaniem. Nie miała oczu, ale dziwnie przechyliła głowę.
- To jak inaczej? - spytałem i powoli zjechałem ze skrzynką na plażę.
- Muuuuuu! - odezwała się roślina
- Wybacz ale nie znam krowiego… może Krowo-kwiat? Wiesz krowa i kwiat - tym razem roślina nie zareagowała w ogóle.
- Czyli Krowo-kwiat – podsumowałem i rozglądałem się za odpowiednio wysoką grotą. Krowo-kwiat był ode mnie szybszy i zwrócił swoją głowę w kierunku niewielkiego otworu w połowie drogi do mojej groty.
- Mu – trącił mnie lekko i pokazał swoje znalezisko. Zabrałem skrzynkę i ruszyłem powrotem na górę. Tym razem jednak zatrzymałem się przed wskazanym punktem. Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu grota była wysoka na około dwa metry, a p w pewnym miejscu dodatkową się obniżała o półtorej miejsca. Ostrożnie wprowadziłem Krowo-kwiat. Zostawiłem go na chwilę i pobiegłem po Ziemię. Dużo ziemi. Przyniosłem ponad dwadzieścia kilogramów tego surowca. Starannie przygotowałem glebę. Usypałem ją w najgłębszym miejscu jaskini i stworzyłem tam lodową bryłę aby w trakcie topnienia nawadniała teren. Przysypałem lód i usypałem jeszcze trochę ziemi. Ostrożnie pozbyłem się doniczki z Krowo-kwiatu i położyłem roślinę pod najwyższym punktem jaskini. Przysypałem starannie aby się nie wywróciła i lekko przyklepałem glebę. Poszedłem do mojej groty i poszukałem narożników z drewna. Kładzie się je przy krawędziach usypanego terenu i wbija w skałę, aby ziemia nie roznosiła się po całym pomieszczeniu. Poszedłem jeszcze złowić ryby do wiadra i zaniosłem je do kwiatu. Może je zje?. Nadszedł zachód słońca, a ja udałem się na spoczynek. To dziwne, ale chyba przywiązałem się do tej rośliny i specjalnie zmieniam tryb życia na pół nocny, pół dzienny…
*KOLEJNY DZIEŃ- POŁUDNIE*
- Przepraszam, że przeszkadzam. Mam niesamowite odkrycie, a konkretnie roślinę. – podałem im notatki i czekałem, wpatrując się w ziemię. Nie ośmieliłem się podnieść wzroku.
- To faktycznie niesamowite odkrycie. Dobrze, że nam o tym mówisz. – Odpowiedział Ariov
- Jako, że jesteś ogrodnikiem zostawiamy Krowo-kwiat pod twoją opieką. Przekaż te informacje bibliotekarzowi i donoś nam o postępach tej rośliny. – powiedziała Nathing
Grzecznie się pożegnałem i udałem do biblioteki. Przekazałem notatki i udałem się do domu. Do mojego Krowo-kwiatu i szklarni.
*Laz-deus – Łza bogów
22 stycznia 2019
Od Laufeya
Dwie godziny przed zachodem słońca obudziłem się, już w nowej jaskini i udałem do szklarni. Podlałem rośliny, porozmawiałem z moim ptasim rodzeństwem. Fiona zawsze była inteligentna i dawała mądre rady, ale dzisiejsza mi się nie podobała.
- Znajdź przyjaciół. Przecież nie możesz rozmawiać tylko z nami. Chyba po coś tu się przyłączyliśmy? Powiedziała i poszła spać dalej, a ja zrezygnowany. Poszedłem w kierunku centrum. Nie było tu jako dużo wilków. Dlatego postanowiłem podejść nieco bliżej. Powoli szedłem coraz bliżej zgromadzonych. Byłem jakieś 50 metrów za nimi. Nagle błysnęła mi jakaś postać przed oczami, a później podcięła mi łapy i upadłem. Ten ktoś wprowadził mnie w centrum uwagi. Usłyszałem tylko drwiący śmiech, a po chwili owa postać zniknęła. Szybko wstałem i zawstydzony ruszyłem za zapachem owego ktosia. Nie trudno było go zgubić. Pachniał bagienną roślinnością i zmierzał w kierunku bagien.
Po kilku godzinach nieco zgłodniałem, ale nie zatrzymywałem się. Byłem blisko mojego celu… Nagle zapachy się zlały. Co się dziwić skoro dotarłem na bagna. Wytężyłem wszystkie moje zmysły. Jako iż było już ciemno, było to istotne. Normalny wilk miałby problem z dojrzeniem czegokolwiek, ale ja jestem wilkiem nocy i mam zdecydowanie lepszy wzrok. Jest on na tyle dobry, że jestem w stanie swobodnie biegać między drzewami…
Nagle usłyszałem szmer za sobą, a później trzask gałęzi. Odwróciłem się, ale nie zdążyłem zrobić porę uniku. Nieznajomy wskoczył na mnie i mnie przygwoździł do ziemi.
- Po kiego kreta za mną łazisz, nowy?! - warknął. Nie odpowiedziałem. Próbowałem ustalić, kim jest…
- Znajdź przyjaciół. Przecież nie możesz rozmawiać tylko z nami. Chyba po coś tu się przyłączyliśmy? Powiedziała i poszła spać dalej, a ja zrezygnowany. Poszedłem w kierunku centrum. Nie było tu jako dużo wilków. Dlatego postanowiłem podejść nieco bliżej. Powoli szedłem coraz bliżej zgromadzonych. Byłem jakieś 50 metrów za nimi. Nagle błysnęła mi jakaś postać przed oczami, a później podcięła mi łapy i upadłem. Ten ktoś wprowadził mnie w centrum uwagi. Usłyszałem tylko drwiący śmiech, a po chwili owa postać zniknęła. Szybko wstałem i zawstydzony ruszyłem za zapachem owego ktosia. Nie trudno było go zgubić. Pachniał bagienną roślinnością i zmierzał w kierunku bagien.
Po kilku godzinach nieco zgłodniałem, ale nie zatrzymywałem się. Byłem blisko mojego celu… Nagle zapachy się zlały. Co się dziwić skoro dotarłem na bagna. Wytężyłem wszystkie moje zmysły. Jako iż było już ciemno, było to istotne. Normalny wilk miałby problem z dojrzeniem czegokolwiek, ale ja jestem wilkiem nocy i mam zdecydowanie lepszy wzrok. Jest on na tyle dobry, że jestem w stanie swobodnie biegać między drzewami…
Nagle usłyszałem szmer za sobą, a później trzask gałęzi. Odwróciłem się, ale nie zdążyłem zrobić porę uniku. Nieznajomy wskoczył na mnie i mnie przygwoździł do ziemi.
- Po kiego kreta za mną łazisz, nowy?! - warknął. Nie odpowiedziałem. Próbowałem ustalić, kim jest…
Ktosiu?
Fajnie by było, gdyby odpisał ktoś wilkiem o wrednym charakterze :3 Mam ciekawy pomysł, ale resztę zdradzę ochotnikom, prywatnie na DC. CIAO!
|| następna część ||
|| następna część ||
21 stycznia 2019
Powitajmy - dołącza Laufey!
Autorem jest właściciel
Cierpienia nie da się opowiedzieć – nie ma smaku, barwy ani kształtu. Jest tylko ciężarem, który nosi się w każdej komórce ciała.
Cierpienia nie da się opowiedzieć – nie ma smaku, barwy ani kształtu. Jest tylko ciężarem, który nosi się w każdej komórce ciała.
Pseudonim: Gdy był mały, wołano na niego Wielkouchy, obecnie rzadko zdarza się, by ktoś się do niego zwracał w ten sposób. Jeśli wymyślisz coś nowego, to może pozwoli Ci się tak do niego zwracać.
Wiek: 5 latPłeć: Basior
Charakter: Zazwyczaj jest spokojny i cichy. Uwielbia noc i ciemność. Dzięki zaklęciom może nałożyć na siebie iluzję i unikać innych wilków w ciągu dnia. Nie lubi przebywać w towarzystwie większym niż cztery osoby na raz. Jest nieufny i ostrożny.
Jeśli się rzuci coś w obecności jego osoby, ciężko jest określić jego reakcję. Może wówczas zaatakować — atakuje nie w pełni świadomie, a powodem tego jest trauma z dzieciństwa — lub rozpłynąć się w postaci dymu i uciec z miejsca zdarzenia.
Wygląd: Ma granatową, grubą sierść. Uszy, łapy i ogon rozjaśniają się przy końcach (przez granatowy, niebieski, aż do białego). Poduszki na jego łapach są niebieskawo-morskie, a oczy granatowo-niebieskie. Na prawej przedniej łapie widnieje runa, symbolizująca jego byłe stanowisko (młodego samca Alfa), a po jej środku błękitny kryształ, którego działanie usiłuje rozszyfrować. Nazywa go pasożytem, bo pochodzi z kosmosu i nagle w niego wrósł.
Głos: Szczerze? Niewiele osób słyszało jego głos. Ponoć jest niski i ciepły. Przyjemny dla ucha ton ma działanie uspokajające.
Stanowisko: Ogrodnik
Umiejętności: Intelekt: 5 | Siła: 5 | Zwinność: 5 | Jaskinia: : 5 | Magia: 10 | Wzrok: 8 | Węch: 4 | Słuch: 8
Rasa: Wilk NocyŻywioły: Magia, lód, noc.
Moce:
- Potrafi kontrolować lód (w każdej formie, grubości, ostrości itp.).
- Potrafi rozpływać się w granatowej mgiełce i pojawiać się kilka metrów dalej.
- Za pomocą starego, północnego zaklęcia potrafi zmieniać się w inne zwierzęta. Usiłuje udoskonalić proste czary umożliwiające mu samoobronę, np. tworzenie bariery ochronnej i kul energi posyłanych jako pociski na przeciwnika. Przeszukuje stare księgi magiczne i ćwiczy zapisane tam czary na regenerację i siłę, jednak niezbyt mu to wychodzi.
- W krysztale na łapie może przechowywać przedmioty (coś à la magiczny schowek).
- Układa gwiazdozbiory na niebie (nie wzięły się one znikąd).
Rodzina: Ciężko mu o niej wspominać. Może kiedyś Ci opowie?
Obecnie uznaje Lucky'ego i Fionę za młodsze rodzeństwo.
Partner: Brak, bo po co? Ich trio wystarczy.
Potomstwo: ---
Historia: „Mieszkałem normalnie. Miałem cudowną watahę, która znajdowała się daleko na południu, w krainie wiecznego lodu. Byłem drugim synem Alf. Gdy miałem zaledwie półtora roku, wybrałem się do lodowej jaskini na spacer. Kiedy wróciłem, zastałem panikę. Po chwili usłyszałem huk i poczułem ogromny ból. Odrzuciło mnie na dobrych kilkanaście metrów. Ból był tak ogromny, że straciłem przytomność...
Obudziłem się pięć miesięcy później. W mojej łapie pojawił się dziwny kryształ. Próbowałem go wyciągnąć, ale bolało. Wrósł we mnie. Potem wstałem i ruszyłem w kierunku mojej rodziny. Miałem nadzieję, że jeszcze tam są. I byli...
Byli kryształowymi posągami, w kolorze fioletowym.
Załamałem się i odszedłem. Po roku wędrówki znalazłem dwa, samotne jaja sowy — zaopiekowałem się nimi.
Już wkrótce wykluli się moi towarzysze: Lucky i Fiona. To moja jedyna rodzina.
Teraz otworzył się nowy rozdział mojego życia.
Rozdział z Watahą Smoczego Ostrza...”
Przedmioty: Kryształ lodu i kryształ ognia.
Jaskinia: „Zamieszkałem w porcie, na wybrzeżu. W pobliskim klifie znajduje się mnóstwo grotek. Ta znajdująca się najwyżej jest moja. Nie jest wielka, ale posiada długi tunel, prowadzący do moich szklarni, które znajdują się głęboko pod ziemią...
W samej grocie zmieszczą się może z cztery wilki i zostanie odrobinkę miejsca na wyprostowanie kończyn. W rogu znajdują się dwie skrzynie i torba z ziołami i roślinami magicznymi. W drugim kącie znajduje się duży, puchaty i gruby kocyk, w kolorze pomarańczowym. Jest moim legowiskiem.”
Ciekawostki:
- Prowadzi nocny tryb życia.
- Jego dieta składa się głównie z małych gryzoni, ryb i jagód.
- Jego marzeniem jest posiadanie skrzydeł, aby móc latać ze swoimi przyjaciółmi.
- Trudno jest zdobyć jego zaufanie, ale gdy je zdobędziesz, to dostaniesz niezastąpionego przyjaciela na całe życie.
- Poszukuje informacji o krysztale z jego łapy.
Właściciel: wikizamarski@gmail.com
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Etykiety
Większość obrazków i zdjęć umieszczonych na blogu nie jest naszego autorstwa.
Proszę o nie kopiowanie treści z bloga w celach własnych bez wiedzy administratorki.
Szablon wykonała Fragonia dla bloga
Sisters of The Template
Sisters of The Template