Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Coral. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Coral. Pokaż wszystkie posty

21 kwietnia 2019

Od Coral

Uchyliłam powieki i z trudem unosząc ciało, zdobyłam się na energiczny ruch, by wytrzepać z posklejanej sierści tonę piachu. Znajdowałam się na malowniczym wybrzeżu umiejscowionym na skraju lasu, przy jeziorze. Wiatr spokojnie szumiał w koronach drzew zabierając ze swym podmuchem kilka, starych i kolorowych liści.
Jak każdego ranka poczułam gorycz w gardle co było równoznaczne z potrzebą wypicia wody. Podeszłam do jeziorka niewielkich rozmiarów i przyjrzałam się uważnie tafli. Woda wydawała się być nieco brudnawa, lecz nie miałam teraz zamiaru przechodzić kilkunastu kilometrów w upale poszukując innych źródeł.
Ostrożnie zanurzyłam pysk i wzięłam jeden łyk. Smak nie był najgorszy, więc kolejne porcje płynu były większe i pewniejsze. Po kilku łykach nie czułam zaspokojenia potrzeby. Wręcz przeciwnie. Nie mogłam oderwać się od picia mniemanej "wody". Po chwili czułam kłucie w brzuchu. Już kiedyś tak miałam. Dawno temu, kilka lat, lecz zdążyłam zapamiętać ten ból. Pod mój pysk podsunęła się czarna maź, która musiała dostać się do organizmu. Smak miała jak gdyby połączyć smołę z dużą ilością kwasu cytrynowego. Szybko oderwałam wargi od tafli jeziora i wystawiając język próbowałam pozbyć się obrzydliwego smaku.
- Co to jest?! - syknęłam schylając łeb między łapy. Czułam jak organizm wariuje próbując pozbyć się substancji. Stałam w takiej pozycji chwilę, gdy nagle dopadł mnie atak kaszlu. Z początku wydawało się to całkiem normalne, lecz z każdym kolejnym razem czułam, jakbym miała wykaszleć płuca. Ślina i woda wydobywały się z mego pyska w brutalny sposób. Niestety czarna toksyna zdawała się osadzić na ściankach przewodu. Panika i ból szybko przerodziły się w brak możliwości zaczerpnięcia tchu. Czułam jakby ktoś włożył mi krążek do gardła i zabronił oddychać. Po kilku chwilach leżałam już bezwładnie na ziemi ledwo wymieniając powietrze. Zostało mi tylko czekać na cud.

Ktosiu? Najlepiej, basiorze? Wybacz, że krótkie i takie... o, ale nie pisałam na blogu naprawdę długi czas

2 stycznia 2019

Od Coral cd. Ren

Podeszłam bliżej, kurczowo zaciskając szczęki. Nie spodobał mi się ten kretyński pomysł alfy, nawet nie wiedziałam z kim mam do czynienia. Jednak rozkaz to rozkaz. Nie mogłam się wymigać.
- Witaj, jestem Coral. Dostałam rozkaz od alfy, by oprowadzić cię po terenach watahy - rzekłam donośnie, bez praktycznie żadnych emocji.
- Ja, Ren - odpowiedział zmieszany.
Przytaknęłam mu lekko i ruszyłam przed siebie.
- Pójdziemy do centrum, to najważniejsze miejsce w watasze. Tam odbywają się wszystkie spotkania i istotne wydarzenia. Leży pomiędzy dwoma wodospadami, nazwanymi na cześć dwóch pierwszych córek Taravii. Ingreed i Leodii.
- Kto to Taravia? - owczarek zapytał niepewnie.
- Uch, no tak. Masz prawo nie wiedzieć. W każdym razie Taravia była alfą watahy. Radzę ci to zapamiętać, jeżeli nie chcesz narobić sobie wstydu - spojrzałam surowo w złote oczy samca.
- A t-teraz idziemy dalej - odwróciłam się szybko tyłem, czując nagłą falę gorąca.
Po chwili namysłu podreptałam piaskową dróżką, unosząc za sobą kłęby kurzu. Po minucie dało się słyszeć wymowne kasłanie nowego.
Ku nagłemu przypływie nie wiadomo skąd radości, machnęłam ogonem, i zwinnym ruchem ukryłam się w krzakach. Uśmiechnęłam się niewinnie i usadowiłam się wygodnie. Ze swojej kryjówki poczęłam obserwować sporych rozmiarów samca w typie owczarka, znanego dla mnie, jako Ren. W tym zachowaniu miałam swój cel, choć ciąg krótkich ruchów, był spontaniczny.
- Ej! Gdzie jesteś? - odchrząknął, jednocześnie starając się rozwiać łapami kłęby kurzu.
Siedziałam jednak dalej nieruchomo, wstrzymując oddech.
- Aha, no dobrze, więc... - rozejrzał się dookoła. Zrobił kilka kroków w przód i nastawił uszu. Niczym dwie czujne antenki, nagle skierowały się w moją stronę.
- Ouch, niedobrze - pomyślałam i wycofałam się. Poruszałam z wolna ogonem, by wyczuć obiekty, znajdujące się za mną. Jeśli nic nie stało na przeszkodzie, robiłam cichuteńki krok w tył.
Ren począł zmierzać w moim kierunku z opuszczonym łbem. Jego oczy świeciły jak dwie dzikie iskierki, a w środku zdawały się tańczyć malutkie płomyczki.
Nagle poczułam coś długiego, szorstkiego i twardego pod łapą.
Odwróciłam się i spojrzałam na ziemię. Korzeń, gruby korzeń. Podniosłam wzrok nieco wyżej i ujrzałam doniosłe drzewo. Bez czekania rzuciłam się na nie, po czym zgrabnie wspięłam się na jedną z gałęzi.
- Tak samo robiłam z Harbingerem - nagle przypomniałam sobie dawne wybryki. Po jego śmierci, często nachodził mnie w snach, wywołując poczucie winy. Nie wiem dlaczego, lecz przytłaczało mnie ono każdej nocy.
Błądząc myślami po ogromnej fali wspomnień, kompletnie zapomniałam o owczarku, którego powinnam już dawno zaprowadzić do centrum.
- Jesteś tu jeszcze? - wyrwał mnie z myśli donośny i ciepły głos.
- W co ja pogrywam? - pomyślałam.
Doszło do mnie dopiero teraz, jak wielkim trzeba być idiotą, by odgrywać takie sceny.
Raz kozie śmierć zahaczyłam tylnymi łapami o gałąź, a ogonem ściśle ją oplotłam.
- Raz... dwa... trzy! - przymknęłam oczy i puściłam się w dół. Poczułam nagłą ulgę, gdy dotarło do mnie, że plan się powiódł. Wisiałam na gałęzi głową w dół, jak to w zwyczaju mają nietoperze.
Wisiałam więc tak, cała skrępowana i onieśmielona przed podejrzliwym i stalowym wzrokiem Ren'a.

Ren? Wybacz, jakieś takie krzywe wyszło :/

27 września 2018

Od Coral cd. HG

- Nie, nie mogę - te słowa utkwiły w mej pamięci. Mimo, iż ogarniał mnie lęk i złość, czułam, że Harbingerowi zależało. Przez to zrobiło mi się przyjemnie.
- Harbingerze - westchnęłam, zbliżając się do niego - wiesz że teraz będzie trudniej? Czekałam na ciebie cały rok, a ty nawet nie zamieniłeś ze mną żadnego słowa. Jak myślisz, co ja mogę teraz czuć? Kiedy ktoś okazuje się być dla mnie bardzo bliski, odstawia mnie na półkę, niczym znudzoną zabawkę i zapomina o mnie na tak długi czas. Dopiero, gdy coś go gnębi, przyłazi tu, jak gdyby nigdy nic, otrzepuje mnie z kurzu i sądzi, że nic się nie stało - spojrzałam mu w oczy. Były pełne nadziei, lecz po chwili zgasły, i znów wyglądały tak... zwyczajnie.
- Może nie zdajesz sobie z tego sprawy, dlatego warto powiedzieć, że... narozrabiałeś, osiołku -uśmiechnęłam się lekko. Basior zarumienił się bardzo, lecz dalej stał w milczeniu.
- Nie będzie mi tak łatwo przebaczyć.
- Wybacz mi... - zebrał się na odwagę i wydusił te właśnie słowa.
W odpowiedzi ukłoniłam się z serdecznym uśmiechem i poszłam przed siebie.
Było mi przykro, że musiałam potraktować go w taki właśnie sposób. Nie chciałam tego, ale w głębi duszy czułam wstręt do Harbingera, za ten czas spędzony razem, który okazał się być jednym wielkim kłamstwem.
Ogarnęło mnie dziwne uczucie, w środku płakałam i czułam gorycz w gardle, a na zewnątrz wyglądałam na zadowoloną. Usta się śmiały, oczy były przepełnione radością, a na pyszczek wkradł się lekki rumieniec.

Harbi? Wiem, krótkie :/

1 sierpnia 2018

Od Coral cd. HG

Nie bardzo wiedziałam, o co chodzi. Harbinger biegł w stronę lasu, a za nim smok. Czerwony odrażający smok. Chyba trafiłam tu w złym momencie. Wielki jaszczur robił kilka susów za basiorem, ale chwilkę później to ja, przykułam jego uwagę.
-Weź już pogoń tamtego wilka, a nie mnie - pomyślałam stawiając krok w tył.
-Słuchaj jaszczur, zabraliście nam tereny, więc możesz już zmykać do swoich kumpli. No już! Te ziemie są niczyje, a jeżeli już, to na pewno nie wasze - warknęłam, lecz smoczysko tylko spojrzało na mnie krzywo.
-Widać, że nie należysz do tych inteligentnych- to, gadzina chyba zrozumiała i odsłoniła swoje kły, wydając z siebie agresywny pomruk.
Bestia wysunęła pazury i machnęła skrzydłami. Stanęła na dwóch łapach, by sprawić wrażenie silniejszej. Ryknęła jeszcze raz, by pokazać swą moc. Na razie stałam w miejscu. Ulgę przyniósł mi widok wilczego cienia, skradającego się z tyłu smoka. Kilka sekund później rzucił się na niego z zębami, próbując dostać się do brzucha ofiary. Nie mogłam być gorsza! Zrobiłam to samo, tyle że ja, chciałam dostać się do krtani. W tym samym momencie wbiliśmy zęby w bezbronne już ciało, które z hukiem zostało powalone na ziemię.
-No, no! Nieźle, ale teraz mów, skąd to gadzisko się tu wzięło, i o co tak właściwie z nim chodzi?

HG?

17 czerwca 2018

Od Coral cd. Hermes

Wstałam o wschodzie słońca. Ciepłe promienie grzały moje posklejane od deszczu futro. Przez głowę przeszło mi pytanie " Gdzie jest ów towarzysz? "
Zaczęłam się rozglądać. Wreszcie po drugiej stronie drzewa ujrzałam złote cielsko. Hermes jeszcze smacznie spał. Cóż... postanowiłam się ogarnąć.
Podeszłam do rzeki i zanurzyłam w niej łeb. Łapami masowałam sierść, by ta nie była posklejana. Po umyciu się, znów podeszłam do basiora. Dalej śpi.
Nie będę go budzić przecież. Odeszłam i usiadłam na trawie. Wpatrywałam się przez chwilę w ziemię, po czym wstałam i znów weszłam do wody.
Obejrzałam się ostatni raz, czy Hermes z pewnością śpi, po czym zniknęłam w tafli. Otworzyłam oczy i szybko chwyciłam zębami coś śliskiego. Wynurzyłam się i odłożyłam " to" na ziemię. Przyglądałam się temu chwilę, i poszłam po kolejne. Złowiłam 10 okazałych ryb.
Wzięłam jedną z większych w pysk i podeszłam do Hermesa. Rzuciłam ją przed jago łbem. Basior szybko wstał i otworzył szeroko oczy.
- Dzień dobry śpiochu - odwróciłam się.
W odpowiedzi wilk mruknął i podszedł do ryby.
- Co to jest?
- Ryba, nie widzisz?- warknęłam
- A tego to koty nie jedzą?
- Jak nie chcesz to nie jedz - chwyciłam w paszczę jedną z mniejszych ryb i spałaszowałam ją ze smakiem.
Hermes przekonał się, i również ugryzł kawałek.

Hermes? Mogło wyjść lepiej

Od Coral cd. HG

Odeszłam nie oglądając się za siebie.
Potruchtałam w głąb lasu, byłam zła na siebie, że inni mają powody do wyśmiewania się ze mnie. Przełknęłam głośno ślinę.
- Już nikt nie będzie miał powodów żeby cię wyśmiać - postanowiłam, że się częściowo zmienię. Zacznijmy od chodzenia. Zadarłam łeb, aby nie patrzeć pod nogi. Co chwilę raniłam się w łapy odrobinami szkła, czy zwykłymi ostrymi kamieniami, ale mimo bólu dalej szłam z zadartym łbem.
Co chwila syczałam, ale nie przestawałam iść dalej. Chciałam już stanąć i dać sibie spokój, ale jeżeli dobrze zrozumiałam, Harbingerowi wydaje się że jestem miękka.
Wtedy usłyszałam trzask. Nastawiłam uszu i podbiegłam truchtem do najbliższego drzewa. Wypatrywałam źródła dźwięku, aż w końcu ujrzałam za krzewem wilczą łapę, więc szybko wbiłam pazury w korę, tym samym wspinając się na górę. Siedziałam na gałęzi i obserwowałam przybysza.
Oczywiście Harbinger. Nagle przestałam czuć rządzę zaimponowania umiejętnościami śledczymi.
Warknęłam cicho i otworzyłam szeroko ślepia. Położyłam po sobie uszy. Czułam jak się we mnie gotuje
- Coco? Czemu wzięłaś to na poważnie? - basior odchrząknął. Stał tuż pode mną, nieświadomy niczego.
Machnęłam ogonem i odbiłam się od gałęzi. Wylądowałam na plecach samca, przygniatając jego łopatki do ziemi. Spojrzałam na nigo wrogo i odsłoniłam zęby. Na dodatek krew z mych łap spływała po jego ciele. Nie chciałam zrobić mu nic, bo wiem że i tak bym nie potrafiła, więc jedynie warknęłam i wielkim susem zeskoczyłam z wilka. 

HG?

13 czerwca 2018

Od Coral cd. HG

Jeszcze chwila, wytrzymaj - Harbinger mruknął, idąc ospale w kierunku wzgórza.
- Jak ja już nie mogę. Nie możemy zatrzymać się tutaj?
- Nie.
- W takim razie, gdzież ty mnie prowadzisz, co?
- Sam nie wiem - basior zatrzymał się.
- Aha, cudnie.
- Okej, już wiem. Chodź tamtędy - Harbiś skręcił w piaskową dróżkę biegnącą na przełaj lasu.
- Hej. Stop - podbiegłam i stanęłam przed basiorem.
- Co?
- Zawsze ty prowadzisz. Teraz kolej na mnie - wyprostowałam się dumnie.
- Jak ty nawet terenów nie znasz - towarzysz zgasił mój entuzjazm. W odpowiedzi wydałam z siebie ciche prychnięcie, po czym rzekłam:
- Czy ty właśnie próbujesz mnie obrazić? - zrobiłam kilka kroków w tył i machnęłam ogonem.
- Ależ skąd - basior uśmiechnął się pogodnie. Ja również odpowiedziałam mu tym samym.
- W takim razie, gdzie mnie poprowadzisz Coco?
- Nawet nie ruszyliśmy - zachichotałam i potruchtałam przed siebie.
Łapy miałam mokre od rosy, a sierść zwichrzoną od wiatru.
Zatrzymałam się na chwilę. Było już naprawdę ciemno. Z rana i tak mieliśmy wrócić do watahy, ale czułam się dalej dość niepewnie.
Spojrzałam się za siebie, by sprawdzić, czy Harbinger nadąża.
- No chodź, chodź. Jeszcze kawałek.
Ruszyłam dalej. Minęłam mały bór, przeszłam nad potokiem, wdrapałam się na skały, przeszłam przez korytarz z kamieni, i takim oto sposobem trafiłam. Znajdowałam się z Harbingerem na najwyższej położonym punkcie w okolicy.
Niebo przybrało fioletowe barwy.
Usiadłam wygodnie i rozejrzałam się wkoło. Nie było tu niczego, poza drzewem i kilkoma kwiatami, ale i tak, to miejsce zdawało się być przesiąknięte magią. Stara wierzba mieniła się we wszystkich kolorach, a pień wyglądał jak posypany brokatem.
Roślinność na małej " wysepce " była dość bujna. Rosło tu wiele kwiatów.
- Pięknie, nieprawdaż? - spytałam.
- Piękny księżyc - basior zwrócił uwagę na ogromną, białą, świetlistą kulę.
- Jest pełnia, no to co? - uśmiechnęłam się i usiadłam obok niego. Otworzyłam pysk i zawyłam. Harbi zrobił to samo.
Nie przejmowałam się już niczym. Byłam tu i teraz, nie ma żadnej wojny, świat został oczyszczony ze wszystkich konfliktów i kłótni. Jestem ja i on. Tylko my. Nie istnieje nic poza mną, nim, księżycem i czasem.
Wycie zaczęło zmieniać się w melodię, a melodia w słowa.
Na moim pyszczku zawitał lekki rumieniec.
Zamilkłam i uśmiechnęłam się do basiora. Ten nagle wstał i odszedł parę metrów dalej. Myślałam, że coś się stało, ale po chwili wrócił z kwiatem. Podszedł bliżej i wpiął mi go w grzywkę.
Uśmiechnęłam się szeroko i oddaliłam się trochę. Podeszłam do wierzby i oparłam się o jej pień. Zsunęłam się z niego i położyłam na trawie. Basior spojrzał na mnie z troską i położył się obok mnie. Przytuliłam go mocno i wtuliłam w jego miękką sierść.

HG? Jakoś mi tak koślawo wyszło

11 czerwca 2018

Od Coral cd. HG

Uważaj na siebie
Rozdzieliliśmy się. Nie wiem, co zamierzał Harbi, ale zaufałam mu. Pobiegłam szukać innych.
Zobaczyłam mały, drewniany domek, z którego wydobywały się krzyki i głośne jęki.
- Co jest?- zapukałam i otworzyłam drzwi. Przede mną leżał szczeniak. Zwinął się w kłębek i cicho jęczał. Był cały usmolony.
Podeszłam i cichutko spytałam.
- Hej, spokojnie. Wyciągnę cię stąd. Czy coś cię boli?- szczenię pokręciło łebkiem, więc złapałam je za kark i wystawiłam za drzwi. Sama również chciałam wyjść, lecz nagle przede mną stanęła bestia.
Olbrzymi jaszczur ze skrzydłami i potężnymi pazurami. Uzbrojony w szereg ostrych jak brzytwa zębów.
Wycofałam się i weszłam w głąb chaty.
Smok ryknął i wbił szpony w dach, po czym zionął ogniem.
Zajęły się najpierw firany, a później cała reszta.
Panicznie bałam się ognia, więc zaczęłam latać wtem i z powrotem. Wszędzie gorąco. Wszędzie pali. Na każdym kroku niebezpieczeństwo.
Zaczęłam głośno kasłać i położyłam się na ziemi plunąć krwią. Byłam wilkiem wody, więc ogień miał na mnie gorszy wpływ, niż na kogokolwiek innego.
Poczułam iskry na ciele i pył na pysku.
Zaczęłam się krztusić.
Na zmianę kasłałam wodą i krwią. To było okropne przeżycie. Czułam się uziemiona. Nie było ucieczki. Łapy odmówiły mi posłuszeństwa, a głowa przestała myśleć.

HG? Mogło.wyjść lepiej :/

9 czerwca 2018

Od Coral cd. HG

- Coco wróć!- usłuszałam na dole, lecz teraz miałam ważniejsze sprawy na głowie. Tak, poważnie - nie, nie miałam.
Chciałam ruszyć Harbiego. Nie wiedziałam co mu dolega, więc jeżeli będzie chciał powiedzieć, przyjdzie sam.
Ja nie będę latała z jakimiś popiołami.
Niech ruszy tyłek i weźmie się w garść, a nie, chłopak mi się tu będzie dołował. Przyjdzie, nie przyjdzie, jego sprawa.
Usiadłam sobie wygodnie na piachu i milczałam.
Harbinger najwyraźniej urządził sobie drzemkę na dnie jeziora. Super.
Nudziło mi się powoli , więc zaczęłam tworzyć łapą rysuneczki na piachu.
Najpierw powstał owal, to miał być łeb, później oczy, uszy, nos i pysk.
Przyglądałam się chwilę mojemu dziełu. Przedstawiało oczywiście wilczy łeb, lecz z jakiegoś powodu zaczęło coraz bardziej przyciągać mą uwagę.
- O kurde. Nie, nie, nie. Ogarnij się Coco-puknęłam się w łeb. Owy rysunek przypominał mi coś. Raczej kogoś. Po głowie ciągle chodziło mi pytanie, " Co się dzieje z Harbim?"

~*~

Nagle, ni z tego, ni z owego, za lasem rozszedł się błysk. Tak oślepiający i tak mocny, że musiałam schować się za stertą gałęzi. Wtedy, zawiał silny wiatr, któremu towarzyszyły głośne ryki i piski. Spojrzałam w górę. Słońce przysłonił olbrzymi gad. Był to smok o dużym łbie, mocnych skrzydłach i ostrych pazurach.
Ryczał przeraźliwie latając za lasem. Chwileczkę później stworzenie zniknęło mi z pola widzenia. Nie wiem co miało oznaczać to wszystko.

~*~

Siedziałam jeszcze przez chwilę oszołomiona całym zjawiskiem.
- Harbinger, wyłaź już z tamtąd- kazałam basiorowi, lecz nie usłuszałam odpowiedzi.
- Harbingerze- podniosłam donośnie głos
- Wszystko w porządku? - zaczęłam się bać - HARBI!- rzuciłam się do jeziora i zaczęłam nerwowo rozglądać.
- O kurde- zauważyłam wilcze ciało, leżące na piachu.
Podpłynęłam do niego, i chciałam go wyciągnąć, lecz jeden z kamieni skutecznie blokował mi manewr.
Po kilku prubach, chwyciłam basiora za kark i podpłynęłam z nim do brzegu.
Wyrzuciłam go na piach, tuż obok moich rysuneczków.

HG?

8 czerwca 2018

Od Coral Cd. Hermes

Miałam nagłe zawroty głowy. Próbowałam ustać na nogach i uspokoić oddech, lecz nagle się zorientowałam, że nie tylko ja ucierpiałam. Zamrugałam kilka razy i zaczęłam się przyglądać owej tajemniczej postaci. Jeszcze przez chwilę nie wiedziałam co się dzieje.
- Ej, wszystko w porządku? - zapytałam nieśmiało.
Wilk nie odpowiedział. Zaczął się bujać z nogi na nogę, po czym jedną z łap postawił do tyłu.
- Ej chłopie - zwróciłam się do wilka. Podejrzewałam że był płci męskiej, więc zwróciłam się do niego tak, a nie inaczej.
- Odsuń się, tam jest przepaść...- podeszłam bliżej. Przyjrzałam mu się dokładnie. Oczy miał czerwone, sierść karmelowo-złotą, a łapy potężne i silne. Na łopatce miał wytatuowamy znak. Nie wiem co on znaczył, lecz bardzo przykuł mą uwagę.
Zauważyłam krople krwi spływające po jego łbie. Wilk znów zachwiał się, i postawił łapę za daleko. Omsknęła mu się, i poleciał w dół. Jeszcze złapał się łapami skały i wisiał tam przez chwilę.
- O kurde. Czekaj tam!- spojrzałam na dół. Rzeka! Wpadłam na bardzo zły pomysł, ale cóż. Zamknęłam oczy wizięłam rozbieg i skoczyłam.
W locie złapałam nowo poznanego wilka i wpadłam z nim do wody.
Basior stracił przytomność.
Złapałam go za kark i popłynęłam do lądu. Wyrzuciłam go na brzeg.

 Hermes?

2 czerwca 2018

Od Coral cd. HG

- Nie odzywaj się C o r a l
- Dobra ciołku. Skoro ci zależy, może być Coco - odwróciłam się
- No weź się zdecyduj
- Mów mi jak chcesz, teraz i tak mam to gdzieś
- Weź nie strzelaj focha - Harbinger trącił mnie
- Nie strzelam...- uśmiechnęłam się - Idźmy dalej
Zwiedzaliśmy centrum. Ja niestety dalej się czułam nieswojo. Przyglądałam się starym kamieniczkom. Praktycznie w każdej były pogaszone światła. Nie dziwiło mnie to, gdyż było już dosyć późno. Na chwilę nastała ciemność, lecz później mrok rozjaśniły lampy, a bardziej latarnie. Każda była czarna i otoczona kamiennym murkiem.
- Harbiś, która godzina?
- Nie wiem. Nie mam zegarka-odpowiedział
- A jest gdzieś?
- Co?
- No zegar!- warknęłam poirytowana- A nie, dobra, nie ważne. Tam na wieży wisi jakiś. Jest...23.24
- Dość późno- dodał basior
Niebo dawno przybrało czarne barwy.
- Wielki wóz! Widzisz?- zapytałam Harbingera wskazując łapą gwiazdy
- Tutaj mały wóz... - dodałam
- Pięć odległości dalej jest gwiazda polarna - uśmiechnęłam się do basiora.
Ten milczał
- Zanim wyszłam na powierzchnię, zawsze przyglądałam się gwiazdom. Każdego wieczoru. A ty, miałeś kiedyś coś takiego? - wbiłam spojrzenie w oczy basiora. Harbinger spojrzał na mnie, po czym uniósł łeb i wgapił się w niebo. Co chwilę kręcił łbem, i tupał łapą. Nie wiem co miało to znaczyć, ale się nie chciałam wtrącać, więc dalej milczałam.
- Miałeś? - przerwałam ciszę

HG?

19 maja 2018

Od Coral cd. Aan'a

Rzuciłam się z powrotem w mroczne głębiny. Nastała noc, jakby życie nagle ucichło. Wody były spokojne i opanowane. Jedynie w oddali słychać było stłumiony głos syreni. Byłam odporna na tekie rzeczy, więc ze spokojem mogłam się wschłuchiwać w melodię. Niestety sekundę później usłyszałam coś niepokojącego. Krzyki, strach... machnęłam mocno ogonem i płynęłam za źródłem dźwięków. Dopłynęłam, do pewnego rodzaju opuszczonego miasta, a bardziej ruin. Można było tam zauważyć ruchy syrenich płetw, lecz i zniszczone kamienne wieżyczki. W jednej komnacie, gdzie ściany tworzyły odłamki cegieł, leżał wilk. Znojomy wilk. Obok niego syrena. Paskudny ogon zaczął oplatać ofiarę w pasie, a jaszczórzy jęzor kręcić się wokół łba wilka.
-Zostaw go ty jaszczórze!- wrzasnęłam i po krótkiej szarpaninie ze stworem wzięłam ciało nielrzytomnego basiora. Był dosyć ciężki, dlatego trudno mi było wypłynąć na powierzchnie.
Odłożyłam ciało na brzeg, po czym przeniosłam je do lisiej nory w lesie. Tu przynajmniej będzie mu cieplej.

~•~

Następnego ranka czekałam na wizytę na plaży, przy rzece. Byłam ciekawa, czy Aan zapamiętał cokolwiek z wczorajszej nocy. Mógł mieć koszmary przez te syreny.

~~ 

Czekałam 2 godziny, a wilka ani śladu. Postanowiłam go odnaleźć. Może stało mu się coś złego?
Poszłam do lasu w poszukiwaniu lisiej nory. Aan'a już tam nie było. Zaczęłam się rozglądać, gdy nagle ujrzałam jego ciało, nie ruszał się. Sprawdziłam puls i bicie serca. Znów bardzo wolne.

Aan?

Od Coral cd. Harbinger Ghost

- Wadery w opałach? - zaśmiałam się
- Kto tu jest w opałach? Mnie nie goniła niedźwiedzica - uśmiechnęłam się serdecznie. Ucieszyłam się, że pierwszy osobnik którego spotkałam, był życzliwy i serdeczny.
- Czyli jak trafię do centrum, każdą ścieżką dotrę do alfy?
- Zgadza się. Tak zostało wszystko zorganizowane, by nie szukać niczego między uliczkami - odparł basior
- I mieszkają tu wszystkie wilki? - spytałam z obawą, że będę musiała zamieszkać gdzie indziej, niż dotychczas.
- Prawie, nie które mają swe groty w okolicach centrum
- A są jakieś mniej zamieszkane, bezpieczne tereny?
- Przy wodzie, tak? - Harbinger zaśmiał się cicho.
- Mhm... - przytaknęłam speszona.
- Wodospady Dimrill? - zaproponował basior
- Brzmi ciekawie- odpowiedziałam
- Spokojne miejsce, zakończenie rzeki Valar...
- Rzeka? - przerwałam mu
- Tak, dużo ganunków ryb... ale okropnie zdradliwa. Śliska i płytka...
- Pokażesz mi proszę te wodospady? - powiedziałam z entuzjazmem.
- Mhm...- Harbinger zgodził się, i zwartym krokiem ruszyliśmy w kierunku owego terenu. Basior szedł stabilnie i równo, za to ja, co dwie minuty syczałam, gdyż gałązki wbijały się w me łapy. Tak to jest kiedy nie wychodzi się za często "na dwór".
Podskakiwałam co chwila i szłam wężykiem patrząc w ziemię.
- Ej, co tam się tak patrzysz? - po chwili ciszy usłyszałam głos wilka.
- E- e ja? Gdzie mam się patrzeć?
Harbinger w odpowiedzi zrobił dziwną minę, więc dodałam:
- No kurde, ile można łazić po tych gałązkach? Was to nie boli? W wodzie jest piasek i wodorosty, swoją drogą też miękkie, a tu? Gdzie nie staniesz tam kamień, szyszka, gałąź, pokrzywa...

Harbi?

18 maja 2018

Od Coral

Otworzyłam oczy. Jasne słońce roziło, więc wstałam i położyłam się w cieniu.
Opóściłam łeb na piach i z powrotem przymróżyłam oczka.
Tego dnia było upalnie, więc nie miałam ochoty z entuzjazmem witać poranka. Jęknęłam tylko niewdzięcznie i machnełam ogonem.
Zawsze skoro świt, byłam już na nogach, a teraz? Około południa a ja jeszcze śpię. Przydałby się porządny budzik. Niestety irytujący pisk ptaków nie pomagał. Czułam, że przeleżę cały dzień, gdy w końcu znalazło się wybawienie. Usłyszałam kroki w oddali. Wilcze kroki. Były nieostrożone i ciężkie.
- Phi, pewnie basior. Oni zawsze są tacy... niezgrabni - powiedziałam z ryzykiem, że postać może to usłyszeć.
Normalnie, bym się wycofała, ale teraz potrzebowałam porządnej rozrywki. Usiadłam więc, i tępo gapiłam się w krzak. Wilk się zbliżał. Szedł wolno, później jeszcze wolniej...i wolniej...
Przymknęłam oczy. Ucięłam sobie 30 sekundową drzemkę.
- Brhh...-wzdrygnęłam się, po czym przede mną jak z podziemi wyrósł wilk. Tak jak myślałam, basior.
Dugie łapy, puszysta sierść i bursztynowe ślepia od razu rzucały się w oczy. Miał dziwne znaki wokól powiek, oraz jaszczurzy jęzor. Nie był zwykłym wilkiem. Skrywał w sobie coś magicznego, to widać. Spojrzałam w jego bursztynowe oczy.
- Cześć, jestem Coral-przedstawiłam się skromnie.
Uśmiechnęłam się łagodnie, gdyż po raz pierwszy spotkałam basiora. Z resztą, nie chciałabym jakiś sprzeczek, więc dalej zachowywałam łagodny wyraz twarzy.
- Aan - odchrząknął.
- A-an? Twoje imię się akcentuje?- spytałam. Po raz pierwszy spotkałam się z czymś takim.

Aan?

Od Coral

W oceanie jest dużo spokojniej, niż na lądzie. Tu słychać ogromną ilość dźwięków na raz. Trudno jest słuchać tylu rzeczy jednocześnie. Najwyraźniej trzeba się będzie przyzwyczaić.
Obejrzałam się i ruszyłam truchtem w kierunku lasu, by zapoznać się z nowym i obcym dla mnie terenem.
- Ugh... te dźwięki są takie irytujące - powiedziałam do siebie.
Bałam się, że wśród tak wielkiej ilości szumów, łomotów i krzyków zwierząt, nie będę mogła dosłyszeć tego, co jest naprawdę istotne.
Potruchtałam dalej, starając się o tym nie myśleć. Było trudno. Każdy brzdęk łamanej gałązki doprowadzał mnie do szału.
Nagle usłyszałam potężny łomot. Tego było już za wiele. Spięłam się i zmarszczyłam brwi. Zaczęłam się nerwowo rozglądać.
Chwilę później, zorientowałam się, że nie była to wina ani moja, ani matki natury.
Był tu wilk. Obcy... wilk. Był to mój pierwszy kontakt ze zwierzęciem, takiego gatynku jak ja. Byłam podekscytowana, lecz i trochę wystraszona. Nie wiedziałam jakie zamiary ma przybysz.
Podkuliłam ogon i z płytkim oddechem zaczęłam się rozglądać.
Za mną leżało kilka połamanych gałęzi. Na nich owłosiony worek, który potem okazał się być wilkiem.
Postać leżała chwilę nieruchomo. Gdy próbowała wstać, zrobiłam krok w tył i z zaciekawieniem przyglądałam się stworzeniu.
Kiedy wilk wstał, wyprostował się dumnie i otrzepał swe futro z ziemi.

Ktoś?

Od Coral

Gwieździsta noc. W głębiach oceanu ciemna otchłań zabiera senne dusze do swego królestwa.
Jedynie ja, jedyna istota żywa, która śmie wyjrzeć do rafy tej jakże pięknej nocy, pływa jeszcze samotnie w spokojnych wodach.
I patrząc w księżyc, zastanawiam się, jak to jest, tam? Tam, po drógiej stronie. W miejscu, gdzie fale oddają matce naturze skarby znalezione przez głębiny.
I tak zamyślona siedziałam na głazie, oblezionym glonami, patrząc w górę. Biała świecąca plama falowała na tafli wody. Księżyc, gwiazdy, tej nocy wydawały się wielce niezwykłe.
Machnęłam silnym ogonem i niczym z syrenią płetwą wzbiłam się w górę. Przecinałam morskie fale, gdy w końcu wynurzyłam pysk na powierzchnie.
- Tu jest pięknie- rzekłam widząc wszystko, co mnie otaczało.
Rozmarzonym wzrokiem mierzyłam niebo i goniłam myślami po drodze mlecznej.
Podpłynęłam ze spokojem do brzegu i położyłam łapy na zimnym piasku.
Westchnęłam głęboko, po czym ułożyłam wygodnie łeb, wbijając wzrok w księżyc. Bardzo mnie zafascynował. Był jak kryształowa kula, która zabrała światło z całego świata. Byłam nieobecna, rozmarzona, zainspirowana...
Żadne dźwięki, prócz szumu wiatru i fal, nie docierały do mych uszu. Czułam się jak we śnie...

~~~

Poczułam, iż ktoś zbudził mnie, trąceniem w bok. Otworzyłam szybko fiołkowe oczy i energicznie uniosłam łeb.
Przede mną stała wilczyca, miała dumne spojrzenie, białe futro i mocne łapy. Skoczyłam prędko do tyłu znikając w wodzie. Po paru sekundach wynurzyłam łeb, przyglądając się owej postaci.

Kesame?

Powitajmy Coral!

Aviaku
Słowa są jak klucze, tylko dobrze dobrane potrafią otworzyć czyjeś serce i umysł.

Imię: Coral
Pseudonim: Coco, lecz tylko dla Harbingera. 
Wiek: 9 lat
Płeć: Wadera
Charakter: Coral jest cichą, skromną waderą, o złotym sercu. Zawsze służy pomocą, jeżeli wcześniej zbierze się na odwagę. Jest bardzo nieśmiała. Zawsze żyła w wodzie i nie musiała z nikim rozmawiać, ani nawiązywać nowych znajomości. Zawsze radziła sobie sama, nie przeszkadzało jej to, lecz teraz, gdy jest w watasze, musi nauczyć się wszystkiego. Polowania, bo od szczeniaka jadła jedynie ryby, a przede wszystkim musi wiedzieć jak przetrwać, gdzie wszędzie może czaić się wrogo nastawiony wilk. Coral jest jednak miła, szczera i życzliwa. W głębi serduszka marzy o przeżyciu romantycznej, z nutką adrenaliny przygody. 
Na co dzień w towarzystwie innych wilków wadera jest spięta i takie towarzystwo ją trochę stresuje. W głębinach oceanu natomiast jest radosna, energiczna i przyjazna, gdyż takie tereny zna od urodzenia.
Wygląd: Coral jest szczupła i dość drobna. Ma granatową sierść, różowy nos i fiołkowe oczy.
Jej charakterystyczną cechą są płetwy umieszczone na plecach i przednich łapach.
Głos: Głos Coral jest dosyć wysoki, delikatny i barwny. Gdy śpiewa, można ją pomylić z syreną, lub nimfą.
Stanowisko: Szpieg
Umiejętności: Intelekt: 10 | Siła: 5 | Zwinność: 10 | Szybkość: 7 | Magia: 3 | Wzrok: 5 | Węch: 6 | Słuch: 4
Rasa: Wilk Wody
Żywioły: Woda
Moce:
- powiem wprost. Coral może robić z wodą, co jej się żywnie podoba,
- swoim pięknym głosem potrafi „zahipnotyzować na chwilę”. Polega to na odłączeniu ofiary od rzeczywistości,
- umie oddychać pod wodą.
Rodzina: Brak, narodziła się z morskiej piany.
Partner: Czeka...
Potomstwo: Brak.
Historia: Historia wadery nie jest zbyt skomplikowana. Pewnej chłodnej nocy, gdy księżyc był w pełni, z morskiej piany wyłoniła się czarna sylwetka wilka o fiołkowych oczach. Tuż po wschodzie słońca stworzenie rzuciło się w mroczne głębiny oceanu. Do watahy dołączyła przypadkiem, gdy gwieździstej nocy wyszła na brzeg i spotkała Kesame...
Przedmioty: Muszelka. Trzyma ją w swej jaskini. Nie ma specjalnej mocy. | 2x Fiolka nieśmiertelności (użyte).
Jaskinia: Jaskinia Coral znajduje się na plaży, wyryta w kamieniu. Nie jest tam specjalnie ciepło ani nie ma tam półek czy szafek. Jedynie koc i mała szkatułka.
Właściciel: Shenemi

Większość obrazków i zdjęć umieszczonych na blogu nie jest naszego autorstwa.

Proszę o nie kopiowanie treści z bloga w celach własnych bez wiedzy administratorki.

Szablon wykonała Fragonia dla bloga
Sisters of The Template