Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cathien. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cathien. Pokaż wszystkie posty

22 czerwca 2019

Powracają!


Laetitia Cyrielle | 4 lata | Psycholog | lena.szafranska1@gmail.com | KP

Black (commish) by OliveSheep

Cathien | 8 lat | Szpieg | lena.szafranska1@gmail.com | KP

31 grudnia 2018

Odchodzą

Powód: brak czasu i weny.
Czekamy na obiecany powrót :3

Cathien | 8lat | Szpieg | Azja66 | KP

Snow-Body
Laetitia Cyrielle | 4 lata | Psycholog | Azja66 | KP

6 września 2018

Od Cathien cd. Azeroth

Siedziałam przez kilka chwil i myślałam, co się stanie po mojej śmierci. Zniknę, odrodzę się od nowa albo amnezja? Cóż... lecz z myśli oderwał mnie nagły huk. Otworzyłam oczy i ujrzałam jakiś cień. Nadstawiłam uszy i uwarzenia patrzyłam, to nie był mój cień ani nikogo kogo znam. Przyjrzałam się. Po chwili stanęłam i podeszłam do tego, skrzywiłam się. Cień się uśmiechnął diabolicznym uśmiechem, odsunęłam się, lecz cos mną drgnęło. Cień przeleciał przez mnie i poczułam, jakby cos mnie opanowało, próbowałam się bronić, lecz bez skutku. Zawładnęło mną coś złego. Oczy zmienił barwę na krwisto czerwony. Uzębienie uległo też zmianie, było ostrzejsze jakby u Wampira. Już było wiadomo, że cos lub ktoś mnie opętał. Straciłam władze nad moim ciałem i umysłem, weszłam na drzewo i jak tancereczka wskoczyłam na gałąź. Było już dosyć ciemno i padał śnieg. Leżąc, patrzyłam się jakiś czas w niebo, w ten księżyc. Zamknęłam oczy i uśmiechnęłam się.
- Wiatr kołysze w locie ćmy, Wilki śpią mocno, że aż strach i tylko ty nie śpisz duszko ma, boisz się nocnic złych wietrzyc i zjaw...
W tym momencie poczułam czyjś oddech, odwróciłam głowę i spojrzałam w dół. Ujrzałam basiora wyglądający jak Natrill. Nadstawiłam uszy.
- Piękna piosenka.
- Już dawno zapomniana, ale pierwszy raz widze, żeby komuś się podobała.
- Czy to ty jesteś Cathien?
- Może jestem, może nie. Trzeba wysilić ten móżdżek. – zobaczyłam, że lekko się skrzywił.
Patrzyłam przez chwile i jakby się przyglądał. Jakby pierwszy raz ujrzał wilka na oczy.
- Raczyłabyś zejść z tego drzewa?
Lekko się uśmiechnęłam. – A z jakiej okazji się do mnie przyczepiłeś, no bo widze z nie jesteś tu z własnej woli.
- Po prostu zejdź.
Przeszłam parę kroków, lecz nagle stanęłam, skierowałam wzrok w stronę księżyca. - To już za niedługo, śmierć i zagłada. – Z psychopatycznym uśmiechem skierowałam się do basiora. - Jak cię zwą?
- Azeroth.
Jednym krokiem, który był poza gałęzią, spowodował upadek, lecz na cztery łapy. Spojrzałam mu głęboko w jego niebieskie oczy, z uśmiechem a twarzy.
- O czym gadałaś przed chwilą?
- O tym, co ty już dawno doświadczyłeś. – wybuchłam śmiechem. – Jeszcze trochę...

Azeroth?

Przepraszam za psychopatyczną Cath xD

1 sierpnia 2018

Od Cathien

Patrzyłam w pustą przestrzeń. Z moich oczów wylewały się łzy, czułam smutek, jednocześnie złość. Nie wiedziałam co zrobić, potrzebowałam coś... Lub kogoś, komu mogę się wygadać. Więc poszłam jak najdalej od watahy, żeby nikt mnie w tym stanie nie zobaczył. Była zima, biały puch nie zdążył jeszcze spaść, a już spadła dramatycznie temperatura. Moje futro jeszcze do końca nie urosło, więc trochę zmarzłam. Nagle zaczął padać śnieg. -Super, nie ma to, jak porządnie zmarznąć...
Szłam i szłam, nie wiedziałam sama gdzie, ale coś we mnie kazało, żeby dalej dreptała. Na moim pysku leżał śnieg, nie topił się zbyt szybko. Stanęłam i pomyślałam, po jaką cholerę ja jeszcze żyje, przecież nikt mnie nie zna, nie potrzebuje... Zaczęłam ponownie płakać i wpadłam w furie. Wzięłam mój kaptur na głowę i pobiegłam. Przy okazji biłam w drzewa i wyłam. Zobaczyłam, że w pobliżu jest jakiś zajączek. Podbiegłam spokojnie do niego i wskoczyłam. Wyszarpałam go i całe emocje spłynęły na niego. W głębi duszy współczułam mu i klęłam na siebie, co ja robie jednak instynkt jest mocniejszy. Zjadłam go i odeszłam w głębi lasu. Po chwili usłyszałam szelest za mną. Odwróciłam się, nikogo nie było.
- Ktoś tu se chyba ze mnie jaja robi.
- Otóż to.
- Kto to był? Ja już w paranoje wchodzę.
Położyłam się i łapy na głowę położyłam. To przecież jest nie realne, ktoś do mnie mówi, ale tego nie ma, jak tak dalej będzie, umrę w cierpieniu. Niech to mnie zostawi i da powoli umierać.
- Daj mi spokój, zwido. Ja nie potrzebuje jeszcze takiego gówna!
- Spokojnie, ja nie jestem żadną zwidom. Lecz tobą.
- Co...nieee, to nie jest prawdziwe, to nie może być prawdziwe! Ja jestem tylko jedna, nie chce mieć jeszcze sobowtórów.
- Ja też sobowtórem nie jestem, jestem tym, czym ty jesteś.
- Weź, nie gadaj w zagadce, tylko wal, bo się zaczynam denerwować.
- Spokojnie, dowiesz się, jak zrozumiesz sens twojego bytu. To że go straciłaś, nie oznacza, że masz umrzeć, uspokój się, prześpij się. Nie wybieraj pochopnie, to ci może jedynie zaszkodzić, żyj swym życiem, jak najlepiej możesz, nie załamuj się przez to.
- Nie wiem co powiedzieć...
- Nie mów nic, wysłuchałaś mnie. Więc moja pora żeby znikać, ale pamiętaj o tych słowach, kiedyś je zrozumiesz.
Wstałam i popatrzyłam wokół mnie, nikt... Posłuchałam się i poszłam dalej. Robił się wieczór, coraz nisza temperatura. Drżałam ze zimna, więc usiadłam pod drzewem. Nagle zrobiło się ciemno, nie widziałam już nic.. Słyszałam tylko krzyki i wołania, ale to i tak już chyba nie miało sensu. Ze mną koniec. Nie mam już nic... jedyne słowa, które usłyszałam to były: Jezus Maria, szybko! Chodzie tu! Nie wiem, kto to był i nie chce wiedzieć. Chce tylko zasnąć i już nigdy się nie zbudzić...

Ktosiu? :>

4 lipca 2018

Od Cathien cd. Natrill

Gdy byliśmy pewni ze nas nie znajdą coraz wolniej chodziliśmy.
- Mogę się spytać co ta biszkoptowa wadera od ciebie chciała?
- ...Jest ona templariuszką, i same jesteśmy wrogami.
- A ty kim jesteś skoro ona templariuszką?
- Należę do bractwa które niszczy im misterne plany. Niby przysięgają ze wolność będzie, lecz to gówno prawda. Na własnych oczach widziałam jak zamordowali moje bractwo, dlatego chce zemsty...ale ona sama mnie ściga.
- Ouu... przykro mi..
- Nie potrzebuje współczucia. - w tym momencie założyłam kaptur na głowę. Parę chwil szliśmy aż doszliśmy do jakieś jaskini. Pomyślałam ze to dobry pomysł żeby to wszystko odespać. Więc weszłam i położyłam się na jakąś skamielinę. Natrill zrobił to samo.
- Dobranoc.
- Dobranoc...
Przemyślałam to wszystko jeszcze i poszłam spać.

~*~

Promienie słońca obudziły mnie. Zobaczyłam ze basior jeszcze śpi, nie chciałam go budzić. Poleciałam coś upolować. Wywęszyłam zwierzynę i upolowałam. Gdy targałam go do jaskini coś przykuło moją uwagę. Bez wahania podeszłam do tego. Zobaczyłam całą armie wilków.
- Witaj, Cathien. - powiedziała do mnie uśmiechająco biszkoptowa wadera.
- A ty czego znowu chcesz, Armie sobie znalazła co.
- To akurat nie powinno cię interesować.
- A co? Ze chcesz mnie zabić?
- Nie będę ci dużo zdradzać, ale chce się po prostu dużo o twoim przodku dowiedzieć. - uśmiechnęła się.
- No to życzę powodzenia bo ode mnie tego nie wydostaniesz. I serio myślisz ze mnie pokonasz?
- Raczej tak, twoje bractwo nie żyje...przez mnie.
- To nie bądź taka pewna bo ja bez nich sama jestem podwójnym czymś niż twoja śmieszna armia.-w kącie oka zobaczyłam jakąś śnieżną białą kulkę. Nie zawracałam sobie tym głowy.
- Bierzcie ją! - dwóch z armii wyszło i wzięli żebym nie uciekła. Spoglądałam na waderę przede mną.
- Nie myśl ze ci się to uda, jesteś zbyt słaba. Siedziałaś sobie zawsze bezczynnie na dupie kiedy ja sama sobie zdawałam trud żeby trenować siebie i bractwo.
- Nie podniecaj się tak kotku bo możesz się mylić. - po tym uderzyłam tych dwóch strażników.
- Chcesz walczyć? Dobrze, brać ją!
Nagle koło mnie wskoczył białowłosy wilk. Był to Natrill.
Zaatakowało mnie 4 strażników, wszystkich po kolej wybiłam.
- Co ty tu robisz?!
- Chce cię chronić, i ogólnie zniknęłaś tak bez żadnego słowa to się zacząłem martwić.
- Uważaj!- jeden strażnik wleciał na Natrilla. Szybko go stad wzięłam. Ogólnie ubiłam tamtego strażnika.
- Bądź czujny.
Gdy wykończyliśmy całą armie wadera zaczęła uciekać. Ja za nią pogoniłam. Gdy byłam wystarczająco blisko naskoczyłam na nią. Wzięłam nóż i wbiłam w kark. - Nie!
- Żegnaj, Request in Pace.
Pobiegłam z powrotem do Natrilla.
- Nic nam już nie zagraża, nie żyje.
- To dobrze, jeśli mogę się spytać. Co to było dokładniej za bractwo?
- Assassynów, jest to bractwo skrytobójców.
- I ty do niego należysz?
- Tak.
- Czuje ze ty masz w cholerę tajemnic.
- Przez moje krótkie życie za dużo się stało.
Dalszą drogę poszliśmy w milczeniu.

Natrill?

28 czerwca 2018

Od Cathien cd. Natrill

Patrzyłam się jeszcze krótko w górę. Nie mogłam go tak zostawić, klucz Shambali był przecież... Cholera. Pobiegłam od razu do siebie, wzięłam wszystkie łuki, miecze itd. Założyłam kaptur, żeby Lazarevic mnie nie rozpoznał. I wyruszyłam jak za starych czasów. Mniej więcej wiedziałam gdzie to miasto, się znajduje. Ale nie chciałam do tego nigdy wracać. Ale Natrill mnie do tego zmusił, nie mogę go samego na polu walki zostawić. Więc szłam dalej. W zaułku usłyszałam piski i jęki. Byłam zbyt ciekawska, żeby to ominąć. Szłam niepewnymi krokami za dźwiękiem. Gdy doszłam, zobaczyłam coś okrutnego. Dwóch wilków znęcało się nad młodym, co dopiero poznał świat szczeniakiem. Nie mogłam wpatrywać się na to, jak ten wilczek jest maltretowany. Podeszłam do nich spokojnie. Zauważyli mnie, skończyli i patrzyli się na mnie. Nie widzieli jedynie moich oczu.
- Zakończcie tę mękę, już.
- A kim ty niby jesteś ze nam rozkazujesz?
- Kimś, kogo zapamiętacie na długo.
W tym momencie zaatakowałam ich, naskoczyłam na jednego nożem. Tym samym zabijając go. Drugi się poddał -Co, teraz nagle jesteś tchórzem?
- Oszczędź mnie...
- O teraz zachciało się oszczędzenia, a co myślisz. Co tamten szczeniak przezywał. Kurwa, co za egoista z ciebie! – po tych słowach, strzeliłam w jego klatkę piersiową strzałę z łuku. Poszłam z powrotem do szczeniaka, stał o własnych siłach. Wzięłam kaptur z głowy. – Jak się nazywasz? – Szczeniak milczał.
- Chodź, zaprowadzę cię tam, gdzie się tobą zaopiekują.
Wzięłam go do WSO i oddałam w dobre łapy. A ja kontynuowałam wędrówkę. Założyłam z powrotem kaptur na głowę. Nagle zobaczyłam ludzi lazarevica, momentalnie się schowałam. Po chwili zaświeciła mi się lampka. Mogę ich przecież ominąć bez robienie huku. Powolutku, aczkolwiek cicho wspięłam się na drzewo. Dalszą drogę kontynuowałam łażeniem po drzewach. Gdy ich w końcu ominęłam, zeszłam.
~*~
Po paru godzinach, zdecydowałam odpocząć. Znalazłam jakieś uboczne miejsce, gdzie się położyłam. Nagle usłyszałam warczenie, drapieżnego kota. - Nigdy nie dają spokoju.
Wstałam i poszłam do nich. Wzięłam toporek i obydwa koty zaatakowałam. Zjadłam coś z nich, żeby znów odzyskać siły. Poszłam dalej. Po jakimś czasie zobaczyłam ogromne wrota a przed nimi coś białego. Odwróciło się to do mnie. Nie mógł mnie rozpoznać jak miałam czarny kaptur, który przykrywa oczy...

Natrill?

25 czerwca 2018

Od Cathien cd. Natrill

Parę chwil biegłam, aż się odwróciłam. Gdzie był Natrill? Pobiegłam z powrotem do norki. Zobaczyłam tam śpiącego basiora, był w głębokim śnie.
-Ej, Natrill. Wstawaj, musimy odszukać watahę.
Nawet przy tych słowach się nie zbudził. Szturchnęłam go, zero reakcji.
-Cholera.
Nagle, zapaliła mi się lampka. Poleciałam do wody, nabrałam trochę. Pobiegłam z powrotem do basiora i opryskałam go wodą. Zadziałało. -Co się stało – powiedział zaspanym głosem.
-Wstawaj, mamy trop watahy. Nie możemy go stracić, więc wstawaj.
Basior tylko kiwnął głową.
~*~
Po paru godzinach wędrówki, czekała nas stroma góra. -Umiesz się spinać – spytał basior.
- Pewnie, przy wędrówkach to się przydawało. Nie umiesz?
- No właśnie...nie.
- Dobra, idź przodem, jak coś to ja ci pomogę.
Tak jak powiedziałam, tak się stało. Zaczęliśmy iść po krawędzi. Później zaczął się taki etap, gdzie trzeba było się trzymać łapami, bo były za wąskie, żeby iść po nich. -Pomóc?
- Nieee.
- Okej.
Wskoczyłam na krawędź i powoli się suwałam dalej. Natrill zrobił to samo. Po paru minutach doszliśmy na miejsce. -O boże, nigdy więcej – mamrotał zdyszany basior.
- Oj no powiedz, nie było tak źle.
Pobiegliśmy dalej, trop odświeżył się. Zaczęłam biec szybciej, wreszcie zobaczę watahę. Tak długo czekałam na ich towarzystwo. Skręciłam w prawo i zobaczyłam i obozowisko. Zobaczyłam także, że alfa się zbudziła. Stanęłam, dalej to jedynie truchtem poszłam. Za mną był Natrill.-Wreszcie, prawda?
- Tak...tęskniło mi się za nimi. A tobie?
- No też, najważniejsze, że alfa się wreszcie zbudziła. To kto idzie do niej?
- Jestem bardziej o tej sytuacji poinformowana, więc ty pójdź może do szczeniaków.
- Bardzo śmieszne.
Ja poszłam samotnie do alfy. -Witam. – zrobiłam rytuał powitalny. -Co cię tu sprowadza?
- Mam bardzo ważną informację dla alfy, otóż. Może nas zaatakować grupa pewnego wilka, lecz po kolej. Ostatnio miałam do czynienia z wilkami, które nie miały watahy, osiedliły się dosyć u nas, więc chciałam alfę ostrzec. Druga Informacja jest to, że nasłałam na watahę niebezpieczeństwo i... no może nas zaatakować o wiele większa grupa od nas wilków. Ja sama spróbuje z nimi walczyć, bo w końcu to moja wina...
- Dziękuje za informacje. Nie martw się, na pewno sobie z nimi damy rade.
- Dobrze, to ja pójdę... – odeszłam.
- I jak?
- No powiedziałam wszystko, ale boje się, że watasze się coś stanie. A tego nie chce, żeby dodatkowi ludzie zginęli. A dopiero co po wojnie jesteśmy.
- Nie martw się.

Natrill?

24 czerwca 2018

Od Cathien

Nagle zaczął się załamywać most. Ja odruchowo zaczęłam biec, lecz nie udało mi się dobiec. - Aron!
Po chwili basior odwrócił się i złapał moją łapę. -Prawie brakowało.
Wciągnął mnie - Chyba już nigdy nie zaufam mostom.
- Haha, dobra, Chodź.
Poszliśmy dalej, aż weszliśmy do jakiegoś zamku. Rozdzieliliśmy się, ja weszłam do jakiegoś większego pomieszczenia. Rozejrzałam się, po paru okrążeniach znalazłam szafkę książek pełną krwi. - Aron! Mam coś, chodz.
- Idę!
Gdy przyleciał, obadaliśmy dokładniej szafkę. - Widzę ze były towarzysz Drake‘a. Gdy były tu trzęsienia ziemi, szafka się na niego przewróciła. Zmarł na miejscu.
- Wiedziałam ze nadmiar wiedzy zabija.
- Nic tu więcej nie znajdziemy, może gdzie indziej są jakieś wskazówki.
Rozejrzeliśmy się po całym zamku. Pustka. Gdy wyszliśmy, poszukałam jakiegoś tropu. – Serdeczne dzięki za pomoc.
- Ty tutaj dobrze węszysz.
Po chwili wywęszyłam jakiś nieznajomy zapach. - Mam coś!
Zaczęłam mu podążać. Zdziwiło mnie to że był to jakiś nieznajomy wilk. Przecież od paru dobrych lat, nikt tu nie przychodził, to ustrojstwo jest z XVII wieku. Ale dobra, gdy zapach robił się coraz słabszy, zobaczyłam jakiś sarkofag. -Co to do cholery...
Nie pewnymi kroczkami podeszłam do tego posągu. - Przecież...to jest El Dorado!
- Jak to? A el dorado nie było złotym miastem?
- Chyba nie zagłębiałeś się w historie. El dorado to posąg, który jest wyzłocony, w środku jest mumia, która nosi wirus. Gdy się ją otworzy, wirus przestrzenią się w powietrzu. Z ofiarami dzieje się coś dziwnego, zamieniają się w kreatury, które od razu atakują wilki. Nie ma na to lekarstwa dlatego że jest to bardzo rzadka choroba, dlatego nie powinno się to otwierać.
- Naprawdę zagłębiałaś się w historie tego miejsca. Brawo.
Powiedział to nieznajomy głos, lecz, zapach był ten sam. Odwróciłam się. -Kim jesteś, tajemniczy basiorze?
- Jestem Harbinger Ghost, a ty? Droga panno.
- Jestem Cathien, skąd się tu wziąłeś?

Harbinger Ghost?

23 czerwca 2018

Od Cathien cd. Natrill

Podbiegłam jak najszybciej do basiora.
- Co ci się dzieje?!
- Nic... – wykaszlał basior.
- Nie kłam, widze przecież. To ta trucizna, nie okłamuj mnie. Najbardziej przy takich rzeczach!
Jego serce coraz wolniej biło.
- Przepraszam cię....
- Nie odejdziesz, jeszcze nie. – pod wpływem impulsu przybliżam pysk do jego twarzy. Pocałowałam go. Myślałam ze to jakoś pomoże i o dziwo zadziałało. Basior powoli wracał do siebie -Co ty zrobiłaś?
- Nie przemęczaj się.
Wzięłam go na plecy i zaniosłam do jakieś nory. Położyłam go i poleciałam po jakieś zioła. Gdy wróciłam, próbowałam go uleczyć. Po paru chwilach dałam mu odpocząć, poszłam coś upolować. Odnalazłam jakąś starą sarnę, upolowałam i zaniosłam do nory.
- O, wstałeś. I jak?
- Wszystko dobrze i wracając, skąd ten wilk znał twoje imię? Skąd wy się w ogóle znacie?
- Do długa historia.
- Którą mi teraz opowiesz.
- No dobrze. Nazywa się on Lazarevic i gdy miałam swoją wędrówkę, to on był moim głównym wrogiem. On również poszukiwał klucza do Shambali. Próbował mnie zabić. Gdy ja myślałam ze go zabiłam, pojawił się znowu on. I teraz próbuje znowu odszukać Shambale.
- Czekaj, co to jest Shambala?
- Miasto, które zostało wybudowane w 17 wieku.
- Czyli wszystko jasne. Nie martw się, będę cię chronić.
- Dzięki, ale już się ściemnia. Pójdźmy spać. – Przytuliłam się i zasnęłam.

Natrill? Troszkę krótkie, ale wena zniknęła xd 

22 czerwca 2018

Od Cathien cd. Natrill

Podeszłam do sarny i zjadłam kawałek karku. Nie mogłam zjeść zbyt dużo, bo by nie wystarczyło dla watahy, a słyszałam, że Kesame się zbudziła, to musiałam jej więcej zostawić. Musiała odzyskać siły. Jak zjadłam, poczułam się lepiej fizycznie. Wpatrywałam się w Natrilla, który dzielnie jadł swoje ryby.
- Choć, lepiej, żeby już iść. Musimy zdążyć przed nocą.
Wyruszyliśmy jak najszybciej, Natrill wziął sarnę na grzbiet. Ogólnie orientowaliśmy się słońcem, a wieczorem gwiazdami. Troszkę nam zeszło, aż znaleźliśmy jakiś trop. Były to wilcze ślady. Zapach również był świeży. -Wreszcie.
Podążaliśmy za nimi, lecz, watahy nigdzie nie było. Zaniepokoiło mnie to.
- Gdzie oni są? Szukamy ich od paru dni, nie mogli zapaść się pod ziemie.
- 70 wilków na pewno nie, spokojnie znajdziemy ich – uspokajał mnie - Chyba...
Nie straciłam wiary. Szukaliśmy dalej, cieszyłam się, że był ze mną Natrill, bez niego pewnie by było krucho.
- Słyszałeś o tym, że ostatnio parę wilków zostało zaatakowanych przez kłusowników?
- Mhm jak oni się u nas znaleźli? Przecież to nierealne. Oby nam się to nie przytrafiło.
Później dreptaliśmy w ciszy. Nie miałam żadnego tematu do rozmów.
~*~
Zapadł mrok, nie chciałam basiora bardziej przemęczać, to poszukiwałam jakąś norkę. Zostawiłam go ze sarną samego na krótką chwilę. Znalazłam pewną norkę, była wystarczająca na razie. Wróciłam się do basiora. Gdy, doszłam tam, gdzie go zostawiłam, nigdzie go nie było. Sarny również. Zaniepokoiło mnie to.
- Natrill! Odezwij się. – słychać było tylko moje echo. - Cholera.
Nie mógł się przecież zapaść pod ziemię...
Truchtem go poszukiwałam, aż usłyszałam głosy. Ale, to nie był Natrill. Ukryłam się za pniem drzewa i podsłuchiwałam.
-Teraz znajdzie jego sukę! – dalszej rozmowy nie dosłyszałam, lecz wiedziałam, że chodzi o mnie. Powoli podchodziłam pod krzaki, ale oczywiście zawsze nie szczęście musi trafić na mnie. Stanęłam na gałąź, która pękła, no i strażnicy już byli przy mnie.
– To ona!
Dwóch z nich wzięło mnie i zaprowadziło do jakiejś klatki, która była bardzo ciasna.
~*~
Zostawili mnie na parę godzin. Po chwili przyszedł strażnik. Założył na mnie łańcuch, był okropny. Cały w rdzy.
- Bądź cicho, bo inaczej łapą zapłacisz.
Podczas drogi, nie spoglądałam na niego. Wokół mnie były obozy. Inne wilki pluły na mnie, gdy mnie zobaczyły. Gdy doszliśmy, zobaczyłam basiora, o bardzo wysokiej randze.
- Oj Cathien, Cathien. Myślałem, że jesteś bardziej spostrzegawcza.
Milczałam, miałam gdzieś, co on mówił.
– Głucha jesteś?
Nadal milczałam, patrzyłam się na podłogę.
- Odpowiadaj i patrz się na mnie!
- To nie ma sensu, weźcie ją do kochasia.
Zaprowadzili mnie do jakieś dziupli. Wprowadzili i puścili z łańcucha, zamknęli głośnym hukiem drzwiczki.
- Cat! Nie wierzę, że żyjesz. Nic ci nie jest? – spytał ucieszony Natrill.
- Nie, nic mi nie jest. – przytuliłam się do niego. - Teraz musimy stąd uciekać, inaczej nam coś zrobią.
Poszukiwałam coś, co może spowodować, takie drobne bum... Jest! Tam była katapulta, jak bym wymyśliła jakąś wymówkę, to pewnie by to zadziałało. Byliśmy na statku, więc woda by wszystko zalała.
- Przepraszam! ...
- Co ty robisz?! – wyszeptał basior. - Wiem co robie.
- Czego.
- Bo tam w tamtych krzakach coś się skrywa - pokazałam mu łapą.
- No i co?
- Możesz, proszę to sprawdzić?
- No dobrze, ale to ostatni raz.
Podszedł tam.
- Nic tu nie ma
Otarłam dwa kamienie o siebie i rzuciłam do katapulty.
- Głowa na dół Natrill!
Spowodowało to wielki wybuch, że aż statek zaczął się topić. Próbowałam rozbić kraty kamieniem. Udało się. -Szybko Natrill!
Popłynęliśmy. Oczywiście basior był ode mnie szybszy. Wszystko by było dobrze, gdyby nie ktoś. Jakiś strażnik rzucił do mnie nożem, trafiło mnie to w plecy.
- Cholera!
- Cathien!
Zaczęłam krwawić, Natrill do mnie podpłynął i wziął. Gdy wreszcie trafiliśmy na ląd, basior wziął nóż z pleców.
- Nie bój się Cat, jestem przy tobie.

Natrill?

21 czerwca 2018

Zakochani i zaręczeni!

Powitajmy w watasze dwie nowe pary, są to...

zakochani Cathien i Natrill

oraz

zaręczeni Antilia i Symonides!

Od Cathien cd.Natrill

Patrzyłam jeszcze parę chwil na rybę, która się poruszała. Gdy się ocknęłam, popatrzyłam się na basiora i wyszeptałam – Chodź, teraz masz czas odpowiedzieć na moje pytanie, ale nie tutaj. – Natrill jedynie popatrzył się na mnie niepewnie.
Gdy go zaciągnęłam gdzieś otchłań w las, stanęłam, gdy byłam pewna ze nikt nas nie obserwuje. Odwróciłam się i wpatrywałam się w jego niebieski oczy.
- To teraz mi powiedz, dlaczego tak zwinie i szybko pływasz w wodzie, i dlaczego nie potrzebowałeś wchłaniać się, żeby nabrać oddech. Straciliśmy tereny watah, odebrano nam moce. Więc wytłumacz mi to.
- Ehhh, to jest tak, bo... – basior plątał się w swoich tłumaczeniach. – Dlaczego nie chcesz mi to powiedzieć? – kierowałam wzrok w jego twarz.
- No...to jest skomplikowane, naprawdę nie zrozumiesz.
Odwróciłam się – No dobrze, skoro nie chcesz powiedzieć, to chociaż pospacerujmy.
Gdy szliśmy dalej, ja snułam domysły, basior wpatrywał się we mnie co rusz. Wyrwał mnie z myśli pytaniem – Też mam do ciebie pytanie. Dlaczego walczysz tak dobrze, jak na zwykłą waderę?
Uśmiechnęłam się – No cóż, dużo w przeszłości podróżowałam, w tym i walczyłam. Niestety musiałam sobie sama radzić, gdy mój towarzysz zmarł, ale to długa historia, nie chce cię nią zadręczać.
- Przykro mi, no ale nie bądź taka. – zaczarował mnie swoim urokiem. – Nie chce cię zanudzać, to jest zbyt długie. - przy tych słowach puściłam mu oczko.
                                                               

~*~


Zrobiło się ciemno, a my oddaliliśmy się bardzo od watahy, na dodatek byliśmy bardzo zmęczeni. Poszukiwaliśmy jakaś przytulną jaskinię. Natrill znalazł jakaś opuszczoną, ale na teraz była dobra. Weszłam do środka i się rozgościłam. Urządziłam sobie miejsce do spania, basior również. Zaczęło padać jak to jesień. Ja przypatrywałam się każdej spadającej kropli, z odczuciem jak piękne to jest. Nagle Natrill zaczął coś snuć przed sobą. Ja zerknęłam na niego -Coś się stało?
- Cathien, ja... mnie dręczy to cały czas. Ale muszę ci to powiedzieć.
- Zamieniam się w słuch.
- No więc kiedyś, gdy byłem nad jeziora, zobaczyłam bardzo podobną waderę do ciebie o fiołkowych oczach tak jak twoich. I, no właściwie nie wiem, czy to byłaś ty. Wtedy...bardzo mi się spodobałaś, chciałem cię odszukać, i po tylu latach w końcu trafiłem na twój trop. Mam nadal wątpliwości czy to byłaś ty, no bo nie przygadywałem się aż tak uważnie. Ale, zaiskrzyło coś między nami, i ja to czuje. A ty?
Zatkało mnie, basior którego dopiero co poznałam, wyznał, chyba nawet zauroczenie... nie wiedziałam co powiedzieć. Zamilkłam.
- Wiedziałem ze to był zły pomysł, przepraszam. – Odwrócił się ode mnie.
- Nie... czekaj, boo...no, ciężko mi to powiedzieć, ale, odczuwam to samo. – Wpatrywałam się w podłogę.
- Na... naprawdę? Nie żartujesz? – odwrócił psyk w moją stronę.
- Nie, nie żartuje niedowiarku – powiedziałam uśmiechając się nie winie i trochę śmiejąc się. Podeszłam do niego, położyłam. I się przytuliłam, i mi się to nawet spodobało, i wydaje mi się ze Natrillowi też. Położyłam głowę na jego grzbiet, wtuliłam się. Czułam jego bicie serca, skupiłam się na nim aż zasnęłam. Chyba zostaliśmy parą, ale wszystko w swoim czasie.

Natrill?

18 czerwca 2018

Od Cathien cd. Natrill

Parę minut szliśmy w ciszy. Próbując ją przerwać, zaproponowałam:
– A może pójdziemy nad jezioro? – uśmiechając się niewinnie.
- Oh... mm, okej – powiedział bardzo nieufnie basior. Powiedziałam coś źle? Czemu się tak zawahał? Zmieniliśmy trasę, pomyśleć, że jezioro może być tak daleko.
- Od jak dawna tutaj już zamieszkujesz te tereny? – zapytał basior. Zdziwiłam się, lecz tego nie pokazałam.
– Od jakiś 3 lat, najwięcej czasu przebywam na jeziorze. A co?
– A tak z ciekawości.
Widziałam, że coś go tam w środku dręczy, jakaś myśl. Chodziło o mnie?
Po jakimś czasie doszliśmy nad jezioro. Ja sobie przemyłam pysk, popatrzyłam się krótko na Natrilla. Patrzył się głęboko w wodę, jego wisiorek też lekko zabłysnął. Parę chwil trwało aż oderwałam od niego wzrok. Atmosfera nie była najlepsza. Położyłam się, patrząc się w niebo.
- Piękne są te gwiazdy. – popatrzył się na mnie. – Co nie?
- Oj tak... – wypowiadając te słowa, usłyszałam stukające kamienie. Automatycznie wstałam.
- Ktoś nas obserwuje – wysłuchiwałam się. A tu nagle jakieś stworzenia nas zaatakowały.
- Uważaj, Natrill! – wywrzeszczałam na niego.
- To są wilki, które nie mają watahy. – w prędkości światła jeden z nich zaatakował mnie od tyłu, razem z nim wypadliśmy za jezioro.
- Cathien!
Szybko wparowałam na Ląd, lecz to nie był koniec. Zbombardowałam tego, co mnie zaatakował, skakaliśmy sobie do gardeł, aż on upadł. Podał się. Ja zdyszana przeszłam do basiora.
- Nic ci nie jest? – zmęczona spytałam.
– Nie nic... nigdy nie widziałem, żeby wilk, aż tak dobrze walczyć umie, i to na dodatek wadera! Jak to się stało? - zapytał zaciekawiony Natrill.
- Ach, to długa historia. Może kiedyś ci opowiem, ale jak na razie musimy iść. Może się ich więcej zejść.
I tak wyruszyliśmy z powrotem na teren watahy.

Natrill?


Od Cathien

-Naprawdę chcecie poznać moją historię? – spytałam się.
-Taaak! – wykrzyczały szczeniaki. -No dobrze, ale żebyście się później nie bały!-
***
Gdy miałam już te 3 lata, zaczęłam podróżować. Poznałam wtedy pewnego basiora. Zwał się on Nathan. Podróżowaliśmy razem po skarb Avery Drake. Mieliśmy razem śmieszne przygody, lecz i te nie zbyt miłe. Na początku odnaleźliśmy słynne El dorado. Czyli złote miasto, lecz to jest tak naprawdę złoty sarkopahg. Później shambala i Rub al kahli. Mieliśmy też wrogów. Jednymi z nich jest Lazarevic. Porypany psychol. – No to co?- spytał basior. -Ja ich odlecę od tyłu. Ty musisz się tamtymi zająć. Tylko zrób to po cichu.
-Jak? – spytał zdziwiony basior. – Widzimy się. – pobiegłam i zaszłam ludzi Lazaverica.
***
Wybuchł pociąg, w którym byłam, nie wiedziałam, gdzie był Nate. Wisiało mi to. Myślałam, że już nigdy stąd nie wyjdę, że nikt mnie nie uratuje. Że jestem stracona. Zobaczyłam, że są tam ludzie Lazaverica.
-Zajebiście. – wyjęłam nóż, który mi pozostał. Pozabijałam wszystkich żołnierzy. Coraz bardziej krwawiłam. I nagle, ciemność. Obudziłam się w małej chatce, usłyszałam znajomy głos.
-Już myślałem, że cię straciliśmy. – tak, to był Nate.
-Gdzie ty byłeś? – spytałam, oślepiona.
-To nie jest na razie ważne, po świcie wyruszamy. Lazarevic stracił dużo czasu.
***
Gdy już miałam 4 Lata, straciłam Nathana na dobre. Został zabity osobiście przez Lazaverica. A ja sama trafiłam pod jego łapy. Wymuszono ode mnie posłuszeństwa i pomocy przy odnalezieniu Shambali. Miał już klucz, to fakt. Lecz nadal nie wiedział, gdzie można go użyć. Pewnej nocy, jak zwykle, wrzucili mnie do wozu, gdzie miałam spać. Lazarevic i jego żołnierze zniknęli. Cisza. Zdziwiłam się, ale nie przepuściłam takiej okazji, bo raczej by się nie powtórzyła. Gdy wywarzyłam drzwi, zobaczyłam, że leży w aucie klucz do shambali. Wzięłam go przy okazji i uciekłam jak najdalej stamtąd. Odnalazłam miasto shambala i wzięłam skarb.
***
-I tak potoczyła się moja historia, jak coś ostrzegałam, że to nie dla was. – powiedziałam, śmiejąc się.
-Ja może pójdę do mamy – powiedział jeden szczeniak i uciekł. Usłyszałam szeleszczenie krzaków, podeszłam. -Kim jesteś? – wyczułam tam jakiegoś wilka.
-Piękna historia z dobrym zakończeniem, dużo moja kochana przeżyłaś. – Powiedział tajemniczy głos.
-Tak, ale to nie zmienia rzeczy, że podsłuchiwałeś, czy mogę wreszcie wiedzieć, kim jesteś? I szczeniaki proszę, pójdzie do swoich rodziców, na pewno się martwią.
-Okej... – wymamrotały smutnie szczeniaki.
-No więc mogę wiedzieć, kim jesteś? Ja nie mam nerwów na takie zabawy.

Ktoś? Skróciłam historyjkę, chyba nikomu to nie przeszkadza xD

15 czerwca 2018

Od Cathien

Była cicha noc, wader o imieniu Cathien wymknęła się niezauważalnie z watahy. Ostatnio dopiero co dołączyła do watahy, lecz, nie mogła patrzeć na biedną Kesame. Była ona od dłuższego czasu w śpiączce. Ale wracając, szła ona połowę nocy, aż dotarła. Była to milutka chatka, która się w środku świeciła. Wadera ruszyła truchtem w stronę chatki, otworzyła drzwi. Za nimi ukazał się młody basior, tak z 5 lat.
- Kim jesteś? I czego tu szukasz?!- zawarczał niespokojny basior.
- Naprawdę mnie nie pamiętasz? Jaka szkoda, ale cóż. Przyszłam po coś, co moje.- powiedziała swym gorzkim głosem, uśmiechając się psychopatycznie.
- Nie zbliżaj się! - warknął basior. Podeszłam bliżej, patrząc mu głęboko w oczy. Zerwałam z jego karku wisiorek, chwile potem upadł. Patrzyłam się na niego z wyrzutami sumienia.
- Nie powinieneś ze mną już nigdy zadzierać. - Kierowałam wzrok na jego oczy, które traciły w sobie iskrę życia. Zrobiły się nagle puste i bez życia. Odeszłam. Schowałam Wisiorek i pobiegłam na tereny watahy. Nagle usłyszałam jakiś nieznajomy głos za mną.
- A gdzie byłaś panienko? - powiedział nieznajomy głos. Był to basior. Zatrzymałam się.
- A co cię to do cholery interesuję? - odwarknęłam, nie odwracając się.
- A co tak agresywnie? Taka piękna wadera a takie słownictwo. - „Co on ode mnie chce?! Chyba nie jego sprawa”.
- Czego ty ode mnie chcesz? Ja cię nawet nie znam. - stwierdziłam agresywnie.
- Ach, głupiec ze mnie, nawet się nie przedstawiłem. Ale, chyba Panie pierwsze - zrobił przerwę, lecz potem kontynuował. - Nawet się do mnie nie odwrócisz?- oznajmił basior.
Zamilkłam, po chwili odwróciłam się. Widziałam jedynie cień i cień skały, nie mogłam poznać, kto to jest.
- Ehm, jestem Cathien, nazywaj mnie Cat. - powiedziałam grzeczniej. - Ależ piękne imię, ja jestem...

                                                                               Natrill? :b

14 czerwca 2018

Powitajmy Cathien!

Black (commish) by OliveSheep
OliveSheep
Wszyscy ludzie marzą – ale nie w ten sam sposób. Ci, którzy marzą nocą w zakurzonych zakamarkach umysłu, budzą się za dnia, by odkryć marność tych snów. Lecz marzyciele dnia są niebezpieczni, gdyż mogą śnić z otwartymi oczami, by ten sen ziścić.

Imię: Cathien
Pseudonim: Cath
Wiek: 8 lat
Płeć: Wadera
Charakter: Cathien jest ogólnie cicha. Woli być samotnikiem, lecz, nienawidzi fałszu. Nie cierpi przez to, jedynie czuje wyrzuty sumienia. Ogólnie to nieraz z niej taka sadystka, lubi jak wrogowie i ci, co ją skrzywdzili, cierpią. Bardzo często to ona wykonuje brudną robotę. Nawet jak to okrutne to znieczuliła się do tego. Oddaje, jeśli ma długi, lubi dawać, lecz kiedy przyjdzie odebrać co swoje, to uśmiech jak był, tak szybko zniknął. Nie jest to za miła wadera, ale, po tym, co przeszła jest to uzasadnione.
Wygląd: Cathien jest to dosyć szczupła wadera. Choć ma masy. Kolor futra to czerń, lecz na ogonku i pyszczku ma lekkie rozjaśnienie. Poduszki pod łapami ma ona fiołkowe, tak samo, jak jedno z jej oczu. Drugie natomiast jest szare. Na twarz pada jeszcze grzywka, która dodaje jej uroku.
Głos: Ma ona bardzo ciemny głos. Nie okazuje smutku ani radości, lecz, jak wyje, to można słuchać to godzinami. Ma bardzo piękny dźwięk wycia. Ogólnie jej głos jest miły do słuchania, aczkolwiek jak się zdenerwuje, to już nie jest za miło.
Stanowisko: Szpieg
Umiejętności: Intelekt: 7 | Siła: 7 | Zwinność: 6 | Szybkość: 8 | Magia: 5 | Wzrok: 6 | Węch: 4 | Słuch: 7
Rasa: Wilk Cienia
Żywioły: Ciemność
Moce:
- potrafi wywołać tarcze ochroną,
- potrafi się zamienić w cień,
Resztę mocy musi dopiero odkryć.
Rodzina: Odebrano ją matce, w dniu jej narodzi. Nie przeżyłaby, gdyby nie wilk. Oczywiście, nie byle jaki wilk. Przyjęła ją pod łapy pewna wadera. Więc tak jakby miała dwie matki, lecz ojca nigdy nie poznała. I nie ciągnie ją jakoś do tego.
Partner: ---
Potomstwo: Chciałaby mieć.
Historia: Nie lubię wracać do tych przykrych momentów, ale jak już tu jesteście, to opowiem wam swoją historię. Dzień, w którym się urodziłam, pamiętam do dziś... nawet jak nic nie widziałam, nawet słuch nie był rozwinięty, pamiętam to. Urodziłam się u jednej z wader, która już popędziła w grotę dusz. Pamiętam jej ciepły język, jej ciepło, lecz, to nie trwało zbyt długo.
Nagle, weszła jakaś kreatura. To był wilk. Wyczułam, że to wadera. A gdy podchodziła bliżej i bliżej, wzięła mnie i wyniosła. Nie rozumiałam, o co tu chodzi, poczułam chłód. Ta wadera wyrwała mnie ze swojego ciepła. Niosła z pół dnia, aż stanęła. Zostawiłam mnie na lodowatym brzegu, odeszła. Usłyszałam, że coś pęka, był to lód. Ja niczego nie świadoma, czołgałam się do przodu, aż nagle, straciłam grunt pod nogami. Chwyciłam się lądu, nie wiem, dlaczego, ale trzymałam się moimi małymi pazurkami. Usłyszałam kroki. Ktoś nadchodził. Błyskawicznie chwyciłam się tej o to kreatury. Była to wilczyca, która straciła swoje młode i błagała o lekką i szybką śmierć. Gdy popatrzyła się w moją stronę, podniosła mnie. Od tego czasu wychowywałam się pod jej łapami. Niestety i jej czas nadszedł, podczas trzęsienia ziemi. Los nie był życzliwy i wziął ją na górę. Ja jako już 2-letnia wadera, zaczęłam jej poszukiwania. Jeden księżyc trwała moja wędrówka. Pewnego dnia odnalazłam jej kości. Wzięłam je i zakopałam tam, gdzie nikt je nie znajdzie. Zaczęłam wyć dla niej piosenkę, żeby dobrze doszła do grot dusz. Później, jak szłam, nie wiadomo nawet gdzie, natrafiłam na pewnego samca. Był to bardzo silny i muskularny wilk. Zaprowadził mnie on do Watahy Smoczego Ostrza. Gdy byłam w zarządzie, podjęłam się pracy jako łowczyni, ale jednego dnia, podczas gdy spacerowałam sobie, napotkałam pewną sowę. Znała ona mą matkę, więc mnie do niej zaprowadziła. Położyłam się obok niej, opowiedziałam, jak przeżyłam. Czułam, że jej serce coraz wolniej bije, wiedziałam, że będę musiała się z nią pożegnać. Gdy odeszła ona do groty dusz, wzięłam jej kości i zakopałam tam, gdzie leżała moja druga matka. Również wyłam dla niej piosenkę na pożegnanie. Gdy skończyłam, odeszłam do watahy. Zrobiło się ciemno, więc biegłam truchtem. I tak potoczyło się moje życie. Myślę, że nie zanudziłam nikogo, prawda?
Przedmioty: Ma ona dwa naszyjniki w kolorach fiołkowo - szarych.
Jaskinia: Nie ma ona swojego „domu”. Nigdy nie miała swojego miejsca, gdzie czuła się dobrze. Dlatego zmienia ona swoje miejsca spania, ogólnie są to jakieś nory.
Właściciel: lena.szafranska1@gmail.com

Większość obrazków i zdjęć umieszczonych na blogu nie jest naszego autorstwa.

Proszę o nie kopiowanie treści z bloga w celach własnych bez wiedzy administratorki.

Szablon wykonała Fragonia dla bloga
Sisters of The Template