Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shenemi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shenemi. Pokaż wszystkie posty

31 grudnia 2018

Od Shenemi cd. Harbingera Ghost

Przymrużyłam oczy i kaszlnęłam, biorąc zarazem głośny wdech. Rozejrzałam się nerwowo, oddech miałam nierówny, łeb oblany potem, a szczęki kurczowo zaciśnięte. Małe ślepka zdawały się być jeszcze mniejsze niż dotychczas.
– Co się tu dzieje?! – warknęłam zachrypniętym głosem. Przede mną pojawił się wysoki, szczupły basior. Już raz go widziałam, a przynajmniej tak mi się wydawało.
– Chciałeś mnie zabić?! – syknęłam, próbując wstać na nogi.
– Ja? Użyłbym bardziej określenia "uratować". – Uśmiechnął się blado.
– Nie pamiętam, abyś oferował mi jakąkolwiek pomoc – odrzekłam, robiąc krok w tył. – Dlaczego to zrobiłeś? Skąd wiedziałeś, że właśnie nie chcę zginąć?
– Nie sądzę, abyś chciała swojej śmierci. Właściwie, to wszystko wskazywało na wypadek – odpowiedział kojąco.
– Skoro tak, dziękuję – wycedziłam przez zęby z trudnością.
– Proszę.
– Czy mógłbyś mi teraz zdradzić imię wybawcy?
– Harbinger – odpowiedział ze spokojem
– Miło mi, ja Sh...
– ...Shenemi – przerwał mi w połowie. Spojrzałam na niego szklistymi oczyma z wielce zdziwioną miną.
Przez chwilę trwała niezręczna cisza.
– C-Czy powiesz mi, gdzie teraz jestem? Trochę się pogubiłam... – Poczułam kłucie w mojej głowie. Z każdą chwilą narastało coraz bardziej.
– Jesteśmy niedaleko od jeziora, w którym się topiłaś. Właściwie kilkadziesiąt metrów.
– Jakie jezioro? – Przez chwilę nie wiedziałam, o czym mówi.
– Nie wiesz, o czym mówię?
– Emm... Wiem... Chyba... Coś sobie przypominam... – Zamyśliłam się na chwilę. – Mam już sobie iść?
– Co?
– Czy mam iść?

Harbinger? Wybacz za długość.
Wybacz, że w ogóle dodaję to teraz. ~HG z zaświatów.

14 listopada 2018

Od Shenemi

Przechadzałam się spokojnie piaszczystą dróżką, wyrzucając wszystkie chaotyczne myśli z mojej głowy.
Ostatnio, sporo się tego zebrało, tym bardziej że całe życie spędziłam w samotności, zamiast znaleźć przyjaciela, chciałam polegać tylko na sobie. Teraz tego żałowałam.
Miałam wrażenie, że z moją psychiką jest coraz gorzej. Czułam się niedowartościowana i niekochana. Zresztą, nie uważam, bym się myliła.
Zawsze tak było, że stałam na uboczu i przyglądałam się innym wilkom. Jedynie w snach dałam luźną wodzę fantazji, by ta, zaprowadziła mnie do lepszego życia.
Niestety, to wszystko działo się w mojej głowie. O znalezieniu kogoś, nie było mowy. Moja dusza jest na tyle samolubna i wredna, że nie oddałaby ani kawałeczka mego zgniłego serca.
Niegdyś, nawet miałam nadzieję, że jakoś się wszystko ułoży. Próbowałam moich sił u Alpina, lecz to było bardzo dawno temu.
Nie wiem, czy takie życie mi odpowiadało. Takie szare, pozbawione jakichkolwiek barw. Wszystko wydawało się takie banalne, żeby mogło być prawdziwe.
I nie było. Nie wiem, co ja mogłam robić przez te kilka lat. Leniłam się? Nie sądzę, przecie każda minuta musiała być u mnie zaplanowana.
Dlaczego więc nigdy nie dowiedziałam się, co to jest przyjaźń? Przecież to niemożliwe, abym nie miała na to czasu. Co ja wtedy robiłam?
Jestem po prostu zwykłym leniem? Wszystko na to skazuje, lecz nie chciałam w to wierzyć.
Ileż ja bym dała, by cofnąć się te trzy lata w tył, i zacząć wszystko od nowa.
Szłam równym krokiem, nie wiedziałam, gdzie owa ścieżka mnie zaniesie. Po chwili jednak moim ślepiom ukazał się nierówny blask.
– Co to? – Podbiegłam do światła, lecz nagle poczułam silne pieczenie i runęłam na ziemię.
– Sznur? Co tu do jasnej robi sznur? – Wstałam i otrząchnęłam się z piachu.
– Jeszcze się ktoś zabije... – Chwyciłam linę i pociągnęłam za sobą. Zaczęłam kontynuować podróż, do tajemniczego blasku. Tym razem spacerem.
Gdy podeszłam, puknęłam się w łeb.
– No tak, jezioro... – Był ranek, nic więc dziwnego, że od tafli odbijały się promienie słońca.
– A co by było, gdym tak na chwilę zniknęła? Czy ktoś by mnie szukał? Nie wiem. Nie wiem. Niczego nie wiem. – Nie wiem także, dlaczego do głowy przyszła mi taka myśl.
Spojrzałam na sznur. Potem na ciężki kamień, a później znowu na sznur. Moje przenikliwe spojrzenie przeskakiwało z jednego przedmiotu na drugi.
Po minucie bezsensownego gapienia się, coś, a tak naprawdę nawet ktoś, przejął nade mną kontrolę.
Nie mogłam nic zrobić. Ciało poruszało się samo, a ja chciałam czegoś innego. Podeszłam do liny i obwiązałam ją sobie na szyi, dość ciasno.
Chciałam krzyczeć i uciec, lecz moje myśli nie miały na to wpływu. Poczułam, jak uderzyła we mnie fala gorąca, a z tyłu polał się zimny pot.
Następnie podeszłam do ciężkiego kamienia i przyczepiłam go do sznura. To wszystko było nienormalne. Ja, naprawdę nie chciałam.
Poczułam smak gorzkich łez w gardle. Podeszłam do jeziora, ciągając za sobą skałę. Przyjrzałam się gładkiej powierzchni wody i uśmiechnęłam się z żalem.
– Przepraszam. Nawet nie wiem za co. Po prostu przepraszam.
Odwróciłam się, a raczej chciałam. Miałam zamiar zdjąć to wszystko i skończyć ten cały teatrzyk.
Jednak los chciał czegoś innego. Niechcący trąciłam łapą kamień, który z pluskiem uderzył w taflę, zaczął szybko opadać na dół razem ze mną.
Chciałam uciekać, bronić się, lecz ani próba podpłynięcia do brzegu, ani gryzienie liny nie pomagało.
Niestety nie pamiętam już, co było dalej...

HG?

10 czerwca 2018

Od Shenemi cd. Kaoma

- A kimżeś ty jesteś, iż śmiesz mi rozkazywać?- rzekłam wyniośle
- Zaprować mnie do Harbingera Ghost'a. Nie będę więcej powtarzać- wadera spojrzała na mnie z pogardą, po czym odpowiedziałam:
- Do tego starca?
- Ani się waż go tak nazywać- wyszczerzyła zęby i machnęła nerwowo ogonem.
- Nie wiesz, że w ten sposób nikogo nie wystraszysz? Jeżeli chodzi o Harbingera, to tak, zaprowadzę cię. Może mi się uda panienkę zarozumialską wprowadzić w temat wojny. Zapene już zauważyłaś, iż twe moce zniknęły?
Wadera mruknęła porozumiewawczo.
- Utraciliśmy nasze tereny. Przejęły je te paskudne gadziska, więc teraz jesteśmy skazani na tułaczkę. Zniknęły nasze moce, dlatego trudniej jest walczyć o pożywienie, i cokolwiek innego - zmierzałam powolnym krokiem przed siebie.
- Gdzie idziemy ? - wadera przerwała
- Do twojego dziadka
- To jest mój brat. Odczep się lepiej ochydna istoto- poczułam, jakby zaraz miała mi plunąć w twarz, ale dalej chciałam być twarda.
- To raczej, ty. Gdybyś mogła zachować kulturę byłabym ci bardzo wdzięczna - wadera nie odpowiedziała. Szłyśmy w milczeniu aż do miejsca, gdzie znajdowała się wataha. Wszędzie łaziły wilki. Były zakłopotane i zdezorientowane. Na środku płonęło ognisko, do okoła były położone niedźwiedzie skóry, a obok, było coś podobnego do składziku z mięsem.
- To tu. Uważaj, mnóstwo tu kamieni. Mażesz się potknąć tak zarozumiale zadzierając głowę - rzekłam z chytrym uśmiechem.

Kaoma?

14 maja 2018

Od Shenemi cd. Neron

Przed nami stały małe, urocze wiewiórki, odziane w twarde pancerzyki z kory.
Neron stał skulony, po orzechowych pociskach, które już teraz niewinnie leżały obok niego.
- Po co tutaj przybyliście? - rozległ się piskliwy głosik
- To są nasze tereny mamy prawo tu być- rzekłam zarozumiale unosząc łeb
-  Nie prawda! To drzewo, należy do nas- król wiewiór dumnie się wyprostował. Zbiegł po korze i stanął przed nami.
- Słuchaj wiewiórzasty, zabieraj stąd tę swoją rudą kitę, bo...
- Booo? - mały rudzielec bezczelnie mi przerwał
- ...bo wylądujesz w jego żołądku - wskazałam na Nerona
- Czemu ja?- basior odwrócił się
- Bo tak, wiewiórki mi nie smakują, więc ktoś będzie musiał je zjeść za mnie. Proste?- uśmiechnęłam się i schyliłam.
- To jak będzie? Mały rudzielcu?
- Nie nazywaj mnie tak! - zmarszczył nosek i nadął policzki.
- OGNIA! - wiewiór wrzasnął, i jego maleńka armia zazęła cisnąć w nas orzechami i łupinkami.
- A- a-a!- piszczeliśmy z Neronem z każdym uderzeniem
Zaczęłam się szybko rozglądać. Drzewo, krzaki, konar, trawa...
- Chodź!- ruszyłam ciągnąc za sobą Nerona.
- Za mną- położyłam się w trawie i zaczęłam się czołgać do krzaków. Wlazłam do nich i zręcznie skoczyłam na wystający konar.
- Cóż, pobawimy się w kota - mruknęłam i wbiłam pazury w korę ogromnego dębu, po czym obejrzałam się za siebie.
- Ej, idziesz? - spoglądałam na wleczącego się basiora.
Wlazłam szybko na drzewo i spoczęłam na gałęzi. Pociski nie mogły się przedrzeć przez liście, więc ze spokojem uśmiechnęłam się i rozluźniłam, rozpływając się na gałęzi.

Neron?

4 kwietnia 2018

Od Shenemi cd. Nerona

Neron odwrócił się szybko.
- No nie żartuj - uśmiechnął się pogodnie. Skrzywiłam się, ale w końcu nie zrobił mi nic złego.
- Dobra, ale żeby nie było, to ty mi zaproponowałeś-oświadczyłam dumnie. Basior szybko podszedł do mnie, lecz odsunął się na pół metra, dla bezpieczeństwa.
- Ty zawsze jesteś taki… gadatliwy? - rzekłam zwalniając kroku.
- Ja? Gadatliwy? W sumie może… - uśmiechnął się radośnie.
- Aha, chciałam tylko wiedzieć - odparłam. - Aaaa… Masz dużo przyjaciół? Wyglądasz na towarzyskiego wilka. Czyli pewnie masz ich sporo. Myślisz, że za co ich zdobyłeś? - kontynuowałam nieco ciszej
- Moi znajomi? A czemu tak właściwie pytasz? - rzekł patrząc na mnie spod grzywki. Chyba zaczął coś podejrzewać.
- A nic. Tak tylko - zmarszczyłam brwi. Nigdy nie miałam przyjaciół, a za tymi pytaniami stała tylko ciekawość. Zresztą każda osoba którą znam, nie jest nastawiona wobec mnie przyjaźnie.
- Wszyscy ode mnie uciekają z nadąsaną miną-wymsknęło mi się. Nerwowo złapałam powietrze i zasłoniłam pysk łapą.
- Chyba znam powód - odparł Neron, który jak na złość musiał to usłyszeć.
- Hę?
- Musisz przestać być taka markotna - uśmiechnął się szeroko.
- Uważam, że skakanie po łączkach w bananem na gębie nie wygląda najlepiej-zaprotestowałam.
- Nie musisz się wcale uśmiechać, wystarczy że… spojrzysz na świat z innej perspektywy. Widzisz ten kwiatek? - Neron podszedł do różowej roślinki, przypominającą stokrotkę.
- I co o niej myślisz?
Podeszłam i przyjrzałam się jej bliżej. Obwąchałam ją dokładnie po czym odparłam.
- Wali jak stary but, za bardzo wyróżnia się w tym lesie, jest tak mała, że każdy może ją zdeptać, a płatki zaraz spadną, no i zostanie takie żółte śmierdzące kółko - skrzywiłam się, po czym usiadłam na trawie.
- Ta? Można przecież powiedzieć tak: Pachnie nie najpiękniej, ale za to cudownie wygląda. Płatki liczne w odcieniu pudrowego różu, łodyga gruba intensywnie zielona, zdrowa i silna. Kwiatek jest mały, za to uroczy. W tym ciemnym burym lesie wyróżnia się z pośród zielonkawych i szarych barw…
- Tyle że tak nie jest. Ten las wcale nie jest szary. Ma rozmaite barwy, od zieleni, aż po czerwień. Każda roślina ma tu jakieś znaczenie. Każda idealnie pasuje do kompozycji. Grube pnie drzew tworzą rozmaite korytarze, ciemna kora jest fundamentem obrazu. Nie jest tłem, lecz elementem dzieła. Nawet taki… zwykły orzech - mój wzrok przykuła skorupka orzecha ziemnego- gra tu swoją rolę. Każda żywa istota, każde światło czy cień, każdy głaz, czy mech. Wszystko jest potrzebne, więc ty mi nie mów, że ten las jest szary. A jeżeli dalej tak sądzisz, to otwórz oczy, lub oprzytomnij. Podniosłam z ziemi skorupkę orzecha. Zgięłam szyję i nachyliłam się nad nim. Wzięłam go do łapy i już miałam podnieść łeb, lecz zauważyłam coś interesującego. Za znaleziskiem znajdował się rządek kolejnych łupinek.
- Ej, chodź no na chwilę - zawołałam Nerona. Basior schylił się wpatrując w ścieżkę ułożoną ze skorupek.

Neron? Nie wiedziałam co napisać... więc... są orzechy ^^

14 marca 2018

Od Shenemi cd. Neron

Schyliłam się, by nie uderzyć głową w niski strop jaskini. Po chwili znalazłam się na zewnątrz. Przestało lać tak… Agresywnie. Teraz kryształowe kropelki deszczu rytmicznie uderzały o drzewa, skały i ziemię, co sprawiało, że owa chwila mogła się stać magiczna, lecz tylko dla tych, którzy faktycznie potrafią wychwycić swym uchem cichą, wodną melodię.
- A gdzie idziesz? - pytanie wyrwało mnie ze stanu zamyślenia. Odwróciłam pysk w stronę jaskini, w której jeszcze znajdował się Neron. Ujrzałam zza rogu jego czerwoną chustkę, wraz z szarą grzywką. Szczerze, miałam ochotę podreptać gdzieś z dala od wilków. Przynajmniej tych gadatliwych. Bez dłuższego namysłu rzuciłam się pędem przed siebie. Od razu ruszyłam szybko. Nawet nie miałam się kiedy rozpędzić. Moje błękitne oczy szybko orientowały się, czy na mojej drodze nie stoi drzewo, głaz, lub cokolwiek innego w co mogłabym wleźć.
- Gdzie lecisz!? - usłyszałam znajomy głos daleko za mną. Następnie poczułam, iż ten głos podążał za śladami moich łap. Spięłam się, i przyśpieszyłam zwinnie wymijając rozmaite przeszkody.
- Poczekaj! - był coraz bliżej. Nie wiem, co mnie przy kusiło, aby uciekać… NIE. Nie uciekać. To złe słowo. Wolę raczej… Nie wiem w sumie jak to nazwać… Mniejsza z tym. Biegłam dalej, równo, rytmicznie. Nie przyspieszałam, ani też nie zwalniałam. Po prostu łapy same pędziły, bez niczyjej kontroli. Nawet mojej. Za każdym razem, gdy kończyna dotykała ziemi, pazury kurczowo wbijały się w nią. Swobodnie gnając przez las czułam pewnego rodzaju harmonię. Deszcz, stukał równo. Wiatr cicho szumiał. A me łapy podtrzymując wszystko wygrywały melodię. Uśmiechnęłam się sama do siebie. To wszystko było przyjemne. Słuchałam, słuchałam i… się na słuchałam. Do mojego tria nagle dołączył czwarty głos. Zaburzył wszystko. Nie trzymał się rytmu. To przyśpieszył, to zwolnił. Oczywiście był to basior, Neron. Nie zdawał sobie sprawy jak bardzo mnie wkurzył, tylko za mną biegnąc. Wtem w niewyobrażalnie szybkim tempie biegu, chciałam się zatrzymać. Nie zwolniłam, lecz po prostu stanęłam. Nie poszło to jednak po mej myśli. Owszem, stanęłam, lecz przed tym wbiłam pazury i kurczowo przytrzymałam się podłoża, w skutek czego, poduszki zdzierałam szorując po kamienistym podłożu. Spod pazurów wypłynęła czerwona ciecz. Spojrzałam na to niewzruszona.
- Wszystko ok? - usłyszałam. Szybkim ruchem rzuciłam się na basiora, przygniatając jego łopatki do ziemi.
- Nie, nie jest ok! - wydyszałam. Krew spływała na ciało Nerona.

Neron?

25 lutego 2018

Od Shenemi cd. Neron

Ruszyłam w inną stronę.
- Okej, przejdę się z tobą - uśmiechnął się i potruchtał za mną.
- Dobrze, skoro się uczepiłeś - Przewaliłam oczami. Czułam, że zaraz będzie jakieś pytanie. I tak było.
- Od kiedy tu jesteś? Nie widziałem cię tutaj wcześniej - spytał
- Po pierwsze, też cię wcześniej tu nie widziałam, ale to dlatego, że nie kręcą mnie pogaduszki, a po drugie, tak, nie jestem tu długo, ale umiem se poradzić w terenie. - rzekłam pewnie.
- Rozumiem, ale już mniej więcej wiesz coś na temat terenu watahy? - rzucił pewnie.
- Nie, zresztą i tak lubię SAMA odkrywać nowe miejsca. - rzekłam nieco ciszej. Dalej szliśmy w milczeniu. Neron parę razy chciał coś powiedzieć, lecz chwilę potem zabrakło mu słów. Sama też nie byłam dziś skora do rozmowy.
- Gdzie tak właściwie idziemy? - bąknął w końcu
- Eeeee… Chyba wszędzie, albo nigdzie - zaczęłam się rozglądać.
- To znaczy? - powiedział zmieszany
- Znaczy to, co znaczy, czyli w sumie to nic nie znaczy - basior spojrzał na mnie jakby chciał powiedzieć ‘’Eeee… What?’’
- Lubisz deszcz? - zadał pytanie, jak dla mnie bez sensu.
- Nie - odparłam krótko.
- No to nie będziesz zadowolona - spojrzał w górę. Uniosłam łeb i dostrzegłam szare gęste chmury.
- Świetnie. Chodź za mną - ruszyłam szybko do miejsca z którego zaczęliśmy wędrówkę. Tam, gdzie znalazłam czerwoną chustę Nerona.
- Oszalałaś?! W lesie?! W trakcie burzy?! - krzyknął
- Jak chcesz - wbiegłam do boru.
- Ja zostaję - powiedział, a po tych słowach grzmotnęło i zaczęło lać. Ja w tym czasie szybko wbiegłam do jaskini ze zdechłym myszami, w której znalazłam się wcześniej. W samą porę weszłam do jamy. Dosłownie chwilę później błyskawica walnęła w drzewo, które zawaliło się na skały. Na szczęście nie zablokowało wejścia. Krzyknęłam słysząc huk zawalającego się drzewa.

Neron? Sorki za długość, ale dopadł mnie wenos brakus :3

18 lutego 2018

Od Shenemi cd. Neron

Zrobiłam sobie krótką drzemkę pod drzewem w jakże słoneczny poranek.
- Brrr... Ale zimno... - tak, powiedziałam słoneczny, ale nic nie wspominałam o ciepłym ranku. No trudno. Przynajmniej nie ma takiego mrozu, jak w środek zimy. Postanowiłam rozprostować kości. Bo jaki sens ma leżenie, i czekanie na nic? Powoli wstałam, i ruszyłam przed siebie. Dlaczego wszystkie poranki są takie radosne?! Zdecydowanie wolę wieczory, ale cóż. Spacerowałam więc po okolicy, mijając drzewa i głazy.
- Las, jak las. Nic nadzwyczajnego. Tu nic się nie zmienia. Raz rośliny łysieją, to raz znów chwalą się kolorowymi czuprynami. Tak jak każdy. W końcu, lubimy się chwalić i popisywać przed znajomymi - rozmyślałam
- Chyba, że ktoś ich nie ma - dodałam w głowie. Ujrzałam pewnego rodzaju małą jaskinię. Bardziej namiotopodobne coś. Tyle, że z kamieni. Podeszłam bliżej głazów, i weszłam do środka.
- Och, jak tu przytulnie. Zdechłe myszy, grzyby na ścianach, no i wreszcie, rozkładające się mięso-powiedziałam na głos
Szybko wyszłam ze śmierdzącego łoża zdechłych myszy, i... No właśnie. I... Zobaczyłam coś dziwnego. A była to... czerwona chustka. Tak. Zwykła, czerwona chustka.
- Czyje to? Nie było tu tego przed chwilą. Chyba, że po prostu nie zauważyłam - obwąchałam dokładnie podejrzany przedmiot, po czym usłyszałam pewien głos.
- No gdzie to jest!? - powiedział to prawdopodobnie basior.
Szybko wzięłam w pysk czerwoną chustkę, i nasłuchiwałam. Wtem, ujrzałam sylwetkę wilka zza krzaka, który bacznie przyglądał się czerwonemu przedmiotowi.
- Wybacz, ale zgubiłem coś, co przypadkowo masz w pysku.
Zmarszczyłam brwi, i wypuściłam to, na czym zależało nieznajomemu.
- Tak...Dziękuję za jakże cudowne powitanie - rzuciłam zimno, z uwagi na to, że nie zostałam przywitana choćby jednym maleńkim słówkiem, czyli np. "Witam" lub "Cześć". Choć wolałabym pierwszą wersję. Wyczułam, że osobnikowi zrobiło się niezręcznie.
- Powinieneś bardziej uważać. W końcu... nie zawsze w lesie jest ktoś kto może ci pomóc. Zresztą i tak niewiele wilków lubi pomagać. Ja też nie przepadam. Ale mogę zrobić wyjątek - rzekłam łagodnie w oczekiwaniu na odpowiedź.

Neron?

27 stycznia 2018

Od Shenemi Cd. Alpin

Basior zamoczył pysk w tafli wody, i chwilę potem odwrócił się zmierzając w innym kierunku.
-Nie tak szybko zimowy stworze-pomyślałam i ruszyłam za nim. Szłam 15 metrów za wilkiem najciszej jak się tylko dało. Nie spuszczałam z niego wzroku i analizowałam każdy jego ruch. Doszłam za nim aż na otwartą przestrzeń, na której znajdowała się dość mała jaskinia.
-Stop-myślałam wiedząc, że gdybym poszła dalej, zostałabym zauważona.
Zaczaiłam się za sporym krzakiem i tylko moje jasne ślepka mogły być przez kogoś zauważone. Siedziałam bez ruchu przez ok. 15 min. i uważnie nasłuchiwałam. Osobnik wszedł do jamy. Od czasu do czasu słyszałam jak szeptał o jakimś piśmie na ścianie.
-A myślałam, że to ze mną jest coś nie teges- szepnęłam, lecz zaraz przerwał mi cichy krzyk, po którym nastąpiła masa przekleństw.
-Cechy fajtłapy?-powiedziałam już nieco głośniej i weszłam do jaskini w której znajdował się basior. Stanęłam w wejściu.
-Do diabła, co robisz?- warknęłam do wilka-Jesteś ranny...- dodałam widząc stróżkę zasychającej krwi na jego łbie.
-Patrol w grotach. Pracuję- powiedział zirytowany i wstał- A co śledzisz mnie?- Dodał unosząc brew
-Niby po co miałabym to robić? Nawet Cię dokładnie nie znam!- rzekłam nieprzyjaźnie.
-Daj- powiedziałam stanowczo podchodząc do basiora. Chciałam przyjrzeć się jego ranie, ale kiedy byłam blisko niego, ten wyciągną łapę w moją stronę chcąc mnie lekko odepchnąć, dając mi do zrozumienia, że nie potrzebuje mojej pomocy. Zobaczywszy jego łapę przy mej łopatce, położyłam uszy i kłapnęłam zębami w jego kierunku. Basior szybko podkulił ją i położył uszy. Stałam z rozstawionymi łapami i dalej miałam odsłonięte zęby.
-Nie dotykaj mnie!- warknęłam patrząc mu prosto w oczy. Ten, nie wiedząc jak się zachować, przybrał poważną minę, i powiedział krótko.
-Dobrze, ale wiedz, że nie potrzebuję twojej pomoccc...- Przerwał przymrużając oczy i zginając szyję z bólu. Wiedziałam, że potrzebuje pomocy, lecz stara się zgrywać twardziela. Nie lubiłam takich teatrzyków.
-Jesteś tego pewien?-wyprostowałam się i uśmiechnęłam do niego sarkastycznie.
-Tak-Odparł szybko podkulając lekko ogon. Wiem, że chciał, abym się od niego odczepiła, ale nic z tego. Ja praktycznie nikogo nie słucham.
Staliśmy przez chwilę w milczeniu. On cały blady, ja oczekująca, aż ten poprosi o pomoc.
Ciszę tę przerwał huk. Odskoczyłam trochę przestraszona. Basior wpatrywał się w sufit.
-Co to było?- spytał zimno
-Skąd ja mam wiedzieć? Jestem tu od nie dawna!-rzuciłam. Wilk przewalił oczami i stał nieruchomo. Przeszły mnie ciarki. Po cichu wychyliłam łeb z groty. Ujrzałam ogromnego i masywnego smoka, jego gruby pancerz odbijał promienie słoneczne, a potężne skrzydła, wyglądały jak uszyte z grubego materiału. Usiadł on obok groty i rozglądał się swoimi tycimi ślepiami w różne strony. Wtedy jeszcze nie wiedziałam nic o rozpoczęciu wojny.
Schowałam łeb i podeszłam do białego wilka.
-Co to u licha jest? Od kiedy tu są smoki?
-Bzdury pleciesz, jakie smoki?-rzekł zirytowany
-Zobacz se!- rzuciłam poddenerwowana. On wyprostował się dumnie i wystawił łeb na zewnątrz
-O matko!- rzekł zdziwiony. Musiał powiedzieć to nieco za głośno, gdyż stwór wyszczerzył zęby i spojrzał na nas gniewnie.
Szybkim ruchem włożył głowę do jamy i zaczął kłapać zębami. Razem z nieznajomym basiorem wycofaliśmy się, by być jak najdalej od smoczych zębów. Na szczęście stworzenie było zbyt wielkie by wejść całe do jaskini. Jedynie jego głowa znajdowała się w środku.
-Zawsze jesteś taki nieostrożny?! - rzuciłam wściekła na wilka.

<Alpin?>

14 stycznia 2018

Od Shenemi cd. Alpin

Leżałam na zimnej skale w mojej jaskini. Przez szparę wleciała ciepła świetlna struga, która raziła mnie w oczy. Otworzyłam je, ale zaraz przymrużyłam. Powoli wstałam oblizując mój zimny pysk. Pokręciłam się chwilę po domu, i zaraz cicho przecisnęłam się przez szczelinę w mej jamie. Na dworze było chłodno. Spojrzałam w górę. Na de mną zawisło duże złociste słońce. Mogłoby się wydawać, że jest naprawdę ciepło, ale jednak jest styczeń, dlatego od razu poczułam mroźny wiatr. Stąpałam po ziemi najciszej jak się da. Uniosłam w górę mój długi czarny ogon, by się za mną nie ciągnął. Weszłam do małego lasu, gdzie gałęzie były połamane i zwisały w dół, a z dziupli, wpatrywały się we mnie jasne i malutkie oczka. Miejsce nie wyglądało najprzyjemniej, więc przyśpieszyłam, wciąż bezszelestnie się poruszając, by opuścić to miejsce. Las ten, jednak okazał się dużo większy, niż myślałam. Zaczęłam z uwagą i ciszą przyglądać się wszystkim napotkanym przedmiotom. Moje długie uszy były postawione, i czujnie próbowały wykryć, czy oprócz mnie są tu inne żywe istoty. Im dalej szłam, tym bardziej miałam wrażenie, że nie jest tu bezpiecznie. Pewnie byłabym bardziej odważna, gdyby nie to, że dopiero wczoraj dołączyłam do watahy, więc nikogo tu nie znałam i nie wiedziałam jakie tereny są bezpieczne. Nagle usłyszałam głośny trzask. Odruchowo skoczyłam do tyłu i podkuliłam ogon. Na szczęście, była to tylko spróchniała gałąź, która spadła na ziemie. Teraz naprawdę zaczęłam się bać, jeszcze na dodatek zimny wiatr zaczął hulać w prawie łysych koronach drzew, dlatego słyszałam niezrozumiane szumy i świsty. Przełknęłam ślinę, i pobiegłam przed siebie ile sił w łapach, aby wydostać się z tego miejsca. Nie wiedziałam jak daleko jestem od mojej jaskini, ale nie chciałam tam teraz wracać, bo nie ma tam nic do roboty. Nawet nie zauważyłam, od jakiego czasu biegłam po rozległej polanie. Pełno było tu wysokich traw. Gdybym się schyliła, możliwe, że nikt by mnie nie zauważył. Na środku pola znajdowało się jezioro. Podeszłam i zaczęłam dokładnie obwąchiwać wodę. Kiedy miałam już pewność, że jest zdatna do picia, zanurzyłam pysk, i zaczęłam chlipać jęzorem. Wbiłam wzrok w krystalicznie czystą taflę wody. Po około 2 minutach usłyszałam czyjś oddech. Spojrzałam w wysoką trawę na przeciwko jeziora. Ujrzałam tam dwa duże ślepia. Wynurzyłam pysk z wody. Patrzyłam prosto w oczy nieznanej istocie. Odsłoniłam zęby i warczałam.
- Pokaż się! - rozkazałam tajemniczej istocie, prostując się dumnie z położonymi uszami.

Alpin?

Nowa wadera – powitajmy Shenemi!

NukeRooster

Nie tracę czasu na wyjaśnienia, inni i tak słyszą to, co chcą słyszeć.

Imię: Shenemi
Pseudonim: Shen — woli jednak, by mówiono jej Shenemi.
Wiek: 12 lat
Płeć: Wadera
Charakter: Shenemi jest cichą waderą o raczej pesymistycznych myślach. Twardo stąpa po ziemi. Jest zawzięta i dąży do celu, nawet gdyby miało ją to kosztować BARDZO wiele. Trudno jest zyskać jej zaufanie, gdyż jest nieufna i bardzo podejrzliwa co do innych wilków. Nie lubi długich rozmów i stara się ich unikać. Jednak jak już dojdzie do dialogu, staje się życzliwa, ale nie mówi dużo o sobie. Denerwuje ją, gdy ktoś obrzuca ją tysiącem pytań. W takiej sytuacji mówi to, co ma do powiedzenia, i zakańcza rozmowę. Dla obcych i nieznanych jej wilków jest raczej zimna i oschła. Najczęściej obserwuje je przez pewien czas, a gdy zobaczy, że stanowią one dla niej zagrożenie, bezinteresownie rzuci się na nie z zębami. Trzeba być więc ostrożnym w jej towarzystwie. Kiedy już kogoś lepiej pozna, zaczyna mu powoli ufać i z nim luźniej rozmawiać. Po za tym jest to panna nietykalska. Ma własną przestrzeń osobistą i nie lubi, kiedy ktoś ją narusza. Czuje się wtedy zagrożona i potrafi warknąć. Jeżeli chcesz zacząć wątek, jak się z nią zapoznajesz, nie spodziewaj się normalnego powitania. Shenemi będzie przeprowadzała eksperymenty, które powiedzą jej, czy jesteś godzien jej zaufania. Na pewno nie będzie uciekała z podkulonym ogonem. Nie. W żadnym wypadku. Ona należy do odważnych wilków, ale nie na tyle by zaczepiać kogo popadnie. Co do rzeczy, które lubi nasza bohaterka, to można tu zaliczyć spacery. Tak. Szczególnie samemu w nocy. Samotniczce nie jest potrzebne towarzystwo, dlatego trzyma się z dala od dużych grup wilków. Wycie do księżyca też sprawia jej dużo przyjemności. Każda chwila w jej życiu musi być dobrze wykorzystana, dlatego nie lubi się nudzić. Rzadko wchodzi do swej jaskini, gdyż na dworze jest więcej ciekawych rzeczy, a że jest ona ciekawska to spędza większość dnia na dworze. Ugh... Piszę tu ciągle, że ta nasza wadera to taka zła i samotna istota. Każdy tak pewnie pomyśli, gdy zobaczy ją po raz pierwszy. Po dłuższej znajomości okazuje się jednak, że to wielka marzycielka, przyjazna dla świata. Skrywa tę dobrą stronę, gdyż ma wrażenie, że gdyby była taka, jaka jest, czyli bez tej posępnej i szarej peleryny samotności, wszyscy traktowali by ją niepoważnie oraz nią pomiatali. Przykład? Proszę bardzo. Jej dzieciństwo jest znakomitym przykładem.
Wygląd: Czarna długa i lśniąca sierść to pierwsza rzecz. Druga, to mały, szczupły pysk z nisko umieszczonymi jaskrawo błękitnymi oczami. Jej uszy są duże i szpiczaste. Do jednego jest przyczepione czarne pióro. Teraz przejdźmy do łap. Są długie i szczupłe. na prawej przedniej znajduje się srebrna bransoleta. Uwagę za to przyciąga jej bardzo długi i szary ogon, z wplecioną czaszką, która symbolizuje śmierć.
Stanowisko: Szpieg
Umiejętności: Intelekt: 5 | Siła: 15 | Zwinność: 5 | Szybkość: 10 | Magia: 2 | Wzrok: 5 | Węch: 3 | Słuch: 5
Rasa: Wilk Cienia
Żywioły: Noc, cień oraz żywioł nieodkryty
Moce:
  • NOC
– zmiana dnia w noc;
– zmiana ustawienia gwiazd;
  • CIEŃ
– zabieranie barw przedmiotom;
– niewidzialność (chwilowa).
  • RESZTA — nieodkryta.
Rodzina: Nie pamięta.
Partner: Zauroczona w jednym z basiorów.
Potomstwo: ---
Historia: W dzieciństwie była zabawną i radosną waderą o wielkich marzeniach. Niestety nie do końca było jaj w życiu kolorowo. Była poniżana i wyśmiewana przez wszystkie szczeniaki. Trwało to lata. Rodzice byli dla niej surowi. Miała dużo zasad, za których złamanie była surowo karana. Nie pamięta za dużo z tamtego okresu. Powoli stawała się wredna i agresywna. Szczeniaki przestały ją poniżać, a rodzice... Cóż, od ostatniej kłótni zaczęła ich unikać. Miała już dosyć starej watahy, więc zaczęła szukać nowego stada. Podczas samotnej wędrówki dotarła tu i dołączyła. Jednak zapamiętała jedno. Jeżeli będziesz sobą, nie licz na szacunek od innych.
Przedmioty: Pióro i czaszka.
Właściciel: Shenemi

Większość obrazków i zdjęć umieszczonych na blogu nie jest naszego autorstwa.

Proszę o nie kopiowanie treści z bloga w celach własnych bez wiedzy administratorki.

Szablon wykonała Fragonia dla bloga
Sisters of The Template