- Wiesz co? - wydusiłam przez śmiech - Dopiero teraz zobaczyłam, jaką brzydką masz mordę.
Skrzywił się wyraźnie.
- A ty jeszcze gorszą. - bąknął wielce niezadowolony i urażony.
Dalej płynęłam na fali śmiechu. Nawet nie zauważyłam, kiedy się rozpogodziło. Ogień zniknął, jednak nie poczułam zimna. Wyjrzałam z jaskini. Oba koce zniknęły za moją 'drobną' pomocą.
- Idziesz, czy będziesz tu sterczał jak kołek? - rzuciłam wybiegając na mokrą trawę.
Wytarzałam się w niej brudząc niebieską wstążkę. Yord patrzył na mnie typowym wzrokiem, mówiącym "really?'.
- No chodź! Spróbuj! - krzyknęłam dalej się tarzając.
Pokręcił głową z bardzo wyraźnym zdecydowaniem. Przekręciłam się na brzuch i otrzepałam. Miliony maluteńkich kropelek poleciało na wszystkie strony. Zamerdałam ogonkiem widząc niezadowoloną minę ochlapanego przeze mnie wilk.
Różowy motyl przeleciał między nami. Pobiegłam za nim niczym mały szczeniak.
~*~*~*~
Powoli zapadał już wieczór. Siedziałam na skale i obserwowałam zachód słońca. Nagle usłyszałam znajomy głos gdzieś za mną.
- Przeszło ci już dziecinne bieganie za motylkami? - zakpił.
- Możee... - mruknęłam.
Spojrzał ma mnie zdziwionym wzrokiem.
- Panienka nie w humorze?
Westchnęłam i spojrzałam w dół. Swift spacerowała między drzewami. Razem z nią była jakaś inna wadera. Ash, jeśli dobrze pamiętam.
Yord podszedł bliżej i spojrzał na wadery.
- Ach, zazdrosna. - zaśmiał się kpiąco.
Zawarczałam.
Yord?