2 lipca 2018

Najaktywniejszy Wilk!

W tym miesiącu (w sensie w czerwcu xd) najaktywniejszym wilkiem zostaje...

Harbinger! Napisał aż 12 opowiadań, tak więc na jego konto wpływa 1200 Lupus.

Od Zirey

Granatowa wadera szwędała się po okolicznych lasach, będąc nieustannie lekko poddenerwowaną. Miała wprawdzie dom, lecz tylko ze społecznego punktu widzenia, bowiem wataha, do której rzekomo należała prowadziła okolicznościowo koczowniczy tryb życia. Zirey podsłyszała, iż stadzie odebrane zostały ziemie. Podobno wilki przegrały wojnę, ale jakoś się trzymają. Ponadto zostały im odebrane wszelakie moce - i to akurat jest realne, bo wadera już wcześniej czuła swego rodzaju wewnętrzne osłabienie, a po kilku godzinach nie mogła nawet lewitować. Pozbawiona mocy i doświadczenia wilczyca miałaby ciężko upolować najmarniejszą chociaż zdobycz, a więc tym razem była zdana na jagódki. Szczęście, że jesienią w lasach jest ich pełno - gdyby nie to, Zirey długo jeszcze szukałaby marnych owoców, ale w takim wypadku, z pełnym żołądkiem mogła wreszcie solidnie odpocząć. Położyła się na jednej z ogrzewanych słońcem skał i zasnęła. Po chwili jednak obudzil ją głód, bo jagody, choć mnogie, to jednak mało pożywne i ta właśnie chwila drzemki wystarczyła, by wszystko strawić. Wadera jednak nie chcąc za bardzo oddalać się od stada, została zmuszona uciec się do innych środków, bo jej ukochane owoce znajdowały się za daleko, a mało tego, ta krótka drzemka sprawiła, że później musiała dogonić oddalające się stado. Jednak tym razem, gdy szła przez las, do jej 4gg wdał się intensywny zapach świeżej zdobyczy, za którym bezmyślnie podążyła. Gdy znalazła się na miejscu, dokładniej jeszcze obwąchała okolice i zabrała się za jedzenie. Nie wiele jednak zdążyła skonsumować, ponieważ po chwili na wybiek wtargnął zdobywca jedzenia. Co gorsza, obcy wilk nie wyglądał na zadowolonego...

Ktoś? Wyszło jak wyszło, mam nadzieję, że nie jest źle ;)

1 lipca 2018

Od Saori cd. Arrowa

W mgnieniu oka została przyciągnięta do klatki piersiowej basiora, przez co utkwiła w chwilowym szoku, ocucona przez szepcący do jej ucha jego głos.
– Tak, zabronię.
Kolejny dreszczyk przeszedł przez grzbiet Saori, tym razem przeciągając się aż na kark. Jej oddech nieco przyspieszył, lecz nie miała zamiaru zaprzestać droczenia się z Arrowem. O nie, bardzo podobała jej się ta zabawa, mimo iż często to ona dostawała po pysku.
Chcąc coś powiedzieć, wadera się zacięła. Co miała mu odpowiedzieć? Zabronił jej chodzenia za sobą, to fakt, lecz każdy, kto zna Saori, wie, że ta wadera nigdy nie odpuszcza takich okazji. Tak więc udając, że się poddaje, kiwnęła lekko głową, przystępując do oszukanej uległości.
– To świetnie, więc teraz spadaj stąd – Nie puściwszy jej, kontynuował swą wypowiedź szeptem, który odbijał się w głowie de la Pesadilli echem. – No już. – Zaprzestał szeptania i puścił ją wolno, a ta, wycofując się, nie traciła kontaktu wzrokowego z Arrowem.
– Cóż, będę tęsknić – udała smutną, po czym odwróciła się i kołysząc biodrami odeszła z miejsca spotkania w swoją stronę. Nieugięta Saori już planowała ich ponowne spotkanie i tym razem musiało jej się udać, trafić basiora. Musiało.
*
Obmyśliwszy plan, wskoczyła na pobliskie drzewo, wysoko trzymając kitę, by nie daj boże, ktoś ją zobaczył, tym bardziej ON. Do jej głowy wpadł kolejny, głupi pomysł — strasznie głupi. „Jak bardzo głupi?”, zapytasz? Bardzo głupi: bardzo, bardzo głupi. Jaki?, znowu się zapytasz... Już Ci mówię:
Saori miała zamiar wskoczyć na Arrowa, związać go i przywiązać do drzewa, ale czy jej się to uda? Była święcie przekonana, że tak, ale czy jej przypuszczenia były trafne, tego miała się dowiedzieć niebawem.
*
Minęła godzina, a Saori już zasypiała na tym drzewie. Podparła łapą głowę, lecz i to nie pomogło — co chwilę się zsuwała, ale w końcu nadeszła jej upragniona chwila. Zobaczyła węszącego Arrowa pod drzewem. Powoli stanęła z pozycji leżącej na stojącą, napinając mięśnie. Sekundy dzieliły ją od skoku. W końcu nie wytrzymała i odbiła się od mocnej gałęzi drzewa, jednakże jak zwykle coś musiało pójść nie tak. W locie ujrzała, jak basior odwraca pysk w jej stronę, zszokowany, ale kiedy nastąpiło zderzenie, nie było już odwrotu.
Na jego nieszczęście, Saori miała bardzo miękkie lądowanie, za to Arrow już nie takie miękkie. Nie mogąc się powstrzymać, wybuchła śmiechem, i to takim, że dotychczas siedząc na grzbiecie basiora, przewaliła się na niego i leżała na nim, łapiąc się za brzuch ze śmiechu.
– O-o matko, gdybyś ty widział swo-swoją minę, hahaha! – śmiała się w niebogłosy, nie mogąc złapać tchu, a Arrow stukał pazurami o ziemię, drugą łapą podpierając policzek.

Arrow? >:3

Od Red Arrowa cd. Saori

Wadera zbliżyła się do mnie. Warknąłem ostrzegawczo i pokazałem kły, ze mną lepiej nie żartować. Saori uśmiechnęła się i zamachnęła się na mnie, na szczęście zdążyłem ominąć cios. Szybko złapałem ją i powiedziałem:
– Uważaj, bo to może źle się dla ciebie skończyć.
Puściłem ją, jednak ona nie posłuchała i znów spróbowała. Szlag mnie kiedyś trafi przez nią. Kolejny raz ją złapałem:
– Ostrzegałem.
Odwróciłem się wraz z waderą, a potem popchnąłem ją na drzewo. Gdy w nie uderzyła, z jej pyska wydobył się cichy jęk. Ucieszyło mnie to, może teraz trafi do tego jej łba, że ze mną się nie zadziera.
Nie przejmując się nią, wskoczyłem do wody, by później z niej wyjść na drugim brzegu. Spojrzałem ostatni raz na leżącą waderę, a potem poszedłem w las. Do moich uszu docierało wiele odgłosów, co mnie lekko denerwowało. Czy chociaż na chwilę mogą się uciszyć? Warknąłem i przyśpieszyłem, by szybko wyjść z lasu. Znów miałem ochotę pobiec z prędkością światła.
~*~
Wróciłem już do obozu watahy. Każdy wilk patrzył na mnie ze zdziwieniem. Nie przejmowałem się tym za bardzo, wściekłbym się, gdyby zaczęli mnie obrażać. Wysunąłem pazury i na każdego spojrzałem wrogo. Wszyscy zaczęli się odsuwać. Gdy w końcu wyszedłem z tłumu, zobaczyłem nie dużą jaskinię. Wszedłem tam, ucieszyło mnie to, że było ciemno. Położyłem się przy ścianie i zasnąłem.
~*~
Gdy się obudziłem, zobaczyłem niedaleko mnie wilka. Spał. Zły, podszedłem bliżej, by się mu przyjrzeć. Zapewne nie wiedział, że ma współlokatora. Gdy się dokładnie mu przyjrzałem, zacząłem przeklinać pod nosem. Zaraz szlag mnie trafi! Znów ta cholerna wadera! Zbliżyłem się i warknąłem:
– Czego ty znów chcesz?! Czemu mnie prześladujesz?!
Wadera otworzyła oczy i powiedziała:
– Mogłabym zadać to pytanie tobie. To raczej ty mnie prześladujesz. – Znów się uśmiechnęła.
Co ona ma z tym uśmiechaniem się?! Jak ona mnie wkurza! Naprawdę nie wiedziałem, że wadery mogą aż tak denerwować. Spojrzałem na nią i mruknąłem:
– Jak ty tam...
– Saori – Wadera wstała.
– Saori, jeżeli jeszcze raz cię zobaczę, jak za mną idziesz, to pożałujesz.
– Zabronisz mi?
Z prędkością światła złapałem waderę i zbliżyłem do siebie, by móc powiedzieć jej do ucha:
– Tak, zabronię.

Saori?

Od Gii

– Braciszku, nudzę się... Poróbmy coś! – skomlała do ucha starszego o trzy miesiące brata, szarpiąc go za nie. – Proooszę!
– Gia, jest siódma... Daj mi spokój... – Odwrócił się na drugi bok, zmuszając siostrzyczkę do puszczenia jego narządu słuchu. Ułożył się wygodnie, gotów do zaśnięcia, kiedy waderka ponownie zaczęła skomleć.
– Ale ja nie chcę spać – burknęła, siadając na tyłku.
Oba szczeniaczki musiały się cisnąć w wąziutkiej norze, na domiar złego przybyły do watahy parę dni przed zakończeniem wojny. Utraciły swoje moce, a ich kryształy przestały świecić, co pozostawiało je na pastwę losu wśród dzikiego gąszczu. Nikogo tu nie znali, nie wiedzieli, co na nich w trawie czyha — mrówka, pająk, a może wygłodniały, jadowity wąż. Zresztą, co za różnica? Czy wygłodniały, czy jadowity, i tak zginą.
W końcu Gia postanowiła wyjść z norki i wysunąć łebek na słońce. Wystawiła łapkę poza otwór nory, a po upewnieniu się, że kitka jej nie zmarznie, wynurzyła z niej łebek. Obwąchała powietrze, kichnęła i wyszła na powierzchnię. Stanęła na świeżutkiej, zielonej trawie i uśmiechnęła się do siebie. Po krótkiej chwili wyruszyła na polowanie; co ma znaczyć zgniecenie łapką jakiegoś gryzonia.
Wędrowała przez pewien czas, aż zauważyła na polanie dosyć okazałą, tłuściutką mysz polną, którą miała zamiar zjeść na śniadanie. Przyczaiła się przy większym od niej głazie i wyczekiwała odpowiedniego momentu, żeby zaatakować. Kiedy mysz zaczęła gryźć dziwne, papkowate coś, Gia przystąpiła do ataku — rzuciła się na myszkę i szybkim, sprawnym ruchem zmiażdżyła żyjątko, czując, jak pod łapą strzelają jej maciupeńkie kosteczki.
– Jak mogłaś?! Ta myszka miała rodzinę! – Usłyszała za sobą podniesiony, choć cichy głosik innego szczeniaka. Kiedy odwróciła w jego stronę łebek, jej oczom ukazał się mniejszy od niej basiorek o piaskowym umaszczeniu.
– Ty? Zwracasz mi uwagę? – Wskazała na siebie drugą, wolną łapką, po czym się roześmiała swoim piskliwym głosikiem. – Ha, śmieszne!

Od Toxikity cd. Amaimona

– Chciałem sprawdzić, czemu woda stała się toksycznie zielona, gdy trzymasz w niej łapy – odpowiedział zgodnie z prawdą, wyjmując z kieszeni lekko zgniecioną babeczkę. – Amaimon jestem.
– Do szczęścia nie potrzebuję twojego imienia. – Wywróciła oczami, sklejając usta w cienką linię. – Poza tym, nie wtykaj nosa w nieswoje sprawy. – Puściła mu oczko i odwróciła się do niego tyłem, wzdychając z irytacją.
– Ale ja lubię wtykać nosa w nieswoje sprawy! – Uśmiechnąwszy się, zrównał z nią krok i włożył do ust lekko zgniecioną babeczkę.
– To wtykaj nos w sprawy kogoś innego... – Przyspieszyła, starając się pozbyć natarczywego osobnika.
– Ale ja wtykam nos w twoje sprawy – uśmiechnął się jeszcze szerzej, nie dając Toxikicie spokoju. Akurat trafił na nieciekawy moment, gdyż wadera wstała lewą nogą i nie miała na nic ochoty. Pobyt przy rzece miał ją uspokoić, a nie zsyłać na nią wścibskiego wilka.
– A co, jeśli się na to nie zgodzę? – Gwałtownie stanęła, odwracając pysk w stronę basiora, patrząc w oczy niewiele wyższego od niej wilka. Wpatrywała się w jego szare tęczówki, niemal zlewającymi się z równie szarymi białkami, wyczekując odpowiedzi.
– To... Masz... Problem... – Zbliżył swój pysk do niej, marszcząc brwi, jednocześnie się uśmiechając. W tym momencie Amaimon zaczął porządnie działać waderze na nerwy.
Toxikita wyprostowała się i zaczęła iść przed siebie, dumnie spoglądając w krajobraz przed nią. Postanowiła ignorować ów wilka, a przynajmniej się starała. Ten jednak nie wyglądał na takiego, który chciałby odpuścić, i to wprawiało waderę w jeszcze większe wątpliwości. Przeklęta wojna, gdyby miała swoje moce, z pewnością dawno by się go już pozbyła.
– To... Może mi się przedstawisz? – Zerknął na nią, lecz z jej strony odezwała się cisza. Wadera nie miała zamiaru rozmawiać z wścibskimi wilkami, których bardzo nie lubiła. – Halo, halo, jest tam kto?
Wciągnęła powietrze nosem, po czym wypuściła je ustami. Starała się uspokoić, choć wiadome było, że nie ma dnia, w którym Toxikita nie jest zła; zdenerwowana; wściekła; wkurzona; wzburzona; zirytowana; zażalona zaistniałą sytuacją. Cóż zrobić? Taka była i nic tego nie mogło zmienić.
– Rozumiem, że moja zajebistość cię zatkała, ale bez przesady! – wyszczerzył ząbki, spoglądając na pazury, którymi potarł futro na piersi. – Ale ze mnie fame...
– O bogowie, litości, bo zaraz nie wytrzymam...
– To powiedz w końcu, jak masz na imię!
– TOX. Wystarczy ci?! – warknęła groźnie na basiora, który zamiast przejąć się jej złością, był w coraz to lepszym humorze.
– Uuuuuu, kotek pokazuje pazurki – zarechotał, po czym został nieszczęśliwie przygwożdżony do ziemi.
Tak, jak się domyślasz, Toxikita rzuciła się na Amaimona, przygwożdżając go do ziemi. Mimo, iż była waderą, a on basiorem — w zupełności nic nie stało Tox na przeszkodzie w powaleniu go, gdyż mimo braku mocy, eksperymenty, jakie na niej dokonywano same w sobie dodawały jej dużo siły; pomimo tego, iż na silną nie wygląda.
Ku jej zdziwieniu, Amaimon w dalszym ciągu był cały rozchichotany, co jej się strasznie nie podobało.
– Ostrzegam, że jeśli nie przestaniesz za mną łazić, to się pogniewam – wysyczała, mrużąc oczy, ale czy Amaimon się tym przejął? Nie, ani drgnął, lecz to, co basior chciał jej powiedzieć, tego miała się dowiedzieć niebawem.

Amaimon? cx

Aktywność!

Nadszedł koniec miesiąca, a wraz z nim znienawidzona przez wszystkich (poza mną) rzecz - nasza kochana aktywność. Wilki, widniejące poniżej nie napisały żadnego opowiadania od trzech tygodni, tak więc jeśli nie zrobią tego przed wyznaczonym terminem, zostaną wyrzucone. A czas mają do 5.07. I tym razem nie będę taka dobra i nie będę przedłużać o kilka dni, bo ktoś nie miał czasu. Do piątego lipca chcę widzieć opowiadania. Nie później. Niżej mała legenda, dotycząca znaczków przy wilkach.

zielony - wilk napisał opowiadanie
fioletowy - wilk zgłosił nieobecność
czarny - wilk musi napisać opowiadanie
~ Pozdrawiam, wasza Lumen :3


  • Arill
  • Arthyen
  • Avitianus
  • Carfid
  • Doe
  • Gia
  • Glazzy
  • Kahawia
  • Naxet
  • Pari ya almasi
  • Ryan
  • Sun
  • Tera
  • Timadi'rin

Od Hazel

Ostatnie dni stały się jeszcze chłodniejsze. Słońce całkowicie schowało się pod pierzyną z chmur i nie miało zamiaru wychodzić. W międzyczasie zmęczone i wyraźne zirytowane ich dolą wilki wędrowały dalej bez celu. Chociaż nie, mieli cel - chcieli przeżyć.
Wśród nich była jedna mała wadera, która nie wiedziała co zrobić z jej życiem. Iść dalej, czy nie iść? Stanąć w miejscu, wzburzyć wilkami i wywołać protest? Nie, byłyby to akcje zbyt widowiskowe.
Z jej zamyśleń wyrwało ją głośne uderzenie. Mianowicie, niedaleko niej, również nie najwyższa wilczyca, najprawdopodobniej potknęła się o kamień i wpadła na jeszcze większy.
Hel obserwowała ją jeszcze jakiś czas i postanowiła pomóc. Tym bardziej, że nieznajoma wyraźnie skaleczyła się w łapę, a jak wiadomo, Hazel pełni teraz rolę pielęgniarki.
- Mocno cię boli? - zapytała, gdy dotruchtała do zranionej wadery. Tamta pokiwała przecząco głową i miała zamiar iść dalej.
- Hej, poczekaj. - Hel szturchnęła nieznajomą i lekko się uśmiechnęła. - Nie chcesz chyba, aby wdało się zakażenie? - wskazała łapą na jej ranę.
Nieśmiała wilczyca stanęła, cicho westchnęła i cicho wydukała.
- Nic mi nie jest, to małe skaleczenie. - jej oczy były strasznie zaszklone. Wyglądała jakby zaraz miała popaść w rozpacz, ale tego nie zrobiła. Hazel uśmiechnęła się szerzej i odpowiedziała.
- Nie martw się, nic ci nie zrobię. Może i jest tu dużo buraków, ale ja do nich nie należę. - wadera cicho zachichotała. - Usiądź. Opatrzę ci łapę i będziemy mogły dalej iść. - Hel usiadła naprzeciwko nieznajomej. Otworzyła swoją skórzaną torbę, po czym wyjęła bandaż i kilka ziół.
- Tak poza tym, jestem Hazel. - powiedziała opatrując ranną łapę wadery. - Wydajesz się smutna. Może mogłabym ci pomóc? - zapytała nacierając bandaż liśćmi. Niebieskie oczy nieznajomej lekko zabłysnęły. Po chwili odpowiedziała.
- Taka już moja uroda. - na jej pysku pojawił się dziwny grymas. Chyba chciała się uśmiechnąć, ale nie do końca jej to wyszło.
- No i skończone! - Hel schowała resztę zbędnych rzeczy z powrotem do torby i patrzyła się na niebieskooką.
- A więc, jak masz na imię? - zapytała.

Frost?

Powitajmy Penny!

Colored rain by arucarrd
arucarrd

Imię: Penny
Pseudonim: Mówcie jej, jak chcecie.
Wiek: 5 lata
Płeć: Wadera
Charakter: Jest ona waderą, która uwielbia pomagać. Lubi pomóc w rozwiązywaniu czyiś problemów. Penny jest bardzo pracowita, lubi przebywać w towarzystwie, choć niezbyt ufa aniołom. Zna się na przygotowywaniu przyjęć jak nikt inny. Nie potrafiłaby skrzywdzić nawet swojego największego wroga, jeżeli grozi komuś niebezpieczeństwo ze strony jakiegoś stwora, stara się z nim porozmawiać, czy zrobić coś innego, byle by nie było walki. Jeżeli to nie pomoże, odwraca jedynie uwagę potwora, by ktoś mógł uciec. Niestety przez to, że stara się innym pomagać, nie ma czasu, żeby zająć się sobą. Ma cierpliwość ze stali, trudno ją czymś bardzo zdenerwować.  Bardzo lubi uczyć się nowych zaklęć. Ma świetną pamięć. Nie przepada za jedzeniem mięsa, woli jeść owoce. Kłótnie stara się rozwiązywać rozmową, choć stara się żyć z innymi w harmonii. Nie interesuje ją to, co o niej myśli inny wilk. Nie cierpi tego, jak inni przy niej obgadują kogoś.
Wygląd: Jest ona średniego wzrostu waderą, o śnieżno białej, puszystej sierści. Ma piękne kryształowe oczy, bez źrenic. Ma średniej długości ogon. Na jej przedniej, prawej łapie są dwie bransoletki, jedna jest niebieska, zrobiona z rzadko spotykanej tkaniny, a druga to zwykły sznurek, a na nim przyczepione piórko. Za uchem ma powieszone dwa takie same pióra. Na jednym uchu, ma cztery srebrne kolczyki. Nie należy do najpiękniejszych wader, ale jej to nie przeszkadza. Gdy pada, jej futro lekko się świeci.
Stanowisko: Pomocnik
Umiejętności: Intelekt: 15 | Siła: 3 | Zwinność: 7 | Szybkość: 5 | Magia: 5 | Wzrok: 5 | Węch: 5 | Słuch:5
Rasa: Wilk Harmonii
Żywioły: Harmonia, Woda, Magiczne Światło
Moce:
- panuję nad grawitacją,
- może robić z wodą, co tylko zechce,
- może oddychać pod wodą,
- potrafi tworzyć kolorowe, magiczne światła, każdy kolor ma inne właściwości,
- może tworzyć na wodzie magiczne światło,
- gdy pada deszcz, staje się potężniejsza,
- jej ślina ma właściwości lecznicze,
- bariera harmonii,
- kula światła.
Rodzina:  
  • Matka - Nasja
  • Ojciec - Robin
  • Rodzeństwo - Brawa, Chaos, Duma, Luka (nie żyje), Marin, Fuksja, Eleonora (nie żyje), Cruzo
  • Wujkowie - Barry, Oliver (nie żyje)
  • Ciocie - Astrid, Loney (nie żyje), Felicyty
  • Kuzyni - Mildey, Miss, Mirey, Blog
  • Dziadkowie - Glazy (nie żyje), Kieł, Miki, Piorun (nie żyje)
  • Pradziadkowie - Nuta (nie żyje), Ike (nie żyje), Lorey, Ted (nie żyje)
Partner: Chciałaby kogoś znaleźć...
Potomstwo: Brak.
Historia: Jej rodzina mieszkała w takiej strefie, w której nie było żadnej watahy. Byli tylko oni. Penny opiekowała się młodszym rodzeństwem wraz z dziadkami, a starsze rodzeństwo i rodzice pracowali. Wadera zajmowała się też pradziadkami. Prawie w ogóle nie spała, byle by było im dobrze. Każdy ją kochał, bez wyjątku. Mieszkali sobie w szczęściu i radości. Aż w końcu umarły dwie osoby, była to prababcia Nuta i pradziadek Ted. Zabiła ich choroba, którą zna tylko Penny i jej rodzina. Kolejne osoby, które przez nią zmarły to dziadek Piorun i babcia Glazy. Rodzina przerażona tym postanowiła uciekać. Niestety zajęło  im to na tyle długo (i nawet jeszcze nie doszli), że młodsze siostry Penny- Luka i Eleonora też zmarły na tę straszliwą chorobę. A najgorsze było to, że nikt nie wiedział, kiedy ktoś na nią zachorował. Jest ona taka, że na początku, każdy wilk wygląda na zdrowego, a po kilku dniach tak nagle umiera. Z nosa wtedy leci krew, a oczy stają się całe czarne. Po tym zmarł jeden z wujków- Oliver i ciocia Loney. Załamana wadera, nie chciała uciekać. Wiedziała, że na pewno ją to spotka, a mogłaby zarazić inne wilki. I wtedy stało się coś najgorszego, no powiedzmy, że najgorsze to było, bo dla innych byłby to cud. Do jej domu przyleciały anioły i zabrały Penny. I to właśnie wtedy straciła wszystko. Przestała ufać już aniołom. Niby takie dobre i milutkie, a zabrały ją od rodziny, którą kochała nad życie. Następnego dnia, znalazła się w obozie Watahy Smoczego Ostrza i postanowiła tu na trochę zostać.
Przedmioty: Dwie bransoletki, piórka i cztery srebrne kolczyki.
Jaskinia: Brak.
Właściciel: Almasi.banshee@interia.pl
Ocena: 0/0

Od Crystal cd. Yostradus

Basior leżał na ścieżce, z wbitą strzałą w klatkę piersiową. Przerażona podeszła bliżej i bez wahania, wyjęłam strzałę i rzuciłam ją gdzieś dalej. Próbowałam podnieść basiora, ale nie wychodziło mi to. Usłyszałam nagle za sobą głośne uderzanie w bębny. Co raz bardziej przestraszona, złapałam Yostradusa za kark i zaczęłam ciągnąć w stronę chatki. Nie było to zbyt łatwe, ale dawałam sobie jakoś radę. Po około dwóch minutach, poczułam że coś dotykam. Myśląc, że to dom, odwróciłam się. Na moje nieszczęście, był to duży, czarny wilk. Zaczęłam się wycofywać, nie miałam ochoty walczyć. Basior wyczuł mój strach i się uśmiechnął. Ogon zaczął machać nerwowo na różne strony, wilk powiedział:
-I to ty masz mnie pokonać? Taki tchórz?- zaśmiał się i mnie odepchnął. Zaczął iść w stronę Yo. Moje serce zaczęło bić szybciej. Syknęłam:
-Nie masz prawa się do niego zbliżać!- po tych słowach, skoczyłam na niego i ugryzłam w kark. Czarny basior zaczął machać głową, a ja z trudem się trzymałam. W końcu jednak puściłam się, odrywając kawałek skóry. Gdy wylądowałam, szybko podbiegłam do Yostradusa. Znów zaczęłam go ciągnąć, tym razem w krzaki. Gdy udało nam się tam dotrzeć, puściłam go na chwilę, a potem znów złapałam.
Gdy traciłam siły, zaczęłam też tracić nadzieję, że nie umrze. Puściłam jego skórę i usiadłam załamana. Gdyby nie ja, nie umierałby. Nagle usłyszałam głosy. Odwróciłam się i zobaczyłam małe wróżki. Jedna z nich podleciała bliżej i powiedziała:
-Widzę że masz kłopoty Crystal.
-S-skąd znasz moje imię?
-Każdy kto przyjaźni się z twoją mamą, zna twoje imię.
-Moja mama?!
-Tak.
-Mogę ją zobaczyć- byłam bardzo ciekawa jak wygląda.
Małe istotki pokiwały głową, i zaczęły coś robić. Taki jakby rytuał. Gdy skończyły, nad nimi pojawiła się...Motylica? Moją matką jest motyl?! Patrzyłam na to z nie dowierzaniem. Moja mama podleciała bliżej i powiedziała:
-Jak ja Cię dawno nie widziałam...
-Co się dziwić, od razu po urodzeniu mnie zostawiłaś...- po tych słowach przyjrzałam jej się dokładnie. Była ogrooomnym motylem, o białej skórze i oczach, które wyglądały, jakby płynęła w nich woda. Rosło na niej tyle roślin, że nie dało się naliczyć. Ptaszki i owady latały wokół nie, a inne stworzenia chodził po niej. Jej skrzydła były jak liście, a zamiast czułek, były gałęzie. Westchnęłam z zachwytem. Matka powiedziała:
-Coś się stało?- chyba wyczuła mój smutek.
-To Yostrauds, on...umiera.- spojrzałam na basiora, a potem znów na matkę i dodałam- Pomóż mi go uratować...
-Jest jeden sposób, tylko potrzeba kogoś jeszcze...- zawahała się, ale potem znów zaczęła- Potrzebuję energii życiowej osoby którą kocha.-
Po tych słowach, podeszłam bliżej i powiedziałam, patrząc na basiora:
-Weź moją.
-Ale...
-Weź- warknęłam i spojrzałam na nią błagalnie.
Motylica ze smutkiem pokiwała głową i tak zrobiła. Przez moje ciało przechodziły smugi światła, a potem trafiały do białego basiora. Nagle straciłem czucie w łapach. Spojrzałam na nie, skamieniały. Zamieniałam się w kamień. Ostatni raz spojrzałam na Yo i zamknęłam oczy. Ostatnie co usłyszałam to jęk.

Yostradus?

Od Ariocha

Szedłem ciemną nocą przez las, właśnie powracałem z polowania, gdy nagle zastała mnie zła pogoda. Szukałem jakiegoś schronienia przed burzą. Czerwone opary siarki wydobywały się z mego pyska. Zawsze tak jest, gdy używam swoich mocy. Tak właśnie idę pod postacią zwykłego czarnego niebieskookiego wilka. Nie chce przerazić wilka, do którego jaskini, zapukam z prośbą o przenocowanie. No bo kto by wpuścił do jaskini Demona tak wysokiego stopnia. No stopień nie ważny, ale Demona. Wlokąc powoli łapę za łapą, wsłuchiwałem się w odgłosy piorunów i grzmotów wzrokiem szukając jakiejś jaskini. W końcu jakaś wpadła mi w oczy. Powoli zacząłem zbliżać się ku niej. Zamknąłem paszczę by czerwony dym się nie, rozprzestrzeniał i zapukałem. Niestety nawet po kilku próbach nikt nie otworzył. Postanowiłem, iż odejdę dalej. Przestałem wydzielać opary siarki więc moja przemiana, osłabła i wszystko oprócz niebieskich oczu wróciło do normy. Ruszyłem spod jaskini i udałem się w dalszą drogę. Wiatr zacinał coraz mocniej a deszcz, przemoczył mnie już całkowicie. Ja jednak się nie poddawałem. Odnajdę sobie jakąś jaskinie za wszelką cenę. Idąc dalej przez las zauważyłem jaskinie do której zapukałem. Drzwi jaskini otworzyła mi wadera z zadrapaniami na jednym z policzków. Gdy tylko mnie zauważyła, wciągnęła mnie do środka.
- As to ty!? Skąd masz te rany kolczyki i... GDZIEŚ TY KURWA BYŁ? - wadera zalała mnie potokiem słów, najwyraźniej ostro zdenerwowana. Musiałem ją zmartwić.
- Nazywam się Arioch. - powiedziałem, gdy tylko skończyła mnie wypytywać różnych rzeczy. Postanowiłem zrezygnować z przemiany a moje czerwone oczy znowu się, ujawniły, zastępując miejsce niebieskich. Wadera natychmiast przybrała zimną i obojętną postawę tak jakbym, był jej wrogiem. Przyznam, że obecnie jest w strefie neutralnej jak dla mnie.
- W takim razie czego szukasz w moim domu? - zawarczała przez zaciśnięte zęby. Chociaż wiem, że nie muszę, odpowiem na to pytanie, gdyż nie mam dłużej ochoty moknąć na dworze.
- Szukam schronienia przed burzą. - tym razem zamiast zwykłego echa w głosie pojawiło się zjawisko kilku głosów co, wywołało u wadery przyjęcie postawy gotowej do walki czy też obrony. Ja natomiast się rozluźniłem, iż mam świadomość swej przewagi siłowej. Usiadłem przed waderą, czekając na dalszy rozwój wydarzeń.

Nocta?

Od Amaimona

Amaimon spacerował dzisiaj brzegiem rzeki. Chłodny, jesienny wiatr błądził między jego sierścią, co nie raz wywoływało u niego dreszcze. Żując gumę, podążał wzdłuż linii brzegowej, idąc pod prąd. Co jakiś czas oglądał się na rzekę. Wzrokiem śledził liście, które płynęły w przeciwnym kierunku. Zatrzymał się, po czym położył się przy brzegu i wkładając sobie nowego lizaka do buzi, począł obserwować ryby.
Podczas obserwowania ryb, zaczął rozmyślać o przeszłości. Sięgnął wspomnieniami w odległe dzieje, gdy był jeszcze małym szczeniakiem i wraz ze swym kuzynem odwiedzał pola bitew, by pomóc mu zabierać zmarłym wilkom oczy. Zaśmiał się pod nosem. No tak, to przecież dalsza pasja jego kuzyna, którego nie widział na tyle długo, by zapomnieć jego imienia. Następnym wspomnieniem, jakie przywołał Król Ziemi z Gehenny, było te, w którym opuszczał swój rodzinny wymiar.
Ostatnio często wspominał... Musiał przyznać, że jego dawnego domu jakoś specjalnie mu nie brakowało, ale jednak.. lubił przypomnieć sobie te miłe chwile.
Amaimon włożył łapę do wody. Ryby natychmiastowo odpłynęły gdzieś dalej w głębiny rzeki. Oprócz tych miłych wspomnień Amaimona często nawiedzały te złe, na przykład śmierć Behemota. To wspomnienie na zawsze wypaliło ślad na sercu, a nawet demonicznej duszy Amaimona. Jednak od razu po chwili goryczy ów wspomnienia następował powrót do poprzedniego stanu uczuciowego basiora. Wspomnienie śmierci Rina i Shury. To działało na niego jak kubeł zimnej wody, dzięki któremu wynurzał się z otchłani wspomnień. Teraz też tak było. Dzięki temu Amaimon zauważył, że woda, w której znajduje się jego łapa, przybrała toksycznie zielony kolor. Zaciekawiony wynurzył łapę z wody, a drugą skierował do pyska. Żując pazury, zaczął zastanawiać się, czym jest substancja. Wstał, otrzepał się i ponowił swą wędrówkę wzdłuż rzeki. Chciał odkryć skąd wzięła się dziwna, zielona substancja, która go tak zaintrygowała.
Idąc coraz dalej, mógł stwierdzić, że jego łapa przyjmowała już swój normalny kolor, a substancja w neonowo zielonym kolorze spłynęła z jego łapy. Zaobserwował również że im dalej idzie woda, tym staje się bardziej jadowicie zielona. Po przebyciu jak na jego oko kilku kilometrów, z daleka zobaczył leżącego przy rzece wilka o takim samym toksycznym kolorze,  co woda. Toksyczny kolor wody wypływał z miejsca, w którym wilk miał zanurzone łapy.
Z natury ciekawski Amaimon podszedł po cichu do wilka, a będąc przy bliżej odległości, dostrzegł, iż wilkiem jest wadera. Wciąż niezaspokojona ciekawość Amaimona zmusiła go do bliskiego podejścia do leżącej wadery. Powoli podczołgał się i położył obok niej. Z zaciekawieniem przyglądał się jej łapom, z których wydobywała się substancja. Gdy wadera zorientowała się, że ktoś leży obok niej, odskoczyła na bok, po czym miło zapytała.
– Co ty kurwa robisz? – Wyglądała, jakby ktoś co najmiej chciał ją zgwałcić, ale mu się to nie udało. Amaimon pomyślał, co jej odpowiedzieć, wpatrując się w tym czasie w waderę.
Mimo wszystko nawet się nie podniósł, a pozą mógłby wyrażać lekceważenie wobec wadery, jednak tu chodziło raczej o lenistwo.
– Chciałem sprawdzić, czemu woda stała się toksycznie zielona, gdy trzymasz w niej łapy – odpowiedział zgodnie z prawdą, wyjmując z kieszeni lekko zgniecioną babeczkę. – Amaimon jestem.

Toxikita?

Powraca!

Do naszej watahy powraca Luluś!

Lucian
trik-s

Powitajmy Zirey!

Dove .:C:. by Fichtiilicious
Fichtiilicious
Prosiłam o wszystko, aby móc cieszyć się życiem. Dostałam życie, aby móc cieszyć się wszystkim.

Imię: Zirey
Pseudonim: Często mówią jej Irey.
Wiek: 11 lat
Płeć: Wadera
Charakter: Zirey zdecydowanie należy do sympatycznych wilków. Wie, czym jest empatia i współczucie. Sama nie miała zawsze lekko w życiu, więc potrafi zrozumieć, co mogą czuć inni, których żywot również nie potoczył się najlepiej. Gdy widzi zasmuconego przyjaciela, od razu stara się go pocieszyć, choć do nieznajomych odnosi się z rezerwą. Jest co prawda troszkę naiwna i nadmiernie ufna, ale zna granice. Nie lubi pogrążać się w smutku i być może zasługuje na miano optymistki. Najbardziej na świecie ceni sobie swoją wolność. Nie wyobraża sobie życia z ograniczeniami, nie jest uległa. Nienawidzi, gdy ktoś ją do czegoś zmusza i często ignoruje rozkazy innych, reaguje co najwyżej na prośby. Jest marzycielką i często buja w obłokach (dosłownie). Uwielbia podróżować i zwiedzać niesamowite miejsca, poznawać nowe osoby itd. Jest otwarta na zmiany i na zawieranie nowych znajomości. Potrafi cieszyć się małymi rzeczami, bo wie, że nawet ich może, kiedyś zabraknąć. Gdy przychodzi trudny okres w jej życiu, to bezwzględnie na okoliczności się nie poddaje. Jest stosunkowo twarda, jeśli chodzi o takie rzeczy. Ciężko złamać jej ducha walki, choć nie oznacza to, że jest to niemożliwe. Nie będzie się poddawać, a walczyć do końca. Głęboko wierzy w zasadę: „Dopóki walczymy, jesteśmy zwycięzcami”. Potrafi być nieugięta i uparta, ale tylko jeśli chodzi o naprawdę ważne dla niej rzeczy. Nikt jednak nie jest idealny i Zirey również ma swoje wady. Czasami denerwuje innych, choć wcale nie robi tego specjalnie. Potrafi nalegać do skutku, jeśli jej na czymś zależy. Czasem uczepi się kogoś jak pchła i będzie męczyć go swoim „prooszęęę”. Co więcej, jak wcześniej wspomniałam, jest trochę naiwna i za bardzo ufa nieznajomym, co bywa dla niej zgubne. Co ciekawe, Zirey bardzo uwielbia ptaki.
Wygląd: Zirey jest szczupłą waderą o ciemnym futrze, z kilkoma granatowymi pręgami na grzbiecie. Na klatce piersiowej i brzuchu, futro ma białe umaszczenie, podobnie jak „skarpetki” na końcówkach łap. Ogon ma dość puszysty w kolorze nocnego nieba. Oczy ma czarne. Charakterystyczne są jej duże, spiczaste uszy, za które wetknięte są dwa czarno-białe pióra.
Głos: Delikatny, typowo kobiecy, zazwyczaj radosny.
Stanowisko: Odkrywca
Umiejętności: Intelekt: 9 | Siła: 4 | Zwinność: 5 | Szybkość: 6 | Magia: 10 | Wzrok: 5 | Węch: 5 | Słuch: 5
Rasa: Wilk Grawitacji
Żywioły: Żywioł Grawitacji ma opanowany prawie w pełni, aktualnie uczy się żywiołu Powietrza.
Moce: 
- unoszenie dowolnych przedmiotów (cieczy, gazów) oraz ciskanie nimi o podłoże,
- przyciskanie przedmiotów do podłoża,
- ogólne regulowanie grawitacji dowolnych ciał,
- przyciąganie przedmiotów do siebie.
Rodzina:
  • Matka - Versa
  • Ojciec - Shardian
  • Rodzeństwo - Poyk
Partner: Axalie (zakochani)
Potomstwo: Choć Zirey lubi szczenięta i pewnie poradziłaby sobie z opieką, to boi się, że potomstwo mogłoby ograniczyć jej swobodę.
Historia: Zirey pochodzi z zupełnie innych terenów, konkretnie - z tzw. Czerwonej Wyspy zamieszkałej przez wilki. Na Czerwonej Wyspie istnieje 5 wilczych klanów - klan Anathunów (do którego należała Zirey), klan Reun, klan Utumashi, klan Iretoa i na końcu - klan Diren. Wszystkie klany żyły ze sobą w pokoju, jednak to nie oznaczało kompletnego braku kłopotów. Problemem były sprawy wewnętrzne. Zirey była córką alfy Anathunów. Zaszczytny tytuł, czyż nie? Niestety nie oznaczało to, że w przyszłości zostanie przywódczynią stada. Na drodze stał jej braciszek z tego samego miotu - Poyk. Ojciec tej uroczej dwójki - Shardian - nie zadecydował jeszcze, które z nich zdobędzie tytuł alfy. Oczywiste więc jest, że rodzeństwo już od dziecka toczyło spory. Poyk nienawidził Zirey, Zirey nienawidziła Poyka. Tak też sobie przeżyli szczenięce lata, pod okiem troskliwych rodziców. Jednak gdy Poyk dorósł, przepełniła go żądza władzy. Władzy, której zagrażała Zirey. Basior był jednak sprytny i wiedział, że zabicie siostry byłoby zbyt zjawiskowe. Lepszym dla niego wyjściem było nastawienie ojca przeciwko Zirey, która zresztą nie należała do zdyscyplinowanych wilków. Ojciec już od początku wyrażał do niej niechęć, a cwany Poyk tylko utwierdzał go w tym uczuciu. Jednak Matka Zirey (Versa) widziała w waderze przyszłą Alfę. Poyk nie mógł tego zdzierżyć i postanowił zawrzeć pakt z równie nieobliczalnym alfą klanu Utumashi. Otóż chciał, aby żołnierze klanu potajemnie zabili Zirey, w zamian za dużo złota. Oczywiście doszło do zawarcia umowy. Tak więc gdy Zirey wraz z Versą spędzały razem czas nad jeziorem, niespodziewanie zza krzaków wyłoniło się trzech basiorów. Mieli zabić Zirey, ale nie wiedzieli, która jest która, więc dwóch rzuciło się na Versę, a jeden podjął walkę Zirey. Gdy zwabieni krzykami Shardian oraz Poyk przybyli na miejsce, ujrzeli Zirey „rozmawiającą” z trzema basiorami, a na ziemi bezwładnie leżało truchło Versy. Poyk natychmiastowo okrzyknął Zirey zdrajczynią i kazał jęk się wynosić. Shardian z kolei momentalnie podbiegł do swojej partnerki. Przepełniony rozpaczą władca również obwinił swą córkę.  Stwierdził, że musi ona zostać wygnana, ponieważ sprowadziła morderców, by ci ukatrupili jej matkę. Pomimo wielu wyrzeczeń Zirey ostatecznie została uznana za winną. Musiała opuścić wyspę pod groźbą śmierci. Choć od innego lądu dzielił ją ocean, to  poradziła sobie, regulując grawitację. Wygnana wadera przez długi czas szukała swojego miejsca na świecie. Zwiedziła wiele zakątków, którymi niejednokrotnie była zafascynowana. Z jednej strony nie podobała jej się wieczna tułaczka bez celu, ale z drugiej lubiła poznawać nowe tereny. Jednak z czasem podróżowanie zaczęło ją kompletnie męczyć, przez wiele lat była cieniem samej siebie. Na szczęście kiedyś znalazła dom.
Przedmioty: Dwa czarno-białe pióra zdobyte podczas długiej tułaczki.
Jaskinia: Ogromna dziupla w dużym drzewie, położona dość wysoko, dzielona z kilkoma ptakami. Do dziupli można wejść tylko, jeśli ktoś umie latać lub dobrze się wspinać.
Właściciel: Zirey

Nowa wadera - Shoko

https://orig00.deviantart.net/0e14/f/2017/318/f/a/tounge_tied_by_aeideu-dbtpngz.png
wandere-r
Przyszłość zależy od tego co robimy w teraźniejszości.

Imię: Shoko
Pseudonim: Nie lubi kiedy ktoś zdrabnia jej imię. No chyba, że cię polubiła, ale nie licz na to.
Wiek: 7 lat
Płeć: Wadera
Charakter: Shoko nie ma jednego ustalonego charakteru. Kojarzycie astrologię i przypisywanie cech do danego znaku zodiaku? No właśnie. W każdym miesiącu panuje inny znak, a co za tym idzie – inne cechy. Tak więc wadera ta jest bardzo, ale to bardzo zmienna. Aby Wam to lekko rozjaśnić: w czerwcu jest towarzyska i ciekawska, a w kwietniu agresywna i przywódcza.
Teraz rozumiecie?
Wygląd: Shoko to szczupła, niska wadera o krótkiej sierści. Jej futro jest koloru ciemnego brązu. Gdzieniegdzie widnieją czerwone i białe plamki. Jej podbrzusze jest kremowe. Wokół jej łap są paski w kolorze bieli i beżu. Na dwóch przednich łapach ma czerwone trójkąty, a na plecach – biały obwód skrzydeł. Jej oczy są bardzo jasne, żółtawe. Ma również ciemne morskie włosy upięte w niedbały kok. Na jej pysku oraz uszach można dostrzec obfity piercing.
Głos: Jej głos jest niski, głęboki i zachrypnięty, jednak dalej brzmi kobieco.
Stanowisko: Alchemik
Umiejętności: Intelekt: 20 | Siła: 2 | Zwinność: 2 | Szybkość: 1 | Magia: 20 | Wzrok: 1 | Węch: 2 | Słuch: 2
Rasa: Wilk Zodiaku
Żywioły: Zodiaki, Ciała Niebieskie oraz Materia.
Moce: Jej moce są niezwykle potężne i trudno określić je kilkoma słowami. Mogę jedynie przedstawić kilka z nich:

 Zodiaki:
Cała jej moc opiera się na mocy zodiakalnego pyłu. W każdym miesiącu pobiera energię od innego znaku zodiaku, który uzbraja ją w siłę i inne cechy. Dzięki temu może przepowiadać przyszłość, leczyć rany oraz używać telekinezy.

Ciała Niebieskie:
Dzięki temu żywiołowi panuje nad gwiazdami i układem słonecznym. Potrafi stworzyć zaćmienie Słońca, skrócić dzień, przedłużyć noc i na odwrót. Tych mocy używa jednak rzadko, ponieważ wymaga to od niej ogromnych zasobów energii pozyskanych z danego zodiaku.

Materia:
Dzięki żywiole Materii Shoko potrafi stworzyć „coś” z „niczego” tak jak Wilki Materii. Dzięki temu może tworzyć bronie, tarcze, swoje klony oraz zupełnie nowe stworzenie. Niestety zaklęcia są krótkotrwałe i po kilkunastu minutach, rzeczy przez nią stworzone, znikają.

Rodzina: Shoko nie posiada rodziny, ponieważ została stworzona przez Astreę.
Partner: Stara się nie wkraczać w związki miłosne.
Potomstwo: Nienawidzi szczeniąt. Jest to wystarczająca odpowiedź na to, czy chciałaby zostać matką.
Historia: Pewnego, zachmurzonego dnia, Shoko zstąpiła na Ziemię w postaci Wilka Zodiaku.
Koniec.
Przedmioty: Gruba, skórzana obroża ze srebrnym znakiem pacyfistycznym.
Jaskinia: Shoko nie posiada jaskini, nory ani innego schronienia, ponieważ cierpi na bezsenność. Jeżeli już śpi, to w cieniu drzew.
Właściciel: Marcioszka | marcia46431@onet.pl
Ocena: 0/0

Większość obrazków i zdjęć umieszczonych na blogu nie jest naszego autorstwa.

Proszę o nie kopiowanie treści z bloga w celach własnych bez wiedzy administratorki.

Szablon wykonała Fragonia dla bloga
Sisters of The Template