8 maja 2015

Od Zero Black Fire CD. Seven

- Nie tym razem. - Powiedziałem. 
- Czemu? - Seven nie dała mi spokoju. 
- Bo za dużo narobiłem! - Krzyknąłem i w moich oczach zapalił się złowrogi ogień. 
Otrząsnąłem się i postanowiłem, że chcę być sam. Teleportowałem się tam, gdzie zazwyczaj wilki odbierają sobie życie. Usiadłem na końcu klifu. Spuściłem łeb i zacząłem śpiewać. 



Pod koniec mojej piosenki, usłyszałem głosy Taravii i Seven. 
- Kto to śpiewał? Jak pięknie... - Szeptały nawzajem. 
Przewróciłem oczami. Wstałem i gdy dziewczyny wyskoczyły zza krzaków odwróciłem się do nich i skoczyłem. Te zaczęły krzyczeć. Rozwinąłem skrzydła i wzbiłem się w powietrze. Taravia i Seven popatrzyły się na mnie. 
- Żyj życiem, bo zaraz ci go zabraknie!! - Krzyknąłem wesoło. 
Zacząłem się zmieniać... Chodź nawet nie wiem jak to się zaczęło. Wzleciałem ponad chmury. Tam, były różnorodne smoki. Jednego pogłaskałem i zleciałem na dół. Położyłem się pod jaskinią. Sam nawet nie wiem czyją. Ale poszedłem spać. 


Seven? Taravia?

5 maja 2015

Od Jax'a cd. Seven

Spojrzałem na dość niepozbieraną waderę. Sierść jej się nie ułożyła i była zmęczona. Łagodnie się zaśmiałem.
- Idziesz w takim stanie? - spytałem rozbawiony. Wadera była chyba w innym humorze.
- Tak - odpowiedziała pewniej, ale ja jednak uznałem to za żart. Machnąłem skrzydłem, i sierść błyskawicznie była w lepszym stanie. Seven przez chwilę stała w osłupieniu.
- Widzisz i od razu zmęczenie przeszło - znów się zaśmiałem. "Żartowniś" - pomyślała i prychnęła. Szliśmy spokojnym krokiem. Po około 10 minutach doszliśmy do alfy. Zastaliśmy Serafinę. Seven pogadała a nią chwilę i dołączyła do watahy. Pomyślałem, że warto by było na nią poczekać. Później jak wadera wyszła, pomogłem wybrać jej jaskinię. Wadera wyglądała na znużoną i lekko zmęczoną. 
- Chodź - powiedziałem. Zaprowadziłem ją nad Zatokę Błękitnych Mgieł. Nie było tam nikogo, a że wiał rześki wiatr, było tam cicho i przyjemnie. Znalazłem ogromne stado jeleni. Pokazałem je Seven. Śnieżno biała wadera idealnie wpasowała się w teren. Była ledwo zauważalna. Poza tym stwierdziła że jak polowanie, to ona też. Imponował mi ten upór. Zaczęliśmy się skradać. Wyskoczyliśmy z krzaków i zaczęliśmy pogoń. Seven od razu pochwyciła zwierzę i obezwładniła. Zawróciłem i pomogłem jej, ponieważ osobnik był duży i silny. Spokojnie zaspokoi głód dwóch wilków.
- Dobrze polujesz - pochwaliłem.
- Dzięki, jakoś tak samo przyszło - uśmiechnęła się. Położyłem głowę na ziemi i zamknąłem oczy. Czerpałem dobrą energię tego miejsca. Chłodny wiatr wiał lekko i przyjemnie. Coś jednak skłóciło mój spokój. Poczułem letnią wodę na ciele. To roześmiana Seven oblała mnie wodą z pobliskiego strumienia. Poderwałem się ze śmiechem i sam pognałem do strumienia. "Jak dzieci" pomyślałem, ale szybko przegnałem tę myśl jak najdalej i zacząłem się bawić.


Seven?

3 maja 2015

ODCHODZI

Niestety - kolejny wilk odchodzi. Tym razem jest to Dark Heaven, najaktywniejsza członkini. 
Powód taki sam, jak poprzednio - brak czasu i chęć zajęcia się swoim blogiem...
No cóż, zapraszam, kiedy już będziesz miała trochę czasu :)


http://hecatehell.deviantart.com

Oczy nigdy nie dostrzegą tego, co inni mają w środku.

Od Seven CD. Jax'a

Spałam snem długim i głębokim. Przez całą noc nic nie było wstanie mnie obudzić. Aż do świtu. Ze ślimaczą szybkością otworzyłam powieki, najpierw jedna, za nią druga. Przeciągnęłam się na granitowej skale, ziewając raz po raz. Nie chciało mi się w ogóle ruszać, chciałam zostać tu tak jak leżę i nie ruszać się jeszcze co najmniej przez godzinę, ale słońce najwyraźniej miało inne zdanie. Jego wiosenne promyczki muskały dokuczliwe mój policzek nie dając mi zasnąć. Chcąc nie chcąc, w końcu zmusiłam się do wstania z granitu i zwiedzania jaskini. Wszystko zalewało światło poranka. Jaskinia może i nie różniła się jakoś znacząco od pozostałych, ale trzeba było przyznać. Była w pewnym sensie przytulna. Nie miała różowych kokardek na ścianach, dywaniku, czy chociaż kominka. Po prostu była ładniutka. 
Zakręciłam się po pokoju, szukając wyjścia. I wtedy przypomniałam sobie o burzy, Jax'e , i całej reszcie. Stanęłam w półkroku. Tylko gdzie on teraz był...
I wtedy kątem oka, zauważyłam białego basiora, stojącego w wyjściu, a cień jego skrzydeł zabarwił światło na czerwono. Odwróciłam się na pięcie. 
- To co, idziemy? - Zapytał z uśmiechem na ustach. Wygląda na to że w stał o wiele wcześniej, niż ja. 
Przypomniałam sobie o dość niejasnej, nocnej rozmowie, gdzie Jax obiecał zaprowadzić mnie do alfy. Oprzytomniałam i wyrwałam się z głębokiego zamyślenia.
- T-tak. - Jęknęłam wciąż nie do końca przytomna. - Jasne.
Podbiegłam do Jax'a, cierpliwie czekającego przy wejściu do jaskini

Jax?

Od Zero Black Fire CD Taravii

Spuściłem łeb wychodząc. Nie ze smutku, a raczej z wielkiej nudy. Po mojej misji, nic a nic się nie dzieje. Ale... Czekaj. Teleportowałem się nad takie "krwawe" jezioro. 


Tu najlepiej mi się odpoczywa. Wszedłem do tego jeziora "krwi". Zacząłem unosić się na tej "wodzie", jednak czułem... Że ktoś tu jeszcze ze mną jest. Wybiegłem z wody, przemieniając się w demona. Wzleciałem aby zobaczyć co się dzieje. Ach, to tylko sarna. SARNA? Od razu spadłem na ziemię. Biegłem za moją zdobyczą z wywalonym jęzorem. Gdy ją dogoniłem, rozerwałem brzuch i zacząłem się zajadać. Nagle poczułem czyjś wzrok na swojej skórze. Odmieniłem się i użyłem swojej mocy. Za mną stał dosyć duży wilk. Podobny do mojego brata. Odwróciłem się, a ten krzyknął. 
- Przepowiednia... Ach, te stare księgi. 
Zawyłem. Nagle, po moich obu stronach pojawiło się po 4 wilki. Nie byle jakie! Cieniste. Nic ich nie zabije, to właśnie one zadają ból. 
- Co? Jaka przepowiednia!? - Warknąłem. 
- Idź do jaskini Taravii gdy będzie spać. Weź starą księgę i otwórz na byle jakiej stronie. Tam, zacznij szukać wzmianki o Tobie. - Wyparował. 
- Schować się. - Burknąłem i te 4 wilki zniknęły. 
Szybko teleportowałem się do domu. Powoli dowlokłem się do jaskini alf. Zajrzałem, czy nikogo nie ma i wszedłem. Zacząłem czegoś szukać, gdy usłyszałem kroki. 
Szybko wybiegłem z jaskini wpadając na wchodzącą....TARAVIĘ?! Byłem tak rozpędzony, że ją przewróciłem. Wadera leżała pode mną. 
- Yyyyyy... To było dziwne... - Jak najszybciej zszedłem z Taravii. 
- Co u mnie robiłeś? - Zapytała, lecz ja szybko się zawinąłem. 
Położyłem się w swojej jaskini. Zacząłem wyrywać sobie sierść. Warczeć i demolować sobie dom. Nie mogłem się opanować. Biegałem, rzucałem się na ściany... Gdy weszła Taravia. 
- Zero! Przestań! - Krzyknęła oburzona. 
Nagle coś mnie zatrzymało. Może głos Taravii? A może ten strach do alf? Nie wiem, ale przestałem. 
- Nie mogę! Jakiś wilk dzisiaj mi powiedział, coś o przepowiedni... Ty wiesz o co chodzi, nie? To twoja książka! - Krzyknąłem i walnąłem strasznie mocno o ścianę. Straciłem przytomność...

Taravia?

2 maja 2015

Od Taravii CD Zero Black Fire

Westchnęłam. 
- Nie chcesz znać szczegółów? - zapytałam, jakby od niechcenia
- Jakich szczegółów? - spojrzał na mnie
- Jakich...? No o Twoim wrogu, oczywiście! - burknęłam
- To nieistotne, przecież i tak nie żyje. 
Hah! Podoba mi się Twoje podejście do życia, Zero...
- Twój wybór. - powiedziałam i zniknęłam w głębi swojej jaskini.
Podeszłam do starej, zakurzonej księgi i otworzyłam ją na przypadkowej stronie. Kurz uniósł się w powietrze, a ja odkaszlnęłam. Na szybko przejrzałam stronę, a że nie znalazłam tego co chciałam, przewróciłam kilka kartek.
O! Tego szukałam!
Wypatrzyłam upragniony fragment i zagłębiłam się w lekturze. 
Czarna Magia, stara księga, ja i... Zero?!
- Czego Ty tu jeszcze szukasz?! - warknęłam. No tak, bądź miła, miła... - Ach, znaczy... Możesz odejść, mam swoje sprawy... Jakbyś mnie szukał, będę tutaj.

Zero? <Przepraszam, że kazałam tak długo czekać. Po prostu nie mam możliwości pisania tak często, jakbym tego chciała...>

Od Jax'a CD. Seven

- Nie chcę Cię zabijać, po prostu zwiedzałem tereny. Warto stąd wyjść, prawda? - podałem waderze łapę i pomogłem przejść przez szczelinę.
- Dzięki. Jestem Seven - przedstawiła się. 
- Jax - odpowiedziałem - widzę, że jesteś brudna, warto się opłukać. 
Szliśmy około 30 minut, rozmawiając. Stanąłem przed źródłem i skinąłem głową. Wadera częściowo pozbyła się błota i jej sierść była śnieżno biała. 
- Jest późno, zanocujesz u mnie, a rano zaprowadzę Cię do alfy watahy, okej? Widziałem że było jej wszystko jedno. Była strasznie zmęczona. Doszliśmy do jaskini i wadera, Seven, od razu zasnęła.

Seven?

Od Seven CD. Zero Black Fire

Otworzyłam oczy. Poza mną nic się nie zmieniło. Byłam nad kanionem, nocą, obok mnie siedział Zero (walczący z pokusą nie-zabicia mnie) tyle że do tego wszystkiego dołączyła jeszcze Taravia. Nie wyglądała na specjalnie zadowoloną. 
- Mówiłem, że wróci. - Wzruszył ramionami uśmiechając się diabelsko. - Czy ja kiedyś zrobiłem coś nie tak?
Wstałam z piachu. Czułam coś w rodzaju niedosytu, chęci rewanżu, czy zemsty za ten "niewinny" żarcik.
- Dobra. Nie doceniłam Cię trochę. I ciekawa jestem co jeszcze potrafisz. Zerknęłam na niego z ukosa. - A może tak mały sparing? Tak dla treningu?
Zaproponowałam. Zero uniósł brew wyszukując jakiegokolwiek kruczka. Chciałam rozwiać wszelkie wątpliwości i kontynuować.
- Czemu nie? Nie będę oszukiwać. - położyłam łapę na piersi. - obiecuję. On jednak dalej wpatrywał się we mnie z dziwnym błyskiem w oczach. A może raczej... cieniem?

Zero Black Fire?

Pierwsza goniąca - Silver!!


http://snow-body.deviantart.com

Życie jest po to by go wykorzystywać w szalony sposób.

Imię: Silver
Ksywka: star, Sil, gwiazda
Wiek: 3 lata
Płeć: wadera
Charakter: Silver jest spokojna, miła i rozśpiewana. Jest typem duszy towarzyskości i kocha być w towarzystwie, jest nieokiełznana ale za to uwielbia się wygłupiać, chociaż bardzo rzadko to robi. Zazwyczaj poważna, miła, spokojna i pomocna, nie znosi jak inny wilk cierpi, więc zawsze mu pomaga. Jest odporna na klęski miłosne i szczerze nie jest kochliwa, lecz czeka na kogoś kto z nią będzie.
Wygląd: Jest to wadera czarna z białymi odmianami na tylnych łapach, jej przednie łapy też są czarne i na nich ma świecące ''strzałki'', które wydzielają księżycową poświatę. Jej oczy są złote i jest pokryta piórami, a jej ogon przechodzi z czerwonego do purpurowego.
Stanowisko: Goniąca
Specjalizacja: szybkie bieganie, skakanie, polowanie
Rasa: Wilk Zodiaku
Żywioły: gwiazdy, zodiak
Moce: latanie, czytanie w myślach, tworzenie zodiakowej tarczy, dba o to, żeby wilki miały swój zodiak, odczytywanie z oczu znaku zodiaku, zodiakowy miecz, niewidzialność, odkrywanie zodiaku nienarodzonym szczeniętom, pomaga Wilkom Gwiazd czuwać by gwiazdy świeciły.
Rodzina: Chyba przeczytałeś historię Wilków Zodiaku?
Partner: Chyba spodobał jej się Steve... ale musi to przemyśleć.
Potomstwo: Lubi szczeniaki, ale żeby mieć swojego? Fajnie...
Historia: Została stworzona przez jedną z bogini i wyruszyła tutaj by ułożyć sobie życie.
Przedmioty: ---
Data dołączenia: 02.05.2015r.
Właściciel: sonia
Inne zdjęcia: 
W nocy:   <KLIK>

Najaktywniejszy wilk w kwietniu...

Jak już pewnie zauważyliście, na Naszej watasze odbywa się konkurs, który wyłania najaktywniejszego wilka w danym miesiącu...


W kwietniu zostaje nim Dark Heaven!! (25 opowiadań)

Gratulujemy!! Na jej konto wpływa 500 L!

Od Zero Black Fire CD Seven

Chwilę stałem w ciszy. Po krótkim namyśle postanowiłem, że podejdę bliżej. 
- Nawet jeśli miałbym cię zabić, to i tak ta jaskinia zaraz runie w gruzach. - Powiedziałem powoli podchodząc. 
Wadera widząc moją sylwetkę od razu spoważniała. 
- Czyli mnie nie zabijesz? 
Przewróciłem swoimi czerwonymi ślepiami, wziąłem nieznajomą za kark i wrzuciłem sobie na plecy. 
- Trzymaj się. - Położyłem uszy po sobie. 
Popatrzyłem się za siebie i szybko dałem susa ku wyjściu. Wysadziłem ją pod jaskinią alf i teleportowałem się do siebie. Położyłem się przy wejściu do mojego domu i zasnąłem. 


*Rano* 

- Zero? Możesz na chwilkę? - Taravia znów coś ode mnie chce. 
- Jasne... - Burknąłem. 
- Oprowadzisz Seven? Nie zna tutejszych terenów... Wskażesz jej własną jaskinie. - Powiedziała i wyparowała. Na jej miejscu stała ta sama Wadera którą widziałem wczoraj. 
- A więc nazywasz się Seven? - Podrapałem się po głowie. Chodź pierwszy raz w życiu udało mi się bycie miłym. 
- Tak... A ty Zero? 
- Zero Black Fire. Wyszkolony morderca. Syn demonów śmierci. - Moje oczy błysnęły. 
Seven trochę się wystraszyła, lecz za chwilę na jej pysku pojawił się uśmiech. 
- To... Gdzie idziemy? - Wadera szybko wtrąciła. 
- W moje małe, ulubione miejsce. - Także się uśmiechnąłem, lecz był to mój "zdradziecki uśmieszek".



- Łooo... - Seven wszędzie się rozglądała. Gdy osunęła jej się łapa zaczęła spadać z klifu. -Pomocyaaaa!!!! 
Postanowiłem użyć swojej mocy. Wyrosły mi skrzydła i zleciałem po waderę. Chwilę później siedziała cała przerażona. 
- Umiesz nie spadać? - Powiedziałem zaczynając się śmiać. 
- Nie. To nie moja wina. - Warknęła. 
To takie... Bezcenne. Jeśli by mnie zaatakowała i tak by zginęła pierwsza. Przypominając sobie mój zabójczy charakterek, postanowiłem wypróbować waderę. 
- Dobra. Zaatakuj mnie. - Zaśmiałem się. 
Seven spojrzała się na mnie suchym wzrokiem. 
- Wygram z tobą! 
Wadera wstała i jakąś mocą rzuciła we mnie kamieniem. Odsunąłem się i sprawiłem, aby Seven dostała tego "Tchnienia Śmierci". 
Na chwilę padła na ziemię. Szybko mrugała oczami i dostała drgawek. 
- Oj, za dobry w to jestem. - Zacząłem się śmiać i bezcennie patrzeć jak Seven się męczy. 
Nagle znikąd pojawiła się Taravia, mierząc mnie przeraźliwie bolącym wzrokiem. 
- Miałeś ją oprowadzać, a nie uśmiercać! - Krzyknęła. 
Westchnąłem i podszedłem do leżącej Seven. 
- Demon , kite sa a sèt présié. Li te sèlman yon repetisyon . Mwen pa t ' vle l' fè anyen. Tanpri padonnen . - Wykrzyczałem patrząc się w niebo. 
- Co? - Powiedziała Taravia. 
-Nic. To po porostu język, którym posługują się Demony śmierci. Poprosiłem, aby ją nam zostawił. - Uśmiechnąłem się. 
Taravia zdziwiła się moim zachowaniem. Nagle Seven się obudziła. 


Seven?

1 maja 2015

Powitajmy Scarlett!


http://dniseb.deviantart.com

Śmiej się w oczy strachu.

Imię: Scarlett
Ksywka: Scar
Wiek: 3 lata
Płeć: Wadera
Charakter: Ma dwie strony - demon i anioł. Jest negatywnie nastawiona do wszystkiego. Krótko mówiąc to nie można o niej powiedzieć "cicha myszka w kącie". Może i jest samotniczką i nie gadułą, za to nie jest nieśmiała. Nie boi się powiedzieć tego co myśli. Najpierw mówi, a potem rzadko myśli. Nie da sobie wejść na głowę. Ludzie uważają ją za poważną, bo się nie śmieje i nie uśmiecha, a tak na prawdę nie ma powodu do śmiechu czy radości. Mało rzeczy ją śmieszy, jednak takie coś istnieje. Umie przyznać się do błędu lub porażki. Wszystkie swe uczucia chowa w środku. Płacze gdy na prawdę coś ją zaboli, ale nie fizycznie, tylko psychicznie. Nie lubi się bawić, nie przepada za innymi ludźmi, nawet tej samej rasy, ludzie ją denerwują i irytują. Jednak mimo swych negatywów i gniewu, potrafi być miła i pomóc w potrzebie. Nie przejdzie obojętnie obok kogoś, kto potrzebuje pomocy. Nie zostawia swoich i walczy do końca. Nie ma sumienia, ani wyrzutów. Jest bezlitosna, zawsze wyciągnie z kogoś prawdę. Postępuje słusznie. Nie ma ufności dla nikogo. Jest zamknięta w sobie i najchętniej, to by się zabiła. Często nie panuje nad swymi emocjami. Jest bardzo tolerancyjna, jednak nikt ją nie obchodzi. Mówi "swoim językiem". To jest jej demon. Jako anioł jest bardzo pomocna i przyjacielka. Zawsze ma na twarzy uśmiech i śmieje się bardzo czesto, nawet z samej siebie. Jest przewrażliwiona na swoim wyglądzie i każda obelga ją dotyka. Nie cierpi swego wyglądu. Jednak pomimo, że tyle wycierpiała, kocha pomagać i być w towarzystkie znajomych. Nigdy nie patrzy na wygląd. Ceni sobie lojalność, wierność, prawdę i charakter. Sama jest także wierna, lojalna. Zawsze mówi prawdę, chyba, że jest to sytuacja wyjątkowa. Potrafi wziąć na siebie całą winę. Nie lubi ani walczyć, ani się kłócić. Kocha marzyć. Jej wyobraźnia nie zna granic. Jest niczym duże dziecko. Potrafii pocieszać. Zawsze myśli o innych, a potem o sobie. Nie lubi, gdy ktoś zamartwia się o nią. Nie zawaha się użyć przemocy w chwilach ostatecznych. Dzięki temu, że jest aniołem, potrafi pocieszać. Jako demon, może zranić bez wyrzutów.
Wygląd: Jest to wadera o złotych oczach. Duża nie jest, ale nie wygląda jak szczeniak. Jej sierść jest żółta, a na plecach na białą "grzywę". Posiada długi puszysty ogon, a jej sierść jest gładka. Ma biały brzuch, tak jak łapy. Niektórym jej długie uszy kojarza się z rysiem. Pod pyskiem jej sierść ma kolor brązowy, tak jak kreski od oczu biegnące wzdłuż pysku.
Stanowisko: Uzdrowiciel
Specjalizacja: Dlatego że jest mała (trochę mniejsza od dorosłej wadery) jest bardzo zwinna. Nie jest zbyt silna czy szybka, ale potrafi na szybko wymyślić plan działania. Świetnie ulecza (uczyła się od samego mistrza). Świetnie rozróżnia rośliny i zwierzęta. 
Rasa: Mieszanka Wilka Elektryczności, Wilka Grawitacji, Anioła i Demona
Żywioły: Elektryczność i Grawitacja (anioł i demon to tylko bonusy, dzięki nim moce są silniejsze)
Moce: Rażenie prądem, wyładowania elektryczne, pobieranie energii z burzowych chmur, odporność na poparzenia prądem, strzelanie błyskawicami, wytwarzanie spięć / Brak grawitacji - może chodzić po pionowych i ukośnych podłożach, lewitacja - może zniszczyć swą grawitację, przez co może unosić się w powietrzu, przyciąganie i odpychanie różnych ciał niebieskich bez dotykania ich lub zmniejszanie lub zwiększanie siły danego przedmiotu
Rodzina: Matka Cleo, demon, Wilk Elektryczności / Ojciec Sam, anioł, Wilk Grawitacji
Partner: Kto by mnie chciał.
Potomstwo: ---
Historia: Narodziła się na wyspie, która zamieszkiwały dwie rasy wilków: Demony i anioły. Niektóre wilki miały także inną dodatkową rasę, ale to była rzadkość. Związek anioła i demona był zakazany na tej wyspie, więc ja jestem z zakazanej miłości. Po mych narodzinach władcy obu plemion dowiedzieli się o mnie, gdyż na niebie księzyć stał się złoty, tak jak me oczy. Za złamanie zasad, była kara śmierci. Moja matka zdążyła mnie dobrze ukryć, a sama zaś została boleśnie torturowana, aby wyjawić miejsce mego schronienia, aż została zamordowana. Ojca od razu powiesili. Wszystkie wilki z nimi spokrewnione zostały zamknięte w lochach. Taka była kara. Udało mi się przeżyć, dzięki pewnej staruszce, która była pół demonem, pół aniołem. Zabrała mnie z tej wyspy ryzykując życie. Ukradła łódź i zamieniwszy się w człowieka, uciekliśmy z tej wyspy. 
Pływaliśmy długo. Jednak w końcu fale wyrzuciły nas na ludzkie miasto. Tam byłam wychowywana. Renee (imię staruszki) uczyła mnie wszystkiego, a głównie samoobrony, zielarstwa, zwinności. Dzięki niej stałam się dobrym uzdrowicielem, potrafiłam rozróżnić zwierzęta i rośliny. Mieszkałyśmy w ludzkim domach, jednak całe dnie spędzałam w lesie, a ona w pracy. W końcu gdy dorosłam, mogłam odejść. "Jesteś już dorosła. Przekazałam ci moją widzę, więc mogę odejść w spokoju", to były jej ostatnie słowa. Podarowała mi pewien talizman i zamknęła oczy już na wieki. Pochowałam ją w lesie... Potem zaczęłam się moja podróż...
Przedmioty: ---
Data dołączenia: 01.05.2015r.
Właściciel: Pandemonium.
Inne zdjęcia: 
Jako anioł:  <KLIK>
Jako demon:  <KLIK>
Jako wilk grawitacji:  <KLIK>
Jako wilk elektryczności:  <KLIK>
Jako człowiek:  <KLIK>

Od Charlene - koniec

Wstałam wcześnie. Obudziły mnie nikłe promyki słońca przedzierające się przez warstwę ciemnych chmur. Deszcz lał mocząc wejście jaskini, jak i tworząc małe strumyki w piasku przed nią. Chwilę później niebo przeciął piorun, który z hukiem uderzył w ziemię kilka kilometrów dalej. Wybiegłam z jaskini i uciekając przed kropelkami wody skakałam z miejsca na miejsce. Wreszcie stanęłam pod jakimś obszernym dębem. Wiedziałam, że jeżeli tu zostanę, wtedy piorun może mnie zabić. Jednak nie miało to dla mnie większego znaczenia. Chciałam tylko poczuć się jak mój ojciec. Błyskawica uderzyła w drzewo, wszystko działo się tak jak przed kilkoma laty, zaczęło płonąć żywym ogniem. Niemalże ogłuchłam. Zdałam sobie sprawę z tego, że jest już po mnie. Byłam przerażona, ale i zadowolona, przecież mogłam odejść za tęczowy most, spotkać rodzeństwo i rodziców, a czy nie było to moim marzeniem? Czy czasem nie chciałam się z nimi spotkać? Chciałam, bardzo, ale nie mogłam. Kazali mi żyć, ale po co? Dlatego żebym dalej męczyła się na tym świecie? Ja wolałam odejść. Płonąca gałąź spadła na mnie. Poczułam niesamowity ból. Zaczęłam płonąć, zresztą jak wszystko inne co tu było. I w końcu nic... Pustka. Zasnęłam i nigdy już nie obudziłam się w tym świecie. Nagle białe światełko migające przed oczyma zbliżyło się i powiększyło niczym portal. Weszłam doń, nie czułam strachu, ni lęku tylko dziwny spokój i radość. Byłam teraz w pięknym lesie, jesienią słońce delikatnie świeciło, a chmury nie zakrywały teraz nieba w ogóle. Naokoło mnie stała wataha wilków, moje rodzeństwo i rodzice. Odtąd żyłam razem z nimi zapominając o wszelakich troskach.

ODCHODZĄ

Niestety, z przykrością muszę stwierdzić, że dwa wilki z Naszej watahy zdecydowały się odejść. Powody są podobne - brak czasu, weny, oraz chęć zajęcia się swoimi blogami. Oczywiście rozumiem i zapraszam ponownie, kiedy znów znajdziecie dla Nas czas =) 


autor nieznany

Z ob­serwac­ji wy­nika, bar­dzo pros­ta ma rada:
Bądź dum­nym wil­kiem, nie kun­dlem co ujada... 


~*~


autor nieznany

Nie ma nikogo, kto nie odczuwa żalu czy smutku. Nie pozwól, by Twoje serce cię rozpraszało.

Od Seven

Była ciemna noc. Gromki deszcz kuł mój grzbiet, niczym cienkie szpile. Próbowałam się utrzymać na nogach mimo szalejącego wiatru. To nie był dobry pomysł, żeby wchodzić w sam środek szalejącej burzy. Przyszłam tu tylko na mały spacerek i... zgubiłam drogę. No więc miałam błota po brzuch, było mi zimo, a wiosny jak nie było tak i nie ma. Gdzie tu przebiśniegi, zielona trawa, słońce chociaż. Najwyraźniej pogoda ma inne zdanie. Gdy chciałam zawrócić, wichura przewróciła mnie na plecy.Kątem oka zobaczyłam na wpół zalaną jaskinię. "Lepszy rydz niż nic...".
Czym prędzej wczołgałam się do małego otworu i odetchnęłam z ulgą. Korytarz był wąski, ale z ciekawości wślizgnęłam w głąb. Gdy zaczęło być naprawdę duszno, korytarz skończył się, a ja stałam teraz w wielkiej podziemnej komorze. Z sufitu zwisały ogromne stalagmity pokryte kwarcem, na ziemi piętrzyły się pokłady szafirów i akwamarynu. Całość rozświetlał blask. Blask?! Jak pod ziemię docierało światło słoneczne? Wychyliłam się za dość pokaźnej górki klejnotów, spoglądając na rzędy blaszanych wagonów. Obok spali ludzie. To miejsce jest jedną wielką kopalnią. Chciałam jak najszybciej się stąd wydostać. Cofnęłam się do przejścia, jednak kryształ zadźwięczał pod moimi łapami, echo uderzało o delikatne kwarcowe ściany, a kilka stalaktytów spadło na ziemię. Jeden z górników wyrwał się z głębokiego snu. Zaczął się rozglądać na boki, chwytając za strzelbę (I jak na człowieka przystało) zaczął we mnie strzelać. Pokłady klejnotów zawaliły się na półprzytomnych górników. Na szczęście na przeciwko mnie była kolejna odnoga jaskini. Wskoczyłam do niej, a przejście się zawaliło, pozostawiając tylko kilka małych szczelin przez które wpadały nikłe promienie światła lamp oliwnych.
Myślałam, że byłam już bezpieczna. Wstałam z czarnego pyłu złapana atakiem kaszlu. Moje uszy zwariowały, kręcąc się na boki. Zerknęłam w górę. Pod samym sufitem lśniła para wilczych oczu. Przyjrzałam im się uważnie.
- Jesteś tu z tego samego powodu co ja, czy raczej chcesz mnie zabić? - Spojrzałam w górę uśmiechając się pod nosem. Nie wiedziałam, że własnym słowem można dodać sobie otuchy, ale mi się to chyba udało. Mimo woli przysiadłam na piaszczystym podłożu, oczekując reakcji "drugiej strony".

Ktosiu?

Większość obrazków i zdjęć umieszczonych na blogu nie jest naszego autorstwa.

Proszę o nie kopiowanie treści z bloga w celach własnych bez wiedzy administratorki.

Szablon wykonała Fragonia dla bloga
Sisters of The Template