8 sierpnia 2016

ZAWIESZENIE

P R Z E P R A S Z A M Y ! !

Byłyśmy nieobecne zdecydowanie dłużej niż planowane 2 tygodnie, a wszystko za sprawą wyjazdów i wycieczek przeróżnej maści. Z racji tego, że i tak nikt nie pisze opowiadań, planujemy zawiesić watahę do końca wakacji.
Życzymy miło spędzonych ostatnich tygodni wakacji!
Jeszcze raz przepraszamy i dziękujemy za wyrozumiałość :)

Alfy watahy, 
Taravia i Seafina

10 czerwca 2016

Powitajmy Magnusa!

http://sheltiewolf.deviantart.com

Imię: Magnus
Pseudonim: ---
Wiek: 6 lat i 8 miesięcy
Płeć: basior
Charakter: Magnus to zabawny, przyjazny i odważny basior. Czasem jest wredny, tak dla żartu. Staje się też bardzo groźny, gdy skrzywdzi się jego rodzinę, bliskich lub przyjaciół. Skrywa dużo tajemnic o swoim dzieciństwie. Za rodzinę mógłby oddać życie.
Wygląd: W wyglądzie Magnusa nie ma nic nadzwyczajnego. Jest to zwykły, brązowy wilk o równie brązowych oczach. Na głowie ma czerwone futro przypominające włosy. Jego ogon również ma odcień czerwieni. Często zakłada zbroję samuraja.
Stanowisko: Tropiący
Specjalizacja: Tropienie, zwinność
Rasa: Wilk Ognia
Żywioły: Ogień
Moce: potrafi podpalać różne rzeczy, podczas biegu zostawia płonące ślady
Rodzina: Matka - Anabelle, ojciec - Leopold
Partner: zakochany w Lucy
Potomstwo: ---
Historia: Postanowiłem wrócić, odnaleźć moją ukochaną Lucy. Tylko w którą stronę trzeba iść? Po kilku tygodniach błąkania się po lesie odnalazłem watahę smoczego ostrza. Zobaczyłem znajomą sylwetkę. Czy to...
- Lucy!?
- M-M-M... M-Magnus!?
- Lucy!
- Magnus!
- Lucy!
- Magnus!
- Lu...
- O co tutaj chodzi? - odezwał się nieznajomy głos
Zostawiliśmy waderę samą. Lucy [powiedziała mi, ze to Kate jej przyjaciółka. Gadaliśmy tak z Lucy ok. 10 minut. Nagle pobiegła  do Katheryn, powiedziała jej coś i wróciła.
- Magnus... Czy ty.... zostaniesz tutaj?
- Eeeeeee..... chciałem cie tylko zobaczyć.
Lucy zasmuciła się. Chyba chciała żebym został.
- Okej.... - odparłem
- Cieszę się
Przedmioty: --- 
Właściciel: Aleksa4455 
Inne zdjęcia: <KILK>  <KILK>

Najaktywniejszym wilkiem miesiąca zostaje...

Jak już pewnie zauważyliście, na Naszej watasze odbywa się konkurs, który wyłania najaktywniejszego wilka w danym miesiącu...


W maju zostaje nim Cavaleria i Joker!! (5 opowiadań)

Gratulujemy!! Na jej konto wpływa 500 L!


6 czerwca 2016

NIEOBECNOŚĆ

Moi drodzy!
Przepraszam Was wszystkich za małą aktywność na blogu, ponadto chciałabym zgłosić, że przez najbliższy czas - tydzień, może dwa - nie będę mieć dostępu do komputera, więc będę nieobecna na watasze. Przez ten czas opowiadania przesyłajcie do graczki Alex R, drugiej administratorki.

Pozdrawiam,  
Taravia

Od Nathing do Rochele De La Muncho Vente Diam

Mamy jakąś nową. Rochele De La Muncho Vente Diam. Jest dość wiekowa i doświadczona, i wydawałaby się nawet miła gdyby nie obnosiła się tak ze swoim wisiorkiem.
- Uwielbiam jasnoniebiesko-fioletowawy kolor - mówi, wskazując na naszyjnik - Mam takie oczy. I taki właśnie jest mój naszyjnik. Myślę, że był stworzony dla mnie.
- To... Nazywasz się Rochele De La Muncho Vente Diam? - spytałam, bo mimo wciąż powracającego tematu wisiorka miło było posłuchać jej babcinego głosu.
- Właśnie tak - roześmiała się - Ale możesz mi mówić Che, córciu.
- Ile pani ma lat? - zadałam delikatnie niebezpieczne pytanie.
- Naszyjnik znalazłam jakieś siedemnaście lat temu... Tak... To by było dziewiętnaście, córciu, ale pamiętaj, nas, wader, nie pyta się o wiek - pogroziła mi żartobliwie palcem*.
- Oczywiście, pani Che - przytaknęłam grzecznie.
Wiecznie powracający temat naszyjnika. Jakby był najważniejszym elementem jej życia.
- Och, ,,pani Che", to mnie rozbawiłaś! - zawołała Rochele i zaczęła długą opowieść o tym jak znalazła swój magiczny wisiorek, który zakończyła westchnieniem - Tak, tak właśnie było.
Poruszyłam się nieznacznie, zastanawiając się nad kolejnym pytaniem, a wtedy Rochele De La Muncho Vente Diam najwyraźniej zauważyła mój amulet i krzyknęła:
- Ty też masz naszyjnik! Może sprawdzimy, który jest silniejszy, co?
- Jak? - spytałam, obawiając się, że znam odpowiedź.
- Oczywiście porównując ich moce! - uśmiechnęła się.
- Ja... Nie do końca nad nim panuję... - spróbowałam wytłumaczyć wilczycy, że cóż... Nie mam nad moim amuletem żadnej władzy. On... po prostu... jest magiczny.
- Możemy spróbować na tej polance - Rochele chyba w ogóle mnie nie usłyszała.
Najwyraźniej muszę stanąć z nią w konkury i przygotować się na to, że mój niezwykle potężny amulet zostanie uznany za nędze chuchro...



* tak, wilki mają palce

Rochele La Muncho Vente Diam?

3 czerwca 2016

Powitajmy Rochele De La Muncho Vente Diam!

Autor nieznany

Rodzisz się po to by umierać. Umierasz po to, by żyć wiecznie.

Imię: Rochele De La Muncho Vente Diam
Pseudonim: Ro, Che, Ve, Muncho
Wiek: 20 lat
Płeć: wadera
Charakter: Ro jest waderą o miękkim sercu. Nienawidzi zabijania. Woli być sama i często ucieka w góry by szukać samotności. Jest raczej optymistą. Kiedy była młoda była pesymistą, póki nie zrozumiała, że życie to najważniejsza rzecz.
Wygląd: Che ma jasno szarą sierść podchodzącą pod jasnoniebieski. Jasnofioletowe oczy i błękitny naszyjnik, który jak twierdzi skrywa w sobie jej moc.
Stanowisko: Zielarz
Specjalizacja: Zioła, uzdrawianie
Rasa: Wilk Duszy
Żywioły: Dusza
Moce: 
- Wskrzeszanie,
- wysyłanie do nieba/piekła,
- uzdrawianie, 
- zmiana w ducha,
- zmiana w iskrę (może się przemieszczać w różne zakamarki).
Rodzina: Matka dawno nie żyje. Tak samo ojciec.
Córka i wnuczęta mieszkają w innej watasze.
Partner: ---
Potomstwo: córka i wnuczęta w innej watasze
Historia: Ro była bardzo rozpieszczana. Kiedy urosła i zaczęła własne życie zakochała się, ożeniła się i miała szczeniaka, które też urosło i ma własne szczeniaki. Córka przyjęła ją do siebie, ale w końcu Che odeszła i trafiła tutaj.
Przedmioty: Naszyjnik
Właściciel: KONIARA65322

31 maja 2016

Od Nathing cd. Eskandera

Jezioro lśniło w docierających tu nie wiadomo skąd promieniach słońca lekko niebieskawą zielenią. Zanurzyłam łapę w wodzie. Była ciepła, co mnie zaskoczyło. Powoli weszłam głębiej. Kiedy stałam już po łokcie* w zbiorniku ruszyłam truchtem coraz bardziej mocząc swoje futro. Eskander popłynął za mną. W pewnym momencie przestałam dotykać dna i... biegłam dalej. Przyjemnie było tak unosić się w tej dziwnej substancji.
Wynurzyłam się na przeciwległym brzegu i otrząsnęłam z płynu, który szybko zniknął z mojej sierści - teraz dziwnie puszystej. Eskander dotarł tam tuż za mną. Uśmiechał się dziwnie, jakby starał się nie wybuchnąć śmiechem i nagle uświadomiłam sobie, że muszę wyglądać jak mała, owłosiona kulka.
- Co jest kolejnym punktem programu? - spytałam.
- Zależy co wolisz - odparł, dodając swoje trzy grosze - Nie wiedziałem, że lubisz kąpiele.
Spojrzałam mu w oczy, starając się nie wyglądać zbyt groźnie.
- Ja też nie.
Nie odpowiedział, więc zmieniłam temat:
- Teraz chyba najodpowiedniejsza byłaby polana. Wspominałeś o jakiejś...?
- Chodź - obrócił się i ruszył.
Podczas drogi utrzymywaliśmy ciszę. Nie nazwałabym tego milczeniem, zachowaliśmy się tak automatycznie.
Melancholijna, wolna przestrzeń wśród drzew, porośnięta trawą, pełna małych, srebrnych motylków... Jednym słowem: moja bajka. Miałam wrażenie, że oszaleję z niewypowiedzianej euforii. Kręciłam się, padałam na trawę, biegałam i robiłam różne podobne rzeczy zachwycając się najmniejszym drobiażdżgiem, a basior przyglądał się temu z nieskrywanym już zupełnie uśmieszkiem.

Eskander?

*u psów i wilków łokcie są tuż przy tułowiu

Od Cavalerii CD Hana

Stałam jak wryta i wpatrywałam się w ścianę. Nie ważne, wyszłam i poszłam pozałatwiać trochę zakurzonych spraw. Zapomniałam, wszystkie są pozałatwiane. Nie mam ochoty nic robić. Chcę mi się tylko i wyłącznie spać. Poszłam do jaskini i miałam ochotę zatopić się w swoich snach. I tak się stało. Zasnęłam kamiennym snem, i bólem głowy.

~~~~~~~~~~~
Popołudnie, 16:40

Ze snu wyrwały mnie mdłości. Rzuciłam się na zewnątrz i się no cóż, zrzygałam. Podniosłam głowę i otarłam pysk. Członkowie naszej watahy przechodzili tuż obok mnie i kierowali swoje spojrzenia w moją stronę. Jakby nigdy nie widzieli wilka, który nie za dobrze się czuł. Dobra to teraz przejdę się umyć. Moja sierść była posklejana i nie ułożona.
Gdy wyszłam spod prysznica od razu poczułam powiew świeżości. O nie, znowu chęć wymiotowania. Nie fajna sprawa, zrobiłam to co było trzeba i wyszłam. Skierowałam się w stronę jaskini Hannibala zobaczyć czy się ogarnął. Może ma przy okazji jakieś leki na wymioty i bóle głowy, no i przy okazji na rozdrażnienie. Ptaki, które ćwierkały wkurzały mnie na każdym kroku. Z miłą chęcią pozabijałabym je wszystkie.
- Cześć Darkna
- Hej Cav i- odpowiedziała wadera.
- Jak po wczorajszej imprezie?
- Ledwo co żyje, non stop rzygam - warknęłam.
- No sporo się działo - zaśmiała się. Zrobiłam duże oczy i odeszłam. Doszłam do jaskini.
- Han?! - Krzyknęłam, ponieważ nigdzie nie widziałam basiora. Wilk wszedł do jaskini drzwiami wejściowymi. W jego domu o dziwo było czyściutko. Basior z resztą też był ogarnięty.
- Masz jakieś leki?
- Na co?
- Hmmm.... rzyganie, ból głowy i rozdrażnienie?
- W ciąży jesteś? - Zaniósł się śmiechem.
- No chyba nie...
Basior wyjął z szafki proszki i mi je podał. Od razu je zażyłam.

Hannibal?

30 maja 2016

Od Hannibal'a CD opowiadania Cavalerii

Impreza była naprawdę świetna. Wszyscy bardzo dobrze się bawili, chodź trochę mnie to nudziło. Usiadłem nawalony na kanapie obok Cavalerii.
- Wisz słodziutka, jak żem sie nachloł? Tero idy spać. - Mruknąłem. Strasznie kręciło mi się w głowie, bolał mnie brzuch. O mało co się nie zżygałem od tego wszystkiego. Język plątał mi się strasznie więc postanowiłem już się nie odzywać.
- Hannibal, idź się połóż. - Powiedziała Cavaleria mierząc mnie wzrokiem. Przechyliłem nieprzytomnie łeb, i ruszyłem krzywo w stronę sypialni. Łóżko było zajęte. Prychnąłem i usiadłem na kanapie. Chwilę później, urwał mi się film...

*NASTĘPNEGO RANKA*

Obudził mnie jakiś ptak za oknem. Rozejrzałem się po pokoju, a mój wzrok zatrzymał się na pogrążonej w śnie, leżącej na mnie Cavalerii. Przewróciłem oczami i cicho ją podniosłem. Odłożyłem waderę na łóżku i przykryłem pościelą.
- Zajeb**cie. Mam kaca, spóźniłem się do pracy. Ku**a! Miałem być za dwadzieścia siódma, a jest dziesiąta! - Warknąłem cicho, patrząc na zegarek. Poszedłem do kuchni i zrobiłem sobie kawę. Po śniadaniu, wyszedłem na dwór, i starałem się unikać Cavalerii. Ale to się musiało stać.
- Hannibal? - Usłyszałem za sobą sfrustrowany głos wadery.
- Tak, to ja. - Odwróciłem się.
- Co ja robiłam na twoim łóżku, w twoim domu?! - Dopytywała się.
- Wiesz skarbie, nie jestem w stanie odpowiedzieć na wszystkie twe pytania. - Mruknąłem. - Ale za to ja chciałbym zapytać co ty robiłaś na mnie.
Cavaleria stanęła jak wryta.
- Nic nie pamiętam. - Powiedziała.
Uśmiechnąłem się podle, i zniknąłem za krzakami. I tak mnie znalazła, w mojej jaskini.
- Nie uciekaj. I tak cię znajdę. - Westchnęła. Zbliżyłem się do niej i pocałowałem ją. Ale nie do mnie należy takie zachowanie. Za chwilę zniknąłem za ścianą swej sypialni.

Cavaleria?

29 maja 2016

Od Eskandera cd. Nathing

Wadera uniosła na mnie swoje szare oczy i przez chwilę milczała, przyglądając mi się. Była chuda i mała, nawet mniejsza ode mnie. Wyglądała na dumną, pewną siebie wilczycę, która wie, czego chce, ponadto umie o siebie zadbać. Mój wzrok powędrował na zabrudzoną podłogę. Warstwa kleistego, bordowego płynu pokrywała znaczną jej powierzchnię, a drobne odłamki szkła można było dostrzec praktycznie wszędzie.
- Nie trzeba, sama obejrzę tereny. - zamrugałem kilkakrotnie, przenosząc wzrok na szarooką waderę, która wciąż się we mnie wpatrywała.
- Na pewno? Mógłbym Ci wszystko wyjaśnić, poopowiadać co i jak... Poza tym taki dostałem rozkaz. - skrzywiłem się, po chwili jednak posyłając jej ciepły uśmiech.
- Tak, na pewno. Rozejrzę się, przecież się nie zgubię.
Westchnąłem w duchu, mimowolnie zaczynając stukać pazurami o ziemię. Jeszcze raz przyglądnąłem się waderze, nie dochodząc jednak do żadnych nowych wniosków. 
- Co to? - spytałem, kierując wzrok na ciemną posokę, która pokrywała znaczną część jaskini.
- Nic. - odparła, po czym, zapewne widząc mój pytający wzrok, dodała - Nie bój się, nie krew.
- To chyba dobrze. - odparłem, tak jakby od niechcenia - Z tego, co mi wiadomo, jesteś wojowniczką, a nie uzdrowicielką czy magiem.
- A co to ma do rzeczy?
- Noszenie krwi w fiolkach nie jest w twoim zawodzie zbyt normalne, czyż nie?
Poza tym, owa ciecz pachnie zbyt słodko jak na krew, ma zbyt kleistą konsystencję i coś za bardzo się błyszczy.
Wadera, która automatycznie zaczęła przyglądać się tajemniczej - przynajmniej dla mnie - substancji, subtelnie, aczkolwiek zauważalnie, przekręciła oczami. Nie wydało mi się to jednak lekceważące, bardziej przypominało to zwykłe znudzenie tematem. Chrząknąłem, lekko przekręcając łeb i powoli ruszając ku wyjściu.
- Może jednak skusisz się na mały spacer?
- Nawet nie wiem, jak masz na imię.
Zmarszczyłem brwi, chwilowo popadając w zamyślenie. 
- Czyżbym się nie przedstawił? - pomyślałem na głos, a wadera wciąż stała w miejscu, nieskora do rozmowy. - Eskander, młody strateg, miło mi.
Skinęła głową, ruszając do przodu. Sukces!
- To gdzie chcesz najpierw iść? Polana, centrum, jezioro?

Nathing?
<przepraszam, że tak długo...>

Od Cavalerii CD Hannibala

- Cóż, z miłą chęcią - odpowiedziałam i pomachałam Darknie na pożegnanie. Basior zamówił i zapłacił za drinka. Nawet nie mrugnęłam, a już piłam napój. Wilk patrzył na mnie jakby czegoś wyczekiwał. Alfa naszego stada siedziała na kanapie i bacznie obserwowała towarzystwo. Coś mi tutaj nie pasowało. Mam wrażenie, że ktoś nas obserwuje... i miałam rację, nad nami krążył dziwny ptak z trzema oczami.
- Hannibal, popatrz...
- Na co, chodź tańczyć!
- Coś lata w twojej jaskini, durniu - powiedziałam i zerwałam się z miejsca. Moje oczy stawały się czerwone, a ja zaczęłam wymawiać dziwne słowa. Wzywałam demony. Nie wiedziałam kto to, wiedziałam, że to wróg. Za 30 sekund będą się tutaj walały części tego wielkiego ptaka. Wilki nie zwracali na mnie uwagi, bawili się na całego. Jedynie alfa mnie cały czas obserwowała. Zginął, ptak zginął.
- Co to było?
- Nie wiem Han, wiem, że to był wróg - powiedziałam ze śmiałym spojrzeniem na zakrwawiony sufit. 
- Przytul mnie... proszę - nie wierzyłam w to co mówię. Wilk bez wahania przysunął się do mnie. Ja z całej siły zaczęłam się wtulać w gęste futro basiora. Nie mam siły do niczego, nie ważne, że jestem znowu młoda i pełna siły, ale to tylko fizycznie. Odsunęłam się od wilka.
- Dziękuje Hannibalu...
- Za co?
- Po prostu za to, że jesteś- zrobiło się za słodko. - Chodź tańczyć! - Ruszyliśmy w dziki tłum. Wszyscy się świetnie bawili, taaa ciekawe co będzie jutro...

Hannibal?

Od Jokera CD Darkna

Ciemna wadera zaprowadziła mnie pod stary dąb. Chyba chciała mnie na coś nabrać.... znowu... Cóż, w końcu ją lubię. I jak tu jej nie odpuścić.
- Po co my tu przyszliśmy? - Zapytałem się Dany.
- Pogadać. Co już nie wolno? - Podniosła brew.
- Wolno, wolno. - Szybko stwierdziłem i skinąłem głową.
- Berek! Gonisz. - Pyrgnęła mnie wadera i pobiegła na południe.
- Zaraz cię złapie! - Poleciałem za nią. Miała przewagę gdyż miała skrzydła. Biegaliśmy po wrzosowisku. Wadera upadła.
- Darkna! Nic ci nie jest?
- Nie, nic.
- To... gonisz! - Spojrzałem na nią szczerząc się. Trochę chyba jak walnięty.
- Jo. Odwala ci?
- Nom. - Uśmiechnąłem się robiąc zeza.
- Jesteś walnięty.
- Wiem...
- Wiesz co?
- Co?
- Ja...
- ...Cię...
- ...Lubię. - Dokańczaliśmy po sobie. Jak by nas splątały pnącza losu. Miałem uczucie jakbyśmy byli sobie przeznaczeni.
- To jak, gonisz mnie?
- Pewnie! - Wadera rzuciła się na mnie jak na zwierzynę. Zaczęliśmy się turlać po wilgotnej trawie. Spadaliśmy tak ok. 18 metrów. W końcu skończyliśmy.
- Joker, ale z ciebie super gość.
- Dzięki. Ty też niczego sobie.
- Hih.
- Idziemy do mnie?
- Ok. - Poszliśmy do mnie. Tam zjedliśmy porządny obiad i napiliśmy się.
- Dlaczego nie lubisz jak cię nazywają Dana?
- Długo opowiadać...
- Powiesz mi jutro.
- Nie, mogę teraz. - Wadera opowiedziała mi wszystko co do joty.
- Fascynujące. - Wsłuchiwałem się w jej słowa. - Pięknie opowiadasz.
- Dzięki.
- Darkna.
- Tak?
- Czy...
- Czy...?
- Wyjdziesz za mnie?

Darkna? Tak, to moje oświadczyny. xd

Od Nathing

Śnieg. Przede mną jedynie połać bieli, płatki powoli opadają na ziemię. Pięknie. Melancholijnie.
Przeszłam przez polanę zostawiając okrągłe wgłębienia w idealnie równej warstwie. No i gdzie on się podział?
Pryknęłam cicho, co mogło być zaczątkiem psiknięcia. Pięknie. Tylko tego mi brakowało.
Nie wiem czemu akurat mnie posłali na oprowadzenie nowego, sama praktycznie byłam nowa. Miałam ochotę zapomnieć o tym całym Davidzie i wrócić do ciepłej, pustej jaskini. Nie mogłam jednak mu tego zrobić. Tylko teraz muszę się znaleźć odpowiedź na pytanie: Gdzie on, u licha, jest?
Pomiędzy drzewami mignęła mi błękitna kitka. ,,Inwazja niebieskich lisów" - pomyślałam ironicznie przyglądając się jak spomiędzy drzew wyłania się czarny basior.
- Witaj - zaczęłam z pełną parą. Najwyraźniej dopiero teraz mnie zauważył, ale nie dał po sobie poznać zaskoczenia. - Mam oprowadzić cię po watasze. Zaprowadzę cię najpierw do Jeziora.
Patrzył na mnie ze stoickim spokojem wciąż stojąc w miejscu.
- Idziemy - zakomendowałam, obracając się w odpowiednią stronę. Im szybciej skończymy tym wcześniej znajdę się w swojej jamie - Masz już jaskinię? - zapytałam.
- Jaskinię? - powtórzył nieco chrapliwym głosem.
No przecież. Będę musiała go tam zaprowadzić.
- Pokarzę ci.
Zwykle nie byłam tak otwarta na innych, ale zależało mi żeby zdominować sytuację i odpowiednio szybko oprowadzić go po terenach. Szłam więc przed siebie raźnym krokiem mając nadzieję, że nie będzie nas spowalniał.
Skręcaliśmy właśnie ostro przy jednej ze skał, gdy coś zmusiło mnie do gwałtownego zahamowania. Przed nami szczerzyła się ciemna postać, jakby zbudowana z mroku. Może opis tego nie pokazuje, ale wyglądała naprawdę groźnie i raczej nie była do nas przyjaźnie nastawiona. Z krzaków wypadła Darkna i właśnie miałam się jej zapytać, co się dzieje, kiedy stwór rzucił się w moją stronę.
,,Tak się nie będziemy bawić" pomyślałam uaktywniając swoją moc. Moje oczy zaczęły świecić...

Darkna? David?

28 maja 2016

Od Hannibal'a CD Cavalerii

Uśmiechnąłem się krzywo i parsknąłem śmiechem.
-A to nie ma przypadkiem jakichś skutków ubocznych? - Zapytałem.
-Nie wiem! Chodź! Mam ochotę popływać, zrobić coś głupiego! - Darła się i podskakiwała. Przewróciłem oczami i usiadłem na tyłku.
-Pojebało cie że o tej porze będę pływał. - Mruknąłem.
-Jeju no chodź! Zróbmy coś! Pobiegamy, cokolwiek!
-Chcesz to idź droga wolna! - Odwróciłem się i ruszyłem przed siebie.
-Dobra czekaj.
Zatrzymałem się i bokiem spojrzałem na suczkę szyderczym wzrokiem. Uśmiechnąłem się złowieszczo, i czekałem na to co powie.
-Może zrobimy imprezę? - Przechyliła łeb.
-Nie bądź śmieszna. Jutro idę do pracy. - Westchnąłem. - Ale fajnie by było się trochę upić...
-Tak! Dobry pomysł! - Uśmiechnęła się.
-To widzimy sie u ciebie w jaskini za godzinę. Zwołam paru znajomych, ogarnę się i przyjdziemy. - Rzuciła i zniknęła za krzakiem. No brawo Hannibal! Sprawiłeś sobie kłopoty. Szybko znalazłem się w jaskini. Zdążyłem posprzątać i przygotować mini "bar".  Dobrze że w szafkach były jeszcze dwie zgrzewki piwa. Godzinę później, jak było ustalone zjawiła się Cavaleria z X, Longmą, Oleandrem, David'em, Naturą i Darkną. Później przyszedł jeszcze pan alfa, Zero, aby sprawdzić co sie u nas dzieje, ale i tak został. Odpaliłem muzykę i wszyscy zaczęli tańczyć. Szukałem Cavalerii, która gadała z Darkną przed jaskinią.
-Cavi, mogę Cię prosić? - Zapytałem.
-Tak, jasne.
Odeszliśmy kawałek od tłumu, i zacząłem :
-Nie wiem czy to sie dobrze skończy. - Mruknąłem.
-Wszystko okej, nigdy sie nie bawiłeś? - Zapytała  wkurzona. Aby załagodzić sytuacje, postanowiłem że podsunę się do niej. Przybliżyłem swój nos do jej, tak, aby zostały max 2 cm.
-Zawsze tak zajebiście się bawiłem, że nie wyobrażasz tego sobie. Ale wiesz, lepiej uważać na swoje poczynania. Nie raz wpadłem z jakąś dziwką, i nie najlepiej sie to skończyło. - Warknąłem. Podniosłem łeb i odwróciłem się.
-Chodź, stawiam ci drinka. - Powiedziałem.

Cavaleria?

27 maja 2016

Oleander cd. Longma

- Przez poznania do Śmierci?
- Tak. Ale moim ulubionym wersem jest Przez śmierć do nieśmiertelności. 
- Jesteś młoda, nie powinnaś myśleć o takich rzeczach. 
- Mam już 6 lat Oleandrze. To nie tak mało.
- Właśnie dziś skończyłem 10, jesteś o wiele młodsza. 
- Naprawdę masz dziś urodziny?
- Tak.
- Przepraszam, nie wiedziałam, wszystkiego najlepszego! Czego mogę ci jeszcze życzyć...
- Tego, abym przeżył kolejne 5 lat...
- Dlaczego?
- Przecież wiesz. Jestem chory. Choroba skraca moje życie o około 5-6 lat. Tyle mi właśnie zostało.
- Nie możesz kupić eliksiru nieśmiertelności? 
- On chroni przed działaniem czasu, nie ran i chorób.
Longma spuściła głowę i do mnie podeszła. Wtuliła się w moje ciało. 
- Mogę coś dla ciebie zrobić?
- Zostań ze mną, na zawsze.
Nachyliłem się i ją pocałowałem. (po wilczemu xD) Upadliśmy na podłogę. Przytuliłem się do niej mocno, a ona to odwzajemniła. Byliśmy razem?

Longma?


Większość obrazków i zdjęć umieszczonych na blogu nie jest naszego autorstwa.

Proszę o nie kopiowanie treści z bloga w celach własnych bez wiedzy administratorki.

Szablon wykonała Fragonia dla bloga
Sisters of The Template