22 stycznia 2018

Od Harbingera cd. Ingreed

Dwa basiory i jedna wadera. Doczekałem się potomstwa przed ukończeniem 20 lat, czyli przed śmiercią. Każde ze szczeniąt było silne i zdrowe, nie mogę tego samego powiedzieć o In. Umarła, prawie. Mówili, że coś poszło nie tak. Och, jaka szkoda, że tym czymś była prawie śmierć mojej żony. Wadera, mimo że oddychała, wyglądała jak trup. Miała posklejaną i brudną sierść. W połowie we krwi. Na jej brzuchu widniała wielka blizna. Zresztą nie tylko tam. Została pocięta od pasa w dół. Słyszałem za każdym razem, gdy mnie wołała we śnie. Tylko tam mogłem ją odwiedzić. Spała już od kilku dni. Schudła. Każde spotkanie zaczynała tymi samymi słowami. Każde kończyło się tak samo. Nie wiedziała, że urodziła. Dni niepewności w końcu minęły i wilczyca otworzyła swoje smutne, okropne oczy. Były czerwone. Nie jak krew, lecz jak rubin. Brak początkowej świadomości był objawem tego, że cały czas próbowała się z kimś skontaktować poprzez sen. Przeszło jej po kolejnym dniu. Tym razem wołała mnie na prawdę. Nadal leżała, ale miała uniesiony łeb.
- Witaj In. - Spojrzałem w jej oczy. Płakała krwią. Coś zdecydowanie było nie tak.
- Musisz mi powiedzieć wszystko. Ja nie czuję się tak jak wcześniej. Wiem, że były spore problemy. Mów.
Prosiła, a ja opowiedziałem jej wszystko. Nie byłem w stanie trzymać najgorszej prawdy w tajemnicy.
- To był twój pierwszy i ostatni miot. Zresztą i tak przez to, co doświadczyłaś, nie chciałbym więcej mieć tych małych pomiotów piekła.
- Wypluj te słowa albo rozwalę ci głowę przy najbliższej okazji.
To nie był żart.

Ingreed?

Odchodzi

Powód: śmierć.
Żegnamy pierwszą ofiarę wojny.

WolfRoad

Od Leloo

Ostatnie ostre podmuchy wiatru odeszły już w zapomnienie. Nadeszła wiosna, a z nią nadzieja na lepsze jutro. Tak przynajmniej myśleli wszyscy śmiertelnicy. Tego dnia było bardzo gorąco. Nie spodziewałem się, że coś będzie nie tak. Tradycyjnie wyruszyłem na poranny patrol. Zwykłe sprawdzanie terenów. Od początku czułem, że ktoś za mną idzie. Obserwuje mnie, węszy. Nie zwracałem na to uwagi. Napiłem się wody ze strumyka. Wtedy zobaczyłem odbicie. Stało za mną. Coś, czego nigdy się nie spodziewałem. Smok z krwi i kości, ale zaraz potem zniknął. Jakby rozmył się w powietrzu. Stworzyłem jedną, małą kulę ognia i wypuściłem przed siebie. Wtedy się zaczęło. Nagła panika wywołana przez jednego osobnika zbudziła pozostałe. Spłoszone smoki wzbiły się w powietrze. Zrobiło się ciemno jak w nocy. Jakby któryś z nich mógł zjeść słońce, a może tak się stało? Rozwścieczyłem je, to było pewne, bo kiedy ogień zgasł, jeden po drugim zaczęły swój atak na mnie. Szanse? Brak. Ostatnie słowa? Już dawno powinienem leżeć martwy, lecz było coś, co musiałem zrobić przed sądem ostatecznym. Ostatnia wizja dla Ingreed. Musisz to zobaczyć. Wszystko, co teraz się dzieje. Moje ciało rozrywane na strzępy. Krew, ogień oraz niezliczona ilość smoków. Koszmar. Słońce, które zniknęło. Ból oraz smród palonego ciała. Ostatni oddech. To wcale nie jest zimno, światło na końcu, całe życie przewijające się przed oczami. To nie jest to. Tylko ktoś, kto ją przeżyje, może stwierdzić, jaka naprawdę jest. Wieczna, bezczelna. Śmierć jest jedynym ratunkiem przed życiem, którego się nie chce. Jest przyjaciółką, tylko wtedy, kiedy w to uwierzysz. Śmierć jest jak

Koniec.

Od Antilii Quest #2 (ogólne)

Właśnie powoli rozciągałam się po kilkugodzinnym śnie. Słońce delikatnie oświetlało moją jaskinię. Dziś nie miałam nic ważnego do roboty… W ogóle nie miałam jakichś zadań na dzień dzisiejszy. Miałam ochotę coś zrobić…
Dlaczego nie zwiedzić kawałek świata?
Ayoko jeszcze smacznie spał i nie chciałam go budzić. Owinęłam go ciepłej, aby zimne powietrze nie obudziło za wczas. Mimo chłodnego powietrza pogoda była wspaniała…
Niebo miało odcień wspaniałego, królewskiego błękitu i nie było widać żadnej chmury. W nocy musiał spaść świeży śnieg, ponieważ widać było nową warstwę śnieżnobiałej powłoki przykrywająca ziemię. Gałęzie drzew przyozdabiały sople lodu, które załamywały światło by te mogło rozbłysnąć barwami na zimnym puchu. Ptaki, które zostały, cicho ćwierkać lub skrzeczały między sobą. Reszta zwierząt zaszyły się gdzieś w swoich jaskiniach czy norach, aby spokojnie spać albo przeczekać zimę. Taka pogoda powinna być częściej…
Miałam ochotę zrobić coś dla siebie. Nie jestem wprawdzie badaczem czy odkrywcą, ale nie znaczy to, że nie mogę poznać coś nowego. Niewielki spacer dobrze mi zrobi. Zastanawiałam się, czy nie użyć skrzydeł, jednak zrezygnowałam z pomysłu. Z chęcią pochodzę teraz twardo po ziemi. Ostatnio zbytnio nadużywałam zdolności do lotu. Podeszłam do wyjścia mojej jaskini, aby spojrzeć na lodowy krajobraz. Kochałam takie widoki.
Wróciłam do środka i zabrałam kilka rzeczy na wszelki wypadek. Jak najciszej mogłam, wzięłam torbę i spakowałam kilka sztuk lin, nożyk, mapę oraz jedzenie. Przy okazji znalazłam atrament oraz pergamin. Naskrobałam wiadomość dla młodego, aby nie martwił się o mnie, podczas gdy ja będę zwiedzać świat. Niech śpi spokojnie… Liścik położyłam w widocznym miejscu a przed wyjściem dokładniej opatuliłam Ayoko kołderką aby nie zmarzł nadto. Rzuciłam okiem na swój dom czy wszystko jest w porządku… Spojrzała na małego i dałam mu całusa w jego czoło. Spojrzałam w kierunku linii horyzontu i ruszyłam ku nowej przygodzie.
Nie wiedziałam, wtedy co się szykuje…
***
Szłam tak od kilku godzin. Byłam w jakiejś puszczy… Wiekowe drzewa niemalże sięgały nieba swoimi gałęziami, jakby chciały złapać słońce i mieć je tylko dla siebie. Śnieg powoli stopniał, więc widać, że zima ustępuje powoli wiośnie. Roślinność powoli budziła się do życia po kilkumiesięcznym śnie. Zauważyłam nawet kilka przebiśniegów, które, jak sama nazwa mówi, przebijają się przez śnieg, aby zażyć nieco promieni słonecznych. Sople i śnieg na gałęziach drzewnych olbrzymów topnieje, zmieniając się w płynną ciecz znaną jako woda. Delikatnie stawiałam kroki w miękkim śniegu… Co jakiś czas śnieg skrzypiał pod moim ciężarem…
Nagle jednak śnieg wydał trzask…
Stałam nieruchomo, aby nasłuchiwać. Gdzieś w oddali usłyszałam zgrzyt, podobny do tego, który powstaje w wyniku potarcia zardzewiałych kawałków metalu. Kątem oka zauważyłam jakiś ruch…
Nagle ziemia zniknęła mi spod nóg. A ja spadałam gdzieś w głąb ziemi. Chciałam użyć skrzydeł, jednak miałam wrażenie, jakby… ktoś związał mi je niewidzialną liną. Machałam bezwładnie łapami i spróbowałam zahaczyć się o szczelinę w ścianie. Pomysł był zły, ponieważ nie wypalił i miałam bardzo zranioną łapę. Ścianka nie była zbudowana tylko z ziemi, ale też pełna ostrych kamieni. Nie krzyczałam. Często tak spadałam podczas lotu i zdążyłam się przyzwyczaić do tego uczucia. Nie było sensu krzyczeć na darmo…
W końcu twardo wylądowałam na ziemi. Usłyszałam jakiś trzask łamanych kości. Upadłam z całym impetem na prawy bok. Ból przez chwilę mnie zaskoczył, jednak szybko odzyskałam trzeźwość umysłu. Wstałam powoli i również w tym tempie oddychałam, aby nie nasilać cierpienia.
Nie było dobrze. Zauważyłam klatkę.
A ja byłam uwięzioną zwierzyną. Podeszłam wolno najbliżej granicy mojego więzienia i spojrzałam na miejsce, w jakim się znalazłam.
Jaskinia była średniego rozmiaru. Na ozdobnych ścianach płonęły pochodnie, które rzucały nieco światła do tego pomieszczenia. Zauważam też jakieś rzeźby… Przedstawiały one wilki z dumnie uniesionymi głowami i… rozłożonymi skrzydłami. Są takie same jak moje! Wiem, że brzmi to dosyć dziwnie, ale taka jest prawda… Spotkałam kilka wilków podobnych do mnie, jednak nasze skrzydła różniły się na swój sposób. A te wyrzeźbione…
Nie. To nie może być zwykły przypadek.
- Bo nie jest… - powiedział ktoś głosem tak zniekształconym, ale jednocześnie wyraźnym. Odwróciłam głowę w stronę owego głosu. Zatkało mnie.
Nie był to wilk, tylko coś w rodzaju widma czy ducha, utworzony z czarnego dymu, który formował postać. Była dobrze zbudowana, o ile nie zbytnio napakowana mięśniami… Łapy silnie przywierały do ziemi, jakby ich właściciel miał zaraz odlecieć. Krok był zdecydowany i pewny a oczy… Oczodoły zionęły pustką, a coś co można było nazwać tęczówka czy źrenicą, miało krwisty odcień, jaki w życiu nie widziałam.
- Masz rację, moja droga. To nie przypadek. Trafiłaś tu przeze mnie. To ja cię tu sprowadziłem… -mówił powoli i wyraźnie, jednak coś sprawiało, że nie miałam ochoty go słuchać. Coś wewnątrz mnie ostrzegało mnie, że to nie jest przyjaciel… Z kamienną twarzą obserwowałam go. Czegoś ode mnie chce, tylko co?
Wilk zaśmiał się cicho i piskliwie.
- Zgadza się. Chce coś od ciebie… - powiedział, odsłaniając coś, co miało przypominać zęby. Wzdrygnęłam się. Nie podoba mi się to…
- Coś od ciebie… - mamrotał do siebie, jakby mnie tu nie było. Jednak po chwili odzyskał świadomość, że też jestem tutaj. Natychmiast znalazł się przy kratach klatki, w której się znajdowałam. Spojrzał na mnie swoimi ślepiami, przekręcając mnie wzrokiem.
- Czy ty naprawdę nie wiesz, kim ja jestem?! - ryknął. Ja odruchowo cofnęłam się na drugi koniec klatki. Miałam wrażenie, że jego oczy zapłonęły. - Czy ty naprawdę mnie nie poznajesz? - dodał nieco łagodniej, ale mimo to czułam jego gniew. Chodził tam i we wte, nie spuszczając mnie z oczu. Ja podobnie go obserwowałam.
Nagle uderzył mnie potężny ból głowy. Jakby tysiące szpilek były wbijane i wyciągane jak podczas szycia… Widziałam obrazy, jednak poruszały się za szybko, więc nic nie zdołałam rozróżnić, jedynie pojedyncze sceny, które natychmiast znikały… Trzymałam się na nogach, ale ile jeszcze dam radę pociągnąć… Niespodziewanie ból zniknął, tak samo jak się pojawił. Szybko oddychałam, aby się uspokoić, Podniosłam wzrok na zjawę.
Nic się nie odezwałam. Znał doskonale odpowiedź, ponieważ jego oczy rozszerzyły się, aby następnie delikatnie zapłonąć.
- Twoja żałosna matka zrobiła to specjalnie… - odwrócił się plecami do klatki, chcąc pomyśleć. Na te słowa moje oczy zrobiły się jak spodki. On… on znał moją matkę?! Z chwilą, gdy dołączyłam myśl, natychmiast uderzył łapami w kraty i włożył pysk między pręty i wyszczerzył zęby gotowe mnie rozszarpać w każdej chwili.
- Tak, znałem tę brudną sukę. Podobnie jak twojego cholernego tatusia… - mruczał pod nosem, nie zwracając na mnie uwagi. Jednak po chwili przypomniał sobie o manierach.
- Nie bój się… -powiedział cicho, podchodząc do czegoś, co zostało przykryte jakimś czarnym materiałem. Spojrzał na mnie, uśmiechnął się toksycznie i odsłonił wózek pełen narzędzi chirurgicznych i innych przedmiotów stosowanych podczas tortur.
Przełknęłam ślinę.
Nie mam ochoty na upiększanie.
Niespodziewanie widmo wilka jakby osłabło… Nie umiem tego sprecyzować. Tak jakby… zbladł. Spojrzałam na siebie. Pojawiło się delikatne światło, gdzieś na miejscu serca. Świetlista kula odkleiła się od mojej sierści i zaczęła wirować wokół mojej piersi. Blask rósł, pochłaniając coraz więcej mojego ciała. Z każdą chwilą czułam się bardziej skołowana, było mi niedobrze i kręciło się w głowie. Nie wiem, co to jest i co się ze mną dzieje. Słabłam z każdą sekundą, otaczana przez biel. Potem usłyszałam czyiś wrzask, a potem poddałam się tajemniczej mocy.
***
Pierwsze poczułam zimno. Miałam przemoczone futro. Czułam wodę, która chce wtargnąć pod powierzchnie sierści. Powoli otworzyłam oczy. Nic nie dostrzegłam. Była głęboka noc. Po krótkiej chwili byłam w stanie rozróżnić pojedyncze obiekty. Byłam chyba… w jakimś lesie… Leżałam na roztopionym śniegu. Całe ciało mnie bolało. Tym bardziej głowa. Spróbowałam wstać. Nogi jednak odmówiły mi posłuszeństwa. Jednak nie poddawałam się. Przeczekałam dłuższy moment i ponowiłam próbę. Udało mi się wstać, jednak nogi mam jak z waty. Zrobiłam krok. Nadal się trzymam, choć mam ochotę zasnąć tu i nigdy się nie obudzić, jednak muszę wracać.
Spojrzałam na siebie. Wyglądałam gorzej niż koszmarnie.
Będę musiała się gęsto tłumaczyć…
Jednak teraz czas wracać do domu.
Ale mimo to te słowa o mojej rodzinie nie dawały mi zasnąć. Dzięki temu nadal trzymałam się w pionie.
Czas wracać do swojej rodziny - pomyślałam gorzko.

Od Zero CD Zafiry

Byłem pod wrażeniem wadery. Stała sobie od tak, i głaskała po głowach te małe, szkaradne bestyjki. Nie sądziłem, że ktoś mógłby znaleźć sposób aby je ujarzmić. Do tej pory.
- Są jak małe kotki. - powiedziała, kierując słowa do mnie. Uśmiechnąłem się lekko, wychodząc wolnym krokiem z cienia.
- Być może, ale tylko w dobrych rękach. - odparłem spoglądając na nią zaciekawiony. Powoli zapadał zmrok, więc lekko zaniepokoiło mnie to że wadera wciąż szwenda się po watasze. Nie powinna wychodzić o tej porze. Nikt nie powinien. - Dlaczego wyszłaś tak późno? Żaden wilk nie powinien wybierać się na spacerki, podczas gdy wszędzie są te bestie. To niebezpieczne. Te są małe i potulne, ale tak wielkiego jak słonia nie jest  łatwo okiełznać.
Wadera zmierzyła mnie wzrokiem, po czym spłoszyła małe zwierzątka. Te w pośpiechu zniknęły w lesie. Rozejrzałem się wokoło, zamierzając wrócić już do siebie. Moja żona na pewno się o mnie martwi. Nie powiedziałem jej gdzie idę, chodź powinienem aby mogła iść w spokoju spać. Wadera zatrzymała mnie, doskakując do mojego boku i wyrównując krok.
- Zero, tak? - westchnęła.
- Chyba nie muszę ci się przedstawiać. - spojrzałem na nią kątem oka. - A więc, Zafiro. Wiesz, że zostaliśmy przydzieleni do tej samej grupy?
Wadera zdziwiła się lekko, że wiem o niej tak dużo. Przyjdzie nam razem pracować, a przecież najlepiej pracuje się z tymi, których można nazwać swoimi przyjaciółmi. Trzeba umieć na sobie polegać, i sobie ufać - a zwycięstwo będzie w naszej kieszeni. Odkąd moja córka została samicą alfa, moje życie zmieniło się o 180 stopni. Nie mam na głowie już tylu obowiązków, więc mogę zapoznać się z członkami mojej watahy.
- Świetnie, tyle że...Chciałam zmienić grupę. - mruknęła cicho, najprawdopodobniej zawiedziona faktem o którym mówiłem wcześniej. Zmarszczyłem czoło, unosząc brew w górę.
- Coś jest w niej nie tak? - postanowiłem zapytać. - Jeśli będziesz miała uzasadniony powód, porozmawiam z córką na temat przeniesienia ciebie.
- Już z nią rozmawiałam.
- Co powiedziała? - spojrzałem na nią czekając na odpowiedź.



Zafira?

Od Zafiry

Podreptałam szybkim krokiem do siedziby oddziału VII. Oblivion przydzielił mi dwa nieduże króliki.
Nicolaya nie zastałam w jego jaskini, podobnie było też z wybraną przez niego kryjówką. Postanowiłam więc udać się do Kesame. Zastałam ją w towarzystwie brata. Oboje patrzyli na mnie lekko zmieszani. Najwyraźniej przerwałam im ważną rozmowę.
- Mam wątpliwości co do oddziału, do którego mnie przydzieliliście. Powinnam raczej trafić do czwórki, nie szóstki. Lepiej czuję się w pomocy innym wilkom, niż w walce. - powiedziałam bez zastanowienia.
Przygryzłam lekko dolną wargę, oczekując odpowiedzi. Przenosiłam wzrok z fioletowo-szarego basiora na jego siostrę. Oboje przez chwilę stali w milczeniu.
- Nie znasz swoich możliwości. - odezwała się w końcu alfa.
- Masz ogromny potencjał. - dodał Nicolay.
Prychnęłam cicho.
- Widzisz potencjał we wszystkich. - stwierdziłam, patrząc mu w lawendowe tęczówki.
- Bo każdy go ma. Ale ty masz większy niż pozostali.
- Czyli nie mogę liczyć na przeniesienie?
Rodzeństwo jednocześnie zaprzeczyło. Niezadowolona odwróciłam się, prezentując im długi ogon, po czym wyszłam.
Gdy wychodziłam, drogę przeciął mi średniej wielkości dero. Najprawdopodobniej była to samica, ponieważ niezainteresowany mną smok jedynie rzucił na mnie okiem, upewniając się, że nie stawię zagrożenia i ruszył w swoją stronę.
Nigdy nie wierzyłam, że smoki to bestie. Od zawsze uważałam je za bardzo inteligentne istoty i nie miałam w zamiarze żadnego z nich krzywdzić. Nawet za cenę wyrzucenia.

~*~*~*~*~*~

Zbliżał się zmierzch. Mimo dość dosadnych ostrzeżeń od strony alfy, nie specjalnie spieszyło mi się do domu. Piątka niewielkich zmór leciało w moim kierunku. Gdy jeden z nich miał w zamiarze wbić się zębami w moją łopatkę, pogłaskałam go delikatnie po grzbiecie. Reszta widząc mój ruch zwolniła prędkość lotu i wylądowała obok mnie, obdarzając ciekawskim spojrzeniem.
Nieznany mi wilk przyglądał mi się uważnie.
- Są jak małe kotki. - powiedziałam w jego kierunku, dając mu do zrozumienia, że go zauważyłam.

Ktoś?

21 stycznia 2018

Od Nicolaya - ODCW - początek wojny

Słońce odbijało się w wodospadzie, nadając jej kolorowy połysk. Niewielki tęczowy łuk przecinał powietrze nad wodą. Wszedłem w wodną ścianę, wstępując do niewielkiej jaskini. To już druga, którą dzisiaj odkryłem. O wiele większa od poprzedniej, mieszczącej jedynie jednego wilka.
Z pomocą magii utworzyłem ścieżkę kamieni, prowadzącą do niej. Była nie zauważalna z daleka, jednak spokojnie można było po niej przejść bez narażania się na kąpiel.
Spojrzałem w błękit nieba. Ani jeden obłok nie przysłaniał dzisiaj słońca. Moim oczom ukazał się smok, przecinający niebo. Nie pierwszy raz widziałem ten gatunek gada. Kilka niewielkich zamieszkiwało las na terenach watahy. Ten jednak o wiele większy, wzbudził ze mnie niewielki niepokój. Po chwili pojawiły się kolejne. Było ich całe stado.
Przekląłem pod nosem. Zerwałem się z miejsca i pomknąłem do jaskini Kesame.
- Smoki! - krzyknąłem gdy wpadłem do środka - Całe stado, Kes.
Szara wadera spojrzała na mnie zdziwiona. Więcej słów nie było potrzebne. Zrozumiała.
Wiedziałem, że jest zdenerwowana. Widziałem, jak zaciska zęby. Mimo to nawet nie drgnęła, gdy zauważyła ogromne ciało pokryte błyszczącymi, brązowo-szarymi łuskami.
- Zwołaj watahę. - powiedziała z wymuszonym spokojem - Pod wielkim dębem.
Wybiegła z jaskini, najprawdopodobniej po poradę od matki.

~*~*~*~*~*~

Dziesiątki par oczu w różnych kolorach wpatrywały się we mnie, czekając na informacje. Nie widząc siostry nigdzie w pobliżu zacząłem mówić:
- Naszą watahę zaatakowały smoki. - starałem się zabrzmieć pewnie - Nie wiemy, skąd są, jednak nie mają pokojowych zamiarów.
Tłum rozbrzmiał szeptami. Niektórzy spoglądali po sobie, inni wpatrywali się we mnie. Byli przekonani, że wiem co robię.
- Zostaniecie podzieleni na oddziały. Każdy z nich będzie miał swojego dowódcę i jego zastępce. - wśród wilków zauważyłem Ingreed, przytulającą trzy szczeniaki - Powstanie także jeden dla szczeniąt, które będą chronione w świątyni.
Spojrzałem na Inveth, która przytulona do mamy rozglądała się dookoła swoimi brązowo-miodowymi oczami. Uśmiechnąłem się lekko.
- Już jestem - usłyszałem za sobą lekko zdyszany głos Kesame - Co im powiedziałeś?
- Że zostaną podzieleni na oddziały. - zwróciłem się do niej.
- Dobrze... - mruknęła cicho - Pomożesz mi, prawda? Nie zostawisz mnie z tym samej?
Zauważyłem, jak zadrżała.
- Oczywiście, że nie zostawię, Kesieniuczku. - uśmiechnąłem się w jej kierunku.
- Przywódcami oddziałów -zwróciła się do wilków - zostaną: Nathing, Nicolay, Rena, Ariene, Rainbow, Oblivion, Romeo i ja.
Potem przez dłuższą chwilę omawiała temat kryjówek, smoków, oddziałów... było tego bardzo wiele. W końcu jednak udało się jej powiedzieć o wszystkim i członkowie watahy rozeszli się.
- Boje się, Nicolay... - szepnęła, gdy ostatni wilk zniknął nam z oczu.
- Wszyscy się boją, Kesiu. Ja też.
Przytuliłem ją czule.
- Pomogę ci. Będzie dobrze.

Wojna

Wataha Smoczego Ostrza rozpoczyna drugą w swojej historii wojnę.

Na tereny naszej watahy zawitały smoki. Najprawdopodobniej przyciągnęły je tu liczne jaskinie, jednak nie znamy powodu, przez który były zmuszone opuścić swoje dawne miejsce zamieszkania.
Od tej pory każde opowiadanie ma uwzględniać trwanie wojny.

Podczas tego wydarzenia obowiązują dwie nowe zasady, dotyczące pisania opowiadań:
- wojna nie może zostać spowodowana przez jakiegoś złego krewnego twojego wilka, który nasłał na watahę smoki, wiedząc, że jest tam jego potomek itp.
- od tej pory WSZYSTKIE opowiadania muszą być związane z wojną


Wrogowie:

*Długość podawana jest od piersi do końcówki ogona, a wysokość od początku łapy do czubka głowy, na maksymalnie wyciągniętej szyi. 

Kameleon
ShadowDragon22
 Agresywność: 2/10
Rozmiar: 
- wysokość: 3-4 m
- długość: 6 m
Działalność: Funkcjonuje jedynie za dnia. Jego nazwa nie wzięła się z nikąd. Potrafi doskonale się kamuflować, a także zmieniać kolor zwoich lusek. W większości przypadków głównie obserwuje. Zachowuje się, jakby jego zadaniem było zebrać informacje o naszej watasze i jej członkach. Najprawdopodobniej pełnią funkcję zwiadowców.
Słaby punkt: Jest to jeden z nielicznych gatunków smoków, które boją się ognia
Inne: Z niektórymi z nich można nawiązać kontakt wzrokowy, bez obaw o atak.

Dero
 Agresywność: 6/10 w przypadku samca, 
2/10 w przypadku samicy, 
9/10 w przypadku samicy z jajami lub młodymi
Rozmiar:
- wysokość: 5-7 m
- długość: 10 m
Działalność: Ten gatunek smoka możemy napotkać jedynie za dnia. Wraz z zapadnięciem zmroku, każdy z przedstawicieli deronów wraca do swoich gniazd lub jaskini. Są wyjątkowo silne, oraz szybkie w locie. Odznaczają się wyjątkową dostojnością. Są bardzo przywiązane do swoich rodzin. Bywają także mściwe i okrutne.
Słaby punkt: Każdy z tych smoków posiada na czubku głowy niewielką, fioletową kropkę. Jeśli uda nam się ją choćby odrobinie zranić, jesteśmy w stanie ogłuszyć smoka.
Inne:
---

Gordian
 Agresywność: 8/10
Rozmiar:
- wysokość: 10-15 m
- długość: 16-20 m
Działalność: Można by powiedzieć, że gordiany są typowymi smokami, przedstawianymi z opowieściach ludzi. Jego główną bronią jest zianie ogniem i atakowanie ciężkim ogonem, uzbrojonym w kolce. Aktywny jest za dnia, a w swojej jaskini posiada stertę złota, na której śpi.
Słaby punkt: Jest to największy i najsilniejszy ze wszystkich smoków, jednak dość powolny.
Inne:
Tego smoka łatwo zdezorientować, latając szybko wokół jego głowy.

Zmory
Agresywność: 10/10
Rozmiar: Po zwinięciu się w kłębek jest trochę większy od ludzkiej czaszki.
Działalność: Te małe potworki aktywne są 24 h. Atakują całą chmarą, kiedy tylko się im to spodoba. Ich ugryzienia powodują dezorientację, omdlenia, utratę przytomności, a w dużej ilości nawet śmierć. Ich pisk potrafi ogłuszyć, są także bardzo szybkie. Mimo wszystko jednak ich intelekt nie jest wysoki. Wystarczy szelest w krzakach, by zapomniały o tobie i poleciały w inną stronę.
Słaby punkt: Przedstawiciele tego gatunku mają zazwyczaj dużą wadę wzroku, a niektóre są nawet całkiem ślepe.
Inne: 
Zmory to najczęściej spotykane smoki na terenie watahy.

Smoki Ognia
IsisMasshiro
Agresywność: 9/10
Rozmiar:
- wysokość: 3 m
- długość: 5-7 m
Działalność: Aktywne przeważnie wieczorem, potrafią władać ogniem. Jeśli poczujesz ciepło, to najprawdopodobniej jeden z nich się zbliża. Nie wiemy o nich zbyt wiele.
Słaby punkt: Łatwo spłoszyć je kroplami wody.
Inne: ---

Leden
Agresywność: 7/10
Rozmiar:
- wysokość: 5-7 m
- długość: 12-15 m
Działalność: Natknąć się na niego możemy gdy tylko schowa się słońce. Wszystko jedno, czy za horyzontem, czy jedynie za chmurami. Swoją ofiarę zazwyczaj obezwładnia, przykuwając loden łapy do podłoża. Obecność osobnika tego gatunku można poznać jeszcze zanim ujrzymy jego szarawe łuski, po nagłej zmianie temperatury na niższą, a nawet lekkim zlodowaceniu na ziemi.
Słaby punkt: Ten gatunek smoka za wszelką cenę unika wysokich temperatur i ognia.
Inne:
---

Tsao-Shin
zwane również smokami magii
Agresywność: 6/10
Rozmiar: Jest wielkości przeciętnego, magicznego wilka.
Działalność: Smok ten działa głównie w nocy, jednak możemy się na niego natknąć również za dnia. Działanie jego mocy nie jest nam do końca znane. Zakłada się, iż jest ono bardzo podobne do tego, jakie posiadają wilki magii i materii zarazem. Odznacza je wyjątkowa szybkość i zwinność.
Słaby punkt: Nie znany
Inne: Niektórzy przedstawiciele tego gatunku potrafią posługiwać się wilczą mową, a nieliczni zamiast ataku preferują rozmowę.



Qan

NAZWA: Qan
AGRESYWNOŚĆ: samce 7/10, samice 9/10
ROZMIAR: Metr wysokości i trzy i pół metra długości, przy czym metr to sam ogon.
DZIAŁALNOŚĆ: Atakują głównie w dzień, w okolicach południa, kiedy najwięcej ofiar kręci się po okolicy. Nie mają określonego miejsca żerowania, jednak upodobały sobie tereny zabudowane, gdzie znaleźć można metalowe konstrukcje. Właśnie... Smoki te panują nad wszelkiej maści metalami, jednak nie potrafią ich wytwarzać. Ich umiejętności nie zostały dokładnie zbadane, lecz wiadomo, że najczęściej zabijają poprzez kumulację metali zawartych w krwi i, w konsekwencji, rozerwanie żył. Zasięg ataków jest nieznany. Zasmakowały w wilczym mięsie i coraz śmielej zajmują nasze tereny.
SŁABY PUNKT: Jednym ze sposobów zabicia Qan jest oszołomienie (np. poprzez zranienie oczu lub mocne uderzenie w tył łba) i zranienie podbrzusza, które jest u nich bardzo wrażliwe.
INNE: Przypuszcza się, że aby rozerwać żyły przeciwnika, smoki te potrzebują chwili czasu na zebranie potrzebnej do tego energii, jednak nie jest to potwierdzona informacja.


Raspberry Ching - Chok
zwane również Ching - Chokami

NAZWA: Raspberry Ching - Chok (w dosłownym tłumaczeniu: Malinowy Lis)
AGRESYWNOŚĆ: 8/10
ROZMIAR: Potrafią "nadąć się" do rozmiaru nosorożca na czas starcia, na ogół jednak mierzą do dziesięciu centymetrów w kłębie, a ich długość wynosi nie więcej niż dwadzieścia centymetrów.
DZIAŁALNOŚĆ: Ching - Choki są lisami wśród smoków. Sprytne, wolą rozmowę od bezpośredniego ataku. Najczęściej są w pobliżu lasów i gajów malinowych, gdyż maliny są ich jedynym pożywieniem. Żerują za dnia. Choki żyją w parach - gdy jedno zajmuje wilka wymyślnymi sztuczkami, drugie potrafi w tym czasie oskalpować delikwentowi łapy. Są niezwykle brutalne, lecz mają słabość do popisywania się.
SŁABY PUNKT: Raspberry Ching - Choki są wrażliwe na wszelkie ataki przy pomocy kłów czy pazurów. Skutkuje wyeliminowanie zaledwie jednego osobnika z pary. Wykorzystaj ich słabość do popisywania się.
INNE: Ich ciekawą cechą jest umiejętność znacznego zwiększania swoich rozmiarów na czas walki - kosztem sił, oczywiście. Potrafią posługiwać się wilczą mową, lecz najczęściej przeklinają tylko na lewo i prawo.



Czaszkołaz

RASA: Czaszkołaz
AGRESYWNOŚĆ: 10/10
ROZMIAR:
- wysokość: ok. 20 m,
- długość: 18,5 m.
DZIAŁALNOŚĆ: Czaszkołazy to agresywne i dzikie stworzenia, które zdają się atakować i zabijać wszystko w zasięgu wzroku. Są bezwzględne, za to inteligentne. Działają instynktownie. Funkcjonują zarówno za dnia, jak i w nocy. Zamieszkują tereny bagienne i podmokłe, bory brzozowe; dzięki ich specyficznemu umaszczeniu, łatwo zlewają się z tłem kory brzozowej, wskutek czego trudniej je zauważyć.
SŁABY PUNKT: Panicznie boją się ognia.
INNE: - lubują się w toksycznych oparach, w których przeciętny wilk zdołałby wytrzymać do trzydziestu minut;
- nie posiadają skóry. Ich ciało, to praktycznie sam szkielet (nie licząc narządów wewnętrznych). Nie do końca wiadomo nam, jakim cudem przetrwały bez „odzienia skórnego”;
- ucztują się gównie dużymi ssakami, wielkimi rybami i mniejszymi stworami;
- do walki z nimi potrzeba by około dziesięciu wilków ognia. Wilki wywodzące się z innych ras, nie miałyby szans na przeżycie.
- jest to najrzadziej spotykana rasa na terenach watahy;
- ich szkielet w niektórych miejscach (głównie na grzbiecie i szkielecie skrzydeł) pokrywa się martwym tkankami istot, które skończyły martwe w żołądku;
- niekiedy zwracają wcześniej pożarty posiłek, głównie same szczątki, np. kości, czaszki, lub chrząstki;
- Czaszkołazy nie posiadają odnóży. Ich głównym zasobem poruszania się są dwie, umięśnione, przednie łapy, wyposażone w ostre kolce przy łokciach.


Odziały:

Każdy wilk został przypisany do oddziału. Podział został dokonany ze względu na stanowisko, jakie pełni oraz umiejętność latania (tak, dobrze czytasz). Jeśli twojego wilka nie ma w żadnym z oddziałów, daj znać mi - Ariene.
Kolorem niebieskim zostali wyróżnieni przywódcy danych oddziałów, a różowym ich zastępcy.


Oddział I
Jest to oddział zajmujący się zbieraniem informacji o wrogu, oraz obrona centrum. Przewodzi nim alfa, dlatego też w jego szeregach znajduje się posłaniec.
Wilki: Kesame, Harbinger Ghost, Taravia, Kalista,  Diathesis, Stream, Sun, Shante

Oddział II (połączony z dawnym III)
Liczna grupa wilków, chroniąca terenów w miarę swoich możliwości. To właśnie oni pełnią największą aktywność w walce.
Wilki: Nicolay, Nathing, Neron, Carfid, Humphrey, Symonides, Sunset, Inanis, Alexander, Kianixie, Tera, Shenemi, Oleander, Ryan

Oddział IV (połączony z VII)
Ta grupka wilków porusza się między oddziałami, dostarczając pomoc i pożywienie odebrane od oddziału VII. Pomaga również w przypadku zranień oraz podnosi morale wilków w miarę swoich możliwości.
Wilki: Sinustria, Tayo, Naxet, Mika, Toxikita, Kiara, Alvarian, Friscet, Io, Reyna

Oddział V
Penetruje tereny z powietrza, informuje oddziały o sytuacjach w innych oddziałach, a także niesie pomoc poszkodowanym. Na ogół jest to grupa wielofunkcyjna, a polem jej działania jest powietrze.
Wilki: Ariene, Chaster, Antilia, Rainbow Fire, Aiden, Arksen

Oddział VI
Walczący oddział, rozproszony po całym terenie.
Wilki: Rainbow, Nuria, Kelly, Loedia, Alpin, Timadi'rin, Zafira, Sinner, Yskuela, Alpe-lusja, Avitianus Martinus Kallias, Darkness, Sinner

Oddział VII (połączony z IV)
Jego zdaniem jest zdobywanie pożywienia i dostarczanie je wilkom z innych oddziałów oraz niesienie pomocy. W warunkach wojny polowanie staje się utrudnione, a zwierzyny jest mniej, dlatego ten ta grupa jest nam niezwykle potrzebna. Gdy uda im się zebrać wystarczającą ilość mięsa - walczą.
Wilki: Sinustria, Tayo, Naxet, Mika, Toxikita, Kiara, Alvarian, Saori de la Pesadilla, Aimer

Oddział VIII
W jego szeregach znajduje się dorosły, który w miarę swoich możliwości chroni szczeniaki.
WilkiEnglieSeele, Inveth, Hesher, Millie, Lilith, Ayoko (NPC), Shams Aka Fatatan, Gia, Galactic


Bazy:

Każdy z oddziałów ma swoją bazę, w której ustalane są plany działania.

Centrum - w jednej z większych jaskiń omawiane są strategie. Inne oddziały dbają o to, by smoki się tu nie dostały. Stacjonuje tu oddział I.
Miejsce Kultu - baza dostępna dla wszystkich. Zwoływane są tu zebrania przywódców oddziałów, wszystkich wilków lub tylko kilku wybranych. Tylko jedno wejście i bardzo grube ściany sprawiają, że to miejsce uchodzi za najbezpieczniejsze. Stale przebywa tu oddział VIII.
Nora w Puszczy Nargothrond - sporych rozmiarów nora, o wąskim wejściu. Oddział VII gromadzi tu zapasy pożywienia. Staje się ona również bazą zastępczą, gdy któraś z pozostałych zostaje zaatakowana.
Biblioteka - jej zaplecze zostało udostępnione dla oddziału IV.
Wodospady Dimrill - miejsce wykorzystane podczas pierwszej wojny ponownie zyskało swoją dawną funkcję. Za jednym z wodospadów znajduje się jaskinia, zasłonięta przez wodną ścianę. Większość smoków unika tego miejsca. Tak, jak wcześniej, stacjonuje tu oddział III.
Oddział VI - nie posiadają swoich stałych baz. Mogą zatrzymać się w dowolnej innej kryjówce.
Góry Menegroth - Stąd widać większość terenów watahy. Ich szczyty stanowią bazę dla oddziału V.
Cmentarz - Nietypowa kryjówka na obrzeżach watahy. W jednej z krypt stacjonuje oddział II.

Wyniki konkursu

W konkursie na rasę wilka zwyciężyła Rainbow oraz Rena, tak więc zostają one dowódcami dwóch oddziałów (każda z nich dowodzi jednym).

Aktywność

O napisanie opowiadanie proszone są następujące wilki:
  • Ayoko Sato
  • Anoniusz Romeo Di Morio
  • Assuva
  • Belial
  • Chinmoku +
  • Danzo
  • DiathesisEmily +
  • Flumina Taida
  • Gryfny
  • Hiro
  • Humphrey (przedłużony czas)
  • Issue
  • Kavien
  • Kaylay
  • Kelly (czas do 04.02)
  • Kirameki
  • Kushiro
  • Layer
  • Leon (przedłużony czas)
  • Liffifah
  • Luma
  • Makotoshi
  • Mirani
  • Muisti
  • Neytiri (przedłużony czas)
  • Nina Kansa
  • Nocta Draken
  • Nora
  • Pandora
  • Rainbow +
  • Ryouu
  • Sierra
  • Sinner +
  • Thanatos
  • Timadi’rin +
  • Toxikita (przedłużony czas)
  • White Silence
  • Zafira +
  • Zero Black Fire +
Czas macie do końca miesiąca (stycznia).

Od Disastera "Krzyk Śmierci cz. II"

Po powrocie twardo zasnąłem na swoim legowisku.

*****

~Dzień drugi~

Było południe. Chole*a, tak długo spałem?! Gdzie ten duch? Albo ktoś mi coś podał, albo sam się naćpałem czegoś. Dobra, nieważne. Wstałem powoli, lekko obolały. Opuszki łap były nieco zdarte, więc poleciałem nad jakieś jezioro, czy Bóg wie co. Głowa mnie bolała, źle się czułem. Pomimo swojego samopoczucia ruszyłem tam, gdzie byłem wczoraj, jednakże wykorzystując moc teleportacji z powodu wspomnianych opuszków.

*****

Dodarłem do sali. Hmm... Nikogo w niej nie znalazłem. Była totalna pustka, która jeszcze nigdy się tutaj nie zdarzała.

- Ach, no tak. - mruknąłem sam do siebie. - Szukają mnie.

W tym momencie jakaś postać pojawiła się w drzwiach.

- Proszę, proszę. - powiedział ktoś najwidoczniej uradowany. Nie lubię takich typków, chociaż sam nim jestem. Ale przejdźmy do tematu.

- Ile za mnie oferują? - spytałem jak gdyby nigdy nic. Stworzenie zdziwiło się i zaczęło rozmyślać. Usiadło. Gdyby go walnąć w łeb, pewnie by nawet nie zareagował. Idiota na całego. Meh. Wykorzystując okazję wymknąłem się tuż przed jego nosem. Reakcja zerowa. Nic. Totalnie nic. Potruchtałem więc dalej. Obrazy ściętych skazańców i Śmierci odbierały każdemu pomieszczeniu uroku. Zdecydowanie. Najwidoczniej to zmarli urządzali wszystko, jak poznając po guście można stwierdzić. Bywa. No nic. Wyszedłem na zewnątrz. Powietrze było ciężkie ale orzeźwiające. Takie inne jak tam, na ziemi. Ciekawe co wataha robi tam teraz. Może jakaś potyczka? Może polują albo coś z codziennych rytuałów? Oba światy niby dobrze znam, lecz oba są dla mnie jednak zagadką. Gdyby mi wpajano że jeden ze światów jest zły i w ogóle, nie wiem, nie potrafię sobie wyobrazić co to by było... Dobra. Wracając do dnia drugiego...

Rozejrzałem się ostrożnie, wyczekując potencjalnego zagrożenia. Czy te debile, nie licząc nieznanego mi stwora poszli szukać mnie w terenie? Są za mało domyślni. W sumie mogłem się tego spodziewać. Poszedłem dalej. Dobrze znane mi ostrokrzewy przyglądały się mi. Przewiercały mnie swoim wzrokiem jakbym był nowy. Uniosłem się w powietrze. Popatrzyłem na dół. No faktycznie. Pustkowie jakieś.

Chwila.

Słyszę trzepot skrzydeł. CHOLE*A JASNA.

- MORDU! - krzyknąłem widząc tylko skrawek większych, silniejszych i o wiele potężniejszych, czarnych skrzydeł ode mnie.

- No ja. - powiedział spokojnie. Ucieczka nie była dla mnie wskazana. Od razu by mnie rozszarpał jak pies zabawkę.

Dobra, spróbuję. Pomyślałem jednak. Od razu wcieliłem ten plan w życie. Ja się namachałem, zziajałem, jakieś sto kilometrów przeleciałem, a ten tylko się śmiał. No to to już nie jest sprawiedliwość. Nie wiem, jak ten basior to robi.

Nie Dis, nie poddasz się.

- O chole*a! - zawyłem, obrywając cieniem. Chce walki? Może w ucieczce jestem słabszy niż on, ale znam każdego w tym świecie. Nikt mnie nigdy do tej pory nie pokonał. Odwróciłem się do Mordu. Jego żółte, przekrwione oczy patrzyły na mnie ironicznie. Dziwny typek z niego. Cisnąłem w niego z taką siłą, że został na moment oszołomiony. Odleciałem jak szalony. O dziwo nie gonił mnie.

*****

Ściemniało się, a ja już walczyłem z trzydziestoma dwoma innymi potworami chcącymi mnie schwytać. Fajnie, prawda?

Wiedziałem że muszę wrócić. Teleportacjo, działaj.

*****

Wróciłem z powrotem.


C.D.N.

Rozstanie

Jest to najprawdopodobniej pierwsze rozstanie w watasze. 

Nicolay i Liria de la Irian się rozstają
(co za dramat :p ~ Ariene)

20 stycznia 2018

Od Nicolaya CD Liry

Dzień był mroźny, jednak świecące słońce dawało wrażenie, iż jest o wiele cieplej. Jego promienie odbijały się w śniegu, który rozbłyskiwał różnymi barwami. Przenosiłem wzrok to na Lirę, to ja jej mamę. Rozmawiały o czymś, jednak nie mogłem skupić się na słowach. Co jakiś czas zmieniałem pozycję łap, tworząc na białym puchu ślady.
- Prawda Nicolay? - wyrwał mnie z transu głos brązowej wadery.
- Tak, jak najbardziej. - odpowiedziałem, udając w pełni zorientowanego w temacie.
Wlepiłem wzrok w śnieg. Co ja tu właściwie robię? - przeszło mi przez myśl. Zacząłem zastanawiać się nad zawartością fiolki, którą wypiłem wczoraj przed snem. Czy było możliwe, abym wziął nie tą, co trzeba?
- Może ty o tym opowiesz, kochanie? - Lira ponownie zwróciła się do mnie.
- Ty potrafisz opowiadać o wiele lepiej ode mnie. - pocałowałem ją lekko w policzek - Ty opowiedz.
Zastanawiało mnie, jakim sposobem byłem w stanie tak dobrze wybrnąć ze wszystkich sytuacji, jakie zdarzyły się podczas tego spotkania. Coś było stanowczo nie tak, jednak nie byłem wstanie stwierdzić co.
W końcu pożegnaliśmy władczynię Elorę de la Irian.. Odetchnąłem, gdy fioletowy, długi ogon zniknął mi sprzed oczu. Słońce zbliżało się już ku horyzontowi, a ja nie wiedziałem, kiedy to się stało. Ze spotkania nie pamiętałem już właściwie nic, a oczy same mi się zamykały.
W pół śnie odprowadziłem Lirę do jej jaskini. Sam poczłapałem do swojej bardzo wolnym krokiem, nie mogąc już ustać na nogach. W domu wypiłem jeszcze zawartość niewielkiej fiolki, tym razem upewniając się, że jest to ta, o którą mi chodzi.
(stosowanie czarnej magii przyspiesza śmierć i osłabia organizm, dlatego Nicolay ratuje się eliksirami, opóźniającymi jej skutki)

~*~kilka miesięcy później~*~

Spojrzałem w jej oczy, jednak tylko na kilka sekund. Zaraz potem odwróciłem się tyłem do wadery. Pociągnąłem nosem i otworzyłem usta, by zacząć mówić, jednak Lira mi na to nie pozwoliła, odzywając się jako pierwsza.
- Coś nie tak? - zapytała.
- Lira ja... - zacisnąłem powieki, by dodać sobie więcej odwagi - Nie czuję do ciebie tego, co wcześniej. Nigdy nie potrafiłem kochać, właściwie... to nigdy nie sądziłem że to się uda. Rozumiesz, Lira? - odwróciłem głowę w jej stronę, by po chwili znów utkwić wzrok w podłodze.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
Jej głos zdawał się być lekko złamany, jakby zaraz miała zalać się łzami i nigdy nie przestać płakać. Podszedłem do niej powoli i zdjąłem z szyi diament, który kiedyś od niej dostałem. Przełożyłem srebrny łańcuszek przez głowę Liry, oddając jej swój prezent. Poczułem, jak serce rozłamuje mi się na kawałki.
- Że to koniec. - wycedziłem szybko.
Wadera wybiegła z mojej jaskini, a jej brązowo-piaskowy ogon mignął mi przed oczami.


Chcesz, to możesz napisać kontynuację, ale nie zmuszam.
Masz prawo mnie znienawidzić

Disaster powraca!

nieznany

Większość obrazków i zdjęć umieszczonych na blogu nie jest naszego autorstwa.

Proszę o nie kopiowanie treści z bloga w celach własnych bez wiedzy administratorki.

Szablon wykonała Fragonia dla bloga
Sisters of The Template