20 maja 2017

Powitajmy Ash!

Krawatorii

Imię: Ash
Pseudonim: --
Wiek: 4 lata i 2 miesiące
Płeć: Wadera
Charakter: Ash jest osobą, która niezbyt przepada za towarzystwem. Jest niemową, porozumiewa się z otoczeniem za pomocą obrazów przesyłanych telepatycznie. Jej instynkty przewodzą organizmowi, umniejszając rozsądkowi. Jej umysł jest powizoryczny, składający się z prawa mięsa i głębokiego pragnienia życia, z czego narodziła się nekrofobia, czyli paniczny lęk przed śmiercią. Do tego dokładamy mnemofobię (lęk przed wspomnieniami) i sitofobię (lęk przed jedzeniem). Zabija tylko dla własnej chorej satysfakcji. A jak Ash okazuje przyjaźń albo sympatię? Zaczyna się od przynoszenia martwych zwierząt, po śledzenie i pilnowanie, aby jej sympatii nic się nie stało. Nic nie je, przez co wygląda jak szkielet, a mimo to normalnie funkcjonuje. Wielu wilkom może wydać się to dziwne, ale jeśli tylko zaproponuje jej się jedzenie, może zawarczeć i uciec w las. Nigdy nie odpuszcza i gdy coś obieca, zawsze obietnicy dotrzyma. Tak samo z zemstą. Jest niesamowicie wierna i wykonuje prośby, z rozkazami już gorzej. Jeśli poprosisz ją, żeby poczekała, ona usiądzie i rzeczywiście będzie czekać, nawet jeśli ty już tam nie wrócisz. Nienawidzi swojej przeszłości i nikogo, kto chce zrobić jej krzywdę. Czasami zachowuje się jak normalne, dzikie zwierzę, wiedzione instynktami ku Dzikości i Nieznanemu.
Jeśli cię znienawidzi, spodziewaj się bójki za każdym razem, gdy cię zobaczy. Nienawidzi, gdy ktoś się z niej śmieje, więc jeśli ci życie miłe, to tego nie rób ani się z niej nie nabijaj, bo to najprostszy sposób, żeby ją zdenerwować.
Uwielbia wałęsać się bez celu, wejdzie dosłownie wszędzie, więc nietrudno zobaczyć ją na drzewie czy szczycie ogromnego kamulca.
Wygląd: Jest to wychudzona wadera o czarnej, bardzo gęstej i ciepłej sierści. Ma szare włosy i intensywnie żółte oczy. Na głowie zwykle nosi kaptur osłaniający jej wzrok przed słońcem, którego nienawidzi. Posiada ostre, długie kły i pazury. Na jej ciele można zaobserwować dużą ilość blizn, niektóre czasem zaczynają krwawić. Jest bardzo lekka, ale trudno ją przewrócić.
Stanowisko: Odkrywca
Umiejętności: Intelekt: 4 | Siła: 20 | Zwinność: 5 | Szybkość: 5 | Magia: 4 | Wzrok: 4 | Węch: 4 | Słuch: 4
Rasa: Wilk Wojny
Żywioły: Wojna, Ciało
Moce:
~ wzmocnione ciosy
~ zmiana w popiół
~ przesyłanie obrazów telepatycznie
~ szybsza regeneracja
~ teleportacja
Rodzina: Brak
Partnerka: Brak (biseksualna)
Potomstwo: Brak.
Historia: Mieszkała w wymiarze ludzi, gdzie pracowała w cyrku. Dużo tam wycierpiała, więc w końcu uciekła i trafiła tutaj.
Przedmioty: Brak.
Właściciel: Nickusia | Shada 
Ocena: 0/0

Od Cynthii CD Atona

Trudno było mi uwierzyć w to, że każda z tych dusz była okrutna za życia. Czasem ktoś może się znaleźć w złym miejscu o złym czasie, prawda? Nie miałam jednak zamiaru wykłócać się o to z basiorem, w końcu to on robi to po raz enty, a ja tu jestem jedynie towarzyszką. Nie spodobało mi się, że nieważne co by się działo, mam się nie wtrącać. To irytujące! Opanowałam swoje myśli i już spokojna szłam posłusznie za basiorem. Skoro tak chce, niech tak będzie. Nie przysporzę mu problemów, jeśli będę się go słuchać i iść za jego radami. Patrzyłam na wprost, nie oglądając się za siebie. Po chwili uniosłam głowę, chcąc dokładnie obejrzeć te bramy i światy, które za nimi się kryją. Było to dość trudne, ponieważ tylko na niektóre obszary padało światło nieznanego pochodzenia. Wokół było słychać stękanie, jęki i zażalenia. Szepty nie ustawały, a im dalej szliśmy, tym bardziej głośniejsze. Szum, który stworzyły, był trudny do wytrzymania. Wprowadzał mnie w stan lekkiego zdenerwowania, gdyż nie mogłam się skupić na własnych myślach. Mimowolnie mocniej przygryzłam ogon basiora, który natychmiast się odwrócił.

- Coś się dzieje?

- Nie, to nic takiego - posłałam mu wesoły uśmiech.

- Jeśli nie chcesz iść dalej - Aton rozejrzał się wokół, - schowaj się w tej wnęce. Wrócę po ciebie, jak skończę.

W tym momencie poczułam się urażona, choć wiedziałam, że powiedział to w trosce o mnie i moje zdrowie, jednak czy wyglądam na taką słabą? Ja, która miała dowództwo podczas wojny? Ja, która straciła wszystko, ale stwierdziła, że to nie koniec i się nie poddała? Prychnęłam niezadowolona, a widząc to, Aton wzruszył się trochę zmieszany. Dostrzegł, że jestem teraz na niego odrobinę obrażona. Wypuściłam ze szczęk jego puszysty ogon i zrównałam razem z nim kroku, idąc ramię w ramię z uniesioną głową. Zaświaty nie są straszne, kiedy nie raz się przeżyło piekło za życia. Zdumiał się bardzo. Mogłam to stwierdzić po otwartym z wrażenia pysku. Już nie zamierzam się kulić za jego plecami. Duchy? Nie są takie straszne, jeśli zdaje się sprawę, jak bardzo mogą zagrozić. Mam głowę na karku i potrafię o siebie zadbać, nawet w najgorszych sytuacjach. Kiedy ochłonęłam, skierowałam wzrok w tył, gdzie ciągnęły się rzędy niewyraźnej materii. Dusze rzęziły, przez co miałam wrażenie, że wiele z nich za życia miało problemy z oddychaniem lub teraz próbują nas wystraszyć. Niektóre ciągnęły za sobą łańcuchy, dając nam znać, że ich przewinienia są wyjątkowo ciężkie i nawet jeśli dotrą do swojego nowego domu, ich winy ciągle będą razem z nimi. Inaczej jest z tymi, którzy coś przewiniły, a ich niefizycznych ciał nie zdobi piękne żelastwo.

- UCIEKAJ! - krzyczały do mnie jedne.

- POMÓŻ NAM! - odezwały się kolejne.

- Już wkrótce o nas DOŁĄCZYSZ! - były pewne jeszcze inne.

Pokręciłam głową, uśmiechając się do nich. Były takie urocze, myśląc, że mnie to ruszy. Mogłabym wdać się z nimi w dyskusję, ale zapamiętałam, że miałam nie dawać Atonowi dodatkowej roboty, więc cicho szłam obok niego z tym samym wykrzywieniem przypominającym banana. Otwarłam pysk, chcąc coś powiedzieć, ale coś mnie dotknęło, dotknęło wewnętrznego mnie. Zatrzymałam się w miejscu, patrząc szeroko otwartymi oczami w ziemię. Zapomniałam jak oddychać i zaczęłam kasłać, nieźle przy tym strasząc basiora. Przystanął przy mnie i kazał wziąć wdech, przy czym miałam się uspokoić. Na nic. Chwilę jeszcze się poddusiłam, ale uścisk minął, tym samym wróciło do mnie powietrze. Kaszlnęłam ostatni raz głośniej. Już wszystko w porządku, próbowałam uspokoić towarzysza. Rozległ się chytry śmiech, a za nim reszta cierpiących dusz zaczęła się cieszyć.

- Oni mają rację — odezwał się ochrypły głos. - Powinnaś była uciekać. - Usłyszałam kroki, podobne do naszych. Zza tłumu nieżyjących wyszedł wilk, którego można było dotknąć.

- Cofnij się! - krzyknął Aton, wykonując jakiś znak łapą.

- Nie zrobi mi krzywdy - powiedziałam, prostując się.

- Jednak i tak stanowi zagrożenie. Pozbędę się go, nie należy tutaj.

- Aton... - zaczęłam, ale natychmiast zamilkłam. Miałam się przecież nie wtrącać.

Nieprzyjaciel jednak nie wyglądał, żeby to go ruszyło. Jego postawa zdradzała, że z nas kpił. Pozbyć się? Jego? Nie da rady, w końcu to jego dom, jest tutaj panem, choć jest tu po raz pierwszy. Stwierdził, że utnie sobie z nami pogawędkę. Długo słuchałam jego głosu, który po czasie wydał mi się całkiem znajomy. Chciałam o tym poinformować kolegę, ale wróg zauważywszy mój ruch, przemienił się w cień i rzucił się w moją stronę. Ległam na ziemię, mocno uderzając głową o twardą powierzchnię. Szarpałam się z nim przez chwilę, ale film zaczął mi się urywać. Ostatnie co zauważyłam, to oddalającą się ode mnie białą sylwetkę. Straciłam przytomność.


~~~

Obudziłam się w nieznanym mi miejscu, choć sądząc po otoczeniu, wciąż przebywam między drugą a trzecią bramą. Czułam wstyd, miałam nie przysparzać mu problemów. Będę musiała go przeprosić, ale teraz przydałoby się do niego wrócić, a to się wiąże z ucieczką. Zostałam zupełnie sama, przebywając jakby w więzieniu. Dziwne, myślałam, że obsadzi mnie jakimiś strażnikami czy coś. Bardziej jednak byłam zaskoczona tym, że zdołałam się zmieścić między kratami. Przede mną jeden prosty korytarz, który z pewnością doprowadzi mnie do głównej alei. Wysłałam falę, chciałam przesłać Atonowi sygnał, że jeśli nie napotkam trudności, zaraz do niego dołączę i o nic nie musi się martwić. Do moich uszu jednak dobiegł odgłos walki i głosy. Wyglądało na to, że Aton zna tego wilka lepiej niż się można było spodziewać.


Aton?

Od Niffelheima CD Layry

Zmierzyłem waderę niepewnym wzrokiem, co mam sobie o tym myśleć? Nie prosiłem o pomoc, nie potrzebowałem jej. Co, jeśli dotknęła mnie infekcja, która objawi się dopiero później, a wadera zlizała moją krew? Również będzie chora, dlatego wolałbym wskoczyć do wody, niestety do zimnej wody, by się obmyć. Layra zauważyła, że się jej przyglądam, więc odwróciła łeb w moją stronę. Jej spojrzenie wydało się puste niby patrzy na mnie, ale jednak to nie to. Prychnąłem, odwróciwszy się od niej. Przyjrzałem się mojemu ciału, miałem nadzieję, że gorzej nie skończę. Devonte siedział przy wyjściu i obserwował nocne niebo, doglądając, czy w naszym kierunku nie idzie coś, co mogłoby nam zagrozić. Dźwignąłem się ze swojego miejsca, potrącając chrząstki zająca, które mi zostały. Z trudem udało mi się przejść do ducha. Zobaczywszy mnie, posłał ciepły uśmiech zachęcający do spędzenia wspólnie wolnego czasu. Basior zdradził mi swoje przeczucia co do końca naszej podróży. Zmartwił się, a jego dotychczasowy blask zniknął całkowicie. Powiedział, że nie chciał nas narażać na niebezpieczeństwo i mógł poszukać wsparcia u innych, a teraz będzie się obwiniać, ba, teraz już się za to obwinia. Smutno spojrzał na moje ślady po ostrych pazurach, które ciągnęły się od tylnej łapy przez prawie cały prawy bok. Poczwórna rana była długa, ale niegroźna, bo płytka. Położył mi na głowie swą niematerialną łapę i przejechał od niej, aż po nos. Poczułem łaskotanie, a kichając, całe moje ciało przeszył ból. Kazał położyć mi się na boku i pomyśleć o czymś innym, czymś przyjemnym.

- Już niedługo koniec waszej męki ze mną - powiedział, próbując ukryć swój zawód, wesołym tonem. Rzuciłem na niego karcącym spojrzeniem.

- Jaka męka? Raczej to ty cierpisz. Niepewność o kogoś ważnego i...

- ...rozpadająca się dusza, która już dawno powinna trafić do zaświatów - dokończyła za mnie Enevia. - Devonte, wyruszmy już dziś.

- Chciałbym, ale widzisz moja droga towarzyszko, Niffelheim nie zdzierży podróży nocą. W tych rejonach wiele silnych potworów kryje się w ciemnościach.

- Noc spokojna, wiatr nie wieje, śnieg znika. Będę w stanie walczyć, jeśli ktoś nas zaatakuje. Odciążę Niffelheima z jego niektórych obowiązków.

Basior spojrzał na mnie, nie chciał mnie wykończyć, nie chciał iść dalej, biorąc pod uwagę mój aktualny stan. Martwił się również o szczenię, którego ocalenie było naszym głównym celem. Wielki dowódca doznał kryzysu. Musi podjąć trudną decyzję, a każdy wybór wiąże się z poważnymi konsekwencjami. Prawdziwy wódz nie naraża swoich żołnierzy dla własnych zachcianek, kochający opiekun nie pozwoli, by jego podopiecznemu stała się krzywda. Spuścił wzrok, patrząc na przezroczyste łapy, w których płynęła energia nie z tego świata.

- Nie mogę ci pozwolić. Dostrzegłem, że nie jesteś dobra w ofensywie. Nawet gdyby udało ci się w walkach, straciłabyś zbyt wiele sił i cała podróż nie miałaby sensu. Nie jesteś wojowniczką, pracujesz umysłem - spojrzał na jakiś punkt, który znajduje się daleko za horyzontem. Jego głos nabrał poważnego tonu. - Już i tak was naraziłem na wiele niebezpieczeństw, nie mogę wam zagwarantować, że wrócicie cali do domu. Odwołuję misję, zadanie jest już nieważne. Jak będziecie na siłach, wrócicie do watahy. To moja ostatnia prośba. Wybaczcie za zmarnowanie czasu....

Devonte wstał na równe nogi, już miał wyskakiwać z jaskini, kiedy jego tylną łapę owinął łańcuch. Szarpnął się, a z ziemi tuż za mistycznym żelastwem pojawiła się dusza. Patrzyli zdziwieni na to zjawisko, a bezimienna istota jedynie się do nich uśmiechnęła, przemieniając się w smoka.

- Polecę przodem. - Duch wzniósł się w górę, chwilę jeszcze szurając długimi łańcuchami o kamienne podłoże groty.

- Dam radę - powiedziałem krótko.

Wadera przytaknęła głową, wiedziała, co chciałem im przekazać za pomocą tego przywołania. Basior potrzebował wytłumaczenia. Zrozumiał dopiero po dłuższym wytłumaczeniu z Layrą. Wilczyca wyglądała na pewną siebie i jako pierwsza ruszyła za niematerialną bestią, z którą kontaktowała się za pomocą myśli. Bohater z legend wzruszył się na tyle mocno, że po jego pysku spłynęły urokliwe łzy. Błyszczał w nich odbity kosmos, choć przeplatany był ze szlachetnym szkarłatem. Krwawy płacz ducha dał znać, że jest nam naprawdę wdzięczny. Czułem jednak, że ściska go żal. Poświęcaliśmy się dla niego tak bardzo, a on nie będzie mieć okazji nam odpłacić.

- Chodźcie - pogoniła nas wyrocznia.

~~~


- Jesteśmy na miejscu - oznajmiła wilczyca.

Rozejrzałem się wokół, szukając niebieskiego morza. Nie byliśmy tuż obok niego, co mnie zbiło z tropu, jednak dostrzegłem go dopiero za drzewami. Tam miało swą miejscówkę, choć powoli zajmowało coraz to więcej lądu. Wadera truchtem podbiegła do jakiejś norki, z której wyciągnęła szczenię. Mimo głębokiego snu wyglądało na bardzo zmęczone. Przyczyną tego paradoksu była bariera nałożona na wilczka. Biedactwo, mógł stracić pamięć i zmagać musiał się z demonami swoich koszmarnych snów. Wyczułem od niego coś dziwnego, coś, co czuję zazwyczaj przy egzorcyzmach, kiedy mam do czynienia z duchami, które nie chcą opuścić naszego świat. Zrozumiałem wówczas, że bariera jest tak naprawdę rodzajem opętania. Zły duch chce przejąć jego ciało, kiedy już jego umysł nie będzie w stanie się bronić. Mruknąłem niezadowolony. Sprawa wyglądałaby prościej, gdyby nie fakt, że demon (bo tak to mogę nazwać) nałożył blokadę przeciw egzorcyzmom.

- Złapałam z nim kontakt. Nie możemy go pokonać, dopóki używa magii. Młody musi zająć się nim sam. Mogę jednak coś zrobić.

- Jaki masz plan?

- Wkroczę do jego umysłu i pomogę mu w jego walce. Duch przygotował coś specjalnego, jeśli tak zrobię. Kiedy wygramy, Niffelheim będziesz musiał go odesłać, zanim ucieknie. -Przytaknąłem głową. - Osłaniajcie mnie.

- Macie towarzystwo - odezwała się smocza dusza.

Zanim jednak zdążyliśmy to sobie zakodować, Layra również pogrążyła się w śnie, próbując odzyskać szczeniaka. Wokół otoczyły nas istoty, przypominające wyglądem wilki. Devonte przyjął fizyczną formę i rozkazał mi przyzwać kilka pomocników. Ich siła polega na liczebności, jeśli podzielą się na mniejsze grupki, wygraną mamy w garści. Muszę pilnować, aby do wadery nikt się nie dostał, a kiedy jej się uda wygrać walkę młodego, będę musiał wykonać swoje zadanie, nim znów wydarzy się coś złego...


Layra?

Zmiany dot. postaci

Witajcie!
Chciałabym ogłosić zmiany dotyczące postaci pobocznych w watasze.


  1. Po pierwsze - ich nazwa została zmieniona na NPC (non-playable character), co powinno ułatwić odróżnienie ich od wilków należących do watahy. 
  2. Po drugie - usunięte zostało pole "Właściciel". Oznacza to, że NPC nie mają faktycznego właściciela, a są jedynie dodatkiem, który urozmaica opowiadania. Oczywiście powiązania z danym wilkiem można zawrzeć w charakterze, historii czy rodzinie. 
  3. Po trzecie - dodany został nowy punkt w regulaminie, ściślej nakreślający funkcjonowanie NPC. 

Miłego dnia,  
Taravia  

Od Rogacza CD Hope

Odbiłem się łapami od ziemi, ale wcześniej nie zauważyłem ostrych, małych, zdradzieckich kamyczków zlewających się z ziemią, więc trochę zabolało. Rozłożyłem skrzydła i wzbiłem się w powierze, czując ten wspaniały i znajomy powiew wiatru.
— Znajdziemy cię! — zawołał za mną wysoki, fioletowy basior.
— Sprawiedliwość w końcu cię dopadnie! — dodał ten szary.
— I nie ważne, jak szybko będziesz leciał! — dodała niska, biała wadera.
— Ble ble ble — pomachałem im łapą i zrobiłem unik przed posłaną przez nich ognistą kulą. Przyśpieszyłem i zostawiłem ich w tyle.
Moim celem była Wataha Smoczego Ostrza, do której właśnie zmierzałem. Podobno tutaj mnie nie znajdą.
Pod wieczór wylądowałem na małej polance, żeby trochę odpocząć. Jak zwykle, zaczekałem chwilę, a z ziemia obok mnie zaczęła parować na zielono, aż nie uformował się z niej lew z rudą grzywą i metalową obrożą. Miał intensywnie zielone oczy, które teraz wpatrywały się we mnie jak w skończonego kretyna.
— Czy ty wiesz, co zrobiłeś? — spojrzał na mnie z politowaniem, gdy ruszyliśmy przed siebie spacerowym tempem.
— Jakimś eliksirem zamieniłem Betę w świnię, a co? Przecież i tak nią był — wzruszyłem ramionami.
— Rogacz... Ale ty jesteś głupi — westchnął Zack.
— Duszyczko, ogarnij umysł i pomyśl. Nie znajdą mnie tutaj.
— A jeśli tak? Nie możesz mieć własnej jaskini, to pewne. Weź się pod kogoś podczep, co? Załatwisz mu obiad, a on cię przyjmę — zasugerował.
— Wolałbym jakąś "ją", zdecydowanie ładną waderę, ale spróbuję... — westchnąłem i usiadłem.— Na razie przenocuję w jakiejś dziurze, o, tam!
Wskazałem na idealne miejsce pod sosną, po czym zacząłem kopać, a gdy dół był mojej wielkości, wygodnie się w nim ułożyłem.
— Dobranoc, Rogacz. Nie zabij się — pożegnał się jak zwykle Zack.
— Branoc, nie daj się zjeść — ziewnąłem i prawie natychmiast zasnąłem, zatapiając się w marzeniach o górze złota.
Następnego dnia obudziłem się niechętnie, właśnie miałem wygrać parę brylantów w pokera, ale męczyła mnie potrzeba znalezienia tymczasowej jaskini. Wzbiłem się w powietrze i używając swojej superszybkości w ciągu sekundy przebyłem jakiś kilometr, nie przejmując się tym, gdzie trafię i gdzie lecę. Tylko unikałem drzew.
Wiatr przywiał mnie pod jakąś jaskinię, do której postanowiłem zawitać.
Najpierw zerknąłem do wnętrza, żeby zobaczyć, z kim mam do czynienia, a gdy zauważyłem ludzką dziewczynę, szybko zmieniłem swój wygląd na ludzkiego chłopaka o czarnych, średniej długości włosach z ciemnofioletowymi końcówkami, niebiesko- złotych oczach i lekkim zaroście, odznaczającym się szczupłą i umięśnioną sylwetką. Na głowie miałem ciemny kaptur od bluzy zasłaniającej jakiś t-shirt, a spodniami były zwykłe, przetarte, czarne jeansy, do których dobrałem sobie białe, wysokie buty. W moim lewym uchu pojawiły się kolczyki, na szyi jakieś naszyjniki, a przez ramię i pół klatki piersiowej stworzyłem sobie tatuaż. Na dłoni kolejnej ręki stworzyłem tatuaż przedstawiający rękę szkieleta. W rzeczywistości jest to zbitka charakterystycznych cech paru chłopaków, których spotkałem w świecie ludzi.
Wracając do dziewczyny, miała ona szczupłą sylwetkę i jasne włosy. Stała do mnie tyłem, więc zauważyłem tylko jej odkryte plecy, spodnie i kurtkę z kapturem nabijaną ćwiekami. Lustrując ją spojrzeniem od stóp do głów, zagwizdałem z uznaniem dla jej urody, aby mnie zauważyła. Tak jak myślałem, odwróciła się do mnie i przez chwilę stała, zdezorientowana, ale, jak mogłem się spodziewać, rzuciła się na mnie z nożem. Używając swojej szybkości wytrąciłem jej go z ręki, przytrzymałem ją, żeby mnie nie uderzyła.
— Rogacz — przedstawiłem się z zawadiackim uśmiechem i widocznym rozbawieniem.— Mogę prosić o nocowanko na parę dni? Nie mam gdzie się podziać. Poratujesz nieznajomego, który włamał ci się na chatę i trzyma cię, żebyś nie mogła się wyrwać?

Hope?

19 maja 2017

Od Boom cd Kesame

- O, Boom! - głos wadery był uradowany - Wybacz, nie poznałam cię przez... okoliczności... W porządku? Nic ci nie jest?
- Tak, tak - odpowiedziałam pośpiesznie - Ucierpiało tylko futro, no i może odrobina godności.
Zastanawiałam się kim ona może być... Znała moje imię, ale poza tym nie miałam innych wskazówek. Wciągnęłam głęboko powietrze, tak, teraz miałam już całkowitą pewność, że pochodzi z terenów watahy. Tego zapachu nie dało się pomylić.
- A kto mówi? - byłam trochę zawstydzona swoją niewiedzą
- Kesame, możesz mi też mówić Ayame - odparła moja nowa znajoma
- W takim razie dziękuję, Kesame. Naprawdę nie wiem co by się stało gdybyś nie przyszła - po krótkiej chwili dodałam - Znaczy, wiem, ale wolę o tym nie myśleć, bo nie jest to historia z happy end`em.
- Nie ma sprawy - odpowiedziała
Woda ściekała po mnie obficie, szczególnie poszkodowany był w tej sytuacji ogon, z porastającą go długą i gęstą sierścią, która momentalnie przesiąkła, sprawiając, że ten zaczął mi niemiłosiernie ciążyć. Niewiele myśląc, otrzepałam się kilkoma zamaszystymi ruchami tułowia. Zadowolona z pozbycia się sporej części wody, natychmiast poczułam się lżej. Po chwili jednak zdałam sobie sprawę z błędu, przypominając sobie, iż fakt, że ja Kesame nie widzę, nie oznacza, że jej tu nie ma. Co z kolei sprowadzało mnie do przykrego odkrycia, że Ayame została właśnie zbombardowana za moim pośrednictwem gradem kropli wody.

Kesame? Nie złość się ;P

OD Kivui'ego CD Shante

- Kivui - odparłem krótko, po czym podniosłem łeb, marszcząc brwi na widok burzowych chmur.
-  Zanosi się na deszcz - skomentowała Shante, również kierując swój wzrok na ogromne, szare obłoki, błądzące po granatowym niebie. Zawsze lubiłem deszcz. Woda przygniatała mnie do ziemi i sprawiała, że z trudem stawiałem każdy krok. Pamiętam, kiedy Magikae wrzucił mnie do wody i wpuścił do niej błyskawice. Bolało przeokropnie, ale dziwnie uodporniło mnie na uderzenia piorunów.
- Najwyraźniej - korzystając z tego, że wadera zajęta była wpatrywaniem się w niebo, przyjrzałem jej się kątem oka. Miała srebrną sierść, na brzuchu, łapach, końcach długich, trzech ogonów, spodzie pyska i uszach była fioletowa. Jej duże oczy miały złoty kolor.
Gdy znowu skierowała swoje spojrzenie na mnie, a raczej na moje łapy i płaszcz, przechyliła głowę w bok, na co zawarczałem cicho.
Pierwsze krople wiosennego deszczu kapnęły na mój nos.
Ruszyłem do spokojnego truchtu, coraz bardziej oddalając się od wadery, która powoli ruszyła w przeciwną stronę. Ciekawe, czy jeszcze ją spotkam.


[Parę dni później]

Spacerując po lesie, którego rzadkie drzewa, aczkolwiek o bardzo czerokich koronach, rzucały przyjemny cień i dawały chłód w ten ciepły, wiosenny dzień, ponownie natknąłem się na Shante.
Shante?

Powitajmy Rogacza!


Hulaj dusza, piekła nie ma!

Imię: Silva, aczkolwiek wydaje mu się mało męskie, także przedstawia się jako Rogacz lub Kłamca.
Pseudonim: Toleruje Rogacza albo Jelonka. Od jakiegoś czasu może pochwalić się ksywką "Kłamca", pod którym to zna go większość wilków. Niektóży nawet wymyślili "zlepkę" dwóch pseudonimów, jaką to jest "Rogaty Kłamca".
Wiek: 6 lat
Płeć: Basior
Charakter: Myślę, że nikt nie będzie mieć nic przeciwko, jeśli zacznę od tego, że Rogacz to urodzony kłamca, rzucający fałszywe słowa na prawo i lewo, czasami nawet nieświadomie, ale zawsze niewykrywalnie. Ciekawe jest to, że jego samego nie da się okłamać, więc miej się na baczności i uważaj na to, co przy nim mówisz.
Rogacz z zamiłowaniem przekłada na swoje życie zdanie "Hulaj dusza, piekła nie  ma". Robi co chce i kiedy chce, nie przejmując się ograniczeniami. Tak samo traktuje swoje marzenia. Zawsze je spełnia.
Jak na kogoś, kto jest tak szybki jak on, zawsze się spóźnia. Umawiasz się z nim na trzynastą? Poczekasz z dziesięć minut. Chyba że chodzi o coś ważnego. Wtedy spodziewaj się go punktualnie.
Jego odwaga przeplata się z głupotą, jego pragnieniem jest wieczne czucie w żyłach adrenaliny, dzięki czemu często pcha się do niebezpieczeństwa, ale dzięki swojemu szczęściu zawsze wychodzi cało ze swoich szalonych akcji.
Sarkazm i ironia, oraz odrobina żartu wymieszanego z nutką politowania towarzyszy każdej z jego wypowiedzi. Patrzy ze współczuciem na każdego, kto odmawia udziału w jego "zabawach".
Mimo całej jego osoby i sposobu bycia panicznie boi się śmierci.
Kolekcjonuje różne przydatne rzeczy, często zmyślnie ukradzione, a zgromadzone są w jego jaskini w tajemniczej skrytce. Urok osobisty pozwala mu na zdobywanie waderzych serc.

Wygląd: Rogacz z pewnością należy do wyższych basiorów. Jego matowa, miękka i gęsta sierść utrzymana jest w kolorze brązu, aczkolwiek na brzuchu, poduszeczkach łap i elementach pyska można dojrzeć biały. Jego oczy, zwykle otwarte, bo "nie marnuje czasu na sen", mają kolor czerwony. Z jego głowy wyrasta potężne i dostojne poroże, a ogromne skrzydła w kolorach sierści (jednak brak na nich bieli), ale okryte piórami, jest w stanie chować. Jego plecy pokryte są biało— brązowymi plamkami.
Stanowisko: Atakujący (myśliwy)
Umiejętności: Intelekt: 7 | Siła: 5 | Zwinność: 8 | Szybkość: 8 | Magia: 5  | Wzrok: 5 | Węch: 6 | Słuch: 6
Rasa: Wilk Ziemi
Żywioły: Ziemia, Rośliny, Ciało
Moce:
— władza nad roślinami
— wywoływanie trzęsień ziemi
— ochrona swojego umysłu (dość skomplikowane)
— zmiennokształtność (warunkiem jest to, że musiał kiedyś widzieć to, w co chce się zmienić)
— ponadprzeciętna szybkość
— rozmowa z duchami, ogólnie widzi on duchy i ma tak od urodzenia
— iluzje, jeśli są małe i przedstawiają na przykład wilki to może być ich kilka, ale jeśli są większe, dla przykładu dom, to taka duża iluzja może być tylko jedna
— wyczuwanie kłamstwa
— szybsza o 10% regeneracja

 Rodzina: Została mu jedynie matka, ale tak dawno utracił z nią kontakt, że nie pamięta nawet jej imienia.
Partnerka: Jako wilk, który nudzi się po paru tygodniach związku (czasami trwa to dłużej), nie wiąże się z nikim trwale, ale jego serce tymczasowo podbiła pewna wadera.
Potomstwo: Śmieszne, bo wydaje mi się, że pytacie o to, czy chce mieć dzieci. Czekajcie chwilę *śmieje się*. Rogacz jako ojciec? No chyba nie.
Historia: Jakoś tam się urodził, chyba nie muszę tego tłumaczyć. Do sześciu miesięcy mieszkał z matką, ale stwierdził, że wzywa go świat i sobie poszedł. Stale się przenosił z jednej watahy do drugiej, głównie przez kłopoty ze "stróżami porządku", którzy ścigali go dość długo, aż w końcu umknął do Watahy Smoczego Ostrza, gdzie zgubili jego trop.
 Przedmioty: Jakiś naszyjnik, który zwykle jest tak ukryty w jego sierści, że go nie widać. Przedstawia on czaszkę z wygrawerowanym napisem "Liar"
Właściciel: Nickusia || HW
Ocena: 0/0

Nieobecność

Witam zgromadzonych. Z tej strony Ariene. Chciałam was jedynie prosić, o niewysyłanie mi opowiadań do 27 maja, ponieważ wyjeżdżam i nie będę miała możliwości wstawienia ich. Jeśli na chwilę obecną któreś z wysłanych mi opowiadań nie zostało wstawione, radziłabym wysłanie go innej, aktywnej administratorce.

18 maja 2017

Odchodzą

Z watahy odchodzą dwa basiory. Zgodnie z życzeniem właściciela, zostaną one oddane do adopcji.
Powód: decyzja właściciela.


naviira.deviantart.com

Jeżeli nie ma szans na wygraną, zmień zasady gry.



http://lilaira.deviantart.com


Pamiętaj. Każdy krok przybliża Cię do zwycięstwa.

Od Atona CD Cynthia

Staliśmy właśnie przed pierwszą z bram.
- To za nią dusze czekają aż przybędę aby zaprowadzić je do podziemi - wytłumaczyłem - inne tu nie zostają, uciekają, ale to już robota egzorcysty. Cynthia przyglądała się każdemu mojemu ruchowi w trakcie otwierania bramy. No fakt, nie było to zwykle przekręcanie klucza, a raczej coś w rodzaju magicznych znaków wykonywanych łapami. Brama była zarośnięta bluszczem i pozornie nie wyróżniała się niczym. Kiedy jednak weszliśmy w końcu do środka, wilczycę zamurowało.
- Spokojnie, wiem, ze nie jesteś przyzwyczajona do takich rzędów okrutnych, żałosnych dusz.
- Okrutnych? - zapytała wadera przełykając ślinę.
- Tak! Okrutnych za życia, żałosnych po śmierci. - Pomimo tego, że było ich wiele, każda wydawała się niezmiernie samotna. Starałem się cały czas mówić coś do wadery, aby podtrzymać ją delikatnie na duchu. Białe lica zaczęły powoli za nami iść. Wydawało się jakby ich każdy krok, powodował ogromny ból.
- Najgorsze jest to, że ja wcale im nie współczuje! Przecież jestem aniołem powinnam teraz je ratować lub wykazywać empatię! A tymczasem... - przerwałem.
- Wiesz, to trudne, ale to bardzo dobrze, że im nie współczujesz. Wykazanie empatii od dobrej duszy byłoby dla nich zbawieniem. One natomiast na takowe nie zasługują. Po prostu nie zasługują. Teraz uważaj bo zbliżamy się do drugiej bramy, a dopiero tutaj zaczyna się prawdziwa pokuta naszych dusz. Tylko proszę, nie bierz mnie za potwora i nie przeszkadzaj cokolwiek by się nie działo. Wiedz, że muszę to robić, a i one nie będą robiły tego z radością.
- Rozumiem - odrzekła cicho Cynthia podchodząc bliżej.
- I jeszcze, czego byś od nich nie słyszała, nie wierz im. Po tych słowach otworzyłem druga bramę - tym razem zapalając święty kwiat podziemi.

Cynthia?

Od Chinmoku CD. Aelin

Po tej brutalnej pobudce, każdy byłby zły. Nawet jeśli jest się Chinem i ma się na wszystko wywalone. Jednakże postanowiłem trzymać fason.
- No dobra, pomóż mi stąd wyjść. – wystawiłem łapę.
- Sam sobie pomóż. – odpowiedziała na to uśmiechem satysfakcji. – Masz za swoje. – wytknęła język.
- Oj daj spokój. Jestem jeszcze zszokowany, po tym brutalnym zderzeniu z wodą. Nie dam rady sam wyjść. - zaświeciłem oczami.
- Myślisz, że uwierzę? Nie bądź ciota, wyjdź sam.
- Ty to masz zimne serduszko. Zupełnie jak Puchatek.
Posłała mi pytające spojrzenie. No żeby nie wiedzieć któż to Puchatek? Myślałem, że tak nędzny dzikun jak ta żółta, chodząca miotła jest znana w całej watasze. Zwłaszcza, że miano Puchatek idealnie do niej pasuje.
- Puchatek? Chodzi Ci o twoją ukochaną Lumę?
Czyli jednak Aelin należy do tych rozumnych. Chwila! Ukochana? Czy ona żartuje?! Czy wilki nie widzą tej aury nienawiści jaka od nas bije do siebie nawzajem? Kto normalny widzi w nas materiał na parę?
- Postradałaś zmysły?
- Czyli nie?
- Owszem chodzi o daną waderę. Jednak od razu wykreślam podany przymiotnik.
- No jaaasne. – zakpiła przewracając oczami. – Widać, że do siebie pasujecie. Obaj jesteście nieznośni, a słyszałeś o przysłowiu ‘’Kto się czubi, ten się lubi’’? – uśmiechnęła się moim firmowym uśmieszkiem.
- Nie wiesz z kim sobie pogrywasz. Dobra dosyć, wyciągnij mnie w końcu. – wystawiłem łapę.
Wadera westchnęła głęboko i złapała za moją łapę. W tym momencie wciągnąłem ją niespodziewanie do wody. Krzyknęła i uderzyła o taflę. Wyszedłem szybko z wody. Wadera jak zniknęła tak się nie wynurzała. Czekałem, aż się pojawi, aby zobaczyć jej skwaszony i kipiący nienawiścią wyraz twarzy. Zacząłem się niepokoić. Czyżby nie umiała pływać? Chole*a. Wskoczyłem do wody i zanurkowałem. Na dnie leżała wadera. Zaniosłem ją na brzeg. Nie oddychała.
- Oj Aelin. Ocknij się! – zaraz tu stanę się mordercą, jeśli się nie ocknie.
Począłem robić masaż serca. Nie pomagało. W końcu zniesmaczony przybliżyłem pyszczek do pyska nieprzytomnej. Gdy już miałem udrożnić jej płuca, odepchnęła mnie łapą.
- No no, nie zapędzaj się tak. – wstała otrzepując się.
- Czy ty…? – nie pojmowałem całej sytuacji. Czy ona....
- Tak! Przez cały czas udawałam, abyś miał nauczkę! Ale przyznam, że masaż serca wyszedł Ci całkiem przyjemnie.

Aelin?

OD Shante

Szłam spokojnym krokiem w stronę wiatru. Czułam, że duchy nieba mnie gdzieś prowadzą, więc nie mogłam ich nie posłuchać. Może mi w końcu powiedzą, kim jestem? W sumie jest to jedynie pytanie, które aktualnie mnie interesuje. Wiatr ucichł. Zostałam na środku lasu, rozglądając się po drzewach i wiewiórkach, które wspinały się na drzewa. Machnęłam po kolei każdym z ogonów. Fakt, faktem, byłam głodna... Szybko ruszyłam za jakimś zapachem. Był pewnie blisko, bo jak na mój węch, to był wyraźny zapach zwierzyny. Wskoczyłam na jedno z gałęzi, patrząc na sarnę. Lekko zeszłam na niższy poziom. Szybko zapaliłam na swoim ogonie jeden płomyk. Szybko skoczyłam na jelenia i wgryzłam mu się w kark. Ten zaczął krzyczeć z bólu, ale przyspieszyłam jego śmierć, wrzucając jej kulę ognia do pyska, a ta padła martwa. Zaśliniłam się, na widok mięsa... Przybliżyłam pysk, już mając ugryźć, lecz wtedy usłyszałam jakiś szelest. Udałam, że to zignorowałam, wgryzając się w soczyste mięso... Mogłam w końcu się najeść. Cicho wzięłam głęboki wdech, machając ogonem. Czekałam tylko na jego ruch. Zamknęłam spokojnie oczy, słysząc jak robi kroki. Wyprostowałam się, lekko ruszając uchem. Zaśmiałam się ponownie i zmieniłam się w ducha, widząc dobre duchy zmarłych. Duchy lekko mnie okrążyły, a ja bez słowa machnęłam ogonami. Poszłam razem z duchami do krzaków. Był to na pewno basior. Spojrzałam na duchy pytająco. Te okrążyły wilka, który właśnie wyszedł ze swojej "kryjówki". Duchy zrobiły znak, że jest neutralny. Nie mogły określić jego charakteru... Cóż. Znowu będę musiała jakoś do niego podejść... Obróciłam się, zmieniając się w fizyczną formę. Stałam za nim i lekko przesunęłam w jego stronę kamień, by mnie zauważył. Gdy się odwrócił, mogłam zobaczyć jego pysk.
- Ktoś ty? - spytał. Patrzyłam na niego, machając ostrzegawczo ogonami. Ten przygotował się na atak, a ja tylko machałam ogonami. Lekko machnęłam głową. Staliśmy tak w ciszy.
- Spytałem, kim jesteś - spytał mnie, podchodząc.
- Ja? - przekrzywiłam głowę - nie wiem kim jestem. Nazywają mnie Shante, ale kim jestem? Skąd? Nie mam pojęcia. Ciężko cokolwiek powiedzieć o sobie jak się nie wie - odwróciłam się do niego ogonami. Czułam jego wzrok na sobie. Pewnie widział moje blizny na plecach, których nie mogę jakkolwiek zakryć. Cicho wzięłam głęboki wdech. Bez problemu spojrzałam na niego swoim bez jakiejkolwiek radości wzrokiem.
- A ty? Jak Cię zwą? - spytałam, odwracając się w jego stronę.

<Chętny basior? Nie musi być od razu po prostu kurde "jak basior pisze z waderą, to będą razem" zwykły dla mnie przyjaciel mi wystarczy ;-;>

17 maja 2017

Od Issue cd Albi

Dragon odprowadził małą wzrokiem do jaskini, po czym sam zatonął jej ciemnościach. Kiedy wokół mnie nie było już nikogo, mogłem w spokoju odejść swoim żwawym truchcikiem. Trochę uciążliwe jest takie chodzenie. Chyba mam za krótkie łapy...albo jestem zbyt objuczony. Spojrzałem w tył, na pełne do połowy torby na plecach,zwisające po obu stronach brzucha. Nosem otworzyłem skórzaną klapę i zajrzałem do środka: masa metalowego szmelcu, pozostawionego pod kamieniołomem kiedy jeszcze ludzie robili tam niezły bałagan. Znalezione, niekradzione, haha.
Błysk złotego metalu zaiskrzył mi na tęczówkach, kiedy tylko ostatni promyk zachodzącego słońca schował się za horyzontem. Ej...coś mi świta.Jakby idea. Czyżby... Hah, tak! Mały Issuś ma pooomysł! Tak tak, idealna koncepcja. Taka milutka waderka zasługuje na mały upominek z mojej strony. W końcu trochę mi pomogła podczas zbiorów materiałów. Bez niej w życiu nie zachciałoby mi się chodzić tak daleko. Niech no tylko coś znajdę...
*jakąś godzinę później*
- Pip, daj do pieca!-Wrzasnąłem do śpiącego smacznie kotka i rzuciłem grzechoczącymi workami ze złomem o posadzkę jaskini.-Muszę coś stopić przed wschodem słońca.
Kotek przestraszony spadł z mini hamaka uszytego z kawałka szmatki (który sam kiedyś zawiesiłem pomiędzy miedzianą rurą a nieczynnym, stalowym golemem). Łóżko obróciło się o 360 stopni, a Pip jęknął z bólu.
- Mógłbyś wrzeszczeć o ton ciszej? - Zaczął masować obite od upadku miejsce.- Mam dwukrotnie lepszy słuch od ciebie.
- Nie teraz, mój asystencie. Coś czuję, że dziś zarwiemy nockę.
Złapałem w zęby obie torby, a ich zawartość wrzuciłem na dno pieca hutniczego, który stał gdzieś pomiędzy warsztatem rzemieślniczym a małą kuźnią. Kot, chociaż lekko ociężale, poszedł po świeży zapas węgla do schowka z tyłu jaskini.
Gdy piec nagrzewał się, ja postanowiłem zrobić niezły bajzel w pomieszczeniu (Ekhem, bardziej szukałeś potrzebnych narzędzi, ale ktoś tu chyba lubi nazywać rzeczy po imieniu...).
Weź ucisz się lepiej.
( Pewny jesteś? Głosy w głowie mogą być naprawdę dobrymi doradcami)
Pff, nie potrzebuję żadnych doradców.
(...)
Cisza? Dziękuję. Lecimy dalej:
Wyrzucałem zbędne papiery niedokończonych projektów w powietrze, za każdym razem mrucząc pod nosem ,,To nie...e-e...to też...nie...pff, TO powinienem spalić dawno temu!''
W końcu. Z ogromnej, drewnianej skrzyni ze stalowymi okuciami przypominającymi głowy smoka wyjąłem małą, metalową figurkę rosomaka, lekko nadwyrężoną i zardzewiałą. Pamiętam jak zajumałem ją z obozu tych dwóch czarnych przyjemniaczków, których z resztą spotkaliśmy dzisiaj popołudniu. Chcieli odzyskać swoją zgubę, ale skłamałem, że ma ją taki jeden szalony dziadziuś z gór. Cóż, trochę się jeszcze naczekają, zanim ją znajdą, hehe.
Pozostaje teraz tylko wykuć brakujące części i będzie jak nowa. Och, mam gdzieś jeszcze wolne kamienie dusz? Powinny gdzieś się walać w schowku. W końcu nie będę dawał jej martwej, bezużytecznej figurki, o nie! Będzie o wiele bardziej zabawna. I rozmowa oczywiście.

Albi? Sorka za tak żałosny czas oczekiwania...problemy techniczne

Od Layry CD Ravennah

Przez chwilę nie czułam nic. Jedyne, co widziałam, to ciemny tunel i okropne, czerwone, wykrzywione twarze. Widziałam. O to chodzi. Zwykle jedyne, co "wyczuwają" moje oczy, to jedna, wielka, kolorowa, rozmazana plama, a tu taka niespodzianka w postaci całkiem ostrego tła. Miła nowość, nie powiem. Dookoła na przemian czuć było przeraźliwy chłód i nieznośne gorąco. Spojrzałam w dół, gdzie widziałam nie kończący się tunel. Nawet nie zakręciło mi się w głowie, chyba z przezwyczajenia. Ale nie pamiętam. Obok mnie spadali Nah i Mimra, która miała zamknięte oczy.
Myślałam, że będziemy tak spadać w nieskończoność, aż przeminie cała moja młodość (jaki rym... xd), ale po chwili z całej siły natrafiłam łapami na jakąś ziemię, która zwaliła mnie z nóg, więc ciężko opadłam bokiem na ziemię. Moi towarzysze mieli ten sam problem. Podniosłam się jako pierwsza i rozejrzałam się wokoło. Wszystko było dla mnie dobrze widoczne. Każdy czarny kamień i płonąca brama, oraz każdy demon sunący w naszą stronę.
Można było odróżnić ich trzy grupy. Jedni, zdeformowani i brzydcy, szli najwolniej i na samym końcu. Drudzy, raczej normalne wilki o ciemnych kolorach sierści i ostatni, najwyżsi i wyglądający na najpotężniejszych. Na czele każdej z tych grup stał największy, najbrzydszy i najstraszniejszy, czyli zapewne najsilniejszy spośród swoich pobratymców.
Jedynym, co mnie zastanawiało, było myślą, czy Nah i Mimra widzą to samo, czy im ukazała się inna wersja... Poczekaj, zerknę w ich umysły, żeby się dowiedzieć, gdzie jesteśmy... Piekła. Czyli jesteśmy w piekle. Super.
~ Layra... ~ w mojej głowie odezwał się głośny, przypominający odgłos jeżdżenia pazurami po kamieniu głos, bombardujący mnie z każdej strony.~ Słyszysz mnie, Layra?
~ Słyszę cię ~ odparłam w myślach, rozglądając się samymi oczami dookoła, głową poruszając tylko powoli, żeby nie dawać oznak jakiś problemów.~ Ale nie wiem kim jesteś.
~ Domyśl się, moja droga. Gdzie jesteśmy? ~ głos wydawał się rozbawiony i zaczynał mnie denerwować.
~ ODPOWIEDZ! ~ podniosłam myślowy głos i swoją świadomość przeniosłam na chwilę do umysłu. Po chwili stałam już w ogromnej, białej sali, w której każdym kącie stało lustro odbijające jakieś moje wspomnienie. Nikogo oprócz mnie i moich luster tu nie było.
~ POKAŻ SIĘ! ~ wrzasnęłam, a parę pustych luster pękło i rozprysło odłamkami we wszystkie strony. ~ CZEKAM NA CIEBIE, POKAŻ SWOJĄ TWARZ!
~ Stoję przed tobą, Layra...
Cały obraz zaczął się zmniejszać, a ja powróciłam ze swojego umysłu do rzeczywistości, gdzie przede mną stał ogromny, czarny demon. Jego rogi były długości moich nóg, kły i pazury mojego pyska, oczy, niczym rozżarzone węgle wwiercały we mnie swoje spojrzenie. Wielkie, skórzaste, nietoperze skrzydła młóciły powietrze, a śmiech tej istoty przeszywał pomieszczenie na wylot. Zamiast łap miał kopyta, a ogon był czerwonym, palącym się i kąsającym powietrze, jadowitym wężem.

Ravennah?

Większość obrazków i zdjęć umieszczonych na blogu nie jest naszego autorstwa.

Proszę o nie kopiowanie treści z bloga w celach własnych bez wiedzy administratorki.

Szablon wykonała Fragonia dla bloga
Sisters of The Template