19 kwietnia 2015

Od Dark Heaven CD Grima

Spojrzałam na niego. Spoglądał badawczo na posąg Rishy. 
- To skomplikowane. Ifryt jest przecież bogiem śmierci, a ja jestem dobra.
Westchnęłam cicho. 
- Kto powiedział, że śmierć jest zła?
Grim przeniósł wzrok na mnie.
- No w sumie... Ale kto powiedział, że magma jest zła? Jak już jest niebezpieczna.
Odeszłam kilka kroków.
- Idziemy już? No dobra...
I udał się za mną. Poczułam w łapach energię. Taką dziwną energię, muszę się wyszaleć. Poprowadziłam na Wzgórza Evendim. Tam można było pobiegać za zającami. 
- Łapiemy zające?
Zapytałam tarzając się w trawie.
- Chyba nie zaszkodzi...
Na te słowa gwałtownie podniosłam się z ziemi i wypatrzyłam jednego z zająców.
- Wiesz, że wiem na jakim jesteś stanowisku?
Rzuciłam do niego. Biegliśmy za jednym zającem.
- Skąd wiesz?
Zapytał zaciekawiony.
- Bo potrafię czytać w myślach, a ty właśnie o tym pomyślałeś, strażniku! Ja jestem tropicielką. Już nie będę czytać w myślach...
Podwójnie podbiłam brwiami i popatrzyłam na niego. Nie wyglądał na specjalnie oburzonego.
- Aha.
Powiedział tylko.
- Przecież to nic wielkiego. Mogę ci nawet powiedzieć, że mój żywioł to magma i umysł, byłam niewolnikiem, zabiłam alfę poprzedniego stada i MUSZĘ WRESZCIE ZŁAPAĆ TEGO GŁUPIEGO ZAJĄCA!!!
Dumnym krokiem wykonałam długi skok i wylądowałam przed zwierzęciem. Zatrzymał się, a ja dałam znak Grimowi, że ma go zaatakować. Złapał zająca za grzbiet, a ja wzięłam zębami za gardło i czekałam aż zdechnie. Nie trwało to długo. Podzieliłam zająca na dwie części.
- Smacznego. I dzięki, że mi pomogłeś go upolować.
Uśmiechnęłam się.


Grim?

Pierwszy atakujący - Steve!


http://eredhys.deviantart.com

Everybody lies, and everybody dies.

Imię: Steve
Ksywka: Eve
Wiek: 5 lat
Płeć: Basior
Charakter: Steve od najmłodszych lat lubił rozmawiać ze wszystkimi. Był towarzyski, potrafił się z każdym zaprzyjaźnić. Wszyscy uważają, ze w głowie mu tylko zabawa i wadery. Uwielbia podrywać każdą, która 'podbije' jego serce. Jednak kiedy zauważy następną, poprzednią zostawia. Dlatego jego związki nigdy nie trwały długo. Steve zwracając się do płci przeciwnej w zwyczaju jest romantyczny, szarmancki, jednak do swoich przyjaciół kieruje sarkastyczne, pełne ironii oraz często chamskie odzywki. Oczywiście jego zaletą, jak mówią jego 'bracia', jest to że jednak zawsze potrafi pomóc. W skrócie jest po prostu zabawny, ambitny, towarzyski i rozgadany. Ale to tylko teoria. Jeśli udało Ci się odkryć prawdziwego Steve'a możesz sobie pogratulować. Ponieważ pod tą całą zasłoną uśmiechu kryje się grymas. Basior okłamuje wszystkich, których kiedykolwiek napotkał. Nie wierz jego zapewnieniom, tej 'prawdzie', którą wmawia Ci, gdy wypytujesz go o cokolwiek. Dlaczego to robi? Jest po prostu nieufny, uważa, że nikt nie zasługuje na prawdę. Wszyscy kłamią i wszyscy umierają. 
Wygląd: Basior posiada szare futro z czarnym tribalem rozciągającym się na plecach oraz ogonie. Parę blizn na brzuchu ewidentnie rzuca się w oczy, oczywiście nie licząc jego połyskującej, niebieskiej czuprynie. Niejedna wadera dała zwieść się błękitnym oczom oraz dodającym mu zadziorności pasie na brzuchu oraz bransolecie na łapie.
Nikt jednak nie wie skąd wzięły się trzy paski na jego pysku.
Stanowisko: Myśliwy, Atakujący
Specjalizacja: Dzięki swoim długim, masywnym łapom oraz lekkiej budowie ciała Steve potrafi poruszać się nie zwykle szybko. Ostre jak brzytwa kły są świetne w przytrzymywaniu i duszeniu zdobyczy. 
Rasa: Wilk Księżyca
Żywioł: Księżyc
Moce: Możliwość wpływania przez fazy księżyca na ciało swoje oraz kogoś innego, hipnotyzowanie wzrokiem.
Rodzina: Rodzice - nieznani, Brat - Dahvie
Partnerka: Szuka
Potomstwo: ---
Historia: Parę dobrych lat temu pewna wadera znalazła dwa małe szczenięta w lesie i zdecydowała się zabrać je do watahy. Pierwszy był nikłej postury, malutki oraz z wyglądu 'mroźny', jednak jego ciało było pełne życia. Natomiast drugi, masywny, bardzo żywe kolory futra, lecz zamknięty w sobie i cichy. 
Pomimo tak dużej różnicy między nimi zawsze się sobą opiekowali. Byli jak dwa puzzle, które razem stanowiły całą układankę, a osobno nie byli warci zbyt wiele. 
Posiadali oni jednak swój ogromny sekret. Steve, na zewnątrz pogodny, lecz w środku nieufny, a Dahvie pozornie cichy, ale jego serce gorące. Syn księżyca oraz słońca, niestety zawsze myleni. 
Mając już około 3 lata ich drogi się rozeszły. Watahę w której mieszkali zaatakowano. Każdy z braci uciekł w inną stronę. Nie stanowili już jedności.
Steve'owi po 2 latach udało się odszukać to miejsce.
Przedmioty: ---
Data dołączenia: 19.04.2015r.
Właściciel: Phoebv
Inne zdjęcia:
<KLIK>

18 kwietnia 2015

Od Lavi'ego CD. Dark Heaven

Chyba nie powinienem zostawać. W końcu przed chwilą rozmawialiśmy iż "taką mądrość" mam wrodzoną. Kurde! Prawie bym zapomniał. Wymsknęło mi się o Botanie. Trzeba to jakoś wytłumaczyć, bo mnie Panda później zatłucze. Uśmiechnąłem się do niej.
- Jasne, że skorzystam. Grzech byłoby nie skorzystać.
Po chwili wszedłem do środka jej jaskini. Rozejrzałem się dookoła. Ładnie tutaj mieszkała. Co prawda też posiadam jaskinię na terenach watahy, jako jej członek, ale wraz z Botanem nocujemy gdzie indziej. Jednak zawsze jestem pod łapą, prawda? Dav przyniosła dwa piękne zajączki. Taki poczęstunek może być. 
- Wracając do mojego nauczyciela-powiedziałem kładąc swój młoteczek na ziemi. - On nie ma imienia. Nazwałem go Guzikiem tylko ze względu iż kojarzy mi się z kimś z rodziny. Mów na niego po prostu Kronikarz, a o imieniu Botan... zapomnij - zaśmiałem się. 
Nie odpowiedziała, ale potraktuje to jako zgodę czy potwierdzenie. Zacząłem sobie przygryzać kość zająca. Uśmiechnąłem się do wadery. 
- Co chciałabyś robić w przyszłości? - zapytałem.
- Jeśli by się tak zastanowić... 
- Ja już robię to czym chciałbym się zajmować. Nawet jeśli by mnie to znudziło, nie ma odwrotu. Chociaż pewnie by mi się nie znudziło. Poza tym... Jakbyś chciała się ze mną jeszcze spotkać by porozmawiać, zazwyczaj będę na terenach watahy lub w miejscu gdzie znajdują się wilki, których lepiej unikać... A teraz zamieniam się w słuch. 
Ciekawe co by chciała taka wadera robić w przyszłości. 


Dav?

Od Grima CD Dark Heaven

Zakłopotany podrapałem się w kark.
- Tia... - W umyśle szukałem odpowiednich słów. - Tak. Kompletnie nowy.
Wlepiłem wzrok we własne łapy. Wadera skrzywiła się lekko.
- Coś nie tak? - Spytała kręcąc uszami.
- Co... Nie, nie! To tylko... - westchnąłem głęboko, starając się wstrzymać pokusę zaśnięcia na stole ofiarnym dla bogów. Szybko odwróciłem senny wzrok od kamiennej płyty. - ogólnie nie lubię przywitań. Rozumiem raz czy dwa, ale jak już piętnasty wilk wypytuje cię o wszystko co wiesz o sobie, jakbym był w sądzie... wolę udawać, że znamy się od zawsze. - Wzruszyłem ramionami. - To po prostu mniej męczące.
- No dobra. Jeśli tak wolisz. - posłała mi skromny uśmiech. - Mogę udawać że Cię znam.
- Bo znasz. - dodałem szybko.
- Tylko imię! - Dark odwróciła się do kamiennego posążka Ifryta. - Dowiedzieć się więcej można od ciebie, lub od niego.
Przysiadłem obok wadery .
- To do niego się modlisz?
- Tak. To znaczy, nie tylko do niego. Modlę się do wszystkich, ale... tak. Łączy mnie z nim coś więcej niż tylko wilcza krew. - nie odrywała wzroku od posążka.
- Ja jakoś nigdy nie mogłem się domyślić który jest moim ,,patronem". Kiedyś myślałem ze jest nim Risha, ale potem wszystko się zmieniło! Moc stała się czymś innym niż rasa.To nie jest normalne. - Zagryzłem wargę. - teraz już nic nie wiem. 
Znów wzruszyłem ramionami, kątem oka dostrzegłem posąg Rishy. Miała w oczach nie tyle co zainteresowanie, ale dosłownie przewiercała mnie wzrokiem. Albo prawdziwy bóg postanowił złożyć mi wizytę w świątyni, albo mamy tutaj baaaardzo utalentowanych architektów.
I tak na jedno wychodzi...


Dark Heaven?

Powitajmy Bad Ice!


http://whiluna.deviantart.com

Teraz się naśmiewają, za chwilę będą podziwiać.

Imię: Bad Ice 
Ksywka: Ice 
Wiek: 3 lata 
Płeć: wadera 
Charakter: Nie lubi gadać, czyli można powiedzieć że jest skryta. Ufna, mądra i odważna. Lubi podejmować szybkie decyzje. Ma czas na wszystko. Niestety nie da się jej opisać, gdyż Ice ma zmienny charakter. Raz miła, grzeczna i spokojna. A kiedy indziej wredna i złośliwa. 
Wygląd: Ice jest cała błękitna. Ma białe znamiona, grzywkę i podbrzusze. Na koniuszku ogona znajduje się czarna plamka. Oczy są koloru biało-niebieskiego. Na szyi nosi białą chustę z czarnymi kotficzkami. 
Stanowisko: Strażnik 
Specjalizacja: Potrafi zachowywać się niezwykle cicho. Umie zmieniać głos. Świetnie zajmuje się pilnowaniem czegoś lub kogoś. 
Rasa: Wilk Materii 
Żywioły: Magia, materia, lód 
Moce: 
~ Teleportacja 
~ "Opuszczanie swego ciała" 
Oczywiście ma więcej mocy, ale są jej tajemnicą...
Rodzina: Brak 
Partner: Szuka? Czy nie? Sam się dowiedz. 
Potomstwo: Brak 
Historia: Urodziła się na plaży, w małym statku (stamtąd ta chustka). Wychowywała ją lisica. W końcu gdy Ice się usamodzielniła, postanowiła wyruszyć w świat. Poznała watahę i w niej została. 
Przedmioty: ---
Data dołączenia: 18.04.2015r.
Właściciel: MexAntyn12
Inne zdjęcia: 
Jako lis (ma moc przemiany w lisa): 

Od Taravii CD Zero Black Fire

Przyjacielem? Moim? Haha! 
- Z kim rozmawiałeś? - zapytałam, jakby mnie to w ogóle obchodziło... 
No cóż jestem alfą. Bądź miła, Taravia...
- Z nikim. - odparł
Widać było, że o czymś myśli. O czymś, co nie daje mu spokoju.
- Słyszałam. 
- Nie... Nieważne. 
- Miałeś partnerkę? - usiadłam obok niego
- Miałem, ale to teraz nieistotne! - mruknął - A Ty... Słyszałaś całą rozmowę?
- Tak, słyszałam. - wstałam, nie spuszczając z niego oka - Ten fragment o mnie również... - dodałam pod nosem.
Basior spuścił wzrok. Coś go trapiło. Westchnęłam.
- Jeśli nie chcesz o tym rozmawiać, w porządku. Nie będę nalegać...
Basior spojrzał na mnie. Skinął łbem.
- Może się przejdziemy? - zaproponowałam, lekko się uśmiechając
- Może być. - odwzajemnił uśmiech, lecz też musiał go wymusić
Ruszyliśmy przed siebie, sama nie wiem gdzie. 
- Przyszłam tu w pewnej sprawie; mianowicie już mam dla Ciebie misję. 
- Zamieniam się w słuch. 
- Masz go zabić. - podałam mu kawałek papieru, na którym widniał wizerunek wilka - Nie powinien sprawiać problemów. Znajdziesz go jakieś cztery kilometry na wschód od centrum watahy. Ciała masz się pozbyć i zatuszować wszystkie ślady. Więcej powiem Ci, jak już będzie po wszystkim. Dasz sobie radę? Mam iść z Tobą?

Zero?

Od Charlene CD Taravia

- Niech i tak będzie! Do zobaczenia później ! - odkrzyknęłam biegnąc już kilka dobrych minut, alfa na moje szczęście usłyszała me słowa i wróciła do swoich obowiązków. Wędrowałam po jakimś lesie na naszych terenach, szukałam jakichś zagubionych wilków, a jakżeby inaczej spędzić do reszty ów dzień? Tak więc przystanęłam obok naszego wilczego gościńca i rozejrzałam się dokładnie wokoło. Słońce posyłało łagodne światło na dęby, buki i inne stare drzewa. Niebo zakryte przez gęstwinę bujnych gałęzi i liści odsłaniało swe błękitne oblicze.Tak czy siak, nareszcie czy może nie, usłyszałam szelest liści i łamiącą się gałązkę. Postawiłam pionowo uszy, zesztywniałam gotowa do obrony. W oddali ukazała się brązowa, nieco niższa ode mnie wadera. Skierowała swoje spojrzenie na moje skudłacone, szaro-czarne futro i nieprzyjazny wyraz pyska. Niepewnie podeszła kilka kroków bliżej i posłała łagodny, nieśmiały uśmiech. Westchnęłam ciężko i truchtem wybiegłam na jej spotkanie. 
- Witaj.. ekhm, jak się zwiesz ? - odezwałam się pierwsza, czułam że nie łatwo będzie nawiązać z nią rozmowę.
- Arisa.. A.. Ty? - położyła uszy po sobie.
- Nie musisz się mnie bać, ja jestem Charlene. No tak, i pewnie jesteś zagubionym podróżnikiem nie z naszej watahy? Nigdy jeszcze Cię tu nie widziałam.. Chociaż może umknęłaś mojej uwadze? - zaśmiałam się. Pomimo mojej tajemniczości, czasem zdarzał się wyjątek i sama chciałam spotkać jakiegoś wilka.


Arisa?

Od Dark Heaven CD Lavi'ego

- Wiesz, w sumie możesz mnie odprowadzić. Zmierzam właśnie w stronę mojej jaskini.
Uśmiechnęłam się przyjaźnie.
- Czyli w stronę centrum.
No i poszliśmy. Nie byliśmy daleko centrum.
- Dokładnie. Lavi, ty masz dwa lata?
Spojrzałam na niego.
- Tak, a co?
Zdziwił się tym pytaniem.
- Bo wszyscy przeze mnie napotkani w wieku dwóch lat zachowywali się jak naiwne szczeniaki. Widocznie jesteś inteligentniejszy.
Powiedziałam. On na prawdę jest mądry jak na tak młodego basiora. No i nie jest jakimś dokuczającym wszystkim dzieciakiem, tylko zachowuje się jak dżentelmen. Lubię takich, nie ma co do gadania.
- Doprawdy? Może to przez mojego nauczyciela - Botana. A może po prostu jestem trochę mądrzejszy.
Dawał przykłady.
- Na pewno masz to również wrodzone.
Powiedziałam. Dotarliśmy do mojej jaskini.
- To... cześć Dav.
Pożegnał się.
- E-e-e. Gdzie lecisz? Zapraszam cię na mały poczęstunek. Skorzystasz?


Lavi?

Od Dark Heaven

Przechadzałam się spokojnie od drzewa do drzewa. Dzisiejszy dzień nie zapowiadał się jakoś specjalnie upalnie. Wprost myślałam, że zaraz zacznie padać deszcz. Jednak powietrze nie było tak bardzo wilgotne i zwątpiłam w moje obmyślenia. Wolałam chodzić jak codziennie między roślinami i myśleć o niebieskich migdałach. Wtem poczułam gwałtowny huk. Ziemia lekko się zatrzęsła. Coś spadło z góry? Nie, ale jakby co popędziłam w miejsce, z którego dochodziły te dziwne odgłosy. Okazało się, że to jakieś stare drzewo przewróciło się nagle. Było już spróchniałe. I wszystko byłoby dobrze, gdyby pod nim nie leżała nieprzytomna wadera. Nie znałam jej, bo z wader poznałam dwie alfy i Charlene. To wyraźnie nie była żadna z nich. Słyszałam o medyczce Fukari. Wyciągnęłam nieznaną mi waderę spod drzewa, oddychała jeszcze. Wzięłam ją na plecy, wydawała się lekka niczym piórko. Bez trudu pobiegłam do jaskini medyczki.
- Fukari?
Zapytałam kiedy stanęłam przy jej jaskini.
- Tak to ja. A ty, jak się zwiesz?
Obróciła się do mnie.
- Dark Heaven. Zachcesz pomóc koleżance? Prawdę mówiąc nie znam jej...
Położyłam na podłodze samicę nadal nieprzytomną.
- Co jej się stało?
Fukari popatrzyła na nią.
- Przytrzasnęło ją drzewo. Znasz ją?
Powiedziałam co wiedziałam o tym wydarzeniu.
- Nie do końca, ale wiem, że ma na imię Kikaru.
Odparła wadera.
- To co? Zbadasz ją?


Fukari?

Od Dark Heaven

Niespokojnie poszłam do miejsca modlitwy. Jestem wierna naszym bóstwom. Zawsze kiedy jest mi źle przychodzę tu i rozmawiam z nimi. Najczęściej modlę się do Ifryta. Bowiem i ja i on mamy żywioł magmy. Kiedy wychodziłam z tego miejsca usłyszałam nieznany mi dotąd głos. 'Może to tylko moje myśli... Pewnie mój umysł wariuje.' - myślałam sobie. Jednak to był głos basiora, nie do końca słyszałam jednak co on mówi.
- HALO?!
Przeraziłam się. A jak to wróg? Zobaczyłam białego basiora.
- Do kogo krzyczysz?
Stanął przede mną. Przełknęłam ślinę.
- Zdaje się, że do Ciebie. Jestem Dark Heaven, a ty?
Zapytałam trochę wyższego ode mnie basiora.
- Grim.
Odpowiedział krótko.
- Zdaje się, że jesteś nowy, bo nigdy Cię tu nie widziałam, czyż nie?


Grim?


Od Taravii CD Charlene

Wymusiłam uśmiech. Hm, nawet mi wyszło...
- Nazywam się Taravia. - powiedziałam, w miarę przyjaźnie. - A co do tej watahy... Jestem jej alfą. 
- Alfą?! - zapytała zaskoczona
- No... Tak, alfą... Może i nie wyglądam, ale nią jestem. 
A jak niby inaczej miałaby wyglądać alfa? Korona na łbie, czerwony dywan i fanfary?!
- Um, tak, głupie pytanie. - powiedziała, lekko uśmiechnięta
- Rzeczywiście głupie. - mruknęłam pod nosem i westchnęłam
Przyjaźnie, Taravia, przyjaźnie... 
Uśmiechnęłam się szeroko, próbując wyglądać najsympatyczniej, jak się da.
- Może chciałabyś dołączyć? - zaproponowałam radośnie
- W sumie czemu nie? - zastanowiła się chwilę - Ilu jest członków?
- Em, no... Eee... - zacięłam się.
Świetnie! Jestem alfą, a nawet nie wiem ilu mamy członków!
- Ki... Kilku. Tak, kilku. - powiedziałam - Chodź za mną, zaprowadzę Cię do Twojej jaskini, a później ktoś Cię oprowadzi. 
- Ty nie dasz rady? - zapytała - Nie chcę się narzucać, ale jesteś alfą...
- No i?
- Chyba najlepiej znasz te tereny, prawda?
Dobrze gada. Hmm...
- Nie mam czasu. - bąknęłam - Przepraszam, nie mogę...
- Rozumiem.
W końcu doszłyśmy do jaskiń. Wyjaśniłam jej pokrótce, co i jak. 
- Dobra, ja muszę już iść. Obowiązki wzywają. - westchnęłam - Jakbyś miała pytanie, znajdziesz mnie w mojej jaskini, albo nad... Nie, raczej w jaskini. 

Charlene?

Nowa wadera! Arisa!

Autor niestety nieznany
Jeśli nie umiesz zrobić czegoś dobrze, zostaw to innym.

Imię: Arisa
Ksywka: Ari
Wiek: 2 lata i 2 miesiące
Płeć: wadera
Charakter: Zazwyczaj jest bardzo nieśmiała w stosunku do obcych wilków. Boi się wykonać pierwszego kroku i zagadać do kogoś, jednakże staje się inna kiedy się ją pozna. Jest bardzo lojalna i oddana kiedy się do kogoś przywiąże, może nawet nie widzieć świata bez jednej osoby. Nie jest gadatliwa, woli słuchać innych. Mimo to potrafi być wredna i jeżeli dość mocno zajdzie się jej za skórę to będzie ciągle planować zemstę.
Wygląd: Brązowo-kremowo-czarna wadera z zielonymi oczami i ciemnobrązową grzywką. Zazwyczaj ma na przednich łapach frotki w czarno-czerwone paski. Jest nieco niższa od wilka średniego wzrostu.
Stanowisko: Posłaniec
Specjalizacja: szybkie bieganie, skakanie, ataki z zaskoczenia
Rasa: Demon
Żywioły: ogień, ciemność
Moce: samozapłon, formowanie ognistych strzał, potrafi sprawić że staje się ciemno (nawet za dnia), sprawia że wszyscy przebywający w ciemności słyszą dziwne szepty, przyzywa swojego "opiekuna", zmiana w człowieka, wywoływanie ognistych tornad
Rodzina: ojciec - Richard, kuzyn - Ikuto
Partner: szuka ciągle
Potomstwo: ---
Historia: Jako szczeniak dorastała jedynie z ojcem, gdyż matka zmarła podczas porodu. A że jej ojciec był demonem, to uczył ją wszystkiego co już sam umiał. Wszystko szło świetnie... Do czasu... Podczas jednego z treningów nad rzeką wpadła do wody i uderzyła głową o jeden z kamieni na jej dnie. Po przebudzeniu niczego nie pamiętała, co załamało jej ojca. Stwierdził on, iż stracił jedynie czas na uczenie jej, po czym próbował ją zamordować. Uratował ją Ikuto, który później został jej nauczycielem. Przywrócił jej wszystkie umiejętności i całą wiedzę sprzed wypadku, jednakże jej charakter zmienił się na dobre. Nie wspomniał jej nigdy o tym, że są kuzynami. Chciał, by uważała go za obcego basiora. Znaleźli Watahę Smoczego Ostrza jedynie przez przypadek, a dokładniej przez nieudaną pogoń za stadem jeleni. Zostali tu przyjęci niedługo potem.
Przedmioty: ---
Data dołączenia: 18.04.2015r.
Właściciel: HorseGirl133
Inne zdjęcia:
Jako człowiek:
<KLIK>
Ocena: 0/0

Od Grima

,,No dobra... jeszcze raz"
Stałem w polu wysokich traw z pazurami głęboko wbitymi w glebę. Potrzebowałem spokoju, ale śpiew skowronków wciąż dobijał mi się do umysłu. Westchnąłem głęboko, ze wzrokiem wbitym w nicość.
- No dalej... spróbuj! - Warknąłem przez zaciśnięte zęby, bałem się zamknąć oczy. 
Otrząsnąłem się z mrocznych myśli i odetchnąłem już drugi raz tego dnia. Powoli zacisnąłem powieki....
Śpiew ucichł, słońce zakryły chmury. Wszystko rozbłysło w odcieniach fioletu i czerni. Teraz nie ma odwrotu, otworzyłem oczy.
Skowronki stanęły w czarnych płomieniach, a małe, ptasie oczy nie odrywały wzroku od mojej postaci. Dokoła kręciły się cienie, szepcząc coś do siebie. No pięknie... już się zleciały.
Uniosłem łeb zerkając na purpurowe niebo, zacisnąłem wargi.
- Czas na mały lot... - Mruknąłem do siebie i delikatnie oderwałem nogi od ziemi, miałem szczęście i grawitacja ustąpiła na chwilę. Po raz pierwszy uśmiechnąłem się do siebie. Podskoczyłem ze szczęścia. Szkoda że to nie trwało długo.
Wysokie trawy, niczym pnącza rzuciły się w górę zaciskając się na moich kostkach. Warknąłem z bólu, a moja lewitacja przestała działać. Upadłem na czarną glebę,a pnącza zacisnęły się jeszcze bardziej. Byłem teraz śliwką owiniętą w baleron.
Te wszystkie cienie, które niegdyś skradały się miedzy drzewami teraz rzuciły się na małą, białą śliwkę. Teraz straciłem już wszelką nadzieję, że zdołam wrócić.
- Co ci jest?! - Jedna ze zjaw spojrzała mi w oczy, wyglądała jak szakal bez dolnej szczęki, a zamiast tego w paszczy wiło się siedem długich języków. Jednak najstraszniejsze były oczy... białe jak kreda.
Odskoczyłem z wrzaskiem, a w jednej chwili wszystko co czarne znikło. Skowronki powróciły do dawnej postaci, trawa jak gdyby nigdy nic falowała na wietrze, a zjaw nigdy tu nie było. Jednak duch z siedmioma językami nadal tu stał, tylko znikł fioletowy ognień płonący na jego grzbiecie, języki znikły, wilk wyglądał zupełnie normalnie... tylko jego czoło zmarszczyło się widząc mnie w takim stanie.
- Coś nie tak...? - Wilczek skrzywił się jeszcze bardziej. Otrząsnąłem się z szoku.
- Co... - Zamrugałem powiekami. - A... tak, tak. - Mruknąłem, wstając z ziemi. - To nic... taki mały eksperyment. - Podrapałem w kark. Postanowiłem zacząć pierwszy:
- Grim jestem... - Podałem wilkowi łapę. Chciałem jak najszybciej zapomnieć o jego ,,drugim wyglądzie" i wymusiłem lekki uśmieszek.


Ktoś?

Od Lavi'ego CD. Dark Heaven

- Tak czy siak, jestem odporniejszy na "gorące" rzeczy! - zaśmiałem się. - Poza tym chyba dobrze, nie wyćwiczyłaś swoich mocy. Magma... To naprawdę niszczycielska moc. Z resztą każdy żywioł jest niszczycielski. Jednak jeden może posiadać więcej zalet od drugiego. Nie należy dopatrywać się samych minusów. To takie nieprzyjemne. 
- No, raczej tak - zaśmiała się.
- Ja też kogoś zabiłem, a raczej pomogłem temu komuś w odebraniu sobie życia. Jako uczeń Kronikarza, Kronikarz Junior, mam obowiązek przyglądać się historii i ją zapisywać. Dlatego mam fotograficzną pamięć! 
Ze spacerku na terenach watahy, zapuściliśmy się nieco dalej. Poza nie. Nie mogłem się zbytnio przywiązywać, w końcu kto wie. Może za niedługo przyjdzie co do czego i gdzieś rozpęta się wojna, a moim zadaniem będzie zapisanie tych najważniejszych szczegółów, których za wszelką cenę będą się chcieli pozbyć inni.
- Kto to był? - zapytała.
- Nie martw się. Przebiłaś mnie! To nie był nikt taki ważny. Czasami się zastanawiam kim jest Alfa, a ty nie? Ktoś musi mieć nieźle narąbane w głowie by przystać na takie stanowisko. Nie lubię dawać rozkazów innym. Poza tym nie mam takich możliwości, za co jestem wdzięczny bogom, którzy to sprawili... Wiesz co? Bycie wilkiem natury ma same plusy! Masz nieco mocy z każdego żywiołu, chociaż tego nie widać. Roślina nie urośnie bez wody, ziemi oraz słońca. Potęga i chwała... Ochrona bliskich oraz natury... Zawsze sobie tak ich wyobrażałem. Jednak doszedłem do wniosku iż takie wilki mają wiele wad... Prawda? Wilki Magmy... Wystarczyłoby ich zalać dużą ilością wody! - krzyknąłem wesoło.
Znaleźliśmy się w dość bujnym lesie. Był mieszany, jednak drzewa iglaste przeważały. Wskoczyłem na pieniek niedawno złamanego drzewa. Rozglądając się, dumnie uniosłem głowę. Uśmiechnąłem się pod nosem. Zastanawiałem się nad zachowaniem Dark kiedy rozwialiśmy o przeszłości. Czyżby emocje, uczucia oraz przeżycia jej dokuczyły? Chyba tego nie zrozumiem. Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek uczucia wzięły nade mną "górę". 
- Pokazać ci coś? - zapytałem wesoło.
- Jasne!
Dałem jej znak by podeszła do mnie. Wypowiedziałem kilka razy pewnych słów, młoteczek, który znajdował się w moim pyszczku momentalnie się zwiększył. Pokazałem jej gdzie ma się złapać, w razie czego owinąłem ją jeszcze korzeniami drzew by przypadkiem nie spadła. Kolejne słowa, Ozuchi Kozuchi wydłużył się. Znaleźliśmy się w chmurach. Cały tutejszy land wyglądał prześlicznie. Małe kropeczki przemieszczały się. Drapieżniki polowali na kilka jeleni w grupach. Wilki, które właśnie walczyły szukały bezpiecznego noclegu w jaskiniach, które nie były zamieszkanie. Życie tutaj było takie... bujne. Inne niż tam, na polu bitwy, gdzie spędziłem praktycznie całe swoje dzieciństwo. Po chwili wylądowaliśmy w centrum. 
- Dziękuję, za ten spacerek!
Rozluźniłem już ostatnie korzenie. 
- Gdzie się wybierasz, może cię podprowadzę? - uśmiechnąłem się.


Dav? ^^

Od Zero Black Fire CD Taravii

Weszliśmy do ciemnego pomieszczenia. Całkiem fajne, przytulne. Lecz Taravia za chwilę chciała wyjść. 
- Dobra, to ja cię tu zostawię. - Powiedziała wychodząc. 
- To... Eeeee... A dobra, poradzę sobie. - Położyłem się pod ścianą. 
Całą noc myślałem nad tymi głosami. Rankiem jak zwykle poszedłem sprawdzić czy w okolicy nie ma jakichś wilków do pokonania. Zbrzydły mi już wycieczki krajoznawcze. Wiedziałem gdzie iść, więc tam się udałem. No, wiedziałem. Siedziały tam dwa młode wilki. 
Schowałem się za krzakami, lecz nagle znowu coś zaczęło do mnie mówić. 
- Haha! Co, zazdrościsz im?  Że są przyjaciółmi? Ty nie masz nikogo! - Głos naśmiewał się zemnie. Musiałem się oddalić, aby nie dać się złapać. 
- Czego chcesz? Zabiłbym ich, gdyby nie ty. - Warknąłem. 
- Yhy. Oszczędź sobie. 
Po krótkim namyśle, zdałem sobie sprawę, że to mój brat, który dawno temu spłonął w pożarze. 
- Słuchaj, Dream, to moje życie i nie pozwolę ci go zniszczyć! 
No, nie krył się długo. Pod postacią wilka przyszedł na ziemię aby ze mną pogadać. 
- Ja ci go nie niszczę... Po prostu nie umiesz zdobywać przyjaźni! - Usiadł i patrzył się na mnie z troską. 
- Ja.... - Nie wiedziałem co mam powiedzieć.
- Widzisz! Gdybyś umiał, był byś przyjacielem tej "Taravii". Ale nie umiesz! - Nie wiem, co tym razem kręci, ale to coś złego. 
- Dobra, weź wyjdź. Niczego Ci nie zabrałem. Nic nie chciałem! - Zacząłem krzyczeć. 
- Aha, mam rozumieć że do końca życia chcesz być samotnikiem? 
- ...I co? Co jeśli ZNAJDĘ sobie partnerkę? Będziesz mi zazdrościł bo Ivy cię nie kochała? Wolała mnie! Nie takiego potwora jak ty! - Krzyknąłem i wilk machnął łapą i wyparował. 
Nagle weszła Taravia. Chyba słyszała całą rozmowę...

Taravia?


Większość obrazków i zdjęć umieszczonych na blogu nie jest naszego autorstwa.

Proszę o nie kopiowanie treści z bloga w celach własnych bez wiedzy administratorki.

Szablon wykonała Fragonia dla bloga
Sisters of The Template