6 października 2016

Od Cavalerii

Zdumiona delikatnością i świeżością porannego powietrza, cała rozpromieniona szłam przez tereny watahy i uśmiechałam się do wszystkich członków stada. Nowa beta Nathing dyskutowała z naszą alfą. Przyjrzałam się im, ale niczego dziwnego między nimi nie znalazłam. Znalazłam się tuż przy rzece i z niemałym zapałem wskoczyłam do wody. Woda była wręcz idealna. Zaczęłam nurkować, robić fikołajki i łapiąc ryby. Starsze wilki przyglądały mi się jak idiotce. Usłyszałam plusk wody. Hmm... jakiś towarzysz? Czemu nie. Był to Eskander. Uroczy i młody wilk w watasze. Nigdy nie miałam czasu żeby z nim porozmawiać, a tu takie bach i nagle znalazłam się tuż obok niego.
- Cześć Eskander.
- O, hej Cavi! Jak tam?
- W sumie to wszystko ok, ale tak trochu nudno.
Wilk w jednej sekundzie zanurkował i nie wiedziałam gdzie jest. Nagle poczułam jak ktoś łapie mnie za nogę i wciąga do wody. Przestraszona zrobiłam łyk powietrza i zobaczyłam, że to Eskander. Śmiesznie wyglądał gdy siłą próbował mnie ponieść na same głębiny rzeki. Poczułam nagle, że brakuje mi powietrza. Próbowałam to mu przekazać, ale on tego nie rozumiał. Zemdlałam. Obudziłam się na brzegu rzeki i zobaczyłam Eska stojącego tuż nade mną. Gwałtownie wstałam i odeszłam.
~~~~~~~~~
Wieczorem usłyszałam pukanie do drzwi. Był to Eskander.
- Sorry za tamto...

Eskanderze?

5 października 2016

Od Groźby cz. 1

Potrząsnęłam głową, jakbym chciała przegonić natrętną muchę i pomyślałam, że jeśli teraz na każdym koku mam sobie przypominać zdarzenia z przeszłości to na dłuższą metę tego nie wytrzymam. Westchnęłam ciężko po czym wstałam z ziemi otrzepując z sierści igły i mech ze ściółki leśnej. A może podświadomie chcę o tym myśleć? - zastanawiałam się. Słyszałam, że przemyślenie danej sytuacji czy zdarzenia, pomaga pogodzić się z prawdą. Chyba rzeczywiście ucieczka nic tu nie da. Cóż, jeśli ma mi to pomóc.
Zamyśliłam się głęboko, próbując wczuć się w swoją sytuację gdy należałam do Watahy Bezlitosnych Demonów...

Poznajcie dawną mnie. Należę do Watahy Bezlitosnych Demonów, grupy demonów, która sprzeciwiła się Zero Black Fire i postanowiła sobie za cel wymordować wszystkie magiczne wilki, a tym samym zdobyć władzę nad światem. Zamieszkali w Krainie Demonów i za przywódcę obrali sobie najokrutniejszego i najbardziej bezlitosnego demona o jakim słyszano, wszyscy nazywają go po prostu Przywódcą Demonów. Cieszyłam się uznaniem Przywódcy, miałam przyjaciół i dobrze mi się wiodło. Nasza wataha co jakiś czas napadała na watahy magicznych wilków, mordując co popadnie. Dawniej należałam do Watahy Sprawiedliwych Wilków, która ukarała mnie za sprzeciwienie się alfie, zrzucając do Krainy Demonów.
Dlatego z lubością dokonałam na nich odwetu, mordując betę i mnóstwo innych bezimiennych wilków z mojej dawnej watahy. Miałam kilku zaufanych przyjaciół. Eter, która może i była trochę zamknięta w sobie ale dobrze się z nią rozmawiało. Oczytanego i mądrego Evil. Elizje, wredną i bezczelną ale zawsze można było na nią liczyć, oraz rzecz jasna Hereta.
Hereta, który zawsze chętnie służył pomocą, nigdy nikogo nie zawiódł był zabawny i wyluzowany, a w każdym razie przez większość czasu. Raz podczas jednej z naszych niezliczonych walk i bitew, zobaczyłam jak Heret się wściekł. To nie była zwykła złość w jaką wpadają magiczne wilki. To była prawdziwa furia, furia demona, istny szał zabijania. Prawie każdy demon z naszej watahy kiedyś jej doświadczył. Ja wpadłam w taką furie tylko jeden jedyny raz, podczas walki z Watahą Sprawiedliwych Wilków, mojej dawnej watahy, która wyrządziła mi tyle złego. Gdy demon wpada w furie jest praktycznie nie do pokonania, staje się większy, agresywniejszy, okrutniejszy i jeszcze bardziej bezlitosny i zaciekły. Co więcej furie są rzadkie, ponieważ żeby jej doznać nie wystarczy tego chcieć, trzeba czuć całym sobą tę wściekłość, trzeba się naprawdę cieszyć z czyjegoś cierpienia i śmierci.

C.D.N.

3 października 2016

Od Hannibala do Nathing

Słońce wdarło się przez dziurę do mojej jaskini. Oślepiły mnie promienie słoneczne, dzięki czemu bardzo szybko wstałem. Postanowiłem dziś trochę potrenować, jednak przed tym muszę się trochę odświeżyć. Poszedłem wolnym krokiem w stronę jeziora. Przedarłem się swoją ścieżką przez krzaki, i już byłem na plaży. Jednak nie byłem jedynym, który w ten zimny dzień postanowił wziąć małą kąpiel. Na pomoście, siedziała doskonale wszystkim znana Beta - Nathing. Odetchnąłem głęboko, i wszedłem na pomost. Wadera natychmiastowo się odwróciła, oby sprawdzić kto zmierza w jej stronę. Uśmiechnąłem się sztucznie i schyliłem się aby zanurzyć łapę w wodzie. Była zimna. Lodowata wręcz. Jednak co to dla mnie, postanowiłem nie zwlekać. Rozpędziłem się, i skoczyłem do wody. Zanurzyłem się cały, ochlapując przy skoku Nathing. 
- Ej! - Krzyknęła i wstała. 
- Przepraszam! Nie chciałem! - Powiedziałem powoli płynąc w stronę pomostu. Zaczepiłem się łapami o deski, i wciągnąłem się na górę. - To w cale nie było zamierzone. 
Wadera położyła uszy po sobie, i ruszyła w stronę centrum. 
- Co ma szanowna pani dziś w planach? - Zapytałem otrzepując się z wody. 
- Znamy się? - Mruknęła wadera odwracając łeb. 
- Jestem Hannibal. - Ukłoniłem się. - A ty jesteś Nathing, beta tej watahy. Nie ma wilka który cię nie zna. 
- Ah, to oczywiste. - Mruknęła ruszając w przód. 
- Ponowię pytanie...- Powiedziałem ruszając za nią. - Co masz w planach? 


Nathing ? 

Od Asacrifice do Nathing

W naszej watasze ostatnio dużo się dzieje. Nawet mamy nową betę, z tego co się orientuję. Razem z November'em postanowiliśmy, że pora się trochę zapoznać z innymi wilkami w sforze. Może jeszcze ktoś inny jest tak samo uzdolniony magicznie jak ja? Tak, z pewnością nie ma tu nikogo kto mógłby przewyższać mnie swoimi mocami. Rozmyślając tak, prawdopodobnie wpadłem na jakiegoś wilka. Nie był moich rozmiarów, więc domyślić się było łatwo że to nie szczeniak.  Podniosłem łeb do góry i błysnąłem swoimi niebieskimi ślepiami.
- Oh, przepraszam. - Odezwała się wadera. Odsunęła się krok do tyłu, próbując mnie ominąć.
- A gdzie się wybierasz? - Mruknąłem zastawiając jej drogę.
- Słuchaj dzieciaku, nie mam teraz czasu na zabawę. - Warknęła prawie dotykając mnie łapą. Uniknąłem popchnięcia, odsuwając się w bok.
- Mówisz do przyszłego władcy moja droga. - Syknąłem spoglądając na nią z dumą i wyższością.
- A ty właśnie zagradzasz drogę becie. Odsuń się, co? - Mruknęła przewracając oczami.
- Nie każ mi cofać czasu nieudaczniku! - Warknąłem. Wadera przewróciła tylko oczami, i przeskoczyła nade mną.
- Nie ma sprawy mały. - Puściła mi oko, i ruszyła przed siebie.
- Stój! - Zacząłem ją gonić. Jednak na nic, samica nawet się nie zatrzymywała.

Nathing?

2 października 2016

Od Groźby

Wszędzie były demony.
Z lewej, z prawej, w górze, w dole...
Wypełniały mój mózg niczym toksyczna ciecz. Władca Demonów stał na czele armii. Milczący i pozornie spokojny. Wszystko wydarzyło się bardzo szybko.
W jednej chwili Władca stał i na mnie patrzył, w następnej wskazał na mnie łapą. Armia Demonów jakby tylko na to czekała, rzucili się na mnie jak szarańcza. Wnet wszystko się zamgliło. Prawo... Lewo... Góra... Dół...
Przestały istnieć. Były tylko nieludzkie ryki demonów, śmiech Władcy, pustka w sercu, kły demonów szarpiących moje ciało i ogromny, rozdzierający ból.....

Ocknęłam się gwałtownie. Z objęć koszmaru wyrwały mnie czyjeś radosne okrzyki dochodzące jakby z oddali. Czułam całą sobą, że coś jest nie tak...
W mojej głowie jakby coś nagle zaskoczyło i wspomnienia zalały mnie z jeszcze większą siłą. Ból po stracie przyjaciół i wszystkiego co miałam powrócił. Ale powróciło coś jeszcze. Strach. Strach przed tym czy inni mnie zaakceptują. Strach przed tym czy jest jedynie kwestią czasu, że Władca Demonów mnie odnajdzie i skończy ze mną na zawsze. Lecz przede wszystkim strach przed Tym Nowym Życiem jakie miałam teraz wieść w Watasze Smoczego Ostrza.
Choć gdzieś w głębi mojej świadomości kołatała się tylko jedna myśl...
Coraz głośniej, głośniej i głośniej. Heret. Heret. Heret. Od czasu mojej ucieczki z Krainy Demonów nie myślałam o niczym innym, a przecież to było tak dawno temu, w tym innym życiu, wśród demonów. Pokręciłam stanowczo głową. Nie mogłam o nim teraz myśleć. Musiałam myśleć o przyszłości, zapomnieć o Herecie. Zapomnieć o tej dawnej mnie kiedy to byłam morderczynią magicznych wilków. A mimo to Alfy mnie przyjęły, nie mogłam w to uwierzyć. Po tym wszystkim co robiłam. 
Wybiorę się na spacer, postanowiłam w końcu. A przecież i tak musiałam to zrobić w końcu byłam zwiadowcą, przy okazji będę mieć trochę samotności i czasu by przemyśleć niektóre sprawy i gdy będę tego potrzebować móc gadać do siebie. W ostatnich tygodniach robiłam to naprawdę często, nie wiem dlaczego. Niekiedy prowadziłam ze sobą ożywione dyskusje lub spory, próbowałam sama siebie do czegoś przekonać lub wyperswadować. Nie wiem czy to objaw szaleństwa czy może coś zupełnie normalnego, zresztą mało mnie to w tej chwili obchodziło. 
Szybkim krokiem wyszłam z jaskini i skierowałam się w stronę ściany lasu. Starałam się nie zwracać na siebie uwagi, szłam wolno, przygarbiona w cieniu. Dopiero gdy znalazłam się pod osłoną drzew, puściłam się biegiem jak strzała nie bardzo patrząc dokąd zmierzam. Dopiero gdy rąbnęłam głową o pień drzewa zachwiałam się i upadłam na wpół przytomna. Do mojej świadomości zaczęły wpływać obrazy, głównie przedstawiające mnie i Hereta... Ja i Heret świętujemy zwycięstwo nad Watahą Walecznych Wilków... Ja i Heret dowcipkujemy wesoło w gronie przyjaciół... Ja i Heret stoimy wraz z moją przyjaciółką przed Władcą Demonów a ten wyróżnia nas za zabicie Bety z Watahy Sprawiedliwych Wilków...
Otrząsnęłam się z sennego odrętwienia.

C.D.N.

Od Zero - "Nowy władca. " cz. 1

Wstałem wypoczęty otwierając jedno oko. Spojrzałem się kątem oka na moją partnerkę, która jeszcze spała. Odłożyłem jej głowę delikatnie na miękką poduszkę, i pocałowałem w czoło.
- Niedługo wrócę . - Szepnąłem. Znów codzienna rutyna się powtarza. Wstaję rano, idę na obchód, następnie małe polowanie. Od jakiegoś czasu źle się czuję, jednak nie chodzi o żadne bóle brzucha czy choroby, mój instynkt mówi, że coś złego dzieje się w drugim wymiarze. Wielokrotnie próbowałem dostać się do Hadesu, jednak każda moja próba, kończyła się porażką. Wysyłałem także demony na zwiady, jednak do tej pory - żaden nie wrócił. Nieco zaniepokoiła mnie ta cała sytuacja. Pomyślałem więc, że jeśli otworzę portal i szybko w niego wskoczę, uda mi się dostać na drugą stronę. Ruszyłem więc na wielką skałę, skąd można obserwować tereny watahy. Wymówiłem demoniczne zaklęcie, i portal, do świata umarłych otworzył się tuż przed moim nosem. 3..2..1..Skaczę. Dreszcz przeszedł moje ciało. Znalazłem się w jakiejś czarnej dziurze. Przejście wydawało się zamknięte, jednak żadna to przeszkoda dla władcy demonów. Wcisnąłem swój klucz w białe świecące drzwi, i przekręciłem go. Nagle, oślepił mnie blask, jednak szedłem dalej. Dotarłem na miejsce. Zrobiło się ciemno, a korytarz oświeciły ogromne płomienne latarnie. Wokoło ogromne posągi poprzednich władców zaświatów. Przede mną, stanął wielki, potężny trzygłowy pies - Cerber, i ukłonił się nisko.
Znalezione obrazy dla zapytania Hades- Panie..- Odezwał się niskim, groźnym głosem, po czym odsunął się i zrobił mi przejście do sali tronowej. Uśmiechnąłem się do swojego pupila, i przeszedłem pomiędzy jego łapami. Jak zawsze, na swoich miejscach siedziały demony, moi wysłannicy, moi słudzy, którzy pomimo swoich ogromnych rozmiarów mieściły się jeden obok drugiego na wielkich fotelach. Wszyscy schylili głowy, aby oddać mi pokłon. Stanąłem na środku sali wpatrzony w podłogę. Wcisnąłem przycisk na kaflu i powiększyłem się do demonicznych rozmiarów. Spojrzałem się w przód, aby dojść do swojego ulubionego miejsca, na mój tron, jednak o dziwo był on zajęty przez kogoś innego.
- Oh, drogi Zero, pora cię zapisać na kartach historii tego miejsca. - Odezwał się ponury głos. - Twój czas panowania się zakończył, możesz oddać mi swój medalion i sp***dalać do grobu kundlu. Nie jesteś mi potrzebny.
- Hadesie...Miło mi cię znowu widzieć. - Syknąłem. - Możesz mi powiedzieć, jak udało ci się uciec ze szkatułki ? Jestem niezwykle ciekaw.
Nagle wszystkie demony zaczęły wiszczeć i krzyczeć, po chwili, wszystkie upadły na ziemię i powoli zaczęły znikać.
- Podziękuj swojemu demonicznemu synkowi, który pomógł mi dostać się do świata umarłych. - Zaśmiał się ponuro Hades. Byłem gotów stawić mu czoła, ten idiota powinien siedzieć teraz zamknięty. Jak wrócę do domu, mój syn dostanie karę jakiej sobie nie wyobrażał.
- Który syn? Nie mam syna. - Warknąłem.
- Asacrifice, mówi ci to coś? - Mruknął bawiąc się sztyletem.
- Zabiję go...- Warknąłem po cichu. - A więc mówisz, że mój syn pomógł ci uciec?
- Tak, dokładnie...Zawarłem z nim niezwykłą przyjaźń. - Uśmiechnął się podle Hades. Nie chciałem mu wierzyć, jednak wiem do czego jest zdolny mój syn.
- Jaką przyjaźń? O czym ty mówisz? Poczekaj, zadzwonię do Lucka, może on to wyjaśni. - Mruknąłem.
- Nie, Lucyfer nie musi się do tego wtrącać. To nasza sprawa. Walczysz, czy poddasz się bez walki? Wiesz ile możesz stracić, jeśli będziesz walczyć? Wystarczy że zabiorę ci medalion, już nie żyjesz.
Nie wiedziałem co mam mu odpowiedzieć. Postanowiłem, że zniknę.

                                                                     C.D.N

 

Powitajmy Groźbę!

dNiseb

Życie jest zbyt długie, żeby nic nie robić i zbyt krótkie, żeby coś osiągnąć.  

Imię: Groźba
Pseudonim: obecnie nie posiada
Wiek: 12 lat
Płeć: wadera
Charakter: Groźba nie jest zbyt sympatyczną wilczycą. Jest raczej typem samotnika i trudno o jej zaufanie, cicha i nieufna to odpowiednie słowa. Jest również inteligentna i sprytna. Groźba nie lubi rozkazów ale jest posłuszna Alfom. Może nieco tchórzliwa. Groźba nie jest wylewna, choć łatwo wyprowadzić ją z równowagi. Gdy się zezłości bywa wredna, czasem trochę podejrzliwa i zamknięta w sobie, trudno się z nią dogadać. Zresztą nie ma się co dziwić jej charakterowi, jest demonem i miała trudną przeszłość.  
Wygląd: Sierść nie zmieniła się specjalnie jeśli chodzi o kolor, może teraz jest nieco bardziej matowa. Z tyłu karku widać teraz gęstą grzywę. Uszy dłuższe niż wcześniej, a ogon masywny, nadzwyczajnie silny, zakończony bujną kitą, gotowy w każdej chwili pogruchotać kości wilka. Łapy również się zmieniły, wyposażone w długie pazury. Taki sam pazur znajdował się z tyłu, na kostce (o ile wilki je mają xd), przypominał pazur jakiejś prehistorycznej gadziny. Ogólni sylwetka jest bardziej zbita. Oczy w kolorze jaszczurzej zieleni, jarzyły się słabym światłem. Jednak tym co w szczególności zwraca uwagę są... skrzela?? Świecą się takim samym kolorem co oczy, przecinały szyję Groźby szczescioma pasami, po trzy z każdego boku. Na zmianę to rozszerzają się, to kurczą w rytm oddechu oraz pulsu. Wygląda to, nie powiem, zjawiskowo.
Stanowisko: Zwiadowca
Umiejętności: 
Intelekt: 8 | Siła: 8 | Zwinność: 10 | Szybkość: 6 | Magia: 8 | Wzrok: 5 | Węch: 2 | Słuch: 3
Rasa: Demon
Żywioły: okrucieństwo, pokuta, cierpienie
Moce: 
- potrafi zadać ból i cierpienie nie dotykając wilka,
- przypomnisz sobie nagle wszystkie błędy i złe momenty swojego życia, poczujesz się źle sam ze sobą,
- może zablokować głos rozsądku i litości przez co staje się okrutna,
- gdy jest wściekła jeszcze trudniej ją pokonać.
Rodzina: Nigdy nie poznała.
Partnerka: ---
Potomstwo: ---
Historia: Groźba należała dawniej do innej watahy, ale sprzeciwiła się alfie i za karę została zepchnięta do Krainy Demonów. Została jednym z tych demonów, które postawiły sobie za cel wymordować wszystkie wilki i dobrze jej to szło. Pewnego dnia postanowiła wrócić, niestety jej "przyjaciele" i demon, którego kochała wydali ją Władcy Demonów i musiała uciekać. Błąkała się po świecie aż trafiła do tej watahy.
Przedmioty: 1x Zielona Fiolka Czasu (użyta) 1x Kwiat Frencholis (nieużyty)
Właściciel: Ezyly
Ocena: 0/3

Odchodzi

Z przykrością informuję, że Oleander odchodzi z watahy. 
Powód: decyzja właściciela

Oleander

http://whiluna.deviantart.com 

Nie uciekaj przed sobą. To o czym myślisz i tak Cię dopadnie.

Od Nathing cd. Taravii

O określonej porze byłam gotowa. Poprzedniego dnia omówiłyśmy wszystko dokładnie w jakskini alf. Musiałyśmy dotrzeć na miejsce jeszcze przed zaćmieniem. Ruszyłam przez las. Była to krótsza droga i trudno mnie tutaj zauważyć, dlatego ustaliłyśmy, iż pójdę ścieżką między drzewami. Taravia miała przejść przez polanę i iść takimi drogami, żeby przez cały czas być doskonale widoczną. Uznałyśmy, że jeśli rzeczywiście była to wiadomość oznajmująca, że ktoś chce się spotkać z alfą watahy, to lepiej, jeżeli będzie myślał, iż wszystko idzie zgodnie z planem. Przemilczałam kwestię próby kontaktu z kimś innym od alfy. Plan skoncentrowany na jednej, najbardziej prawdopodobnej możliwości miał większe szanse powodzenia od niepewnych zwodów ,,na wszelki wypadek".
Poruszałam się cicho, choć trudno było unikać nastąpienia na jakąś gałązkę, bo w tej części lasu było ciemno i ledwo je widziałam. Poruszałam się wolno, przystając na każdy szelest. Nie podobało mi się, że wokoło panuje mrok, że słabo wtapiałam się w tło, a wróg mógłby mnie bez przeszkód śledzić. Mimo to ostrożnie posuwałam się do przodu. Nie martwiłam się, że idzie mi tak wolno. Wyliczyłyśmy, że dojście do doliny zajmie nam mniej więcej tyle samo czasu, bo Taravia miała do pokonania dłuższą drogę.
Kiedy mrok zaczął rzednąć poczułam się, jakby coś oderwało się od mojej piersi i w końcu pozwoliło mi oddychać. Dopiero teraz zauważyłam, jak duszno było w środku lasu.
Po raz pierwszy od przybycia do watahy weszłam do doliny. Spojrzałam w kierunku, z którego miała nadejść samica alfa. Miałam nadzieję, że poradziła sobie równie dobrze jak ja. Obróciłam się i o mało nie wpadłam na żółtego wilka. Byłam na siebie wściekła. Powinnam bardziej uważać. Na szczęście Taravia wyglądała, jakby nie zauważyła mojego zaskoczenia.
- Podejdź bliżej - szepnęła, wykonując dziwny ruch łapą.

<Taravia? Tak wiem, jakość opowiadania leci na łeb, na szyję. Mówiłam, że nie umiem wymyślać akcji...>

Powitajmy Samicę Beta!

Samicą Beta zostaje zwyciężczyni konkursu...



Gratulujemy i życzymy powodzenia :3

Wyniki konkursu!

Jako, że czas nadsyłania opowiadań do konkursu minął, zamieszczam jego wyniki:

Nathing, jako jedyna przesyłając opowiadanie, została zwycięzcą! 
Gratulujemy!
Wygrywasz 2 000 L, Czerwoną Fiolkę Czasu oraz...
Otrzymujesz tytuł Samicy Beta!


| OPOWIADANIE:
Wcisnęłam się w wąski przesmyk górski i nie oglądając się ruszyłam do przodu. W środku było ciemno i idealnie cicho, nie licząc śpiewu wody. Strop okazał się tak niski, iż idąc szorowałam grzbietem o jego nierówną powierzchnię. Otoczenie działało na mnie przytłaczająco. Starałam się stąpać bezgłośnie i bacznie uważałam na to, co dzieje się dookoła. Przez głęboki mrok nic nie widziałam. Nie czułam ścian po bokach, co sprawiło, że czułam się nieswojo. Jak niewielka, prymitywna istota w pełnej stalaktytów i stalagmitów jaskini olbrzyma.
Przez pewien czas posuwałam się w milczeniu przeciwnym kierunku niż ten, z którego przyszłam próbując nie zboczyć z trasy. Po kilkunastu minutach natrafiłam na przeszkodę zagradzającą całe przejście. Przylgnęłam do niej i powoli przesuwałam się w bok. Zimny i twardy w dotyku materiał sugerował, iż jest to kamień, wolałam jednak nie wysuwać jakichkolwiek wniosków. Mało co było w tej chwili pewne.
Dotarłam do końca jamy i rozpoczęłam wędrówkę wzdłuż - najprawdopodobniej - głazu z powrotem.
,,Musi być tu jakieś przejście" pomyślałam. Równocześnie mimo woli przypomniałam sobie historię, w której bohaterowie krążą pod ziemią, zamierzając się wydostać i natrafiają na trzy tunele. W pierwszym napotykają istotę, która zaczyna ich gonić, wbiegają więc do kolejnego i wpadają na coś ogromnego, czym jest zastawiony i przez co nie mogą się przedostać na drugą stronę. Nie poprawiła mi ona zbytnio humoru.
Zbliżałam się do kolejnej ściany, a szanse na odnalezienie czegoś od tej strony zmalały do tego stopnia, że zaczęłam już obmyślać plan rozsadzenia ściany bez uszkadzania reszty otoczenia, gdy moja łapa wpadła w szczelinę, którą mogłam przejść na drugą stronę.
,,Mogłam" to trochę za dużo powiedziane. Nie mam pojęcia, jakim cudem zmieściłam się w tej wąskiej dziurze, jednak grunt, iż udało mi się przedostać.
W tym miejscu przesmyk skalny zmieniał się w jaskinię. Miała ona sufit nieco wyżej, co powitałam z ulgą, bo po poprzednim etapie wędrówki bolały mnie łopatki. Było tu nieco jaśniej, lecz nadal nie widziałam za wiele. Po omacku obrałam odpowiedni kierunek - z ogromną nadzieją, iż to naprawdę ten właściwy i kontynuowałam marsz.

Nie mam pojęcia, ile czasu minęło, zanim ujrzałam pierwsze promienie światła słonecznego. Rzuciłam się pędem w kierunku otworu i wypadłam na plac z szarego kamienia. Nie mogłam w to uwierzyć. Byłam tu. Sam fakt, że to miejsce znajdowało się obecnie w pobliżu był nieprawdopodobny, a teraz znajdowałam się w środku kręgu z jasnych, pionowych głazów, TYM okręgu.
Zrobiłam parę kroków w stronę jednego z odstępów między rzeźbami.
- Dotarłam - obwieściłam, sama nie wiem komu. Na pewno nie przebywającym tu starym, potężnym istotom.
Po czym wyszłam z koła.
Doznałam wrażenia, jakbym nagle znalazła się w innej strefie czasowej. Coś przytłoczyło mnie niczym bardzo niskie ciśnienie, czułam pulsowanie i nacisk na czaszkę, jak kiedy zanosi się na ból głowy. Nie zwróciłam jednak na to zbytniej uwagi, bo właśnie zauważyłam pieczarę z... Serce zaczęło mi szybciej w piersi. Jak to możliwe, że tak potężny przedmiot zawędrował w te okolice?
Nie zdążyłam ruszyć, gdy przede mną pojawiły się postacie zbudowane z cieni.
No tak. Strażnicy.
Mroczne wilki otoczyły mnie. Demony. Mogłam się domyślić.
Dopiero teraz zauważyłam, że pogoda gwałtownie uległa zmianie. Po niebie toczyły się ciemne, burzowe chmury, świat wokół był bury, jedynie z jaskini sączyło się niepewnie jasne, ledwie widoczne światło.
Poczwary zaatakowały jednocześnie. Niemalże bez uszczerbku wydostałam się spomiędzy nich i skoczyłam w stronę jamy. Użyłam pełni mojej mocy do walki z nimi, jednocześnie próbując dotrzeć do wnętrza z którego wydobywał się blask. Wydawało mi się, że odpycha mnie od niego silny wiatr, ale wiedziałam, że to działanie strażników. Posłałam w ich stronę kolejną falę uderzeń, lecz wtedy napotkałam jeszcze większy opór. Te demony wzmacniają się moją magią. Oczywiście. Naparłam mocniej na powietrze i rozkazałam mu w myślach: ,,Rozstąp się!". W tym momencie uderzyłam w kamienną ścianę, mijając jaśniejący kamień wielkości pół worka mąki. W końcu znalazłam się odpowiednio blisko, żeby móc go zabrać.
Musiałam włożyć więcej wysiłku w walkę na odległość, aby utrzymać się przy głazie. Zużywałam za dużo energii naraz. Postanowiłam się uspokoić. Nie po raz pierwszy biłam się z demonami, miałam to w małym palcu, nawet jeśli chodzi o te wykorzystujące umiejętności przeciwnika do regeneracji bądź udoskonalania się. Należy wykonać jeden potężny cios. Zaczęłam się do niego przygotowywać, utrzymując cienie na odległość i wyciszając się. I wtedy wszystko zaczęło się sypać.
Nic nie było słychać, poza wyciem wichru. Nie przejęłam się jego zabawą, często gdy używam dużej ilości mocy uwalnia się ,,sam". poczułam potężny wstrząs i wydobyła się ze mnie fala białego światła. Dopiero wtedy zorientowałam się, że coś jest nie tak. Jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się tak bardzo stracić kontroli.
Mocniej wczułam się w obronę i upomniałam się: ,,Uspokój się". W tym momencie, mimo panującego w około hałasu dotarł do mnie głos. Jego barwa trochę przypominała kobiecą. Wiem, że to głupio zabrzmi, ale kamień do mnie przemówił.
Nie jestem w stanie przypomnieć sobie ani jednego wyrazu, który użył. W momencie, w którym się odezwał rozumiałam go jakby używał słów, lecz na chwilę obecną nie mam pewności, czy rzeczywiście to robił. Wydawało mi się nawet przez chwilę, że nucił.
Opowiadał o mojej przeszłości. Przed oczyma nagle zaczęły stawać mi dziwne obrazy, sytuacje w których uczestniczyłam.
,,Kim byłaś?" rzekł w swoim tajemniczym języku. Jakby było to wspomnienie zobaczyłam siebie, pouczającą młodego basiorka. Maluch radośnie rozpaćkiwał jasnozielone galaretki.
- Jak widzisz, to nic trudnego - pochwalił się.
- A teraz - odparłam - wyobraź sobie, że te galaretki, to ludzie. - spojrzał na mnie, jakbym właśnie oznajmiła, że kogoś zabiłam. - Albo lepiej - nachyliłam się nad szczeniakiem - wilki.

Kolejna część pokładów mocy wyzwoliła się w postaci białego światła. Magiczny przedmiot świadomie mnie dekoncentrował i osłabiał.

Sceneria zmieniła się. Zobaczyłam Apokaliptę. A za nią... Mama i tata?...
- Jeśli chcesz, to odejdź - odezwało się któreś z nich.

,,Skoro ty tego nie wiesz, to kto?"

Las w którym... goniłam motylki, łapałam je i... Nie, to zbyt brutalne...

Pole bitwy. Rzeź tak krwawa, że nawet ja nie mogłam na to patrzeć. Zamknęłam oczy.
To samo miejsce po walce. Krew, wszędzie krew i ciała. Stałam tam i patrzyłam na nie bez jakichkolwiek uczuć. Nic mnie to nie obchodziło. Jakby...

Jasny, słoneczny dzień. Polana. A na niej ja z jakimś basiorem. Czy my...? Czy ja, kiedykolwiek...

,,Ale dobrze, powiem ci. Zimna, bezwzględna, nieczuła. Taka byłaś"

Skraj skalnej półki. Tuż nad przepaścią.
- Jeśli skoczę w dół, to zginę - oznajmiłam temu samemu malcowi co w pierwszej wizji - A jeśli zepchnę ciebie, umrzesz ty.

Jakaś dziwna jaskinia. Pełna pająków i grzybów.
Podeszłam do ściany i chwyciłam Chamareę.

,,Byłaś mordercą"

Uniosłem powieki. To nie mogła być prawda. Ślepia zapłonęły mi gniewem.

,,Jeśli mi nie wierzysz..."


Nie wiem, dlaczego zrobiłam akurat to.


,,Zapytaj nicości"


Tyle zrozumiałam, zanim wyryłam na głazie dwa słowa:
,,Kamień kłamie"

W jednej chwili wszystko zgasło. Demony zniknęły.
Upadłam na posadzkę. Nie miałam siły wracać. Podniosłam niewielki kamyczek mocą i uśmiechnęłam się lekko.
- Witaj, mała - powiedziałam. Mówienie do rzeczy martwych nie ma sensu i przez większość jest uważane za oznakę braku rozumu, ale w tej chwili mnie to zupełnie nie obchodziło. - Poszalałaś sobie dzisiaj, co?
Westchnęłam i odłożyłam odłamek skalny. Powoli podniosłam się. Wyszłam z pieczary. Świat na zewnątrz oświetlały na pomarańczowo ostatnie promienie słońca. Spojrzałam na góry udające zrębowe, przez które zamierzałam wracać. Czekała mnie długa przeprawa, ale i tak wolałam tę drogę od poprzedniej.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Wycieńczona, położyłam się przy wejściu do mojej jaskini. Patrzyłam na gwiazdy, myśląc o tym, co pokazał mi magiczny przedmiot. Odkąd wykaligrafowałam na nim litery przestałam uważać, że to kamień. Był za miękki na kawałek skały i zbyt łatwo dało się go formować.
Czy mogłabym zabijać bez mrugnięcia okiem? Czy zostałam wyszkolonym zabójcą? I czy ja... On... Czy my... Byliśmy zakochani? Nie, to niemożliwe. Ja i basior? Na pewno nie.
Te myśli ciągle wracały. Podobne sytuacje nie wydawały mi się prawdopodobne. A jednak... Jeśli to wszystko zdarzyło się naprawdę?
Zastanawiałam się też nad tym, dlaczego odeszłam z rodzinnej watahy. Od zawsze sądziłam, że uciekłam przed czymś strasznym i dlatego wyrzuciłam to z pamięci. Nigdy nie przyszło mi do głowy, iż mogłabym odejść sama z siebie. Jednak postacie rodziców... Tak bardzo chciałam wierzyć, że tak właśnie wyglądali.
To z kolei obalałoby moją wcześniejszą tezę.

W końcu zamknęłam oczy. Sen przyszedł o wiele szybciej, niż się spodziewałam.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

- Nathing! - usłyszałam, ale nie odwróciłam się. Jeśli dojdę do skały zanim wilczyca minie zakręt będę mogła udawać, że mnie tu nie ma.
- Nathing! - powtórzyła. Była bliżej, niż się spodziewałam. Stanęłam.
- O co chodzi?
- Dokąd idziesz?
- Donikąd - odparłam. Nie mijało to się za bardzo z prawdą.
- Nie można iść donikąd.
- Ale ja zmierzam właśnie tam.
Popatrzyła na mnie wyzywająco.
- Kłamiesz.
Westchnęłam. Ta rozmowa mnie irytowała.
- O co chodzi?
Wadera nie zwróciła uwagi na moje pytanie. Rozpatrywała na głos czy możliwe jest dotarcie do miejsc ,,nigdzie" i ,,gdzieś".
Ruszyłam w kierunku skał zostawiając ją za sobą.
Nagle przerwała wywód i zawołała:
- Hej! Gdzie idziesz?!
- Nigdzie - warknęłam.
- No tak - zaśmiała się serdecznie, zabiegając mi drogę. - Mówiłaś. A tak na serio?
,,A tak na serio to nic cię to nie obchodzi" pomyślałam z wściekłością. Spojrzałam jej w oczy.
- Nigdzie - powtórzyłam z naciskiem.
- Możesz mi powiedzieć. Nikomu nie wypaplam. Przysięgam.
Obróciłam się o stoosiemdziesiąt stopni i zaczęłam biec w stronę głazów. Byłam pewna, iż biała wilczyca podąży za mną, lecz wyglądało na to, że nareszcie się odczepiła. Nikt nie powinien wiedzieć, co robię. Nikt ani nic.
Zwolniłam i zatrzymałam się. Spojrzałam na uciekającą w popłochu wiewiórkę. Nie zauważyłam żadnej istoty w odległości pięciuset metrów, ale dla pewności sprawdziłam to mocą. Tak, teraz naprawdę byłam sama.

Zamknęłam ślepia i zaczęłam.
,,Powinnaś sama to wiedzieć" dźwięczało mi w głowie. ,,Nic będzie wiedzieć na pewno".
Otworzyłam oczy. Wokół panowała pustka. Ode mnie odchodziły cienkie białe linie. Byłam skulona i malutka.

Nic jest rzeczą niezwykle niebezpieczną, tylko ja mogę w niej przebywać i tylko ja powinnam z nią rozmawiać. W każdym razie nie znam innego takiego wilka. Ma ona całkowite prawo połykać wszystkich amatorów, którzy zechcą na niej eksperymentować.
Dlatego nie spodziewałam się usłyszeć od niej niczego konkretnego. Właściwie nie miałam pojęcia, co może mi dać ta wizyta.

,,Zapytaj nicości, jeśli nie wierzysz"

Jednego byłam pewna: nic jest moim żywiołem, a nie magicznych minerałów. Ta świadomość mnie uspokajała. Kamień nie miał możliwości spłatać mi tutaj parszywego figla. Chyba, że takim figlem można nazwać fakt, iż niczego się nie dowiedziałam.

Zanim wróciłam na miejsce, z którego zniknęłam minęło kilka godzin. Byłam porządnie głodna, bo od wczoraj nic nie jadłam. Skierowałam więc swoje kroki w stronę lasu, drogą wiodącą obok jaskini alf. Właśnie miałam ją minąć, gdy po raz drugi tego dnia usłyszałam swoje imię.
- Nathing? - Taravia stała w progu swojej jamy i przyglądała mi się z troską. - Coś się stało?
Patrzyłam na nią, próbując ustalić czy możliwe jest, żebym aż tak dziwnie się zachowywała, że alfa zaczęła się o mnie martwić. Wtedy w mojej głowie pojawiła się inna możliwość: ona na mnie doniosła. ,,Doniosła..." - oskarżycielsko krążyło mi po głowie.
- Macie tu może - odezwałam się w końcu - jakiegoś jubilera?
Zaskoczona wbiła we mnie wzrok.
- Jubilera?


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Starzec mieszkał w niewielkim domku w pieczarze. Zaprosił mnie do środka i ugościł. Pokazałam mu, z czym do niego przyszłam.
Oszlifowałam górną połowę kamienia, tak, że teraz słowa wyglądały jak starannie wygrawerowane. Basiorowi zaświeciły się oczy.
- ,,Kamień kłamie" - odczytał i zwrócił się do mnie - Ciekawe motto. Zastanawiam się, co może znaczyć.
Widząc, że ja najwyraźniej również nie mam żadnego pomysłu wziął się za dokładniejsze oględziny przedmiotu. Zachwycił go minerał, którego bryłę przyniosłam.
- Czy wiesz - pytał raz za razem - co to za skała? Jest ogromnie, ogromnie wiele warta.
Zbadał każde zagłębienie, najmniejszą cząsteczkę towaru. W końcu oderwał się od niego i zaproponował cenę. Kosmiczną.
Uśmiechnęłam się smutno. Nie mogłam zabrać takiej ilości Lupus do watahy, a nawet jeśli, to i tak nie miałam na co wydać tych pieniędzy. Nie chciałam, żeby pod koniec transakcji nabrał wątpliwości przez odmowę odebrania tak sporej zapłaty, więc zaproponowałam co innego.
- Mogę ją oddać za garść tego kruszcu - wskazałam na półkę za wilkiem.
Zgodził się bez wahania. Najwyraźniej głaz rzeczywiście był dla niego cenny.
,,Nawet nie wie pan, ile naprawdę był wart" pomyślałam, wychodząc z jubilerskiego warsztatu.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Stałam na skraju skały, tuż przy pięknej, zakończonej zieloną, trawiastą polaną przepaści. Mówiłam, że wizyta u nicości nic mi nie dała? To nieprawda. Odczuwałam teraz o wiele większy spokój i byłam pewniejsza. Określiłam jasno: kamień kłamał. Prawda jest zaklęciem, które go złamało. Nic, co twierdził, nie miało teraz żadnego znaczenia.
Mogłam być inna. Mogłam się zmienić. Ale nie mogłam nie być sobą.
Nie mógł mi powiedzieć o mojej przeszłości. Nie potrafił. To dobrze, że go zniszczyłam. Był zbyt niebezpieczny, by istnieć.
Spojrzałam w dół.
,,Łap mnie" zawołałam w myślach.
Po czym skoczyłam.

Od Taravii cd. Nathing

Uśmiechnęłam się ciepło. Cóż tu dużo mówić, polubiłam tę waderę.
- Nie, już nie śpię. - szepnęła, mrugając zaspanymi oczyma i próbując wstać.
- Przepraszam za tak nagłe najście, ale mam do Ciebie sprawę.
- Jaką? - zapytała, lekko przytomniejąc
- Chodź, porozmawiamy gdzie indziej.
Wolnym krokiem ruszyłam do wyjścia, a wadera, wciąż tkwiąca w półśnie, wolno dreptała za mną. Przyśpieszyłam, Nathing zrównała ze mną krok, przyglądając mi się badawczo.
- Gdzie mnie prowadzisz? - zapytała, zwinnie przeskakując nad głęboką, szarą kałużą.
- Na cmentarz.
- Cmentarz? W środku nocy? - uniosła brew, posyłając mi zirytowane spojrzenie, w którym zdołałam dostrzec iskierkę ciekawości.
- Wiem, wiem, nie brzmi kolorowo. - mruknęłam, wzdychając - Ale coś mnie zaniepokoiło, więc chcę to sprawdzić.
Subtelnie, prawie niezauważalnie skinęła łbem.
Mimo, że był to środek nocy, a lato dopiero się zaczęło, było niezwykle parno. Skręciłam w wąską, porośniętą dróżkę prowadzącą na cmentarz. Na sporym, zapuszczonym terenie znajdowało się kilka pustych nagrobków.
Muszę zapamiętać, żeby oporządzić to miejsce.
- Spójrz. - przystanęłam przy małej, kamiennej tabliczce opartej o stary dąb. - Wcześniej była pusta, teraz ktoś wyrył w niej ten symbol.
Nathing przyjrzała się uważnie, pocierając łapą o zimną powierzchnię.
- Wiesz, co oznacza? - zapytała, a ja skinęłam łbem.
- Tak, cały wczorajszy dzień poświęciłam na przeszukiwanie biblioteki. Przetłumaczone na mowę pradawną oznacza arake mroqo*, co oznacza mroczna struga. Zapewne chodzi o naszą dolinę. Kiedy jednak poprzestawiałam symbole, eksperymentując, wyszło zaćmienie. 
- Myślisz, że chodzi o spotkanie?
- Pewnie tak. Zaćmienie księżyca. - mruknęłam - Jako alfa muszę to zbadać. Chciałabyś może pójść tam ze mną? 

Nathing?

*słowa te są wymyślone, więc nie doszukujcie się ukrytego znaczenia :)

Od Arise

Jeszcze parę metrów, przyspieszenie i... hop! Skoczyłem zwinnie na ofiarę. W końcu udało mi się coś upolować. Teraz mam zapas na co najmniej dwa dni. Przepełniony dumą, wróciłem do jaskini. Gdy byłem najedzony i szczęśliwy, usiadłem przy wyjściu. Robiło się już ciemno, słońce zachodziło. Ziewnąłem leniwie.
- Może czas się normalnie przejść? - powiedziałem do Siebie. Zbiegłem ścieżką. Zawsze w nocy chodziłem w specjalne miejsce. Mijałem stare drzewa, bujne krzaki i niezwykłe trawy. Gdy byłem coraz bliżej tego miejsca, otoczenie stawało się coraz jaśniejsze. W tej okolicy mieszka niezwykłe stworzenie, które dotykając rośliny, pozostawia na niej specjalną substancję, która powoduje, że roślina świeci. Wreszcie trafiłem. Wyszedłem z lasu na ogromną łąkę. Usiadłem przy strumyku i wpatrywałem się w niego. Zmieniłem się. Kiedy? Nie mam pojęcia. Nagle tafla wody zadrżała. Zdziwiony patrzyłem jak ryba odpływa w popłochu.
- Jestem aż tak straszny? - mruknąłem. Trawa nagle zaczęła świecić. Dzisiaj jest pełnia, więc będzie to jeszcze ładniejsze.


Przymknąłem oczy i pomyślałem o tym, że jest za cicho. Wywołałem lekki wiatr i odpłynąłem. Jednak coś nagle zakłócało mój spokój. Otworzyłem oczy i rozejrzałem się. Pustka. Westchnąłem cicho, po czym przeszedłem przez strumień. Woda była... delikatna. Nigdy się z tym nie spotkałem. Ujrzałem wielką wiśnię. Jest dość nietypowa, bo kwitnie cały rok. To miejsce ogólnie samo w Sobie jest nietypowe. Dlatego tak bardzo lubię tu przychodzić. W pewnym sensie jest to odwzorowanie mojej osobowości. Stanąłem pod wiśnią i spojrzałem w górę. Miała tak dużo kwiatów, że nie widziałem nieba. Nagle coś zaszeleściło w trawie. Spojrzałem w tamtą stronę. Zauważyłem uszy. Usiadłem i spokojnie obserwowałem. Bo czym tu się martwić?

Ktoś?

Od Darkny

Spokojnie szłam sobie do jaskini, gdy zobaczyłam leżącego na łące basiora. Zignorowałam go, jak większość, ale coś mnie w nim ciekawiło. Nie wiem co, coś chciało, żebym do niego podeszła, więc poszłam taką drogą, aby mnie zauważył. Kiedy przechodziłam obok niego obrócił się.
- Hej! - Zaczął. Nie lubię gadać z innymi, po co ja w ogóle podchodziłam.
- Nom, cześć... - Odpowiedziałam bez emocji.
- Jak się nazywasz? Ja Arise. - Zagadnął.
- Darkna. - Odparłam pośpiesznie. - co robiłeś? - Spytałam, no bo podeszłam, bo byłam ciekawa co robi, tylko gdy odpowie udam się do jaskini.
- Marzyłem... - Popatrzył się w niebo, a ja dostałam laga mózgu. Nie wiem kiedy ostatnio marzyłam. Myślę raczej o sprawach naziemnych. Ostatni raz marzyłam kiedy wędrowałam po świecie. To było dawno, naprawdę dawno. Z zamyślenia oderwał mnie głos basiora.
- O czym myślisz?
- O czymś na pewno. - Zaczęłam iść w stronę domu.
- Nie jesteś zbyt rozmowna... - Stwierdził. Kiedy tak szliśmy nic nie mówiliśmy. Dla mnie było to bardzo dobre, ale Arise chciał zacząć jakoś rozmowę.
- Mogę na ciebie mówić Ari? - Spytałam.
- Oczywiście! - Widać było, że z ustaniem ciszy lepiej się czuję. Zauważyłam swoją jaskinię.
- O, jesteśmy już na miejscu. - Powiedziałam.
- To twoje mieszkanie? - Spytał. Ja pokiwałam głową na tak. - Może jeszcze się dzisiaj spotkamy?
- Hm... Jestem wolna o 14.00. Możesz przyjść, choć nie wiem, czy będzie mi się chciało gadać. - Stwierdziłam.
- To do 14.00! - Zawołał na pożegnanie.
- Tia... Do czternastej! - Odpowiedziałam.

[O 13.58]

- Dana, Dana!!! TO HOMUNCULUS! - Usłyszałam głos Jokera.
- Że jak? Co jest? - Zapytałam zmieszana.
- Nie wiem. - Powiedział najspokojniej na świecie. Popatrzyłam na niego wzrokiem mówiącym: "Really?".
- Hej Darkna! - Usłyszałam głos Ari. Obróciłam się w jego stronę. - Kto to? - Spytał patrząc na Jo.
- To Joker, mój narzeczony. - Odpowiedziałam.
- Witam. - Ukłonił się Jo.
- Darkna, a kto to? - Dla odmiany spytał różowy.
- Tylko kolega, chyba, znamy się od dzisiaj. - Odparłam patrząc na niego.
- Na pewno tylko kolega? - Spytał podejrzliwie. Strzeliłam sobie facepalm'a.
- T.A.K. - Przeliterowałam. Ech...Zapowiada się ciekawie. Poczuj ten sarkazm.

Arise?

1 października 2016

OGŁOSZENIE

Moi kochani!
Nadszedł ten moment, w którym trzeba rozruszać watahę. Mało piszecie, zresztą my, administratorki, również. Tak więc ogłaszam, - krótko, zwięźle i na temat - że każdy wilk musi napisać opowiadanie do 16 października 2016 roku, inaczej zostanie wyrzucony z watahy. Aby nie było nieporozumień - tyczy się to każdego, łącznie z alfami i tymi, którzy napisali już opowiadania. Napiszę do Was również na Howrse :)

Lista wilków, które wywiązały się z tego obowiązku, będzie widniała w rubryce "Aktualności" - tam też będzie link do tego postu.
Dodatkowo zapraszamy do głosowania w ankietach, które znajdują się pod "Aktualnościami" ;)

[OSOBY, KTÓRE STRACIŁY BĄDŹ USUNĘŁY KONTO NA HOWRSE PROSZONE SĄ O PODANIE NOWYCH NICKÓW, INACZEJ ICH WILKI ZOSTANĄ WYRZUCONE PO UPŁYWIE WW. CZASU]

Pozdrawiamy, Alfy 

Większość obrazków i zdjęć umieszczonych na blogu nie jest naszego autorstwa.

Proszę o nie kopiowanie treści z bloga w celach własnych bez wiedzy administratorki.

Szablon wykonała Fragonia dla bloga
Sisters of The Template