2 października 2016

Odchodzi

Z przykrością informuję, że Oleander odchodzi z watahy. 
Powód: decyzja właściciela

Oleander

http://whiluna.deviantart.com 

Nie uciekaj przed sobą. To o czym myślisz i tak Cię dopadnie.

Od Nathing cd. Taravii

O określonej porze byłam gotowa. Poprzedniego dnia omówiłyśmy wszystko dokładnie w jakskini alf. Musiałyśmy dotrzeć na miejsce jeszcze przed zaćmieniem. Ruszyłam przez las. Była to krótsza droga i trudno mnie tutaj zauważyć, dlatego ustaliłyśmy, iż pójdę ścieżką między drzewami. Taravia miała przejść przez polanę i iść takimi drogami, żeby przez cały czas być doskonale widoczną. Uznałyśmy, że jeśli rzeczywiście była to wiadomość oznajmująca, że ktoś chce się spotkać z alfą watahy, to lepiej, jeżeli będzie myślał, iż wszystko idzie zgodnie z planem. Przemilczałam kwestię próby kontaktu z kimś innym od alfy. Plan skoncentrowany na jednej, najbardziej prawdopodobnej możliwości miał większe szanse powodzenia od niepewnych zwodów ,,na wszelki wypadek".
Poruszałam się cicho, choć trudno było unikać nastąpienia na jakąś gałązkę, bo w tej części lasu było ciemno i ledwo je widziałam. Poruszałam się wolno, przystając na każdy szelest. Nie podobało mi się, że wokoło panuje mrok, że słabo wtapiałam się w tło, a wróg mógłby mnie bez przeszkód śledzić. Mimo to ostrożnie posuwałam się do przodu. Nie martwiłam się, że idzie mi tak wolno. Wyliczyłyśmy, że dojście do doliny zajmie nam mniej więcej tyle samo czasu, bo Taravia miała do pokonania dłuższą drogę.
Kiedy mrok zaczął rzednąć poczułam się, jakby coś oderwało się od mojej piersi i w końcu pozwoliło mi oddychać. Dopiero teraz zauważyłam, jak duszno było w środku lasu.
Po raz pierwszy od przybycia do watahy weszłam do doliny. Spojrzałam w kierunku, z którego miała nadejść samica alfa. Miałam nadzieję, że poradziła sobie równie dobrze jak ja. Obróciłam się i o mało nie wpadłam na żółtego wilka. Byłam na siebie wściekła. Powinnam bardziej uważać. Na szczęście Taravia wyglądała, jakby nie zauważyła mojego zaskoczenia.
- Podejdź bliżej - szepnęła, wykonując dziwny ruch łapą.

<Taravia? Tak wiem, jakość opowiadania leci na łeb, na szyję. Mówiłam, że nie umiem wymyślać akcji...>

Powitajmy Samicę Beta!

Samicą Beta zostaje zwyciężczyni konkursu...



Gratulujemy i życzymy powodzenia :3

Wyniki konkursu!

Jako, że czas nadsyłania opowiadań do konkursu minął, zamieszczam jego wyniki:

Nathing, jako jedyna przesyłając opowiadanie, została zwycięzcą! 
Gratulujemy!
Wygrywasz 2 000 L, Czerwoną Fiolkę Czasu oraz...
Otrzymujesz tytuł Samicy Beta!


| OPOWIADANIE:
Wcisnęłam się w wąski przesmyk górski i nie oglądając się ruszyłam do przodu. W środku było ciemno i idealnie cicho, nie licząc śpiewu wody. Strop okazał się tak niski, iż idąc szorowałam grzbietem o jego nierówną powierzchnię. Otoczenie działało na mnie przytłaczająco. Starałam się stąpać bezgłośnie i bacznie uważałam na to, co dzieje się dookoła. Przez głęboki mrok nic nie widziałam. Nie czułam ścian po bokach, co sprawiło, że czułam się nieswojo. Jak niewielka, prymitywna istota w pełnej stalaktytów i stalagmitów jaskini olbrzyma.
Przez pewien czas posuwałam się w milczeniu przeciwnym kierunku niż ten, z którego przyszłam próbując nie zboczyć z trasy. Po kilkunastu minutach natrafiłam na przeszkodę zagradzającą całe przejście. Przylgnęłam do niej i powoli przesuwałam się w bok. Zimny i twardy w dotyku materiał sugerował, iż jest to kamień, wolałam jednak nie wysuwać jakichkolwiek wniosków. Mało co było w tej chwili pewne.
Dotarłam do końca jamy i rozpoczęłam wędrówkę wzdłuż - najprawdopodobniej - głazu z powrotem.
,,Musi być tu jakieś przejście" pomyślałam. Równocześnie mimo woli przypomniałam sobie historię, w której bohaterowie krążą pod ziemią, zamierzając się wydostać i natrafiają na trzy tunele. W pierwszym napotykają istotę, która zaczyna ich gonić, wbiegają więc do kolejnego i wpadają na coś ogromnego, czym jest zastawiony i przez co nie mogą się przedostać na drugą stronę. Nie poprawiła mi ona zbytnio humoru.
Zbliżałam się do kolejnej ściany, a szanse na odnalezienie czegoś od tej strony zmalały do tego stopnia, że zaczęłam już obmyślać plan rozsadzenia ściany bez uszkadzania reszty otoczenia, gdy moja łapa wpadła w szczelinę, którą mogłam przejść na drugą stronę.
,,Mogłam" to trochę za dużo powiedziane. Nie mam pojęcia, jakim cudem zmieściłam się w tej wąskiej dziurze, jednak grunt, iż udało mi się przedostać.
W tym miejscu przesmyk skalny zmieniał się w jaskinię. Miała ona sufit nieco wyżej, co powitałam z ulgą, bo po poprzednim etapie wędrówki bolały mnie łopatki. Było tu nieco jaśniej, lecz nadal nie widziałam za wiele. Po omacku obrałam odpowiedni kierunek - z ogromną nadzieją, iż to naprawdę ten właściwy i kontynuowałam marsz.

Nie mam pojęcia, ile czasu minęło, zanim ujrzałam pierwsze promienie światła słonecznego. Rzuciłam się pędem w kierunku otworu i wypadłam na plac z szarego kamienia. Nie mogłam w to uwierzyć. Byłam tu. Sam fakt, że to miejsce znajdowało się obecnie w pobliżu był nieprawdopodobny, a teraz znajdowałam się w środku kręgu z jasnych, pionowych głazów, TYM okręgu.
Zrobiłam parę kroków w stronę jednego z odstępów między rzeźbami.
- Dotarłam - obwieściłam, sama nie wiem komu. Na pewno nie przebywającym tu starym, potężnym istotom.
Po czym wyszłam z koła.
Doznałam wrażenia, jakbym nagle znalazła się w innej strefie czasowej. Coś przytłoczyło mnie niczym bardzo niskie ciśnienie, czułam pulsowanie i nacisk na czaszkę, jak kiedy zanosi się na ból głowy. Nie zwróciłam jednak na to zbytniej uwagi, bo właśnie zauważyłam pieczarę z... Serce zaczęło mi szybciej w piersi. Jak to możliwe, że tak potężny przedmiot zawędrował w te okolice?
Nie zdążyłam ruszyć, gdy przede mną pojawiły się postacie zbudowane z cieni.
No tak. Strażnicy.
Mroczne wilki otoczyły mnie. Demony. Mogłam się domyślić.
Dopiero teraz zauważyłam, że pogoda gwałtownie uległa zmianie. Po niebie toczyły się ciemne, burzowe chmury, świat wokół był bury, jedynie z jaskini sączyło się niepewnie jasne, ledwie widoczne światło.
Poczwary zaatakowały jednocześnie. Niemalże bez uszczerbku wydostałam się spomiędzy nich i skoczyłam w stronę jamy. Użyłam pełni mojej mocy do walki z nimi, jednocześnie próbując dotrzeć do wnętrza z którego wydobywał się blask. Wydawało mi się, że odpycha mnie od niego silny wiatr, ale wiedziałam, że to działanie strażników. Posłałam w ich stronę kolejną falę uderzeń, lecz wtedy napotkałam jeszcze większy opór. Te demony wzmacniają się moją magią. Oczywiście. Naparłam mocniej na powietrze i rozkazałam mu w myślach: ,,Rozstąp się!". W tym momencie uderzyłam w kamienną ścianę, mijając jaśniejący kamień wielkości pół worka mąki. W końcu znalazłam się odpowiednio blisko, żeby móc go zabrać.
Musiałam włożyć więcej wysiłku w walkę na odległość, aby utrzymać się przy głazie. Zużywałam za dużo energii naraz. Postanowiłam się uspokoić. Nie po raz pierwszy biłam się z demonami, miałam to w małym palcu, nawet jeśli chodzi o te wykorzystujące umiejętności przeciwnika do regeneracji bądź udoskonalania się. Należy wykonać jeden potężny cios. Zaczęłam się do niego przygotowywać, utrzymując cienie na odległość i wyciszając się. I wtedy wszystko zaczęło się sypać.
Nic nie było słychać, poza wyciem wichru. Nie przejęłam się jego zabawą, często gdy używam dużej ilości mocy uwalnia się ,,sam". poczułam potężny wstrząs i wydobyła się ze mnie fala białego światła. Dopiero wtedy zorientowałam się, że coś jest nie tak. Jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się tak bardzo stracić kontroli.
Mocniej wczułam się w obronę i upomniałam się: ,,Uspokój się". W tym momencie, mimo panującego w około hałasu dotarł do mnie głos. Jego barwa trochę przypominała kobiecą. Wiem, że to głupio zabrzmi, ale kamień do mnie przemówił.
Nie jestem w stanie przypomnieć sobie ani jednego wyrazu, który użył. W momencie, w którym się odezwał rozumiałam go jakby używał słów, lecz na chwilę obecną nie mam pewności, czy rzeczywiście to robił. Wydawało mi się nawet przez chwilę, że nucił.
Opowiadał o mojej przeszłości. Przed oczyma nagle zaczęły stawać mi dziwne obrazy, sytuacje w których uczestniczyłam.
,,Kim byłaś?" rzekł w swoim tajemniczym języku. Jakby było to wspomnienie zobaczyłam siebie, pouczającą młodego basiorka. Maluch radośnie rozpaćkiwał jasnozielone galaretki.
- Jak widzisz, to nic trudnego - pochwalił się.
- A teraz - odparłam - wyobraź sobie, że te galaretki, to ludzie. - spojrzał na mnie, jakbym właśnie oznajmiła, że kogoś zabiłam. - Albo lepiej - nachyliłam się nad szczeniakiem - wilki.

Kolejna część pokładów mocy wyzwoliła się w postaci białego światła. Magiczny przedmiot świadomie mnie dekoncentrował i osłabiał.

Sceneria zmieniła się. Zobaczyłam Apokaliptę. A za nią... Mama i tata?...
- Jeśli chcesz, to odejdź - odezwało się któreś z nich.

,,Skoro ty tego nie wiesz, to kto?"

Las w którym... goniłam motylki, łapałam je i... Nie, to zbyt brutalne...

Pole bitwy. Rzeź tak krwawa, że nawet ja nie mogłam na to patrzeć. Zamknęłam oczy.
To samo miejsce po walce. Krew, wszędzie krew i ciała. Stałam tam i patrzyłam na nie bez jakichkolwiek uczuć. Nic mnie to nie obchodziło. Jakby...

Jasny, słoneczny dzień. Polana. A na niej ja z jakimś basiorem. Czy my...? Czy ja, kiedykolwiek...

,,Ale dobrze, powiem ci. Zimna, bezwzględna, nieczuła. Taka byłaś"

Skraj skalnej półki. Tuż nad przepaścią.
- Jeśli skoczę w dół, to zginę - oznajmiłam temu samemu malcowi co w pierwszej wizji - A jeśli zepchnę ciebie, umrzesz ty.

Jakaś dziwna jaskinia. Pełna pająków i grzybów.
Podeszłam do ściany i chwyciłam Chamareę.

,,Byłaś mordercą"

Uniosłem powieki. To nie mogła być prawda. Ślepia zapłonęły mi gniewem.

,,Jeśli mi nie wierzysz..."


Nie wiem, dlaczego zrobiłam akurat to.


,,Zapytaj nicości"


Tyle zrozumiałam, zanim wyryłam na głazie dwa słowa:
,,Kamień kłamie"

W jednej chwili wszystko zgasło. Demony zniknęły.
Upadłam na posadzkę. Nie miałam siły wracać. Podniosłam niewielki kamyczek mocą i uśmiechnęłam się lekko.
- Witaj, mała - powiedziałam. Mówienie do rzeczy martwych nie ma sensu i przez większość jest uważane za oznakę braku rozumu, ale w tej chwili mnie to zupełnie nie obchodziło. - Poszalałaś sobie dzisiaj, co?
Westchnęłam i odłożyłam odłamek skalny. Powoli podniosłam się. Wyszłam z pieczary. Świat na zewnątrz oświetlały na pomarańczowo ostatnie promienie słońca. Spojrzałam na góry udające zrębowe, przez które zamierzałam wracać. Czekała mnie długa przeprawa, ale i tak wolałam tę drogę od poprzedniej.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Wycieńczona, położyłam się przy wejściu do mojej jaskini. Patrzyłam na gwiazdy, myśląc o tym, co pokazał mi magiczny przedmiot. Odkąd wykaligrafowałam na nim litery przestałam uważać, że to kamień. Był za miękki na kawałek skały i zbyt łatwo dało się go formować.
Czy mogłabym zabijać bez mrugnięcia okiem? Czy zostałam wyszkolonym zabójcą? I czy ja... On... Czy my... Byliśmy zakochani? Nie, to niemożliwe. Ja i basior? Na pewno nie.
Te myśli ciągle wracały. Podobne sytuacje nie wydawały mi się prawdopodobne. A jednak... Jeśli to wszystko zdarzyło się naprawdę?
Zastanawiałam się też nad tym, dlaczego odeszłam z rodzinnej watahy. Od zawsze sądziłam, że uciekłam przed czymś strasznym i dlatego wyrzuciłam to z pamięci. Nigdy nie przyszło mi do głowy, iż mogłabym odejść sama z siebie. Jednak postacie rodziców... Tak bardzo chciałam wierzyć, że tak właśnie wyglądali.
To z kolei obalałoby moją wcześniejszą tezę.

W końcu zamknęłam oczy. Sen przyszedł o wiele szybciej, niż się spodziewałam.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

- Nathing! - usłyszałam, ale nie odwróciłam się. Jeśli dojdę do skały zanim wilczyca minie zakręt będę mogła udawać, że mnie tu nie ma.
- Nathing! - powtórzyła. Była bliżej, niż się spodziewałam. Stanęłam.
- O co chodzi?
- Dokąd idziesz?
- Donikąd - odparłam. Nie mijało to się za bardzo z prawdą.
- Nie można iść donikąd.
- Ale ja zmierzam właśnie tam.
Popatrzyła na mnie wyzywająco.
- Kłamiesz.
Westchnęłam. Ta rozmowa mnie irytowała.
- O co chodzi?
Wadera nie zwróciła uwagi na moje pytanie. Rozpatrywała na głos czy możliwe jest dotarcie do miejsc ,,nigdzie" i ,,gdzieś".
Ruszyłam w kierunku skał zostawiając ją za sobą.
Nagle przerwała wywód i zawołała:
- Hej! Gdzie idziesz?!
- Nigdzie - warknęłam.
- No tak - zaśmiała się serdecznie, zabiegając mi drogę. - Mówiłaś. A tak na serio?
,,A tak na serio to nic cię to nie obchodzi" pomyślałam z wściekłością. Spojrzałam jej w oczy.
- Nigdzie - powtórzyłam z naciskiem.
- Możesz mi powiedzieć. Nikomu nie wypaplam. Przysięgam.
Obróciłam się o stoosiemdziesiąt stopni i zaczęłam biec w stronę głazów. Byłam pewna, iż biała wilczyca podąży za mną, lecz wyglądało na to, że nareszcie się odczepiła. Nikt nie powinien wiedzieć, co robię. Nikt ani nic.
Zwolniłam i zatrzymałam się. Spojrzałam na uciekającą w popłochu wiewiórkę. Nie zauważyłam żadnej istoty w odległości pięciuset metrów, ale dla pewności sprawdziłam to mocą. Tak, teraz naprawdę byłam sama.

Zamknęłam ślepia i zaczęłam.
,,Powinnaś sama to wiedzieć" dźwięczało mi w głowie. ,,Nic będzie wiedzieć na pewno".
Otworzyłam oczy. Wokół panowała pustka. Ode mnie odchodziły cienkie białe linie. Byłam skulona i malutka.

Nic jest rzeczą niezwykle niebezpieczną, tylko ja mogę w niej przebywać i tylko ja powinnam z nią rozmawiać. W każdym razie nie znam innego takiego wilka. Ma ona całkowite prawo połykać wszystkich amatorów, którzy zechcą na niej eksperymentować.
Dlatego nie spodziewałam się usłyszeć od niej niczego konkretnego. Właściwie nie miałam pojęcia, co może mi dać ta wizyta.

,,Zapytaj nicości, jeśli nie wierzysz"

Jednego byłam pewna: nic jest moim żywiołem, a nie magicznych minerałów. Ta świadomość mnie uspokajała. Kamień nie miał możliwości spłatać mi tutaj parszywego figla. Chyba, że takim figlem można nazwać fakt, iż niczego się nie dowiedziałam.

Zanim wróciłam na miejsce, z którego zniknęłam minęło kilka godzin. Byłam porządnie głodna, bo od wczoraj nic nie jadłam. Skierowałam więc swoje kroki w stronę lasu, drogą wiodącą obok jaskini alf. Właśnie miałam ją minąć, gdy po raz drugi tego dnia usłyszałam swoje imię.
- Nathing? - Taravia stała w progu swojej jamy i przyglądała mi się z troską. - Coś się stało?
Patrzyłam na nią, próbując ustalić czy możliwe jest, żebym aż tak dziwnie się zachowywała, że alfa zaczęła się o mnie martwić. Wtedy w mojej głowie pojawiła się inna możliwość: ona na mnie doniosła. ,,Doniosła..." - oskarżycielsko krążyło mi po głowie.
- Macie tu może - odezwałam się w końcu - jakiegoś jubilera?
Zaskoczona wbiła we mnie wzrok.
- Jubilera?


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Starzec mieszkał w niewielkim domku w pieczarze. Zaprosił mnie do środka i ugościł. Pokazałam mu, z czym do niego przyszłam.
Oszlifowałam górną połowę kamienia, tak, że teraz słowa wyglądały jak starannie wygrawerowane. Basiorowi zaświeciły się oczy.
- ,,Kamień kłamie" - odczytał i zwrócił się do mnie - Ciekawe motto. Zastanawiam się, co może znaczyć.
Widząc, że ja najwyraźniej również nie mam żadnego pomysłu wziął się za dokładniejsze oględziny przedmiotu. Zachwycił go minerał, którego bryłę przyniosłam.
- Czy wiesz - pytał raz za razem - co to za skała? Jest ogromnie, ogromnie wiele warta.
Zbadał każde zagłębienie, najmniejszą cząsteczkę towaru. W końcu oderwał się od niego i zaproponował cenę. Kosmiczną.
Uśmiechnęłam się smutno. Nie mogłam zabrać takiej ilości Lupus do watahy, a nawet jeśli, to i tak nie miałam na co wydać tych pieniędzy. Nie chciałam, żeby pod koniec transakcji nabrał wątpliwości przez odmowę odebrania tak sporej zapłaty, więc zaproponowałam co innego.
- Mogę ją oddać za garść tego kruszcu - wskazałam na półkę za wilkiem.
Zgodził się bez wahania. Najwyraźniej głaz rzeczywiście był dla niego cenny.
,,Nawet nie wie pan, ile naprawdę był wart" pomyślałam, wychodząc z jubilerskiego warsztatu.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Stałam na skraju skały, tuż przy pięknej, zakończonej zieloną, trawiastą polaną przepaści. Mówiłam, że wizyta u nicości nic mi nie dała? To nieprawda. Odczuwałam teraz o wiele większy spokój i byłam pewniejsza. Określiłam jasno: kamień kłamał. Prawda jest zaklęciem, które go złamało. Nic, co twierdził, nie miało teraz żadnego znaczenia.
Mogłam być inna. Mogłam się zmienić. Ale nie mogłam nie być sobą.
Nie mógł mi powiedzieć o mojej przeszłości. Nie potrafił. To dobrze, że go zniszczyłam. Był zbyt niebezpieczny, by istnieć.
Spojrzałam w dół.
,,Łap mnie" zawołałam w myślach.
Po czym skoczyłam.

Od Taravii cd. Nathing

Uśmiechnęłam się ciepło. Cóż tu dużo mówić, polubiłam tę waderę.
- Nie, już nie śpię. - szepnęła, mrugając zaspanymi oczyma i próbując wstać.
- Przepraszam za tak nagłe najście, ale mam do Ciebie sprawę.
- Jaką? - zapytała, lekko przytomniejąc
- Chodź, porozmawiamy gdzie indziej.
Wolnym krokiem ruszyłam do wyjścia, a wadera, wciąż tkwiąca w półśnie, wolno dreptała za mną. Przyśpieszyłam, Nathing zrównała ze mną krok, przyglądając mi się badawczo.
- Gdzie mnie prowadzisz? - zapytała, zwinnie przeskakując nad głęboką, szarą kałużą.
- Na cmentarz.
- Cmentarz? W środku nocy? - uniosła brew, posyłając mi zirytowane spojrzenie, w którym zdołałam dostrzec iskierkę ciekawości.
- Wiem, wiem, nie brzmi kolorowo. - mruknęłam, wzdychając - Ale coś mnie zaniepokoiło, więc chcę to sprawdzić.
Subtelnie, prawie niezauważalnie skinęła łbem.
Mimo, że był to środek nocy, a lato dopiero się zaczęło, było niezwykle parno. Skręciłam w wąską, porośniętą dróżkę prowadzącą na cmentarz. Na sporym, zapuszczonym terenie znajdowało się kilka pustych nagrobków.
Muszę zapamiętać, żeby oporządzić to miejsce.
- Spójrz. - przystanęłam przy małej, kamiennej tabliczce opartej o stary dąb. - Wcześniej była pusta, teraz ktoś wyrył w niej ten symbol.
Nathing przyjrzała się uważnie, pocierając łapą o zimną powierzchnię.
- Wiesz, co oznacza? - zapytała, a ja skinęłam łbem.
- Tak, cały wczorajszy dzień poświęciłam na przeszukiwanie biblioteki. Przetłumaczone na mowę pradawną oznacza arake mroqo*, co oznacza mroczna struga. Zapewne chodzi o naszą dolinę. Kiedy jednak poprzestawiałam symbole, eksperymentując, wyszło zaćmienie. 
- Myślisz, że chodzi o spotkanie?
- Pewnie tak. Zaćmienie księżyca. - mruknęłam - Jako alfa muszę to zbadać. Chciałabyś może pójść tam ze mną? 

Nathing?

*słowa te są wymyślone, więc nie doszukujcie się ukrytego znaczenia :)

Od Arise

Jeszcze parę metrów, przyspieszenie i... hop! Skoczyłem zwinnie na ofiarę. W końcu udało mi się coś upolować. Teraz mam zapas na co najmniej dwa dni. Przepełniony dumą, wróciłem do jaskini. Gdy byłem najedzony i szczęśliwy, usiadłem przy wyjściu. Robiło się już ciemno, słońce zachodziło. Ziewnąłem leniwie.
- Może czas się normalnie przejść? - powiedziałem do Siebie. Zbiegłem ścieżką. Zawsze w nocy chodziłem w specjalne miejsce. Mijałem stare drzewa, bujne krzaki i niezwykłe trawy. Gdy byłem coraz bliżej tego miejsca, otoczenie stawało się coraz jaśniejsze. W tej okolicy mieszka niezwykłe stworzenie, które dotykając rośliny, pozostawia na niej specjalną substancję, która powoduje, że roślina świeci. Wreszcie trafiłem. Wyszedłem z lasu na ogromną łąkę. Usiadłem przy strumyku i wpatrywałem się w niego. Zmieniłem się. Kiedy? Nie mam pojęcia. Nagle tafla wody zadrżała. Zdziwiony patrzyłem jak ryba odpływa w popłochu.
- Jestem aż tak straszny? - mruknąłem. Trawa nagle zaczęła świecić. Dzisiaj jest pełnia, więc będzie to jeszcze ładniejsze.


Przymknąłem oczy i pomyślałem o tym, że jest za cicho. Wywołałem lekki wiatr i odpłynąłem. Jednak coś nagle zakłócało mój spokój. Otworzyłem oczy i rozejrzałem się. Pustka. Westchnąłem cicho, po czym przeszedłem przez strumień. Woda była... delikatna. Nigdy się z tym nie spotkałem. Ujrzałem wielką wiśnię. Jest dość nietypowa, bo kwitnie cały rok. To miejsce ogólnie samo w Sobie jest nietypowe. Dlatego tak bardzo lubię tu przychodzić. W pewnym sensie jest to odwzorowanie mojej osobowości. Stanąłem pod wiśnią i spojrzałem w górę. Miała tak dużo kwiatów, że nie widziałem nieba. Nagle coś zaszeleściło w trawie. Spojrzałem w tamtą stronę. Zauważyłem uszy. Usiadłem i spokojnie obserwowałem. Bo czym tu się martwić?

Ktoś?

Od Darkny

Spokojnie szłam sobie do jaskini, gdy zobaczyłam leżącego na łące basiora. Zignorowałam go, jak większość, ale coś mnie w nim ciekawiło. Nie wiem co, coś chciało, żebym do niego podeszła, więc poszłam taką drogą, aby mnie zauważył. Kiedy przechodziłam obok niego obrócił się.
- Hej! - Zaczął. Nie lubię gadać z innymi, po co ja w ogóle podchodziłam.
- Nom, cześć... - Odpowiedziałam bez emocji.
- Jak się nazywasz? Ja Arise. - Zagadnął.
- Darkna. - Odparłam pośpiesznie. - co robiłeś? - Spytałam, no bo podeszłam, bo byłam ciekawa co robi, tylko gdy odpowie udam się do jaskini.
- Marzyłem... - Popatrzył się w niebo, a ja dostałam laga mózgu. Nie wiem kiedy ostatnio marzyłam. Myślę raczej o sprawach naziemnych. Ostatni raz marzyłam kiedy wędrowałam po świecie. To było dawno, naprawdę dawno. Z zamyślenia oderwał mnie głos basiora.
- O czym myślisz?
- O czymś na pewno. - Zaczęłam iść w stronę domu.
- Nie jesteś zbyt rozmowna... - Stwierdził. Kiedy tak szliśmy nic nie mówiliśmy. Dla mnie było to bardzo dobre, ale Arise chciał zacząć jakoś rozmowę.
- Mogę na ciebie mówić Ari? - Spytałam.
- Oczywiście! - Widać było, że z ustaniem ciszy lepiej się czuję. Zauważyłam swoją jaskinię.
- O, jesteśmy już na miejscu. - Powiedziałam.
- To twoje mieszkanie? - Spytał. Ja pokiwałam głową na tak. - Może jeszcze się dzisiaj spotkamy?
- Hm... Jestem wolna o 14.00. Możesz przyjść, choć nie wiem, czy będzie mi się chciało gadać. - Stwierdziłam.
- To do 14.00! - Zawołał na pożegnanie.
- Tia... Do czternastej! - Odpowiedziałam.

[O 13.58]

- Dana, Dana!!! TO HOMUNCULUS! - Usłyszałam głos Jokera.
- Że jak? Co jest? - Zapytałam zmieszana.
- Nie wiem. - Powiedział najspokojniej na świecie. Popatrzyłam na niego wzrokiem mówiącym: "Really?".
- Hej Darkna! - Usłyszałam głos Ari. Obróciłam się w jego stronę. - Kto to? - Spytał patrząc na Jo.
- To Joker, mój narzeczony. - Odpowiedziałam.
- Witam. - Ukłonił się Jo.
- Darkna, a kto to? - Dla odmiany spytał różowy.
- Tylko kolega, chyba, znamy się od dzisiaj. - Odparłam patrząc na niego.
- Na pewno tylko kolega? - Spytał podejrzliwie. Strzeliłam sobie facepalm'a.
- T.A.K. - Przeliterowałam. Ech...Zapowiada się ciekawie. Poczuj ten sarkazm.

Arise?

1 października 2016

OGŁOSZENIE

Moi kochani!
Nadszedł ten moment, w którym trzeba rozruszać watahę. Mało piszecie, zresztą my, administratorki, również. Tak więc ogłaszam, - krótko, zwięźle i na temat - że każdy wilk musi napisać opowiadanie do 16 października 2016 roku, inaczej zostanie wyrzucony z watahy. Aby nie było nieporozumień - tyczy się to każdego, łącznie z alfami i tymi, którzy napisali już opowiadania. Napiszę do Was również na Howrse :)

Lista wilków, które wywiązały się z tego obowiązku, będzie widniała w rubryce "Aktualności" - tam też będzie link do tego postu.
Dodatkowo zapraszamy do głosowania w ankietach, które znajdują się pod "Aktualnościami" ;)

[OSOBY, KTÓRE STRACIŁY BĄDŹ USUNĘŁY KONTO NA HOWRSE PROSZONE SĄ O PODANIE NOWYCH NICKÓW, INACZEJ ICH WILKI ZOSTANĄ WYRZUCONE PO UPŁYWIE WW. CZASU]

Pozdrawiamy, Alfy 

8 września 2016

Od Asacrifice do Loedii.

- Chciałbym w końcu być dorosły, a nie zdany na swoich rodziców. - Mruknąłem leżąc na skale. - Mam już dość posłuszeństwa. Gdyby nie moja starsza siostra, byłbym w prawdzie pierwszy w kolejce do tronu. Może nagle siostrzyczka mogłaby zniknąć z ziemi? - Uśmiechnąłem się podle.
-Nie myśl nawet o tym As. Dobrze wiesz, że rodzice by cię wygnali, albo najlepiej zabili. Nie próbuj nawet.  - Fuknął November (Jak nie wiesz o kogo chodzi zajrzyj do postaci ;D) . 
- Ta, ale przecież zawsze można cofnąć czas. - Ponownie na moim pysku zawitał szyderczy uśmiech. 
- Masz rację, jednak mam co do tego pewne obawy. - Skrzywił się Sweet. - Nie umiesz jeszcze używać swoich mocy, więc jeśli coś pójdzie źle możesz wszystko spie***yć i ... I chyba będzie koniec.
- Dobra, wygrałeś. A teraz chodź, umówiłem się z mamą na obchód . - Powiedziałem i wstałem. Powoli skierowaliśmy się w stronę zatoki błękitnych mgieł. Odprowadziłem Sweet'a do jego jaskini na zboczu góry i przeteleportowałem się do centrum watahy. Natknąłem się przypadkowo na tatę, który jak zwykle wyprawił mi kazanie na temat ostrożności. 
- Słuchaj synu, przyszły następca tronu musi na siebie uważać. Nie wyobrażam sobie, aby coś się tobie stało. Wiesz gdzie jest Raiden? Nie mogę go znaleźć. - Powiedział mój ojciec. 
-Nie wiem. - Warknąłem i przemknąłem się pod jego łapami. W końcu zobaczyłem mamę na głazie, skąd widać tereny i pobiegłem tam. 
- Cześć mamo. Jestem na czas. - Powiedziałem wtulając się w jej miękkie futro. 
- To dobrze. Dziś pójdzie z nami Loedia. Wiesz, przyszła następczyni tronu także musi coś umieć. - Stwierdziła mama.
Jak tylko dorośnie i przejmie watahę, zniszczę ją i ja będę władcą... ~ Zagłębiłem się w swoich myślach.
- Tak tak masz rację mamo. - Przytaknąłem niechętnie. Mama uśmiechnęła się szczęśliwie, i spojrzała na ciemny las. Co chwilę widać było jakieś czerwone przebłyski więc mamę to zainteresowało.
- Co to może być? - Zapytałem nastawiając uszy. Zaraz poczułem silny nacisk na swoje plecy i chwytanie za moje nogi, więc już wiedziałem że to tata. Obróciłem się , zrobiłem beczkę w powietrzu i trafiłem na jego plecy. Chwyciłem się mocno zębami jego ucha i mruknąłem :
- Starzejesz się.
- Nie mów tak o tacie Asacrifice! - Fuknęła Loedia która właśnie pojawiła się na miejscu.

Loedia? :> Powrót! Jej :3 

5 września 2016

Od Nathing do Taravii

,,Nie ma śmierci za każdym kątem" nuciłam, przedzierając się przez las. W tym miejscu było ciemno i cicho, a krzaki co chwila wczepiały się w futro. Nikt raczej tędy nie chodził, na moje szczęście.
Dotarłam do niewielkiej, mrocznej polanki poprzecinanej nielicznymi smugami światła z małym kamieniem w najdalszym zakamarku. Podeszłam do niego i dotknęłam go łapą. Ułamek skały zalśnił w niewidocznych dotąd miejscach, gdzie był przekładany innym, jasnoszaro półprzezroczystym minerałem, jak w ozdobach koło dawnych świętych dla wielu kultów miejsc. Cofnęłam się o kilka kroków i przyjrzałam się dziwnemu głazowi.
- Jesteś - szepnęłam cicho. Z resztą kto miałby go stąd wziąć?
W koronach drzew buszował północny wiatr, który bardziej wyczuwałam niż czułam. Poza tym dookoła panowała kompletna cisza, a wśród drzew czuło się zaduch. Jeżeli nie zmierzam się ugotować powinnam szybko załatwić to, po co przyszłam.
- Pokarz mi, co robiłeś - powiedziałam.
Przez długą chwilę nic się nie wydarzyło. Zaczęłam zastanawiać się, czy nie oceniłam źle możliwości głazu. W końcu jednak jeden płaski kamień za nim zapalił się na kolor podobny do dziwnego kruszcu. Po kolei zaczynały świecić następne. Ruszyłam we wskazanym kierunku ostrożnie stąpając po znakach. Były zimne, co uznałam za przyjemną odmianę przy upale w puszczy. Ścieżka miejscami była przysłonięta krzakami i ledwo widoczna, odnajdywałem ją jedynie dzięki temu, iż emanował od niej srebrzysty blask. Droga dochodziła do krańcu lasu i kończyła się tuż przed łąką. Ostatnia wskazówka była ciepła. Wbrew pozorom dokładnie wiedziałam, o co chodziło magicznemu przedmiotowi.
- Wrócę później - oznajmiłam na głos. Na pewno mnie słyszał - Wezmę to - dodałam, podnosząc gorącą, owalną płytkę bez użycia mocy - Jako obietnicę.
Po czym obróciłam się i ruszyłam w drogę powrotną. Kamienie gasły za mną bezszelestnie.
Dotarłam do jaskini i chociaż było dopiero południe zapadłym w sen. Obudził mnie dopiero ciepły, należący do wadery głos, który szepnął:
- Nathing, śpisz?
Znałam go. Niechętnie otworzyłam oczy. Przede mną stała alfa watahy, we własnej osobie.

Taravia?

4 września 2016

KONKURS!

Uwaga, uwaga! Zgodnie z zapowiedzią, ogłaszamy konkurs!

Stanowiska bety nie można objąć ot, tak. Pokaż, na co Cię stać i udowodnij, że jesteś potrzebny watasze. 

WYMAGANIA | INFORMACJE:
   a) Czas na przesłanie opowiadania macie do końca września (30.09.16r.)
   b) Minimalna ilość słów to 2 000.  (LICZNIK SŁÓW: <KLIK>)
  c) W konkursie bierze udział wilk (jako jednostka), nie właściciel. Dlatego też, jeśli posiadacie np. dwa wilki, możecie wysłać dwie prace. 
   d) Każdy wilk może wziąć udział w tym konkursie jeden raz.
   e) Konkurs musi zmieścić się w jednym poście.
   f) Przy ocenianiu zwracamy uwagę na:
              - treść; ciekawość,             
              - długość opowiadania,
              - stylistykę (powtórzenia, sens),
              - ortografię i interpunkcję (w razie czego macie internet, spokojnie).

NAGRODY:
1. miejsce - 2 000 L, Czerwona Fiolka Czasu (nieśmiertelność),  STANOWISKO BETY
2. miejsce - 800 L, Eliksir Żywiołu, Czerwona Fiolka Czasu (nieśmiertelność)
3. miejsce - 500 L, Eliksir Mocy, Kwiaty Frencholis
Pozostali uczestnicy - 200 L, Zwierzęca bransoleta

Powitajmy Venus!

Znalezione obrazy dla zapytania magiczne wilki ze skrzydłami
autor nieznany

Idź tam, gdzie ja, a pokażę Ci cały świat... 

Imię: Venus 
Pseudonim: Vena, Dzieci kosmosu 
Wiek: 3 lata i 8 miesięcy
Płeć: wadera 
Charakter: Venus to wadera zamknięta w sobie. Większość czasu spędza na księżycu, sama. Nie lubi poznawać nowych wilków, ale trzeba mieć kogoś, kto dotrzyma Ci towarzystwa. Nigdy nie kłamie. Nie oszukuje. Nigdy nie zwala winy. Umie być waleczna i nie boi się wojny. 
Wygląd: Venus charakteryzuje się wielkimi, pięknymi, białymi skrzydłami. Jest cała biała, oczka ma jasne, w kolorze błękitnym. Jest szczupłą, średnią waderą 
Stanowisko: Zabójca 
Specjalizacja: Skakanie atakowanie 
Rasa: Wilk księżyca 
Żywioły: Księżyc, kosmos 
Moce: 
- teleportacja 
- lot bez skrzydeł 
- oddychanie w kosmosie 
Rodzina: Nieznana 
Partner: Szuka... 
Potomstwo: --- 
Historia: Venus trafiła do watahy obserwując ją z powietrza. Zobaczyła jej rytuały i zwyczaje. A ponieważ nie należała do żadnej watahy, postanowiła dołączyć. Dołączenie okazało się jednak pewnym trudem - wadera nie miała odwagi się zapytać. Stała ze smutną miną aż odleciała. Następny dzień postanowiła, iż czas przestać być aż tak nieśmiałą. Przyszła i wilki ją przyjęły. 
Przedmioty: --- 
Właściciel: Nocna Wilczyca

Od Jokera "Homunculus?!"

Szedłem sobie do biblioteki. Chociaż nie lubię czytać (XD). Napotkałem Darknę.
- Hej!! Co tam? - zapytałem.
- Nic... Co do tych oświadczyn...
- Tak? - nagle coś rąbnęło o ziemię jakieś dobre 60 m od nas.
- Co do...? - Dana nie dokończyła.
- UFO! - zacząłem "trząść portkami".
- Ogarnij się, Jo!
- Dobra, dobra. Podeszliśmy do dziwnej skały o kolorze zielonym. Darkna zaczęła ją otwierać, więc się przyłączyłem. Gdy skała została otwarta nic tam nie było. Jedynie jakiejś milion guzików. I jak to Joker robi kliknąłem jeden. Statek-skała wzleciał w powietrze.
- Brawo! Teraz nie mamy dowodów na istnienie jak to mówisz "UFO".
- Ale ja nie chciałem....
- Ty wiesz co? ODCZEP SIĘ!! - wadera poszła w inną stronę. A ja w inną. Kiedy poszedłem jakiejś 2 km przed siebie, zobaczyłem dziwny kokon (?).
- Co to do jasnej... - kokon zaczynał się wykluwać.
- O nie, o nie. POMOCY, PORÓD!! - Z jajka wydostał się dziwny... Homunculus?!?!
Wystraszyłem się! I uciekłem do jaskini Darkny.
- Dana, Dana!!! TO HOMUNCULUS!!!
- Że jak? Co to jest?!
- Nie wiem. - powiedziałem spokojniejszym głosem.

Darkna?

Powitajmy Mercedes!

Znaleziony obraz
autor nieznany 

Najważniejsze jest być sobą, najmniej - udawać.

Imię: Mercedes
Pseudonim: Merci, Merceda
Wiek: 3 lata i 8 miesięcy
Płeć: wadera
Charakter: Mercedes jest rozgadana i przyjacielska. Miła. Ma wielu przyjaciół. Jest szalona i ma różne pomysły, przez co często wpada w kłopoty. Niektórzy mówią, że ma w głowie "niepoukładane", ze względu na rasę jak i charakter. Wielbicielka chaosu i zniszczenia. Chciałaby zmienić Ziemię w swój raj, ale to tylko marzenie... 
Wygląd: Mercedes ma czarne futro z czerwonymi dokładnie takimi jak krew plamami na całym ciele. Oczy bardzo dziwne - jedno zielone, z wielkim zadrapaniem a drugie całe czarne: białko, tęczówka... Cała czarna kula! Jest niska i chuda. 
Stanowisko: Zabójca 
Specjalizacja: Tropienie, atakowanie 
Rasa: Wilk chaosu 
Żywioły: Ogień, chaos Moce: - teleportacja - zniszczenie - czytanie w myślach 
Rodzina: Nieznana 
Partner: Szuka... 
Potomstwo: --- 
Historia: Historia na pewno nie jest usypana kwiatami. Już pierwszy dzień nie miał sensu... Jej rodzina umarła sekundę po narodzeniu. Matka miała coś nie tak z ciążą, a ojciec zbyt kochał matkę siebie zabił. Mała Mercedes wyruszyła na poszukiwanie watahy. Samotność nie jest jej pisana. W dniu 3 urodzin znalazła Watahę Smoczego Ostrza. Hurra! 
Przedmioty: --- 
Właściciel: SweetWolf


1 września 2016

WIELKI POWRÓT!

Wraz z nastaniem września i powrotem szkoły powracamy i my! Zachęcam wszystkich do pisania opowiadań i dołączania! Jeszcze w ten weekend dodamy zaległe formularze i ogłosimy nowy konkurs, dlatego prosimy o sporą aktywność ;)
Planujemy również małe zmiany, ale na razie to tylko plany. Jeśli macie jakieś pomysły co do zmian, piszcie w komentarzach pod tym postem lub do graczki Ktosicek - czyli mnie :)

Pozdrawiamy! c:


Znalezione obrazy dla zapytania wolf smile

Większość obrazków i zdjęć umieszczonych na blogu nie jest naszego autorstwa.

Proszę o nie kopiowanie treści z bloga w celach własnych bez wiedzy administratorki.

Szablon wykonała Fragonia dla bloga
Sisters of The Template