14 czerwca 2015

WYRZUCENIE!

Bad Ice, Grim i Steve zostają wyrzuceni z watahy.
Powód: Brak kontaktu z właścicielami i nie dostarczenia opowiadań. 



Bad Ice

http://whiluna.deviantart.com

Teraz się naśmiewają, za chwilę będą podziwiać.


~*~

Grim

http://ruhje.deviantart.com

Nic nie muszę... Ja ewentualnie mogę.

~*~

Steve

http://eredhys.deviantart.com

Everybody lies, and everybody dies.

Od Ayr'y CD. Remusa

Przechadzałam się przez las i zauważyłam pięknego jelenia. Byłam dość głodna, dlatego miałam zamiar go zabić a następnie zjeść (chodź rzadko jem takie duże leśne stworzenia, a jeśli nawet, to starsze). Gdy miałam już wyskoczyć zauważyłam, że nie tyko ja upatrzyłam sobie tego jelenia i nawet byłam zdziwiona, że w nocy ktoś jeszcze chodzi na łowy. Po pewnym czasie wilk i jeleń zniknęli z moich oczu. Postanowiłam pobiec za nimi, nie tylko dlatego bo byłam głodna, ale i dlatego, że byłam ciekawa jak radzi sobie na łowach. Widziałam całą akcję, było widać, że i wilk i łoś nie należą do osób które szybko się poddają (lubię takie wilki). Gdy ich bitwa dobiegła końca, wilk szybko zjadł swoją zdobycz i równie szybko uciekł z lasu. Wilk był mocno poszkodowany i nie byłam pewna czy dojdzie do swojej jaskini sam na łapach, więc postanowiłam mu pomóc. Podbiegłam do wilka, a ten zmieszany na mnie spojrzał.
- Widziałam co się stało, masz dużo ran, pomogę Ci. Pójdziemy teraz do Seven i ona się tobą zajmie - rzekłam do Remusa.

Remus?

Od Ayr'y

No cóż... Od kiedy tylko Black Moon dołączył do watahy, jego osobowość zaczęła mnie interesować. Dziś był dzień ponury, więc odmówiłam sobie popołudniowego treningu i pomyślałam, że zajrzę do Black Moon'a. Gdy doszłam do jego jaskini wydawało mi się, że jest pusta, ale żeby się upewnić, weszłam do środka. Rozejrzałam się i dopiero po chwili zauważyłam parę brązowych oczu patrzących na mnie dość nieprzyjemnym wzrokiem.
- Hej... - odezwałam się, aby rozładować atmosferę.


Moon?

12 czerwca 2015

Od Arisy CD Verall'a

- E-em... - zaczęłam cicho. Gdzie miałam go najpierw zaprowadzić? Przecież było tyle możliwości... Nagle coś wpadło mi do głowy. - Proszę za mną - uśmiechnęłam się lekko, jakimś cudem przełamując swoją skorupę nieśmiałości.
Ruszyłam spokojnym krokiem w jednym kierunku, a Verall zaczął iść obok. Natomiast Ikuto prawdopodobnie siedział nam na ogonie. Słyszałam jak ciężko stąpa po gałązkach, praktycznie nie zważając na to, że przy okazji przegania wszelką zwierzynę. Westchnęłam cicho, mając nadzieję że znajdzie sobie lepsze zajęcie niż łażenie za nami w tę i we wtę. 
Po kilku godzinach obeszliśmy wszystkie miejsca i stanęliśmy przed jaskiniami. Co ciekawe, zauważyłam, że mój... "nauczyciel" stanął obok mnie i zerknął wrogo na basiora. 
- To chyba już wszystko... - powiedziałam do Verall'a.
On natomiast uśmiechnął się lekko .

Verall? Wiem, że krótkie ;-;

Od Remusa

Westchnąłem cicho, czując, że temperatura powoli spada. Wreszcie noc... Za długo już czekałem na nocne łowy... Ruszyłem powoli z jaskini, czując lekki ucisk obroży na swojej szyi. Idealne uczucie... Nie zaciśnięta zbyt mocno, by się nie udusić, ale jednocześnie czuć że tu jest. Uśmiechnąłem się lekko, wkraczając do lasu. Teraz pozostaje tylko jedno.. Zniżyłem głowę do poziomu ziemi i zacząłem węszyć. Przeszedłem kilka kroków do przodu, nastawiając uszy i próbując wyłapać najcichszy szelest. Nagle usłyszałem coś nieopodal i szybko spojrzałem w tamtą stronę. Od razu uśmiechnąłem się szeroko. Niedaleko mnie stał młody jeleń. "To musi się udać", pomyślałem. Przycupnąłem obok jednego z krzaków i powoli zacząłem się skradać. Gdy byłem dostatecznie blisko skoczyłem na niego... I właśnie wtedy cały mój spokój diabli wzięli. Wgryzłem się w jego bark, starając się utrzymać za pomocą łap. Jeleń próbował uciekać i wierzgać, w wyniku czego obaj się przewróciliśmy. Próbowałem zatopić zęby w jego szyi, jednakże nie zdążyłem. Zrzucił mnie z siebie i zaczął taranować kopytami, zadając wszędzie rany. W końcu odbiegłem kawałek i znów skoczyłem na niego. Skończyło się na tym, że sytuacja powtórzyła się kilka razy, jednakże jeleń w końcu padł z utraty krwi. Dysząc ciężko, położyłem się obok niego i zacząłem jeść. Po pewnym czasie wstałem i poszedłem powoli w stronę jaskiń. Rany były dość dobrze widoczne, na dodatek zaczynało świecić słońce... Niech to... Nie chciałem by ktoś mnie zobaczył w takim stanie... W tym samym momencie gdy o tym pomyślałem, zauważyłem że jakaś wadera biegnie w moją stronę.

Jakaś wadera dokończy?

9 czerwca 2015

ODCHODZI

Niestety, ze smutkiem muszę ogłosić, że Scarlett odchodzi. 
Powód: Mniejsze zainteresowanie watahą i brak chęci do pisania opowiadań.




http://dniseb.deviantart.com

Śmiej się w oczy strachu.

8 czerwca 2015

Od Sheedana CD. Seven

Bardzo zdziwiłem się zachowaniem wadery. Jednak tuż po tym, wiedziałem, co zrobiłem nie tak. Sam nie chciałbym być nazwany Lisem. To raczej miał być komplement. Zaczynałem jej żałować. A, zresztą. Czy taka piękna wadera nie powinna mieć tłumu adoratorów?! Próbowałem coś wykrztusić, lecz z moich ust wydobyło się tylko cienkie "Przepraszam. Nie chciałem cię urazić". Wadera nie odpowiedziała. Dopiero teraz zobaczyłem, przeze mnie płacze! Nigdy nie byłem tak wyczerpany rozmową i przejęty dalszymi losami wilka. To chyba coś znaczyło. Ona... Nawet nie znałem jej imienia... Ja... Wstydziłem się jej oto zapytać właśnie teraz. Lecz przysłowie "Carpe diem" chyba coś oznacza. Więc podszedłem do wadery i zapytałem:
- Jestem Sheedan,możesz mi mówić Will. Czy kiedykolwiek mi wybaczysz? Przepraszam, że tak wyszło. -Jeszcze nigdy nie byłem tak zatroskany o odpowiedź drugiej osoby. Zawsze zajmowałem się swoją osobą. Byłem nie tyle nieśmiały, co arogancki. Lecz przeczuwałem, że to może być mi jedyna znana osoba w tej watasze. Nie chciałem stracić pierwszej osoby, którą poznałem. Jednym zdaniem: Chyba ją polubiłem, lecz ona mnie nie.

Seven?

7 czerwca 2015

Od Verall'a CD. X

Podszedłem do wilka. Nie znałem go, ale ostrożnie przygotowałem się do ataku. 
- Tak, należę. - Powiedziałem dumnie. 
- Gdzie jest alfa? - Zapytał gwałtownie, jakby to było przesłuchanie. 
- Daleko. - Mruknąłem. 
- Eskander, nie bój się. - Powiedział. - Zaprowadź nas do Alfy. Proszę...
Przytaknąłem niechętnie i wyruszyłem w drogę. Nie było to daleko. Wilki spokojnie lecz uważnie szły za mną. Ten mały czarny jest całkiem fajny. 
- To jak się nazywacie? - Zapytałem. 
- Ja jestem X, a ten mały to Eskander. - Powiedział starszy. 
- X? Co za długie imię... - Mruknąłem. 

*Na miejscu* 

- Taravia? Przyjmiesz ich? 
- Jasne...
Uśmiechnąłem się do wilków i skierowałem się do jaskini. 


X? Eskander?

Od Roni'ego

Cichy szmer, zalotny szept i ciemność. Spadam, a wraz ze mną jakiś wilk, wadera, nie widzę jej twarzy. Koniec.
Ze snu wyrwało mnie ciche skomlenie. Pewnie coś mi się przesłyszało, ale jednak znów pisk. Wyjrzałem zza krzaków. Na pniaku siedział mały, biały wilk. 
Zbliżyłem się do niego powoli, aby się nie spłoszył. Teraz zauważyłem, że to wadera. 
- Witaj mała, dlaczego płaczesz?
- Zgubiłam się, moja mama poszła na polowanie, szłam z nią ale w wysokiej trawie straciłam ją z oczu.
- Skąd przyszłaś?
- Stamtąd. - Wskazała łapką w stronę łąki na której rosło wielkie drzewo.
- Chodź, pójdziemy tam, masz tylko mamę?
- Nie, moja mama jest samicą Alfa, a tam jest nasza wataha.
- Więc chodźmy.
Idąc w stronę domu małej waderki dużo się dowiedziałem o jej watasze.
Dowiedziałem się również jak ma na imię ona i jej mama. 
- Dziękuję, że mnie odprowadziłeś, Roni. Martwię się tylko o mamę, gdzie jest i czy mnie nie szuka. 
- No to umówimy się tak, że ty tu zostaniesz i poczekasz na nią, a jak wróci to zawyjesz, dobrze?
- Ok.
Waderka była bardzo słodka, ale musiałem iść poszukać jej mamy. Nie obiecałem jej tego, ale chciałem im pomóc. Znów wtopiłem się w otoczenie lasu. Biegłem, aż dotarłem nad kanion. Ku mojemu niezdziwieniu ujrzałem tam czarną samicę. Czaiła się na małą łanię. 
Poczekać aż ją złapie? Iść od razu i powiedzieć, że jej dziecko jest bezpieczne?
Wybrałem to pierwsze. Ułożyłem się wygodnie na kamieniu i ją obserwowałem. Ruszała się pięknie, była zwinna i przyznam się, ze mnie oczarowała. Po 15 min. w końcu skończyła swoje łowy i mogłem do niej podejść. 
- Czego chcesz? - Wyczułem w jej głosie strach.
- Spokojnie, spotkałem twoją córkę w lesie, Cheroke, mówiła mi, że się zgubiła, odprowadziłem ją do domu.
- Naprawdę?
- Tak. 


Serafina? 

Nowy basior - Roni!!


autor nieznany

Życie jest łatwiejsze kiedy masz dla kogo żyć...

Imię: Roni
Ksywka: Ron, Ronaldo
Wiek: 12 lat
Płeć: Basior
Charakter: Szalony, niepohamowany, mimo to potrafi być uległy i kochający. Lubi towarzystwo starszych basiorów, ale też wader. Jego ideałem jest samica zabawna, skryta, piękna i czarna. Miewa dni kiedy wszyscy go denerwują i on sam nie jest wtedy do wytrzymania. Odchodzi wtedy i zaszywa się sam aż mu przejdzie.
Wygląd: Wysoki, dobrze umięśniony basior. Ma bordowo - granatowe futro. Czerwone oczy które przy używaniu magii świecą. 
Stanowisko: Zabójca
Specjalizacja: Bieganie, Skakanie, Atak
Rasa: Wilk Cienia
Żywioł: Mrok
Moce: 
~ Otumanianie przeciwnika,
~ tworzenie dymu który dusi ofiarę,
~ tworzenie sennego krajobrazu,
~ manipulacja umysłowa.
Rodzina: Matka - Longma, Ojciec - Karrot
Partnerka: Zakochany w Serafinie.
Potomstwo: ---
Historia: Koniec jest początkiem. Roni urodził się jako pierwszy z 12 szczeniąt. I jako pierwszy też odszedł. W wieku 2 lat usamodzielnił się i zaczęła się przygoda życia, życia, które zakończyło się prawie 3 razy. Teraz jest bardziej uważniejszy, ale złe fatum nadal spoczywa nad jego barkami.
Przedmioty: ---
Data dołączenia: 07.06.2015r.
Właściciel: aleksis9

Od X

Ranek, słoneczny dzień. Eskander człapał obok mnie, ciągle o czymś gadając. Co jakiś czas uśmiechałem się i potakiwałem, ale nie słuchałem. Rozmyślałem właśnie nad watahą - nad tym, czy opłacało się tu dołączać. 
- I wiesz co się wtedy stało, braciszku?! - zapytał Esk, podskakując.
- Nie mam pojęcia... - odparłem bez namysłu.
- Skoczył na niego i...!
- ...I...?
- Uciekł! Rozumiesz to? Uciekł! Tchórz, prawda? - zaśmiał się
- Tak, tak... - skinąłem łbem i westchnąłem cicho
- A co będziemy teraz robić, braciszku? - zapytał, spoglądając na mnie tymi swoimi wielkimi, złotymi oczami.
- Nie wiem, mały. A co byś chciał? - uniosłem jedną brew, uśmiechając się lekko.
- Nie wiem, ale jestem głodny. Nauczysz mnie polować?
- Tak, ale kiedy indziej, dobrze? Teraz poczekaj tam, - skinąłem łbem w kierunku niskiego, rozłożystego drzewa - a ja pójdę zapolować. 
- Dobrze. - wyszczerzył zęby w jeszcze szerszym uśmiechu i w podskokach podbiegł do pnia, siadając obok.
Ja zaś ruszyłem na polowanie. Wytężyłem słuch i namierzyłem łanię. Jest lato, pełno zwierzyny, więc nie miałem z tym najmniejszych problemów. Była około kilometr stąd, więc szybko tam dobiegłem, po czym zabiłem bez najmniejszych problemów. Wróciłem do Eskandera i, zanim podałem mu mięso, podsunąłem pod jego nos buteleczkę z antidotum. 
- Masz, wypij. 
- Dobrze, - powiedział, po czym jednym łykiem wypił całą zawartość - mogę już jeść?
- Za chwilkę. Lepiej dmuchać na zimne. 
Młody z westchnieniem usiadł na ziemi. Tajemnicze antidotum to tak naprawdę wywar, dzięki któremu nie zatruje się moim jadem, który zdążył już wchłonąć w łanię. Co prawda już uodporniłem go na nią, ale, jak już mówiłem, lepiej dmuchać na zimne. 
- Dobra jedz. - po tych słowach szczeniak łapczywie dobrał się do jedzenia
Uśmiechnąłem się pod nosem.
- Chcesz kawałek? - zapytał z mięsem w pyszczku.
- Nie, wszystko Twoje. Nie jestem głodny. 
- Jak chcesz!
Usiadłem obok jedzącego szczeniaka i czekałem, opierając się o pień drzewa. Po chwili jednak usłyszałem kroki nadchodzącego wilka. Był dwa kilometry stąd, ale przemieszczał się bardzo szybko. Czekałem. Jeden kilometr stąd. Pół kilometra. Dwieście metrów. Wstałem, zasłaniając swoim ciałem młodego. 
- Co robisz, braciszku? - zapytał
- Uważaj, trzymaj się mnie. Ktoś nadchodzi. - obnażyłem kły, z których zaczęła kapać trucizna, spływając mi po pysku i lądując na ziemi, wyniszczając trawę. 
Po chwili ujrzałem sylwetkę wilka, wyłaniającego się nieopodal. Przyśpieszył, widząc mnie, po czym stanął jakieś dwadzieścia metrów ode mnie. Otworzył pysk, aby coś powiedzieć, ale uprzedziłem go. 
- Kim jesteś? Należysz do watahy? - zapytałem, marszcząc brwi.
Eskander schował się za mną, ciekawsko, ale z pewnym strachem przyglądając się wilkowi.

Verall?

5 czerwca 2015

Od Taravii CD. Serafiny

Wzruszyłam ramionami.
- Jak chcesz. Nigdy w wymyślaniu imion dobra nie byłam. - prychnęłam
- Domyślam się. - odpowiedziała z sarkazmem - Powiedz mi tylko...
Serafina nawet nie zdążyła dokończyć, kiedy Cheroke zaczęła głośno zawadzać. Wyła, piszczała i bóg wie co tam jeszcze. Skrzywiłam się i zrobiłam krok do tyłu. 
- Jak to się wyłącza?! - warknęłam i zatkałam uszy łapami.
- Może jest głodna? - zaproponował Shikanro.
- Nie mam pojęcia... Ale ja tu dłużej nie wytrzymam! - pokręciłam łbem
Już miałam wyjść, kiedy poczułam mocne szarpnięcie.
- O nie, Taravia! - Serafia zmarszczyła brwi - Nie zostawisz mnie tutaj samej!
- Ale siostrzyczko... - żałośnie zwiesiłam łeb i westchnęłam
Cheroke ciągle zawadzała, coraz głośniej. Przyglądałam jej się bacznie. Wniosek sam się nasuwał - szczeniaki nie są dla mnie
- Shikanro, przynieś coś do jedzenia! - poleciła moja siostra
- Dobrze, zaraz wrócę. 
- A Ty się tak nie gap, tylko mi pomóż! - fuknęła w moją stronę
- Kiedy ja naprawdę nie wiem co robić!! 
- Przynieś mi wody, trzeba będzie ją umyć.
Przewróciłam oczami i naburmuszona wyszłam z jaskini. Pobiegłam nad rzekę i zmaterializowałam coś na pokrój wiadra. Nabrałam do niego wody i wróciłam do jaskini, trzymając naczynie w zębach. Kiedy przekroczyłam próg, nie słyszałam już tego wnerwiającego wycia. Uniosłam brew do góry i zaglądnęłam w głąb jaskini. Shikanro stał obok Serafiny, która karmiła Cheroke z butelki. Postawiłam obok wiadro z wodą.
- Proszę, możecie ją umyć, mnie w to nie mieszajcie, błagam. Nie mam do tego łba. - warknęłam - I, do jasnej ciasnej, skąd wytrzasnęliście mleko w butelce?!

Serafina? Taravia jak zwykle wbrew wszystkiemu... ;D

Strateg - Eskander!

Rinermai

Nie kieruje się w życiu żadnym mottem.


Imię: Eskander
Pseudonim: Nie lubi, kiedy ktoś zwraca się do niego inaczej niż pełnym imieniem.
Wiek: 6 lat
Płeć: basior
Charakter: Eskander znacznie spoważniał, a także się usamodzielnił. Teraz jest on basiorem odpowiedzialnym, ponadto uodpornił się na manipulację. Stał się bardziej nieufny, ale nadal jest towarzyski i przyjazny. Jego ciekawość nieco opadła, lecz wciąż jest uparty. Nadal ma ten sam cel - opanowanie czterech podstawowych żywiołów. To wilk inteligentny, idący przez życie z chęcią zdobycia wiedzy. Zawsze wszystko planuje i nigdy się nie spóźnia, oczekując w zamian tego samego. Jest pilny i ambitny, nie lubi przegrywać. Mimo wszystko ma poczucie humoru i jest sporym marzycielem. Jest opanowany i spokojny, ale ma też gorsze dni. Zawsze ma swoje zdanie i nie przejmuje się zdaniem innych, a do tego dotrzymuje danych obietnic. Jest odważny i walczy do końca. Poddanie się nie leży w jego naturze. To wytrzymały i szybki basior.
Wygląd: Eskander jest wilkiem niewielkim - chudym i stosunkowo niskim, dzięki czemu jest szybki i zwinny. Posiada krótką, szorstką sierść w odcieniach czerni i szarości, dłuższą i trochę miększą na karku, ogonie i klatce piersiowej, pod którą można zauważyć subtelne zarysy mięśni. To wilk o stojących, szpiczastych uszach i wyraźnych, miodowych oczach, pod którymi znajdują się czerwone, półkoliste znaczenia. 
Stanowisko: Strateg
Umiejętności: 
Intelekt: 17 | Siła: 2 | Zwinność: 5 | Szybkość: 9 | Magia: 5 | Wzrok: 4 |
Węch: 4 | Słuch: 4
Rasa: Wilk Ognia
Żywioły: Ogień, powietrze, ziemia
Moce: Opanował podstawowe techniki w zakresie swoich żywiołów i wciąż poszukuje nowych.
Rodzina: Jego rodzice zginęli w wojnie, jako brata traktuje X.
Partner: Nie chce się wiązać, ma jeszcze na to czas.
Potomstwo: ---
Historia: Eskander wychowywał się w watasze, razem z rodzicami. Był jedynakiem, ponieważ jego rodzeństwo nie przeżyło porodu. Żył w otoczeniu kochających go bliskich. Miał wielu przyjaciół, więc rzadko się nudził. Niestety, gdy miał pół roku, jego wataha weszła w konflikt z inną. Tak rozpoczęła się wojna. Jego rodzice ukryli go, po czym zostali zamordowani. On został złapany, lecz obce wilki zlitowały się nad nim i po prostu dały mu uciec. Ze zbyt wielkiego wysiłku, zemdlał nad rzeką. Nieprzytomnego szczeniaka znalazł X, który akurat tamtędy przechodził. Później dorosły basior zaopiekował się nim i tak zostali przyjaciółmi. Razem wędrowali trzy miesiące, aż przybyli tutaj. Jak na razie nie mają zamiaru odchodzić.
Przedmioty: ---
Właściciel: Ktosicek | Ktosicek | damaszek2001@gmail.com
Inne zdjęcia: 
Jako szczeniak:  <KLIK>

Powitajmy X!

autor nieznany
Są słowa, które trudno wypowiedzieć. Są chwile, które ciężko zapomnieć. Są noce, które przepłaczesz. Są bajki, w które wierzysz. Ale nie ma takiej minuty, która wróci.

Imię: X <wyjaśnienie w historii>
Ksywka: Jego imię, samo w sobie, jest ksywką. 
Wiek: Dokładny wiek jest nieznany, ale ma mniej-więcej 7 lat i 6 miesięcy.
Płeć: basior 
Charakter: X jest basiorem tajemniczym, lecz chodzi tu o jego przeszłość. Nikt jej nie zna, on sam również. Dlaczego? Doznał amnezji, przez co jego wspomnienia zniknęły. Można opisać go jako poważnego i inteligentnego, uparcie dążącego do celu. Celu, którym jest znalezienie pewnej wadery. Jest trwały w swoich przekonaniach, twardo stąpa po ziemi. Nie ma serca z kamienia, uśmiecha się, lecz tylko, gdy ma wyraźny do tego powód. Jednym z nich jest Eskander, jego kompan. X przywiązał się do niego - troszczy się, jest opiekuńczy i stara się nie obarczać go swoimi problemami. Zbyt wiele obaj przeszli. Więcej o charakterze X trudno powiedzieć, bo dostosowuje się on do danej sytuacji. Można jednak stwierdzić, że jest to basior nieufny, ostrożny i rozważny. Mimo wszystko czasami po prostu ponoszą go nerwy. Co do sprawności fizycznej, X jest wilkiem wytrzymałym i szybkim. W walce wykorzystuje zmysł słuchu, szybkość i inteligencję. 
Wygląd: Całkiem wysoki, szczupły wilk, z wyraźnymi zarysami mięśni. Jego futro jest gładkie, gęstsze na szyi. Ma kolor jasnobrązowy, podchodzący pod beż. Na puszystym ogonie, grzbiecie i szyi ma ciemnobrązowe i czarne znaczenia, ciągnące się jednolicie aż po sam pysk, do nosa. Oczy X są najzwyklejsze, czarne, jednak czasami wydają się jasnozielone. Zapewne przez toksyny, które rozchodzą się po całym ciele wilka. Ma śnieżnobiałe kły, w których, podobnie jak w pazurach, ujście znajduje jad - nie szkodzi on jedynie jemu. 
Stanowisko: Wojownik.
Umiejętności: 
Intelekt: 9 | Siła: 5 | Zwinność: 4 | Szybkość: 9 | Magia: 5 | Wzrok: 4 |
Węch: 5 | Słuch: 9
Rasa: Wilk Trucizn.
Żywioły: Trucizny, ogień, metal.
Moce:
~ Posiada możliwość wytworzenia małych przedmiotów, takich jak broń, z metalu,
~ wytwarza tarczę obronną, w postaci wielkiej kuli, wytworzoną z metalu i ognia, 
~ może podpalić każdą powierzchnię (wyjątkiem jest woda i próżnia), wytwarza również różnego rodzaju pociski z ognia, ale też z metalu,
~ umie łączyć żywioł ognia i metalu w jedną spójną formę, tak jak w przypadku tarczy ochronnej,
~ po całym jego ciele rozchodzą się toksyny - ujście znajdują w kłach i pazurach - jego jad nie rani jedynie jego samego,
~ jego rany goją się szybciej, ze względu na specyficzny składnik zawarty w truciźnie płynącej w jego żyłach,
~ doskonale widzi w ciemności, praktycznie jak za dnia - i znów umożliwia mu to trucizna,
~ ma możliwość teleportacji na bardzo krótkie dystanse, nie dłuższe niż 100 metrów.
Rodzina: Nie jest w stanie przypomnieć sobie swojej rodziny. Nie ma z nią żadnego kontaktu, ślad po nich zaginął. 
Partnerka: ---
Potomstwo: ---
Historia: Jego przeszłość jest nieznana. Mniej-więcej rok temu stracił pamięć. Ostatnie, co zapamiętał, to krzyk pewnej wadery, upadek do wody i przeraźliwy ból w czaszce. Później obudził się na brzegu morza, cały w piasku, wypchnięty przez fale. Nie pamiętał nic, łącznie ze swoim imieniem. Zaczął wędrować i szukać wskazówek dotyczących swoich utraconych wspomnień i krzyczącej, tajemniczej wadery. Nikt nic nie wiedział. Postanowił - to będzie jego cel. Odnalezienie wilczycy, która krzyczała. Może była to jego matka, może siostra, albo ukochana... Podczas wędrówki zyskał przydomek X, jako nieznany. Przyjął to jako imię, bo nic innego mu nie pozostało. Później spotkał nieprzytomnego Eskandera, który uciekł z pola bitwy. Postanowił się nim zaopiekować, wziąć jego los w swoje łapy. Zaprzyjaźnili się i zostali dla siebie braćmi. Mieli tylko siebie. Wędrowali razem trzy miesiące, aż zawędrowali tutaj. Ze względu na Eskandera, X postanowił dołączyć do watahy.
Przedmioty: ---
Właściciel: Ktosicek | Ktosicek | damaszek2001@gmail.com

4 czerwca 2015

Od Seven CD. Sheedana

- Że co proszę? - zmarszczyłam brwi oburzona. - Czy ty coś sugerujesz?!
- Ale co niby? - Wilk wzruszył ramionami
- Ty... Ty chciałeś mnie zabić dla byle czego! - Fuknęłam jeszcze bardziej wkurzona. - Co ty sobie myślisz! A poza tym: ta pani ma imię! 
- Przecież już mówiłem: myślałem, że jesteś lisem. - dodał spokojnym głosem. Najwyraźniej moje fochy nie zrobiły na nim wrażenia. Mój gniew ostygł trochę.
- Pff... jeszcze czego... - Zgrzytałam zębami. - Czy na serio wszyscy tu mnie widzą na talerzu? Nawet własny gatunek?!
- Przecież... - Wszystkie słowa zastygły mu w gardle.
- Czyli nie zaprzeczasz, co? - Położyłam uszy po sobie. - Wszyscy tacy sami...
Odwróciłam się, spoglądając w tył. I właśnie zdałam sobie sprawę z jednej ważnej rzeczy:
"Czy ja na serio płaczę?!"

Sheedan? Szloch, szloch... ;)

Większość obrazków i zdjęć umieszczonych na blogu nie jest naszego autorstwa.

Proszę o nie kopiowanie treści z bloga w celach własnych bez wiedzy administratorki.

Szablon wykonała Fragonia dla bloga
Sisters of The Template